Orki oceaniczne pomimo osiąganej masy 6–9 t potrafią wyskoczyć nawet 4 m nad powierzchnię wody. Orki oceaniczne pomimo osiąganej masy 6–9 t potrafią wyskoczyć nawet 4 m nad powierzchnię wody. Tory Kallman / Shutterstock
Środowisko

Wilki oceanu

Opadnięta ­płetwa grzbietowa jest przypadłością osobników żyjących w ­niewoli. Loro Parque, Teneryfa.slava296/Shutterstock Opadnięta ­płetwa grzbietowa jest przypadłością osobników żyjących w ­niewoli. Loro Parque, Teneryfa.
Orki lubią obserwować okolicę, wystawiając głowę pionowo nad powierzchnię wody (tzw. spy hopping).Tory Kallman/Shutterstock Orki lubią obserwować okolicę, wystawiając głowę pionowo nad powierzchnię wody (tzw. spy hopping).
Zwierzęta posiadają 40–57 ostrych zębów, które ulegają ścieraniu, co widać zwłaszcza u starszych osobników.FineShine/Shutterstock Zwierzęta posiadają 40–57 ostrych zębów, które ulegają ścieraniu, co widać zwłaszcza u starszych osobników.
Orki w pogoni za zdobyczą potrafią płynąć z prędkością nawet 40 km/h.Tory Kallman/Shutterstock Orki w pogoni za zdobyczą potrafią płynąć z prędkością nawet 40 km/h.
Budowa wewnętrzna samicy orki oceanicznej.Wikimedia Commons Budowa wewnętrzna samicy orki oceanicznej.
Czaszka orki oceanicznej z zębami, które u dorosłych osobników osiągają 7 cm długości.pr2is/Shutterstock Czaszka orki oceanicznej z zębami, które u dorosłych osobników osiągają 7 cm długości.
Sprytne orki ­podczas polowania sprawnie wślizgują się na plażę i chwytają ­zaskoczone uchatki. Patagonia, Argentyna.Foto 4440/Shutterstock Sprytne orki ­podczas polowania sprawnie wślizgują się na plażę i chwytają ­zaskoczone uchatki. Patagonia, Argentyna.
Szkielet niezwykłej orki zwanej Old Tom, eksponowany w Killer Whale Museum, Australia.Indigo Szkielet niezwykłej orki zwanej Old Tom, eksponowany w Killer Whale Museum, Australia.
Pokaz orek w Puerto de la Cruz, Teneryfa.Vladimir1984/Shutterstock Pokaz orek w Puerto de la Cruz, Teneryfa.
Łatwe do połknięcia nieduże ryby są ulubioną przekąską łaciatych waleni.Danny Ye/Shutterstock Łatwe do połknięcia nieduże ryby są ulubioną przekąską łaciatych waleni.
Orki oceaniczne to mieszanka siły, inteligencji oraz znakomitych technik łowieckich, co czyni je drapieżnikami doskonałymi.

Te żyjące stadnie towarzyskie zwierzęta można spotkać w zasadzie we wszystkich zakątkach oceanów. Wykazują się logicznym myśleniem oraz odczuwają emocje takie jak gniew, strach, radość i smutek. Dosyć szybko uczą się nowych umiejętności, a swą wiedzę potrafią przekazywać innym osobnikom w stadzie. Dożywają 90 lat, a długość ciała dorosłych wynosi 7–10 m przy masie 6–9 t. Pokaźne rozmiary powodują, że orki oceaniczne są największymi przedstawicielami spośród 35 gatunków delfinów. I dlatego – zamiast wielorybami – poprawniej należałoby je zwać wielodelfinami. Dzięki czarno-białym łatom na skórze przypominają pocieszne pandy, jednak orki w swoim środowisku są drapieżnikami szczytowymi w łańcuchu pokarmowym. W starciu z ich grupą większość zwierząt oceanu jest bez szans. Obecnie światową populację orek szacuje się na 50 tys. osobników.

Bezsenny demon

Już sama nazwa – orka – powinna budzić respekt, gdyż w mitologii rzymskiej Orkus był bóstwem podziemnego świata, demonem śmierci. W dawnych czasach niejednokrotnie widziano stada orek atakujące nawet potężne wieloryby. Z tego względu pierwotnie angielska nazwa zwierzęcia brzmiała whale killer, czyli „zabójca wielorybów”. Z czasem przestawiono w niej wyrazy i obecnie to killer whale – „zabójczy wieloryb”. Ta drobna modyfikacja doskonale pasuje do tych łaciatych delfinów, które nie pogardzą żadnym pływającym w oceanach zwierzęciem. Grozy dodaje fakt, że podobnie jak każdy delfin w zasadzie są one ciągle aktywne i w ludzkim rozumieniu snu nigdy nie zasypiają. Jedna połowa ich mózgu stale czuwa. Po pewnym czasie półkule zamieniają się obowiązkami, a więc czuwająca zapada w sen, a odpoczywająca się budzi. Dzięki temu każda orka nawet podczas snu wie, co się wokół niej dzieje. Jednak wbrew przypiętej łatce zabójcy zwierzęta te w rzeczywistości nie są zainteresowane polowaniem na płetwonurków czy człowieka w ogóle. Do tej pory brak rzetelnych doniesień o atakach orek na ludzi w ich środowisku naturalnym. Człowiek w wodzie albo tylko je zainteresuje, albo po prostu zignorują go i popłyną dalej. Inaczej sytuacja wygląda w oceanariach i różnych parkach rozrywki. Nawet pokaźny basen nie będzie zapewniał im takiej przestrzeni do pływania, jaką mają w oceanach, a wskutek tego często wiotczeją im mięśnie płetwy grzbietowej, która w następstwie opada na bok ciała. Dodatkowo stworzenia wykazują oznaki depresji, co może doprowadzić do zachowań nerwowych, a nawet wręcz agresji w stosunku do obcujących z nimi ludzi. Odnotowano kilkanaście takich ataków na człowieka, z których część niestety okazała się śmiertelna w skutkach. Szczególnie nieobliczalny był samiec o imieniu Tilikum, bo podczas swego życia w parku rozrywki w Orlando na Florydzie zabił trzy osoby.

Dialekt klanu

Orki są zwierzętami towarzyskimi, żyjącymi w stadach o liczebności wahającej się od kilku do kilkudziesięciu osobników. Lubią się ze sobą bawić, przy czym często wykorzystują inne zwierzęta, które niczym piłkę przepychają pod wodą lub podrzucają w powietrze. Dominującą rolę odgrywają tu samice, natomiast dorosłe samce z reguły nie wchodzą im w drogę i pływają na obrzeżach gromady. Pomiędzy osobnikami wytwarzają się silne więzi. Każda matka chroni swoje potomstwo i zapewnia mu pożywienie oraz przygotowuje do życia w społeczeństwie orek. Wydawanymi dźwiękami, stuknięciami pyska, ruchami ciała, czasem lekkimi ugryzieniami pokazuje dominację oraz to, jak zrobić coś, co można, a czego nie wolno.

Podstawową jednostką w społeczeństwie orek jest grupa rodzinna składająca się z dominującej samicy oraz jej córek i dorastających synów. Więzi pomiędzy rodzeństwem nie ustają zarówno po śmierci matki, jak i wówczas, gdy poszczególne osobniki zakładają swoje rodziny. Kilka takich grup o wspólnych przodkach tworzy klan. Każdy z klanów ma swój schemat wydawanych dźwięków, jakby dialekt, za którego pomocą orki rozpoznają się i utrzymują ze sobą kontakt. Ta osobliwa mowa wydaje się jedną z najbardziej zaawansowanych spośród wszystkich zwierząt na Ziemi. Dialekt jest przekazywany z pokolenia na pokolenie, stanowiąc swoisty element kultury językowej orek. Młode osobniki na początku swojego życia wydają z siebie mało zróżnicowany repertuar dźwięków, który z czasem głównie wskutek nauk matki zostaje wzbogacony. Niekiedy – podobnie jak w przypadku ludzi z różnych rejonów świata – dialekty te są zupełnie odmienne. Nawet jeśli obszary zajmowane przez klany się zazębiają, to zwierzęta trzymają się raczej w obrębie swojej grupy językowej i nie wchodzą w interakcje z innymi, ale pomimo istotnych różnic w „języku” prawdopodobnie wszystkie potrafią się ze sobą w jakimś stopniu porozumiewać. Zaobserwowano, że czasem w momencie spotkania dwa klany zaczynają wydawać z siebie trochę inne tony niż zazwyczaj – być może zwierzęta posiadają schemat podstawowych dźwięków, który jest zrozumiały dla każdego z nich niezależnie od przynależności klanowej.

Mówiący nosem

Orki oceaniczne, podobnie jak i inne gatunki delfinów, wydają dźwięki umiejscowionym na czubku głowy nosem. Poniżej nozdrzy w jamie nosowej znajdują się worki powietrzne, w których powietrze jest sprężane. Odbywa się to najpierw w jednym z worków, a następnie wskutek silnego skurczu mięśni przepompowywane jest do drugiego. Podczas przemieszczania się powietrze przeciska się przez obecne pomiędzy workami tkanki miękkie, które zaczynają wibrować i tym samym generować dźwięk. Orka może wielokrotnie przepompowywać powietrze nawet przy zaciśniętych nozdrzach pod wodą. Dzięki temu w przeciwieństwie do człowieka może emitować nawet donośne tony, nie martwiąc się, że zabraknie jej powietrza (wprawdzie czasem w trakcie podwodnych rozmów orek widać wydobywające się z ich nozdrzy pęcherzyki powietrza, ale powstają one raczej przypadkowo, może nawet dla zabawy).

Orki wydają z siebie cały repertuar przeciągłych i krótkich dźwięków nawet o bardzo wysokim poziomie natężenia, z których najsilniejsze przekraczają 120 dB. Niekiedy pływające po powierzchni wody stado jest tak hałaśliwe, że słychać je zarówno w powietrzu, jak i pod wodą w promieniu wielu kilometrów. Wyróżnić wtedy można piskliwe, terkoczące, klaszczące i świszczące tony, z których część z reguły jest stale powtarzana niczym refren jakiejś piosenki, a pomiędzy nimi wtrącane są inne. Naukowcom jednak ciągle nie udało się zrozumieć sensu tej rozmowy, gdyż liczba brzmień emitowanych przez poszczególne osobniki jest znaczna. Pod tym względem wzajemna komunikacja w stadzie orek bardzo przypomina ludzką.

Widzieć echem

Echolokację w skrócie można określić jako widzenie uszami. Polega ona na wysyłaniu dźwięków o różnym natężeniu i częstotliwości, a następnie wsłuchiwaniu się w nie, gdy zostaną odbite od różnych elementów otoczenia. Część z nich stanowią ultradźwięki, znajdujące się poza górnym zakresem słyszalności dla człowieka, wynoszącym 20 kHz. Orki zwłaszcza podczas polowania generują serię trwających milisekundy klików, zwykle o częstotliwości z zakresu 45– 80 kHz. System echolokacyjny składa się z melona, czyli zbiornika tłuszczu w okolicach czoła, worków powietrznych i kanału w dolnej szczęce, wypełnionego oleistą substancją. Generowane w workach dźwięki dostają się do melona, który pełni funkcję soczewki – skupia wibracje i wysyła je w określonym kierunku. Odbite od podwodnych obiektów echo jest wychwytywane przez dolną szczękę, wypełnioną galaretowatą substancją, której drgania są przenoszone do ucha środkowego, a następnie do mózgu. W mózgu sygnał jest odpowiednio przetwarzany, aby powstał obraz tego, co znajduje się wokół zwierzęcia. System detekcji jest na tyle sprawny, że nawet w kompletnej ciemności orka może dostrzec zdobycz wielkości piłeczki tenisowej z odległości ok. 200 m.

Ekotypy

Poszczególne grupy orek z reguły zamieszkują jakiś rejon oceanu i nie odbywają dalekich migracji. Obecnie najlepiej przebadana jest populacja, która zasiedla wschodnią część Pacyfiku, niedaleko zachodnich wybrzeży Ameryki Północnej. W obrębie występujących tam zwierząt wyróżniono trzy ekotypy orek, różniące się pod względem budowy, repertuaru wydawanych dźwięków oraz specjalizacji w polowaniu na określony typ zwierząt. Dlatego naukowcy sugerują, że być może należałoby w obrębie rodzaju orka wydzielić osobne gatunki lub podgatunki. Pierwszy ekotyp to tzw. orki osiadłe, które żyją na małym obszarze, bliżej brzegów, a ich głównym pokarmem są różne ryby, szczególnie z gatunków śledziokształtnych i łososiowatych. Drugi to orki wędrowne, często przemierzające znaczne rejony wzdłuż wybrzeży kontynentu. Wyspecjalizowały się w polowaniu na ssaki morskie, spośród których najczęściej atakują foki, uchatki, a czasem nawet kaszaloty i humbaki. Trzeci stanowią orki szelfowe, które żyją z dala od brzegu i penetrują rejon na granicy szelfu kontynentalnego i otwartych wód oceanu. Polują głównie na rekiny, co widać po licznych ranach i bliznach zostawianych przez zęby rekinów na ich ciałach.

Zuchwali łowcy

Pokarmem wilków oceanu jest w zasadzie wszystko, co nadaje się do zjedzenia, a więc głównie ryby, głowonogi oraz różne ssaki i ptaki morskie. Czasem w rejonie Arktyki udaje im się schwytać dość nietypowy i zarazem dorodny kąsek w postaci łosi, jeleni i niedźwiedzi polarnych. Te zwierzęta niekiedy przepływają pomiędzy krami i niewielkimi wyspami, a więc okazyjnie padają łupem czyhających na nie pod wodą łaciatych drapieżników. Orki mają doskonałą umiejętność zorganizowanego polowania w grupie. W poszukiwaniu pokarmu pokonują nawet 150 km dziennie. Poszczególne osobniki płyną w odległości do 100 m od siebie i bacznie obserwują toń oraz przeczesują ją skanerami echolokacyjnymi. Na łowach zachowują się jak świetnie wyszkolona wataha. Gdy zauważą ofiarę, w momencie ataku wykonują szereg dość złożonych i skoordynowanych czynności, które wyglądają, jakby były dobrze przemyślane. Orki często wręcz zadziwiają w takich sytuacjach kreatywnością. Grupy wyspecjalizowane w polowaniu na ławice ryb zataczają wokół nich coraz mniejsze kręgi i wypuszczają bąbelki powietrza. W efekcie przerażone stworzenia zbijają się w ciasną kulę obronną. Na to tylko czekają orki, które szybko podpływają i – robiąc podwodnego fikołka – uderzają potężnym ogonem w ściśnięte ryby. Za tak ogłuszonymi i poturbowanymi ofiarami nie trzeba się uganiać. Podobną taktykę stosują też delfiny polujące na duże rekiny. Najpierw osaczają ofiarę z boków i od dołu, a następnie – zataczając kręgi – zmuszają ją do ucieczki ku powierzchni. Później na przemian podpływają do niej i wynurzając masywną płetwę ogonową nad wodę, wymierzają jej potężny cios z góry. W ten sposób ogłuszony rekin nie ma sił ani do pływania, ani do obrony, a więc staje się łatwą zdobyczą.

Niektóre klany są tak zuchwałe, że polują nawet na stada humbaków i kaszalotów, zwłaszcza gdy zauważą pomiędzy dorosłymi osobnikami ich niewielkie potomstwo. Często w wyniku szybkiego, lecz pozorowanego ataku udaje im się wywołać zamieszanie w stadzie, a następnie odpędzić od matki i złapać małego bezbronnego wieloryba. Z kolei niektóre grupy orek z rejonu Antarktydy wyspecjalizowały się w polowaniu na pingwiny, foki i uchatki. Są na tyle sprytne, że wślizgują się przodem ciała na brzeg kry i chwytają wypoczywającą na niej zdobycz. Jeśli znajduje się ona poza bezpośrednim zasięgiem, to starają się pyskami wywrócić krę lub ją skruszyć i w ten sposób dopaść swoją ofiarę. Gdy kra jest solidna, orki najpierw ustawiają się w linii jedna obok drugiej, a następnie zwartym szykiem ruszają gwałtownie w jej kierunku. Płyną szybko tuż pod powierzchnią wody, co wytwarza solidną falę, która przetaczając się przez krę, spłukuje fokę lub stadko pingwinów wprost do wody. W przypadku orek zamieszkujących wody przybrzeżne Ameryki Południowej zaobserwowano chyba najbardziej zuchwałą technikę polowania. Z impetem wślizgują się na plażę z wypoczywającymi na niej uchatkami, po czym chwytają je w pysk i mozolnie wyginając ciało, wracają do wody. Jedynymi zwierzętami, których orki raczej nie atakują, są samce kaszalotów, z natury bardzo bojowe. Również rzadko interesują się największymi zwierzętami oceanu, czyli dorosłymi płetwalami błękitnymi.

Inteligentni towarzysze

Orki są ciekawskimi i mało bojaźliwymi stworzeniami i dlatego chętnie nawiązują kontakt z człowiekiem. W wodach przybrzeżnych Australii niedaleko miasta Eden na przełomie XIX i XX w. funkcjonowała przez kilkadziesiąt lat niezwykła kooperacja wielorybników z grupą kilkunastu orek. Dostając wyrzucane za burtę łodzi smaczne kąski, będące szczątkami upolowanych wielorybów, szybko pojęły, że człowiek umie schwytać zwierzęta, które dla nich są dość trudnym przeciwnikiem. W efekcie w zamian za smakołyki co jakiś czas z własnej inicjatywy i bez udziału ludzi przypędzały wieloryby do zatoki. W czasie tej skoordynowanej nagonki większość łowców odgradzała drogę ucieczki wielkim ssakom na otwarte wody oceanu, a kilku podpływało bliżej brzegu. Następnie donośnie gwiżdżąc oraz wyskakując z wody, orki informowały wielorybników, że czas na łowy. Szczególnie pomocny był samiec nazwany Old Tom, który podczas polowań płynął przed łodziami i podekscytowanymi piskami wskazywał, gdzie w danej chwili są ścigane wieloryby. Niestety pewnego dnia znaleziono go martwego na plaży i od tamtego czasu niezwykła współpraca zaczęła ustawać. Na cześć tej kooperacji orki z człowiekiem w 1938 r. w tym australijskim mieście powstało Eden Killer Whale Museum, w którym honorowe miejsce zajmuje szkielet niezwykłego Old Toma. Oprócz niego znajdują się tam sprzęt wielorybniczy oraz setki pisemnych dokumentów, zdjęć i nagranych relacji wielu świadków, które potwierdzają tamtejsze wydarzenia.

Również przetrzymywane w niewoli orki często zaskakują swymi umiejętnościami i współpracą z człowiekiem. Doskonale odróżniają swoich opiekunów od obcych ludzi, nawet gdy wszyscy zostaną jednakowo ubrani. Potrafią nauczyć się wielu sztuczek, gdyż rozumieją komendy treserów, zarówno głosowe, jak i wydawane za pomocą rysunków na tablicach czy gestów. Dodatkowo są zdolne imitować zasłyszane odgłosy innych zwierząt oraz ludzką mowę. Szczególne uzdolnienia wykazuje znajdująca się w Parku Rozrywki Marineland we Francji orka Wikie, którą opiekunowie nauczyli kilku słów po angielsku. Na razie umie się przywitać (hello), pożegnać (bye-bye) i policzyć do trzech (one, two, three). Wprawdzie zapewne nie rozumie sensu wypowiadanych słów, ale skoro wydaje je nosem, można jej zdolności językowe uznać za wybitne.

dr Radosław Żbikowski

Wiedza i Życie 9/2020 (1029) z dnia 01.09.2020; Zoologia; s. 70
Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną