Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Strona główna

Całe mnóstwo fal

Nasze poznanie z grubsza odróżnia to, co się dzieje, od tego, że się coś dzieje – i w języku to pierwsze jest urzeczownikowione, to drugie zaś wyraża się formami czasownikowymi.

Obserwuj nas. Pulsar na Facebooku:

www.facebook.com/projektpulsar

W Sekcji Archeo w Pulsarze prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.


Rzeczowniki określające zjawiska, procesy, zdarzenia i fakty (te słowa to rzeczowniki) ujmują je zresztą na różnym, by tak rzec, stopniu stabilizacji – i tak bieg wydaje się konkretniejszy niż bieganie czy biegnięcie. I na ogół to różne rzeczownikowe przydawanie konkretności zdarzeniom nam nie przeszkadza. Przeciwnie, pomaga w opisywaniu (a zapewne i w pojmowaniu) świata. A od tych ukonkretnionych rzeczownikowo zdarzeń z łatwością odróżniamy to, co w nich uczestniczy i co już jest oczywiście rzeczownikowo wyrażone. W biegu biegnie biegacz, roślina, rosnąc, osiąga wzrost – i to wszystko odróżniamy.

Są wszelako czasem problemy z odróżnieniem tego, co się dzieje, od tego, co w tym dzianiu się uczestniczy. Czy światło to to, co świeci, czy też to, że się coś świeci? Gdy widzę światło lampy, to jakbym widział bieg biegacza czy też biegnącego biegacza?

I tak jest z falą. Czy to falowanie, czy też to, co faluje? Definiując falę, jedne słowniki sięgają po rzeczowniki oznaczające to, co się dzieje, zwykle z wodą, zatem to jej ruch, wzruszenie (tak u Lindego), kołysanie, wzburzenie lub czegoś zaburzenie, w każdym razie jakieś zjawisko, zdarzenie czy proces. Ale bywa fala definiowana i jako wał wodny, inaczej bałwan, czyli jako coś konkretnego, przedmiotowego, coś, co ruchowi podlega lub go tworzy. Widząc fale, widzimy przecież coś, co się porusza, i możemy fale nawet policzyć (wiemy, która z nich jest dziewiąta), możemy ich dotknąć (czy raczej one nas mogą).

Fal jest całe mnóstwo. To proste i wygodne słowo opisuje nam świat przyrody i takie określenia jak fale radiowe, sejsmiczne czy elektromagnetyczne dają nam czasem złudzenie rozumienia zjawisk dla wielu z nas tajemniczych, nawet możemy je przybliżać poprzez mówienie o krótkich czy długich falach. W cielesnych metaforach doznajemy czasem uderzeń fal, na przykład krwi czy gorąca (fale przecież, wiadomo, uderzają). Społeczne zjawiska też falami nazwać wygodnie, taki zabieg zdaje się wiele wyjaśniać, a czasem tłumaczyć.

Z kolei, widząc w świecie bezpośrednio przedmioty, mówimy o falach jak o przedmiotach. Kiedy Mickiewicz mówi o czymś nie lgnie do niego fala ani on do fali czy też o fali łąk szumiących (żeby sięgnąć po najbardziej znane cytaty), to przecież ujmuje fale przedmiotowo. W końcu co powraca i bije, uderza? Na czym się można unosić albo co może nas unosić? Nasze wyobrażenie łatwiej chyba konkretyzuje fale, a najlepszym przykładem niech będą fale, w które układają się nam włosy na głowie.

Fala w polszczyźnie wzięła się z niemieckiego – nie wiadomo tylko, czy z welle, czyli po niemiecku fala (dawniej zresztą fala zwana była u nas wełną), czy może z fallen, czyli „upadać” (w dawnej polszczyźnie falować znaczyło też „upadać”, „podupadać”). Nasi przodkowie falą nazywali też zjawiska atmosferyczne takie jak burza, nawałnica, wreszcie chmura. I tu możemy upatrywać śladów pewnej neutralizacji zarysowanej wyżej opozycji: to, co i to, że. W końcu czy to grom grzmi, czy to grzmienie gromem nazywamy? Deszcz pada, to, co pada, nazywamy deszczem, ale kiedy mówimy „deszcz”, to właśnie mówimy, że pada. I z drugiej strony, kiedy mówimy, że pada, to nie musimy dodawać, że deszcz. W naszym pierwotnym odczuciu przyrody to, że coś się dzieje, miesza się z tym, co mianowicie się dzieje, a nawet z tym, co uczestniczy w tym, że się coś dzieje, i wręcz z tym, co sprawia, że się coś dzieje.

Tak to się dzieje.

Wiedza i Życie 2/2024 (1070) z dnia 01.02.2024; Na końcu języka; s. 65
Reklama