Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Strona główna

Ogień

Nasi praindoeuropejscy przodkowie rozróżniali dwa ognie. Pierwszy, czyli w uproszczeniu ognis, był sługą człowieka. To ten ogień dał ludziom Prometeusz. Drugi, puris, był żywiołowym niszczycielem. Prasłowiański ogn już zawierał w sobie oba znaczenia. A w ogóle nazwy żywiołów są językowo ambiwalentne: woda budzi grozę potopu i daje życie, ziemia to matka, ale i grób, powietrze to oddech, ale i morowe („od powietrza, głodu, ognia i wojny…”).

A ogień to też bóg – albo co najmniej jego atrybut. I w języku mamy takie wyrażenia, do wierzeń się odwołujące, jak święty ogień, wieczny ogień, ofiarny ogień, a i w sprawach nieświętych można płonąć świętym ogniem. No i piekielny ogień do eschatologii się odnosi.

Kiedy popatrzymy na nasze postrzeganie ognia, ujawniające się we frazeologii, dostrzeżemy przede wszystkim kilka grup skojarzeń. Oczywiście są tu groza, zagrożenie, strach. Są walka, konflikt, ale też gwałtowność, szybkość i namiętność. I widać postrzeganie ognia z jego cechami niemal ludzkimi.

Ogień żyje. Jak coś pali się mocno, to pali się żywym ogniem – taki ogień zdaje sią bardziej żyć. A jak pali (a nie palić nie może, tak jak deszcz nie może nie padać), to pożera, trawi, pochłania. Jak zwierzę lub człowiek. Owszem, bucha, ale z drugiej strony tańczy. Jego ruchy są wręcz wdzięczne.

Nie można z nim igrać, należy go unikać jak ognia. W ogóle ostrożnie z ogniem. Trzeba się z nim obchodzić jak z ogniem. Boimy się go jak ognia. Trzeba być niezwykle odważnym, żeby iść w ogień. Albo choćby jak w ogień. Podobnie: skoczyć, ale to robi się najczęściej za kimś, więc może nieco łatwiej. Jeśli nie za kimś, to idzie się na pierwszy ogień.

Ogień to wojna. Metonimicznie mówimy, że ktoś był w ogniu, ale nawet spór, dyskusja, kłótnia mają swoje ognie. W każdym razie z ogniem łączą się sprawy ostre, groźne, konfliktowe. I gniew także z ogniem się kojarzy.

I z ogniem kojarzymy to, co mocne, ostre, szybkie, gwałtowne. Mówi się szybki jak ogień. Robimy coś z ogniem albo przynajmniej z ogniem w oczach, wpadamy jak po ogień, a młodzieńczy ogień też pewnie jest szybki. Tempo i intensywność. Ognie miłości, namiętności wydają się nam metaforami całkiem zrozumiałymi. W końcu zapalamy się do różnych rzeczy intensywnie. Tyle że czasem bywa to słomiany ogień

Ogromna jest ogniowa rodzina wyrazów. Obok przymiotnika ogniowy mamy i ognisty (częste w odniesieniu do uczuć), czasowniki rozognić, zaognić to też częste metafory, raczej nieodnoszące się do rzeczy przyjemnych. Trochę inaczej jest ze słowem ognisko, tak chętnie używanym w najrozmaitszych społecznych odniesieniach – bo ognisko jako punkt centralny ludzkich miejsc, palenisko, ogniskowało w sobie wiele u nas już od piętnastego wieku. Czasem mówi się też, bez poczucia pleonazmu, o ognisku zapalnym. I jest też tajemnicze, też piętnastowieczne ogniwo – tu mamy, by tak rzec, świadomość brakującego ogniwa, które połączyłoby ogniwo z ogniem. Może krzesiwa bywały często w formie części łańcucha?

W pewien sposób o ważności ognia świadczy obecność w języku wielu wyrazów o bardzo różnym brzmieniu i etymologii – oznaczałoby to, że postrzegając różnorodność zjawisk z ogniem związanych, różne strony ognia, znajdowaliśmy różne określenia, nazwy. Płomień, pożar, palić się, krzesać – przecież tylko do ognia się odnoszą, a tak są różne. A gdy coś płonęło, wołano gore! – bo palić się, to inaczej gorzeć.

To wszystko pokazuje, że ogień to ważna sprawa. Bo nie ma dymu bez ognia

Wiedza i Życie 7/2026 (1099) z dnia 01.07.2026; Na końcu języka; s. 78
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną