Wikipedia
Człowiek

Dawniej ludzie nie żyli w brudzie

Co wyrwało ludzi z dzikiej natury? Kiedy zaczęli się bać wody? Dlaczego brud niekoniecznie wykluczał ich piękno? Co uczyniło ich godnymi obcowania z bogami? O meandrujących dziejach higieny i kosmetyki opowiada Agnieszka Krzemińska, archeolożka i dziennikarka naukowa.

Wbrew pozorom ciało, w którym się rodzimy, nie należy tylko do nas. Najpierw, w dzieciństwie, decydują o nim rodzice – to oni je ubierają, przewijają, obrzezują, przekłuwają uszy czy ścinają włosy. Potem, przez pewien czas, mamy wrażenie kontroli nad nim, ale to ułuda. Na myśl przychodzą od razu niewolnicy i więźniowie, których ciałami rozporządzali ich właściciele bądź sędziowie (przykładowo, skazańcy nierzadko uczestniczyli w eksperymentach medycznych), ale też kobiety, które często wbrew ich woli wykorzystywano seksualnie i których płodność kontrolowano. Antropolodzy i filozofowie nie mają wątpliwości, że ciało każdego człowieka należy do kultury i społeczności. Podczas gdy ta pierwsza narzuca pewne wzorce wyglądu, którym należy się poddać, ta druga dba, by się im podporządkować. Dotyczy to nie tylko ubrań, makijażu czy higieny, lecz także okrutnych skaryfikacji, tatuaży, przekłuwania różnych części ciała, a nawet odcinania palców, wybijania zębów czy golenia głów, które są elementami przeróżnych rytuałów przejścia (franc. rites de passages). Tego typu modyfikacje miały za zadanie z dzikiego, nieokiełznanego, naturalnego ciała stworzyć człowieka cywilizowanego.

Wyobrażenie, że dotyczy to zamierzchłych czasów i społeczności pierwotnych, jest błędne, czego dowodem są niezwykle rozwinięte gałęzie gospodarki, których zadaniem jest podtrzymywanie młodości i zdrowia oraz poprawianie naszego wyglądu (branże kosmetyczna, modowa czy medycyna plastyczna). W dosłownym znaczeniu władzę nad naszym ciałem społeczność przejmuje po naszej śmieci. To ona ostatecznie decyduje, co się z nim stanie – czy zostanie spalone, inhumowane, zabalsamowane czy pokawałkowane na relikwie.

Ciało można postrzegać jako ludzki organizm w kategoriach czysto biologiczno-chemicznych, ale za fizjologią kryje się coś więcej – myśli, emocje i odczucia. Przez tysiące lat człowiek głowił się nad tym, co stoi za tą maszynerią, która oddycha, rusza się, spożywa, wypróżnia; co sprawia, że jednocześnie potrafi odczuwać emocje, dokonywać wyborów, wierzyć, kochać, cierpieć, denerwować się i tworzyć. Zanim się okazało, że zawdzięczamy to najbardziej skomplikowanemu narządowi, czyli mózgowi, filozofowie i teologowie przekonywali, że poza ciałem mamy jeszcze duszę, która może istnieć nawet po jego śmierci. Na tym założeniu oparto wielkie systemy religijne. Czasami wierzono, że aby doszło do odrodzenia w zaświatach, musi nastąpić połączenie elementów materialnego i duchowego, dlatego za niezbędne uznawano zachowanie ciała – stąd wysiłki balsamistów nad Nilem czy chrześcijański lęk przed spaleniem zwłok na stosie albo profanacją ciała.

Agnieszka KrzemińskaPolitykaAgnieszka Krzemińska

Popularnonaukowe przedstawienie badań nad dziejami higieny i dbania o urodę ma jednocześnie pokazać, że ta sfera naszego życia ma głębszy wymiar, który stanowi rodzaj podstawy naszej egzystencji, zarówno tej estetycznej i zdrowotnej, jak i społeczno-kulturowej czy symbolicznej. To wygląd w znacznej mierze wpływa przecież na to, jak jesteśmy postrzegani przez samych siebie i innych, stanowi o jakości i długości naszego życia, o samopoczuciu i dobrostanie.

Fragment wstępu do książki Agnieszki Krzemińskiej „Dawniej ludzie żyli w brudzie. Kiedy i dlaczego zaczęliśmy o siebie dbać”, Wydawnictwo Poznańskie, 2021


Wszystkie sygnały pulsara znajdziesz tutaj

Reklama

Reklama