Porządnie się najeść i napić. Oto brytyjski sposób na ciężkie czasy
Około 3 tys. lat temu, Brytania była w kryzysach – klimatycznym i ekonomicznym. Wartość brązu spadała, ludzie coraz bardziej zdecydowanie zwracali się ku rolnictwu. A jednocześnie rozkwitło zjawisko, które dziś nazwalibyśmy „erą wielkich uczt”. Dowodem są ogromne śmietniska (Middens) pełne kości zwierząt i resztek naczyń, które do dziś tworzą pagórki w krajobrazie Wiltshire czy doliny Tamizy.
Największe takie miejsce, Potterne w Wiltshire, skrywa nawet 15 mln fragmentów kości. Analizy izotopowe przeprowadzone przez archeologów z Cardiff University wykazały, że wieprzowina serwowana podczas uczt pochodziła z Walii, Kornwalii czy północnej Anglii. Oznacza to, że setki ludzi ciągnęły tam z daleka ze swoimi stadami świń, by wziąć udział w rytuałach wspólnego jedzenia. W Runnymede w Surrey dominowała wołowina – krowy również ściągano z odległych krain. Natomiast monumentalny East Chisenbury, położony zaledwie 10 km od Stonehenge, słynął z baraniny – z tym, że tu zwierzęta pochodziły głównie z okolicy, a uczty miały charakter bardziej lokalny. Każde ze stanowisk miało więc własną „specjalizację”, jak dzisiejsze festiwale muzyczne, przyciągające określone grupy fanów.
Naukowcy podkreślają, że takie spotkania były sposobem na budowanie więzi i tożsamości w trudnych czasach. Dlaczego jednak w czasach kryzysu marnowano tyle zasobów na jedzenie i picie? Czy były to odpowiedniki dzisiejszych festynów, forma eskapizmu i odreagowania trudnej codzienności? A może wręcz przeciwnie – praktyki religijne, ofiary składane bogom, przodkom czy przyrodzie, mające zapewnić przetrwanie i odwrócić zły los?
Sięgnij do źródeł
Podobne mechanizmy znamy z innych kultur. Grecy urządzali hekatomby – ofiary ze stu wołów – które były zarazem świętem wspólnoty i darem dla bogów. Majowie w czasach suszy intensyfikowali rytuały, łącząc składanie ofiar ze wspólnymi ucztami, by przebłagać Chaaka – boga deszczu. W kulturze celtyckiej ucztowanie miało znaczenie polityczne: wodzowie pokazywali swoją hojność, a jednocześnie zaciągali wobec gości symboliczny dług wdzięczności.
Nie wiadomo, czy w Potterne albo w Runnymede jedzono i pito ku czci bogów, czy raczej po to, by zapomnieć o codziennych kłopotach. Pewne jest, że ucztowanie było językiem, którym ludzie epoki brązu odpowiadali na kryzys. Niezależnie od tego, czy chodziło o religię, politykę czy wspólnotowe katharsis, wielkie uczty pozwalały im trwać. Tak jak dziś wspólne festiwale czy święta umacniają poczucie wspólnoty w świecie pełnym niepewności.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.