Nigdy nie przestawać czuwać. Zajęczaki toczą nieustanną walkę o przetrwanie
Z uwagi na podobieństwo do gryzoni – duże przednie zęby i roślinna dieta – zajęczaki aż do początków XX w. klasyfikowano właśnie do tego rzędu (Rodentia). Dopiero późniejsze badania anatomiczne i genetyczne jasno wykazały, że zbliżona budowa zębów siecznych (zajęczaki mają dwie, a gryzonie jedną parę siekaczy w górnej szczęce) to wynik ewolucji zbieżnej (niezależne wykształcenie analogicznych cech u niespokrewnionych linii ewolucyjnych) i zwierzęta te zaliczono do zupełnie innych rzędów, aczkolwiek ujętych w jeden klad siekaczowców. Dziś rząd zajęczaków (Lagomorpha) liczy ok. 81 gatunków przypisanych do 12 rodzajów. W Polsce żyją dwa z rodzaju zając – zające szarak i bielak – oraz jedyny przedstawiciel rodzaju królik, czyli królik europejski.
Pozory mylą
Analiza skamieniałości wykazała, że ich przodkowie pojawili się 55–50 mln lat temu, na początku eocenu. Rozkwit tej grupy nastąpił nieco później, w eocenie i oligocenie, kiedy miejsce lasów zaczęły zajmować rozległe trawiaste tereny otwarte. Długie uszy, podobny sposób poruszania, liczne potomstwo i futro w zbliżonym kolorze sprawiają, że króliki i zające są ze sobą mylone, ale głębszy wgląd w ich biologię ujawnia wiele znaczących różnic. W ujęciu systematycznym ich drogi rozchodzą się w obrębie rzędu. Króliki należą do rodzaju Oryctolagus, a zające – Lepus, bo obrały zupełnie różne strategie przetrwania. I tak króliki postawiły na bezpieczeństwo i życie w grupie – stały się rezydentami podziemi – kopią rozbudowane systemy tuneli, w których odpoczywają i wychowują młode. Zające wybrały niezależność i samotność, a większość czasu spędzają na otwartej przestrzeni. By na niej przetrwać, musiały stać się niezwykle szybkie. Ich ciało zostało zaprojektowane do sprintu, który umożliwiają smukła sylwetka, długie uszy (zakończone charakterystycznymi ciemnymi końcówkami) i potężne tylne kończyny. Śpią w tzw. kotlinkach – płytkich zagłębieniach ukrytych w trawie lub pod krzewami i pełniących funkcję legowiska. Młode są całkowicie pozbawione zapachu i posiadają ochronne ubarwienie, co czyni je niewidzialnymi dla drapieżników. Po upływie 2 tyg. zostają rozdzielone do osobnych kotlinek. Matka wraca do nich tylko na czas karmienia. Z kolei króliki żyją w pobliżu schronienia i pokonują mniejsze dystanse, mają bardziej krępe sylwetki, a ich uszy i kończyny są krótsze.
Interesująco wyglądają różnice w strategii rozrodczej, które w przypadku gatunków należących do jednej rodziny zdarzają się niezwykle rzadko. Okresy godowe zajęcy, określane w języku łowieckim jako parkoty, najczęściej przypadają w marcu i przybierają postać iście bokserskich walk. Długo uważano, że w potyczce udział biorą dwa samce. Do wymiany ciosów dochodzi jednak między samcem i samicą, która daje jasny sygnał, iż na rozród nie jest gotowa. Ten brutalny test służy sprawdzeniu kondycji samca i ocenie, czy jego geny są warte przekazania kolejnym pokoleniom. Naturalnym elementem zalotów jest też pościg za samicą, który weryfikuje kondycję partnera i determinację do rozrodu. Urodzone po ponad 40 dniach ciąży młode zające przychodzą na świat z otwartymi oczami, gęstym futrem i umiejętnością szybkiego biegu, dzięki czemu mają szansę przetrwać na otwartej przestrzeni, gdzie ucieczka przed drapieżnikiem to kwestia życia i śmierci.
Młode króliki rodzą się po 30 dniach ciąży bezwłose i ślepe, całkowicie zależne od matki. Dorastają w norach określanych jako kotniki – wyściełanych sierścią matki (wyskubuje ją z brzucha), trawą i mchem, które pomagają chronić maluchy przed chłodem. Matka ogranicza czas spędzany w kotniku do minimum, by nie wabić swoim zapachem potencjalnych drapieżników. Karmi młode zaledwie raz lub dwa razy w ciągu doby, ale jej mleko (niezwykle tłuste i pożywne) bez problemu zaspokaja ich zapotrzebowanie pokarmowe. Króliczki otwierają oczy po 10 dniach, a po 4 tyg. zaczynają opuszczać norę, próbując stałego pokarmu. Samodzielne stają się po ukończeniu 2 mies.
Króliki w mieście
Przy jednej z oleśnickich ulic ok. 15 lat temu na dobre zadomowiła się rodzina królików domowych, którą na wolność wypuścił jeden z mieszkańców. Dziś liczy kilkadziesiąt osobników. Dzięki dokarmianiu przez lokalną społeczność udało im się przetrwać. Niedawno przygotowano dla nich nawet ogrodzony skwerek zaopatrzony w domek, karmidło, norki i specjalne przejścia. Nie wszyscy są jednak zwolennikami ich obecności w mieście. Pojawiają się głosy o konieczności ograniczenia populacji.
Miłosne uniesienia
Zajęczaki nie bez powodu słyną z nieposkromionych zapędów seksualnych, a powiedzenie „rozmnażać się jak królik” nie wzięło się znikąd. Gotowość samic do rozrodu utrzymuje się niemal cały czas – występuje u nich tzw. owulacja indukowana – komórki jajowe nie są uwalniane cyklicznie (np. jak u kobiet raz w miesiącu), ale w odpowiedzi na stymulację w trakcie kopulacji. Impuls nerwowy generowany podczas krycia trafia do podwzgórza i przysadki mózgowej, co powoduje wyrzut hormonu luteinizującego, za którego sprawą w ciągu ok. 10 godz. dochodzi do uwolnienia komórek jajowych. W hodowli przemysłowej, w nowoczesnych farmach standardową praktyką jest sztuczne unasienianie. Brak kontaktu z samcem oznacza konieczność domięśniowego podania królicy hormonu GnRH (gonadoliberyna) lub jego syntetycznych analogów, np. gonadoreliny.
U zajęcy występuje jeszcze jeden niezwykle ciekawy fenomen związany z ciążą, czyli tzw. superfetacja, kiedy to samica zachodzi w nią, będąc już w ciąży. To naturalny mechanizm, pozwalający wydać na świat dużo potomstwa w trakcie korzystnych warunków środowiskowych. Jest to możliwe dzięki specyficznej budowie macicy (tzw. macica podwójna). Jeśli pod koniec ciąży dojdzie do krycia, następuje ponowne jajeczkowanie i zapłodnienie. Powstają nowe zarodki, choć w macicy znajduje się niemal donoszony już miot. To niezwykle wysokie tempo rozrodu stało się gwarantem przetrwania w dynamicznym, pełnym zagrożeń środowisku.
Królicza rodzina
Jej funkcjonowanie opiera się na hierarchii, współpracy, podziale ról i wzajemnej komunikacji. Centrum życia kolonii, liczącej od kilku do kilkudziesięciu osobników, jest rozbudowany system nor i tuneli, w których zwierzęta odpoczywają, wypróżniają się, wychowują młode i chronią się przed drapieżnikami. Ta podziemna metropolia może być utrzymywana przez wiele pokoleń. Średnica drążonych przez zwierzęta tuneli wynosi ok. 15 cm, a średnia głębokość – 50 cm, choć najgłębsze schodzą nawet 2,5 m pod powierzchnię.
Hierarchia zostaje ustalona osobno dla samic i samców. Najbardziej wpływowym członkiem grupy jest dominujący samiec alfa, który musi nieustannie walczyć o pozycję (szczególnie w trakcie sezonu rozrodczego), a młodsze samce często próbują ją podważyć. Jeśli granica zostanie przekroczona, dochodzi do starć, które przybierają formę przepychanek i pościgów. Do drastycznych potyczek zniechęca ryzyko ciężkich obrażeń, bo ranne zwierzę łatwo pada ofiarą drapieżników. Alfa odpowiada za ochronę gniazda, krycie samic i znakowanie granic terytorium. Przypadają mu też najlepsze tereny do żerowania. Podwładni, czyli samce o niższym statusie, rozmnażają się sporadycznie i mają ograniczony dostęp do pożywienia. Wielu z nich zostaje po czasie wypędzonych z gniazda. Dominująca samica częściej wydaje na świat potomstwo i zajmuje najbezpieczniejsze komory lęgowe.
Króliki nie wydają wielu dźwięków, a komunikacja między nimi opiera się głównie na mowie ciała i sygnałach zapachowych. Pod brodą mają gruczoł wydzielający mieszaninę związków organicznych, którymi znaczą obiekty i inne osobniki. Gruczoły zapachowe występują też u nich w okolicy odbytu, a ich wydzielina służy do znaczenia granic terytorium. Życie króliczej rodziny to nie tylko walka o dominację, ale też codzienne interakcje, które wzmacniają więź między jej członkami i redukują napięcia. Częstym zjawiskiem jest wzajemna pielęgnacja, polegająca m.in. na wyczesywaniu sierści i lizaniu uszu. Poza typowo higieniczną (usuwanie pasożytów z trudno dostępnych miejsc) allogrooming pełni funkcję relaksacyjną (obniża poziom kortyzolu) i społeczną (wzmacnia się relacja między członkami stada). Pełne energii młode słyną z zamiłowania do akrobacji i zabaw, które stanowią formę treningu społecznego.
Z kolei zające prowadzą samotniczy tryb życia. Wyjątkiem są tylko zające polarne, które poza sezonem rozrodczym łączą się w liczące kilkaset osobników stada. Życie w grupie ułatwia przetrwanie w surowym arktycznym klimacie – gwarantuje ciepło i ułatwia wykrywanie zagrożeń oraz ochronę przed drapieżnikami.
Królik domowy
Gatunek ten powstał w efekcie rozpoczętego ponad 1000 lat temu procesu udomowienia królików europejskich. Początkowo ludzie hodowali króliki dla mięsa i futra. Później zajęli się uzyskaniem specyficznego wyglądu i określonych cech charakteru. W efekcie powstało niemal 200 ras, z których najpopularniejszymi pupilami domowymi są ważące nieco ponad kilogram tzw. miniatury. W odpowiednich warunkach mogą dożyć 8–12 lat. Niedawno opisano molekularne konsekwencje owej selekcji. Okazało się, że u królików domowych i dzikich nieco inaczej funkcjonują układy dopaminergiczny i serotoninergiczny, zaangażowane w regulację impulsywności, zachowań eksploracyjnych i lęku. Domestykacja sprawiła, że zwierzęta domowe są mniej podatne na stres i zdradzają mniej zachowań lękowych.
Posiłek z odchodów
Przez wiele lat zoologowie zastanawiali się nad biologicznym znaczeniem dość osobliwego zachowania zajęczaków, mianowicie zjadania własnych odchodów. I choć u wielu gatunków zwierząt takie zachowanie (koprofagia) uznaje się za odstępstwo od normy, w tym wypadku jest naturalne i gwarantuje przetrwanie. Określa się je mianem cekotrofii, a zajęczaki zjadają jeden typ własnego kału – miękkie, wilgotne kulki nazywane cekotrofami. W środowisku naturalnym podstawę diety tych zwierząt stanowią rośliny ubogie w składniki odżywcze, dlatego aby przetrwać, każdy kęs pokarmu musi być wykorzystany do maksimum. Specyficzna budowa przewodu pokarmowego zajęczaków wymaga stałego pobierania pokarmu (bogatego w błonnik i włókna), by zapewnić jego prawidłowy transport i przyswajanie, a także ścieranie rosnących nieustannie siekaczy. Trawienie włókien roślinnych (celulozy) nie odbywa się w żołądku czy jelicie cienkim, lecz w potężnym i rozbudowanym jelicie ślepym, które stanowi niemal 50% objętości całego przewodu pokarmowego. Ta ogromna kadź fermentacyjna zamieszkiwana jest przez miliardy mikroorganizmów, głównie bakterii i drożdżaków, wspomagających proces trawienia. Powstające w jego efekcie lotne kwasy tłuszczowe są wchłaniane i stanowią główne źródło energii dla organizmu.
Problem pojawia się w przypadku witamin i białek, które przyswajane są w jelicie cienkim. Jego ewolucyjnym rozwiązaniem okazały się właśnie dwa rodzaje kału. W dzień, kiedy zwierzę pozostaje aktywne, produkuje typowe twarde odchody. Bogate w substancje odżywcze cekotrofy powstają natomiast w nocy, wcześnie rano lub w trakcie odpoczynku. Dzięki nim organizm ma szansę odzyskać cenne składniki odżywcze. Co ciekawe, królik zjada je w całości od razu po wydaleniu bądź bezpośrednio z odbytu. To instynktowne zachowanie jest bardzo szybkie i często umyka uwadze właścicieli. W żołądku owe struktury pozostają przez kilka godzin. W zbitej masie wciąż trwa fermentacja, a produkowany w jej efekcie kwas mlekowy nieznacznie podnosi pH, chroniąc mikroorganizmy przed szkodliwym wpływem soków trawiennych. Do tego otaczający je śluz zapobiega przedwczesnemu rozkładowi cennych substancji (białka, kwasów tłuszczowych, witamin z grupy B). Te zostają ostatecznie wchłonięte, kiedy masa trafi do jelita cienkiego. Co ciekawe, niedawne badanie wykazało, że kompozycja mikrobiomu w dużym stopniu zależy od diety zwierzęcia, a w szczególności od proporcji siana i rodzaju paszy, a zaburzenie równowagi mikrobiologicznej (dyzbioza) jest jedną z głównych przyczyn niebezpiecznych dla zdrowia królików chorób przewodu pokarmowego.
Z uwagi na nietypową budowę układ pokarmowy zajęczaków jest bardzo wrażliwy. Zaprzestanie cekotrofii lub zjadanie obu form kału to oznaka problemów zdrowotnych i w przypadku zwierząt domowych wymaga pilnej konsultacji weterynaryjnej. Niezwykle silny mięsień (zwieracz) we wpuście żołądka uniemożliwia cofanie się treści pokarmowych do przełyku, a co za tym idzie – także wymioty. Zatem każda toksyczna roślina czy zepsuty pokarm pozostają w układzie pokarmowym, prowadząc do zatruć. Z tego samego powodu w żołądku zwierząt niekiedy tworzą się bezoary, czyli kule włosowe, których nagromadzenie może prowadzić do zagrażającej życiu niedrożności przewodu pokarmowego. Włosy połykane są w czasie codziennej toalety, a ich ilość w żołądku zwiększa się w okresie linienia.
Ciągle w gotowości
Zmysły zajęczaków zostały dopracowane do perfekcji i jako system wczesnego ostrzegania pomagają w skutecznym unikaniu drapieżników. Duże, umiejscowione po bokach głowy oczy umożliwiają ich wypatrzenie niemal z każdego kierunku. Pole widzenia każdego z nich przekracza 190°, dzięki czemu razem kreują niemal panoramiczny obraz. Martwy punkt znajdujący się pod brodą i przed nosem rekompensowany jest przez wielkie i ruchome małżowiny uszne, które odbierają dźwięki od 360 do 42 tys. Hz. Każda z nich porusza się niezależnie niczym satelita, lokalizując źródło dźwięku z niesamowitą precyzją. Pełnią też funkcję termoregulacyjną, bo dzięki rozbudowanej sieci drobnych naczyń krwionośnych świetnie oddają ciepło (uszy zajęcy polarnych są krótsze, by zminimalizować jego utratę). U zająca szaraka ich długość może sięgać 14 cm, co stanowi niemal ⅓ całkowitej długości ciała zwierzęcia.
Charakterystyczne kicanie zajęczaków fachowo określa się mianem lokomocji skokowej (występuje też u kangurów i niektórych gryzoni). Długie susy, sięgające 2 m, umożliwia dysproporcja w budowie kończyn. Tylne są dłuższe i bardziej umięśnione. W czasie spokojnego chodu i skoków kontakt z podłożem ma cała stopa, ale w trakcie szybkiego biegu gruntu dotykają tylko opuszki palców. Zając szarak może osiągać prędkość 70 km/h, ale jedynie przez 15 min. Taki rajd jest niezwykle kosztowny energetycznie. W trakcie ucieczki dochodzi do tachykardii, czyli zwiększenia liczby uderzeń serca. Wzrasta też przepływ krwi przez mięśnie i ich dotlenienie, dlatego pracują niezwykle wydajnie. Kiedy ucieczka okazuje się nieskuteczna, a zajęczak pada ofiarą drapieżcy, podejmuje ostateczną próbę ratunku, udając martwego. Zjawisko to określa się fachowo mianem tanatozy. Zwierzę zastyga w bezruchu, jego ciało wiotczeje, spada tętno i spłyca się oddech. Drapieżnik daje się nabrać i rozluźnia ucisk, dając ofierze szansę na ucieczkę.
Z nietypowej, odbiegającej od normy formy chodu słynie pochodząca z Francji rasa sauteur d’Alfort. Króliki te, zamiast skakać, chodzą na przednich łapach w pozycji dwunożnej. Przez dekady podłoże tego fenomenu było owiane tajemnicą, a w jej rozwikłaniu pomogły nowoczesne techniki analizy genomu. Okazało się, że za nietypową formę lokomocji odpowiada mutacja w obrębie genu RORB, która zaburza pracę zlokalizowanych w rdzeniu kręgowym neuronów. Synchroniczna praca tylnych kończyn staje się niemożliwa, a króliki zmuszone są do nietypowej gimnastyki. Gen występuje też u innych ssaków. Analogiczna mutacja u myszy prowadzi do zaburzeń w chodzie, choć nie do tak widowiskowych jak u sauteur d’Alfort.
Królicza plaga
Pierwotny zasięg występowania królika europejskiego obejmował głównie Afrykę Północną i Półwysep Iberyjski. Za rozprzestrzenienie gatunku na Starym Kontynencie odpowiadają najpewniej starożytni Rzymianie, dla których zwierzęta były źródłem mięsa i futer. Do kolejnej ekspansji doszło w średniowieczu, kiedy to króliki uciekały z zakładanych przez mnichów i właścicieli ziemskich hodowli. Na teren Polski wprowadzono je w celach łowieckich w 1860 r. i choć pozostają gatunkiem obcym, są słabo ekspansywne i nie stanowią zagrożenia dla rodzimych ekosystemów. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Australii. Tam przywiózł je statkiem z Anglii w 1859 r. Thomas Austin. Ciepły klimat i brak naturalnych wrogów sprawiły, że zaledwie 24 osobniki stały się przyczyną niszczycielskiej inwazji (samice rodzą kilka razy w roku, a po 4 mies. rozmnażać się może także potomstwo). Australijczycy ciągle walczą o ocalenie przed nimi lokalnych i jakże unikatowych ekosystemów. Siane przez zwierzęta spustoszenie powstrzymać miały intensywne polowania i zbudowany w 1907 r. w zachodniej części kraju płot, liczący ponad 3 tys. km. Rozwiązania te na niewiele się zdały i w latach 50. XX w. zdecydowano się na zastosowanie bardziej radykalnych metod – od niszczenia króliczych nor, odstrzału, trutek po broń biologiczną w postaci śmiercionośnych dla królików wirusów (wywołujących myksomatozę i chorobę krwotoczną). Dzięki nim liczba żyjących w Australii osobników spadła do 200 mln (w 1920 r. było ich niemal 10 mld). Na nieustanną walkę z najeźdźcami rząd wydaje ponad 200 mln dol. australijskich rocznie. Nie sposób oszacować wyrządzonych przez króliki szkód. Kopanie nor przyspiesza erozję gleby, niszczone są uprawy i pastwiska, a żarłoczność zwierząt sprawia, że niewiele pożywienia zostaje dla rodzimych torbaczy.
Krucha równowaga
W rodzimych ekosystemach zajęczaki stanowią niezwykle istotne ogniwo łańcucha pokarmowego. Są podstawą diety lisów, wilków, orłów i wielu innych gatunków. Od króliczego losu zależy przetrwanie m.in. zagrożonego wyginięciem rysia iberyjskiego czy orła iberyjskiego. I choć w Australii królik europejski stał się plagą, to w swoim ojczystym zasięgu figuruje w „Czerwonej księdze gatunków zagrożonych”. Za drastyczny spadek jego liczebności odpowiadają choroby wirusowe, intensywne polowania i utrata siedlisk.
Króliki odegrały niebagatelną rolę w rozwoju medycyny i jako zwierzęta modelowe pomogły m.in. w opracowaniu szczepionki przeciw wściekliźnie, badaniach nad miażdżycą i krzepnięciem krwi. W latach 60. ub.w. służyły nawet jako test ciążowy. Współcześnie wykorzystuje się je w przemyśle biotechnologicznym do produkcji przeciwciał stosowanych w naukach podstawowych, diagnostyce i terapii.
Jeszcze w latach 90 ub.w. zające szaraki były nieodłącznym elementem polskiego krajobrazu, a o przypadkowe spotkanie w trakcie spaceru na łące czy polu nie było trudno. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie i widok zwierząt w środowisku naturalnym stał się nie lada gratką. Ponad 30 lat temu populacja liczyła przeszło milion osobników, dziś już o połowę mniej. Co odpowiada za ten dramatyczny i postępujący spadek? Jednym z powodów jest walka z wścieklizną u lisów. Szczepienia ochronne (które miały zniwelować ryzyko zachorowania u pogryzionych psów, kotów, a później także i ludzi) przyniosły kosztowny skutek uboczny – liczba lisów znacznie się zwiększyła, a gros zajęcy padło ich ofiarą.
Mimo ciągłych zagrożeń zajęczaki zdołały przetrwać, bo do tego zaprojektowała je ewolucja. Współcześnie największym niebezpieczeństwem jest dla nich presja antropogeniczna, bo pomimo szeregu przystosowań pozostają wobec niej bezradne. Ich los pokazuje, jak krucha może być równowaga między człowiekiem a przyrodą. Ochrona zajęczaków to troska o różnorodność i przetrwanie innych gatunków. Wiele z nich zniknęło bezpowrotnie, pozostawiając po sobie niezwykle głośną ciszę, która przypomina o tym, jak kruche jest życie.