Reklama
dr hab. n. med. Tomasz Gąsior dr hab. n. med. Tomasz Gąsior Leszek Zych / Polityka
Zdrowie

Tomasz Gąsior, laureat Nagrody Naukowej POLITYKI 2025: Groźne choroby serca rozwijają się po cichu, podstępnie. Działa efekt kaskady

Najgroźniejsze choroby sercowo-metaboliczne rozwijają się po cichu, bezobjawowo – ostrzega dr hab. n. med. Tomasz Gąsior, prof. AWSB, laureat tegorocznej Nagrody Naukowej POLITYKI w kategorii nauki o życiu. [Artykuł także do słuchania]

MARTA ALICJA TRZECIAK: – Często mówimy, że naukowcy stają na ramionach gigantów. Czy to samo dotyczy lekarzy?
TOMASZ GĄSIOR: –To prawda, w nauce, a szczególnie w medycynie, nikt nie działa w próżni. W moim przypadku to powiedzenie ma bardzo osobisty wymiar. Już w czasie studiów spotkałem ludzi, którzy potrafili połączyć kliniczne myślenie z naukową dociekliwością, i to oni pokazali mi, że nowoczesna medycyna opiera się nie tylko na praktyce, lecz również na zrozumieniu biologicznych i molekularnych mechanizmów choroby.

Decyzja o połączeniu działalności klinicznej z naukową wynikała z potrzeby głębszego zrozumienia procesów, które obserwuję u pacjentów. Chciałem wiedzieć, dlaczego choroba rozwija się w określony sposób, co sprawia, że leczenie u jednych jest skuteczne, a u innych nie przynosi oczekiwanych efektów. Z czasem stało się dla mnie oczywiste, że tylko poprzez badania naukowe można naprawdę wpływać na praktykę kliniczną i rozwój medycyny opartej na dowodach.

To wymaga wielu wyrzeczeń?
Praca lekarza i prowadzenie badań naukowych to już samo w sobie zobowiązanie, ale nie nazwałbym tego poświęceniem w negatywnym sensie. To raczej świadomy wybór drogi, która wymaga konsekwencji, samodyscypliny i umiejętności, ale w zamian daje poczucie głębokiego sensu.

Kardiolog zajmujący się pacjentami obciążonymi często wieloma schorzeniami czuje czasem, że coś jest ponad jego siły?
Kontakt z chorobą, cierpieniem i koniecznością podejmowania decyzji, które mogą przesądzać o zdrowiu lub życiu pacjenta, zawsze niesie ze sobą stres. Z czasem uczymy się rozpoznawać jego źródła i reagować na niego w sposób bardziej świadomy. Nie da się jednak całkowicie oddzielić emocji od działania. Można za to je porządkować i wykorzystywać w sposób konstruktywny. W moim przypadku dużą rolę w zachowaniu równowagi odgrywa sport. Staram się dbać o regularną aktywność fizyczną.

Czy w swojej pracy szuka pan luk w wiedzy i praktyce, a następnie stara się je zapełniać, czy odwrotnie – odkrywa to, co wydało się ciekawe?
Punktem wyjścia są zawsze realne potrzeby pacjentów. Uważam, że postęp w medycynie powinien przede wszystkim odpowiadać na problemy, w których medycyna nie daje jeszcze pacjentom wystarczająco skutecznych możliwości diagnostycznych lub terapeutycznych, czyli na tzw. unmet medical needs (niezaspokojonych potrzebach medycznych). Dopiero później przychodzi etap pogłębiania wiedzy i eksploracji mechanizmów, które mogą doprowadzić do nowego rozwiązania klinicznego.

Nad czym pan teraz pracuje?
Realizuję kilka dużych projektów. Między innymi w ramach grantu Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej prowadzę wspólnie z zespołem z Uniwersytetu Cambridge badania dotyczące wyzwań systemowych w obszarze niekomercyjnych badań klinicznych. Koncentrujemy się na jednym z kluczowych problemów, jakim są opóźnienia w rekrutacji pacjentów do badań klinicznych w Europie. To jedna z głównych przyczyn wydłużania lub nawet przedwczesnego przerywania projektów, co niesie ze sobą istotne konsekwencje, w tym opóźnienie wprowadzania nowych terapii do praktyki klinicznej.

A czym są zabiegi TAVI, kolejny przedmiot pańskich badań?
TAVI, czyli przezskórna implantacja zastawki aortalnej, to metoda wymiany zwężonej zastawki serca bez konieczności otwierania klatki piersiowej. Polega na wprowadzeniu nowej zastawki do serca przez tętnicę obwodową z użyciem cewników. To ogromny postęp w porównaniu z klasyczną operacją kardiochirurgiczną, szczególnie dla pacjentów w starszym wieku lub z wysokim ryzykiem operacyjnym. TAVI zrewolucjonizowało leczenie zwężenia zastawki aortalnej. Pozwala pacjentom szybciej wrócić do sprawności, a w wielu przypadkach stanowi jedyną realną alternatywę dla klasycznej operacji.

Mówi pan o chorobach sercowo-naczyniowych i metabolicznych jako o globalnym wyzwaniu. Dlaczego są tak groźne?
Ponieważ choroby ze spektrum sercowo-metabolicznego rozwijają się podstępnie i przez długi czas pozostają bezobjawowe. U wielu pacjentów pierwsze zauważalne symptomy, jak duszność, łatwe męczenie się, obrzęki czy spadek tolerancji wysiłku, pojawiają się dopiero wtedy, gdy doszło już do poważnych zaburzeń funkcjonowania serca, naczyń czy nerek. To efekt kaskady: otyłość, insulinooporność i cukrzyca typu 2 przyspieszają uszkodzenia naczyń, co z kolei zwiększa ryzyko rozwoju choroby serca i nerek.

Leczenie tych schorzeń wymaga współpracy wielu specjalistów, kardiologów, diabetologów, nefrologów, dietetyków oraz holistycznego podejścia do pacjenta. Dlatego American Heart Association zaproponowało pojęcie zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego – oznacza to, że choroby te są ze sobą ściśle powiązane i wymagają wspólnej strategii diagnostycznej i terapeutycznej.

Najważniejsze jest jak najwcześniejsze wykrywanie zaburzeń metabolicznych, w tym cukrzycy typu 2 i otyłości, oraz szybkie wdrożenie odpowiedniego leczenia i modyfikacja stylu życia. Tak można zatrzymać efekt domina, opóźnić rozwój chorób sercowo-naczyniowych i nerek lub mu zapobiec. Wczesna interwencja staje się dziś jednym z kluczowych priorytetów kardiologii i medycyny chorób metabolicznych.

Czy alkohol w niewielkich ilościach jest dobry dla serca, jak kiedyś sugerowano?
To mit, który nauka jednoznacznie obaliła. Nawet umiarkowane spożycie zwiększa ryzyko nadciśnienia, zaburzeń rytmu i niewydolności serca. Nie ma „zdrowej dawki alkoholu dla serca”. Dotyczy to także innych narządów i powiązań z wieloma chorobami. Uważam, że alkoholu powinno się całkowicie unikać.

A gdyby pan miał dać jedną radę pacjentowi kardiologicznemu?
Serce pracuje nieprzerwanie przez całe życie, ale w przeciwieństwie do wielu innych narządów nie posiada znaczącej zdolności regeneracji. Zawał serca nie jest epizodem, który „mija” – często oznacza trwałe obumarcie części mięśnia sercowego, czyli utratę funkcji, której nie da się odzyskać. Dlatego kluczowe jest, by do choroby nie dopuścić. Zaleciłbym regularny pomiar i kontrolę ciśnienia tętniczego, monitorowanie poziomu cholesterolu, regularną aktywność fizyczną, utrzymywanie prawidłowej masy ciała, całkowite zaprzestanie palenia tytoniu. Medycyna może bardzo dużo, ale wciąż najwięcej zależy od nas samych.

Wielu pacjentów pyta: „Skoro mam 30–40 lat, dobrze się czuję, a jedyne, co mi dokucza, to nadwaga, to w czym problem?”. Jak pan odpowiada?
Problem polega na tym, że otyłość jest chorobą o długim, cichym przebiegu. Pacjent często nie widzi jej biologicznych konsekwencji, one zachodzą w ukryciu. Tkanka tłuszczowa to aktywny gruczoł endokrynny, który wydziela substancje prozapalne wpływające na naczynia, serce i metabolizm. Szczególnie niebezpieczna jest tkanka tłuszczowa trzewna, czyli ta gromadząca się wokół narządów, oraz tkanka tłuszczowa okołonaczyniowa i nasierdziowa, bo działają bezpośrednio w obrębie układu sercowo-naczyniowego. Pacjent może czuć się dobrze, ale w tym czasie naczynia sztywnieją, blaszki miażdżycowe dojrzewają, stan zapalny narasta. Dopiero po czasie pojawiają się powikłania, takie jak zawał serca, niewydolność nerek, stłuszczeniowa choroba wątroby. Wtedy zaczyna się leczenie skutków, a nie przyczyn. Naszym zadaniem jest dotrzeć do pacjenta dużo wcześniej.

Z czego jest pan najbardziej dumny? To nie musi być dokonanie naukowe.
Czuję ogromną dumę z możliwości dzielenia się wiedzą z młodymi lekarzami i badaczami. Obserwowanie, jak studenci rozwijają własne projekty naukowe, zdobywają doświadczenie i podejmują wyzwania, daje mi ogromną satysfakcję.

Czego ich pan przede wszystkim uczy?
Staram się przekazywać, że medycyna to nie tylko wiedza encyklopedyczna, ale przede wszystkim umiejętność myślenia klinicznego i empatii wobec pacjenta. Chcę, aby rozumieli, że diagnoza i leczenie to proces, który wymaga nie tylko teorii, lecz także uważnej obserwacji, słuchania pacjenta i logicznego łączenia faktów. Równocześnie zachęcam do rozwijania ciekawości naukowej, zadawania pytań, dociekliwości, aby uczyli się podejmować decyzje świadomie i odpowiedzialnie. Staram się pokazać, że dobra medycyna rodzi się na styku wiedzy, doświadczenia i refleksji.

Gdyby pan miał dać jedną radę młodemu lekarzowi, to jak by brzmiała?
Bądź uważny i nie przestawaj zadawać pytań. Ciekawość to najcenniejszy kompas w medycynie.

Dr hab. n. med. Tomasz Gąsior, kardiolog, prof. Akademii WSB, gdzie pracuje w Collegium Medicum. Doktorat obronił w 2020 r. na Śląskim Uniwersytecie Medycznym, badając mechanizmy związane z chorobami sercowo-naczyniowymi i metabolicznymi.

Partnerzy|Partnerzy

Reklama