Szturm na Kapitol 6 stycznia 2021 r. Szturm na Kapitol 6 stycznia 2021 r. Shutterstock
Człowiek

Amerykańska „świetlana przeszłość” to przyszłość pełna nienawiści

Zagrożenie ekstremizmem w USA nie znikło. Emocje skrajnych grup mogą zostać łatwo wyostrzone przez kolejnego lidera politycznego lub zamach terrorystyczny inspirowany z zewnątrz.

Czy tu odbywa się field day?” – zapytałam przez otwarte okno samochodu mężczyznę ubranego od stóp do głowy w ubranie maskujące. Jego ręka spoczywała na przewieszonym przez klatkę piersiową karabinie AK-47. Skinął głową i zszedł z drogi, pozwalając jechać dalej. Był chłodny, deszczowy kwietniowy poranek 2008 roku, a ja znajdowałam się w pobliżu wsi Bancroft w środku stanu Michigan. Około 50 osób zebrało się w miejscu, gdzie kończyło się pole uprawne, a zaczynało porośnięte lasem bagno. Za chwilę miał się rozpocząć Field Day – doroczna impreza mająca charakter otwartego pikniku rodzinnego organizowana przez grupę o nazwie Michigan Militia na prywatnym terenie należącym do weterana II wojny światowej.

Z paleniska dobiegała woń dymu; niektórzy uczestnicy spotkania głośno żartowali na temat niedogodności związanych z korzystaniem z prymitywnego, przykrytego brezentem wychodka. Trochę narzekali, że nie zdecydowano się na wypożyczenie przenośnych toalet, jak w zeszłym roku. Część mężczyzn odpakowała już swoje MRE (meal ready to eat) – gotowe do spożycia racje żywnościowe amerykańskiej armii dostępne w sklepach z militariami lub na eBayu.

Niemal wszyscy mieli na sobie ubrania maskujące i nawzajem chwalili się nową bronią palną, kamizelkami wojskowymi i innym wyposażeniem oraz głośno opowiadali historyjki z wcześniejszych szkoleń i treningów. Względnie nieliczne w tym gronie kobiety i dzieci nie epatowały militarnym strojem, miały na sobie codzienną odzież. Większość z nich wzięła jednak udział w strzelaniu do celu i innych zajęciach wojskowych, które trwały cały dzień.

Pomiędzy wszystkimi grupami istnieją pewne podobieństwa. Tworzą je niemal wyłącznie biali mężczyźni opowiadający się za wartościami nacjonalistycznymi oraz pragnący powrotu do „lepszych czasów” w historii USA.Ilustracja Mark SmithPomiędzy wszystkimi grupami istnieją pewne podobieństwa. Tworzą je niemal wyłącznie biali mężczyźni opowiadający się za wartościami nacjonalistycznymi oraz pragnący powrotu do „lepszych czasów” w historii USA.

To było trzecie takie spotkanie, w którym uczestniczyłam. Jestem socjolożką, a na tamtą imprezę pojechałam jako świeżo upieczona magistrantka. Na University of Michigan zamierzałam pracować nad doktoratem poświęconym prawicowym milicjom w USA. Miesiąc przed wyjazdem do Bancroft nawiązałam kontakt z członkami tej grupy, gdy jedli posiłek w centrum handlowym. Chciałam zrozumieć, dlaczego zwykli ludzie przystępują do cywilnych grup typu milicyjnego szkolących się do walki zbrojnej. Zamierzałam sprawdzić, czy takie organizacje propagują rasizm i przemoc. Moje badania terenowe w Michigan i innych stanach USA trwały do 2013 roku. Częścią z nich były wywiady. Potem utrzymywałam regularny kontakt z wieloma członkami grup paramilitarnych, przede wszystkim w Michigan. Informowali mnie o swojej aktywności i reakcjach na różne wydarzenia polityczne i społeczne. Regularnie rozmawiam z nimi o ich wartościach i motywacjach. Śledzę ich wpisy w Internecie. Zeszłego lata przeprowadziłam ankietę, pytając członków milicji o ich zdanie na temat restrykcji związanych z COVID-em oraz zabójstwa George’a Floyda w Minnesocie.

Odkryłam, że pomiędzy milicjami istnieje duże zróżnicowanie. Tworzą oni całe spektrum. Po jednej jego stronie znajdują się ci, których aktywność ogranicza się do towarzyskich spotkań w gronie „wyrośniętych skautów”, jak określało siebie część uczestników imprez takich, jak Field Day, w których brałam udział przed laty. Po drugiej odnajdziemy agresywne organizacje skłonne do aktów przemocy wobec urzędników rządowych i otwarcie opowiadające się za białą supremacją. Niektórzy z nich 6 stycznia 2021 roku uczestniczyli w szturmie na Kapitol. Członkowie najbardziej skrajnych grup noszą broń palną w przestrzeni publicznej, zakładają stroje wojskowe i wierzą w rozmaite teorie spiskowe. To oni atakowali działaczy na rzecz równości rasowej oraz gwałtownie protestowali przeciwko ograniczeniom życia społecznego związanym z pandemią. W Michigan w 2020 roku aresztowano członków jednej z takich milicji i oskarżono ich o zamiar porwania gubernator Gretchen Whitmer w odwecie za działania ograniczające wolność jednostki.

Zarazem pomiędzy wszystkimi grupami ze spektrum istnieją pewne podobieństwa. Tworzą je niemal wyłącznie biali mężczyźni opowiadający się za wartościami nacjonalistycznymi oraz pragnący powrotu do „lepszych czasów” w historii USA. My socjolodzy nazywamy takie grupy nostalgicznymi. Ich członkowie wyznają wartości często silnie splecione z przekonaniami rasistowskimi i seksistowskimi, ale zwykle zaprzeczają, by w tej wyidealizowanej przez nich przeszłości istniała wrogość wobec mniejszości etnicznych i rasowych oraz kobiet. Lubię porównywać wszystkie te grupy do lasu złożonego z drzew różnych gatunków rosnącego na jednym małym kawałku ziemi. Każde z drzew jest inne, ale ich korzenie czerpią soki z tej samej gleby. Ich konary stykają się ze sobą, gdy wieje silny wiatr, a czasami tak silnie krzyżują, że nie da się określić, gdzie kończy się jedno drzewo, a zaczyna drugie.

Ta wspólna gleba – wyobrażona idealna przeszłość z większym zakresem indywidualnej wolności – sprawia, że poszczególne osoby, a nawet całe grupy mogą się przemieszczać w ramach spektrum. Mogą zacząć od snucia nostalgicznych opowieści przy ognisku, ale z czasem u niektórych z nich pojawia się myślenie spiskowe, potem otwarta wrogość, a na końcu niekiedy – akty przemocy. W ostatnich latach obserwuję nasilanie się trendu w stronę ekstremum – ludzie, którzy swoją aktywność ograniczali dawniej do spotkań towarzyskich oraz strzelania do tarczy, powtarzają dziś, że szturm na Kapitol był niczym więcej niż protestem. Inni regularnie umieszczali w mediach społecznościowych posty o konieczności „zrobienia czegoś” w związku z ukradzionymi, według nich, wyborami prezydenckimi. W 2020 roku emocje takich ludzi znalazły się na krawędzi, ponieważ doszli do wniosku, że kluczowe dla nich wartości, takie jak indywidualizm i samostanowienie, zostały zagrożone przez ruchy sprawiedliwości rasowej, działania mające na celu kontrolowanie pandemii oraz przez rzekome fałszerstwa wyborcze, w które wierzyli.

Lęki wielu takich osób zostały wzmocnione przez prawicową prasę i telewizję oraz za sprawą retoryki Donalda Trumpa straszącego imigrantami i skorumpowanymi demokratami. Najbardziej emocjonalnie reagowali ci, którzy mieli silne przekonania rasistowskie i ksenofobiczne. Tego typu osoby przesuwają się też najszybciej w stronę ekstremalnego końca spektrum. Są podatne na nienawistne komunikaty głoszone przez takie grupy, jak Proud Boys, czy też organizacje jawnie neonazistowskie. Uważają, że wszystkie te środowiska, pomimo wielu różnic pomiędzy nimi, podzielają przekonanie o konieczności obrony tego, co nazywają fundamentami Ameryki.

Wychowałam się w konserwatywnej, wiejskiej okolicy we wschodnim Tennessee, gdzie posiadanie broni jest częścią kultury. Broń służy do polowania, strzelania do tarczy i odstraszania agresora.

Jako dziecko zostałam przeszkolona, jak obchodzić się z bronią, i nabyłam podstawowych umiejętności strzeleckich. Byłam świadkiem, jak ojciec zabił kojota, który chciał pożreć mojego królika, a gdy osiągnęłam odpowiedni wiek, otrzymałam pozwolenie na broń. Środowisko, w którym wyrosłam, sprawiło, że miałam znacznie częstszy kontakt z bronią i ludźmi, którzy z niej korzystali, niż większość socjologów badających grupy strzeleckie i paramilitarne głównie na podstawie doniesień medialnych i analizy treści znalezionych w Internecie. Zapraszano mnie na prywatne treningi i zjazdy, których uczestnicy mówili otwarcie o swoich przekonaniach, wartościach i motywacjach.

Nikt dokładnie nie wie, ile takich ochotniczych milicji działa w całym kraju, jako że wciąż powstają nowe, które z kolei dzielą się na mniejsze, a następnie wiele z nich znika, aby za jakiś czas odrodzić się w innej postaci. Wszystko zależy od poziomu zaangażowania uczestników, który jest zmienny. Zazwyczaj grupy takie liczą około 20 osób, ale są i takie, które mają ponad 200 członków, jak i takie, które składają się z dwóch osób. Poza tym, że przeważają w nich biali mężczyźni – zwykle stanowią ponad 90% grupy – kolejną typową cechą jest wiek uczestników: większość ma od dwudziestu paru do trzydziestu paru lat, choć oczywiście zdarzają się ludzie w wieku 18 lat oraz seniorzy w wieku 70. Niewiele kobiet należy do takich milicji, ale te, które są ich aktywnymi, zaangażowanymi członkiniami, cieszą się respektem i zostają nawet liderkami. (Przykładem jest Jessica Watkins, liderka milicji z Ohio, aresztowana za udział w ataku na Kapitol.) Przeważnie jednak grupki przesycone są jawną mizoginią.

Ludzie tworzący takie milicje uważają, że ich konstytucyjnym obowiązkiem jako dobrych Amerykanów jest uzbrojenie się i bycie przygotowanym do obrony siebie, swoich rodzin oraz kraju przed różnymi zagrożeniami – od katastrof naturalnych po obcą inwazję. Łączą się więc, by wspólnie doskonalić takie umiejętności, jak strzelanie, nawigacja w terenie i radzenie sobie w momencie zagrożenia. Wiele osób najpierw nabyło tych umiejętności w wojsku. Pewien 27-latek, pracujący na co dzień w biurze obsługi klienta, powiedział mi, że należy do takiej grupy, ponieważ „chce w ten sposób dać coś z siebie oraz służyć społeczeństwu”. Na zebraniach zgłaszał takie pomysły, jak organizowanie wsparcia finansowego dla ludzi, którzy stracili pracę. Osoby takie jak on postrzegają tę formę zaangażowania jako jeszcze jeden przejaw pomocy sąsiedzkiej oraz sposób na nawiązanie kontaktu z podzielającymi podobne wartości.

Dla takich osób najwspanialszym momentem w historii była Amerykańska Rewolucja, a w ojcach założycielach Ameryki widzą nieskazitelne i godne naśladowania wzorce indywidualizmu, odwagi i uzasadnionego buntu. Długoletni lider Southeast Michigan Volunteer Militia powiedział mi w jednej z wielu długich rozmów, jakie odbyliśmy, że przystąpienie do współczesnej milicji to pójście w ślady ojców założycieli i obrona Konstytucji – motyw ten często powracał w wypowiedziach innych ludzi podczas otwartych spotkań grup, w których brałam udział. Według niego również: „Powinniśmy wrócić do naszych korzeni, dlatego musimy być lepiej uzbrojeni oraz zrozumieć, że obywatel umiejący posługiwać się bronią jest najlepszą gwarancją bezpiecznego i wolnego społeczeństwa”. Przyznał, że jest „pod naprawdę wielkim wrażeniem” odwagi pierwszych założycieli takich prawicowych milicji. „Ludzie ci zostali określeni jako radykałowie i ekstremiści, a przecież oni jedynie stawali w obronie Konstytucji” – stwierdził.

Członkowie grup, z którymi rozmawiałam, często mówili, że tęsknią za „czasami, gdy wszystko było prostsze”, gdy ludzie, a w szczególności mężczyźni, byli bardziej odpowiedzialni za utrzymanie rodzin, gdy rząd federalny był mniejszy, podczas gdy dziś próbuje zastępować samowystarczalność i indywidualną odpowiedzialność.

W ich wizji przeszłości zwykle nie istnieją prześladowania i dyskryminacja osób niebiałych, które przecież są częścią amerykańskiej historii. Niewielu członków grup milicyjnych to jawni, zdeklarowani rasiści. Niektóre środowiska podejmowały nawet regularne, choć nieudane próby zrekrutowania niebiałych członków, a w Internecie umieszczały deklaracje inkluzywności. Takie stwierdzenie długo znajdowało się w deklaracji opublikowanej przez Southeast Michigan Volunteer Militia, nim pięć lub sześć lat temu zostało z niej usunięte: „Każdy jest mile widziany, niezależnie od rasy, koloru, religii i politycznej afiliacji, pod warunkiem, że nie chce zaszkodzić krajowi i ludziom. Jeśli jesteś obywatelem Stanów Zjednoczonych (lub złożyłeś deklarację, że chcesz nim być), który jest zdolny do noszenia broni i popiera prawo do tego, to znaczy, że JESTEŚ MILICJĄ!”.

Z rozmów z członkami grup milicyjnych wynika, że nie są oni świadomi tego, że rasizm jest czymś więcej niż zalegalizowaną, otwartą segregacją, jak to miało miejsce w przeszłości, lub współczesną mową nienawiści białych suprematystów. Większość z nich w niewielkim stopniu rozumie, że rasizm przejawia się dziś w barierach ekonomicznych, nierównym dostępie do opieki zdrowotnej i ograniczeniu szans edukacyjnych.

Członkowie radykalnych prawicowych milicji podczas szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 r.Anadolu Agency via Getty ImagesCzłonkowie radykalnych prawicowych milicji podczas szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 r.

Na przykład pewien 56-letni biały mężczyzna mieszkający od dawna w Detroit i pracujący w branży IT uważał, że przyczyną, jak to określił, „upadku jego miasta” było zmuszenie dzieci różnych ras do wspólnego jeżdżenia do szkoły autobusem – celem tej praktyki było wsparcie wyrównywania szans edukacyjnych. Opór wobec integracji zapisał się w długiej historii rasizmu w USA, ale temu mężczyźnie chodziło o coś innego. Twierdził, że zarówno białe, jak i czarne rodziny nie lubiły tego zwyczaju, ponieważ ich dzieci zostały zmuszone do jazdy do odległych szkół i spędzały dużo czasu w podróży. Mówił, że w rezultacie „dobrzy pracownicy”, czarni i biali, wyjechali, pozostali tylko ludzie leniwi i niezaangażowani w sprawy miasta, niezależnie od rasy.

Nie wykazał zrozumienia dla uwagi, że jego argument nie może dotyczyć czarnych rodzin, które z wielu różnych powodów nie mogły tak po prostu wyjechać. Takim powodem była bariera ekonomiczna, czyli niższe ceny domów, w których mieszkali, w wyniku dyskryminowania niektórych rejonów miasta przez rynek nieruchomości. Niższa cena nie pozwalała na sprzedaż jednego domu, a następnie kupno kolejnego w dzielnicy, w której poziom szkół był wyższy. Człowiek ten nie rozumiał też, że czarne rodziny mogły raczej wspierać takie dowożenie, niż być mu przeciwne: dzięki temu ich dzieci mogły pójść do najlepszych szkół w mieście, które wcześniej zamykały przed nimi drzwi.

Członkowie milicji, jak wynika z moich analiz, prezentują coś, co socjologowie nazywają „współczesnym rasizmem”, czyli przekonanie o kulturowej niższości niebiałych, a nie o ich biologicznych niedostatkach. Jeden z bardziej oczywistych przykładów, z jakim się spotkałam, dotyczył pewnego rozmówcy, który najpierw zadeklarował, że nie jest „zdecydowanym” rasistą i ma dobrych przyjaciół wśród czarnych, a następnie stwierdził, że w towarzystwie niektórych czarnych czuje się niekomfortowo. „Na przykład wtedy, gdy widzę grupę młodych czarnych mężczyzn podrygujących na rogu ulicy. Nie wiem, może jest tak dlatego, że ja ich nie znam”. Jego komentarz odzwierciedla stereotypowe podejście, zgodnie z którym czarni mężczyźni są „tymi innymi” – różnymi od jego przyjaciół i w nieokreślony sposób zagrażającymi mu, choć przecież przyznawał, że to brak osobistych relacji z nimi mógł być przyczyną ich negatywnego postrzegania.

Biały kolor skóry i męskość są głównymi atrybutami – choć świadomość tego nie zawsze jest oczywista – herosów z nacjonalistycznej wizji przeszłości kultywowanej przez członków milicji. W ich nostalgicznych opowieściach odważni mężczyźni dokonujący heroicznych czynów dają początek idealnemu narodowi. Ci wspaniali mężczyźni zawsze są biali. Poszczególne grupy różnią się jednak intensywnością uprzedzeń rasowych i genderowych ujawniających się w ich narracjach.

Socjolożka Ruth Braunstein z University of Connecticut zauważyła w swoim ostatnio opublikowanym artykule na temat przenikania się religii, nacjonalizmu i kwestii rasowych, że nostalgiczne grupy wykorzystują „kulturową dominację białej rasy”, by „wpisać siebie do amerykańskiej historii jako herosów patriotyzmu, którzy uratują kraj przed upadkiem, stwarzając warunki do powrotu świetlanej przeszłości”.

Historyk Robert Churchill z University of Hartford opracował typologię, która wprowadza rozróżnienie na milicje „konstytucjonalistyczne” i „milenarystyczne”. Dzięki temu można łatwiej zrozumieć, dlaczego agresywna, wykluczająca nostalgia pcha ludzi w stronę coraz bardziej ekstremistycznych i przemocowych grup. Milicje konstytucjonalistyczne, jak tłumaczy Churchill, wierzą, że ich obowiązkiem jest stanie na straży pierwotnej interpretacji Konstytucji gwarantującej bardzo ograniczone kompetencje władzy centralnej. Postrzegają siebie jako praworządnych obywateli, których obecność temperuje zakusy rządu federalnego.

Nieraz odnajdowałam ten motyw w moich badaniach. Lider jednej z konstytucjonalistycznych grup powiedział mi, że publiczne pokazywanie się milicji na demonstracjach, „uświadamia rządowi, że to on służy ludziom, a nie odwrotnie”. Wyraził przekonanie, że takie ochotnicze grupy obrońców wyidealizowanej przeszłości, przypominając rządowi o drugiej poprawce do konstytucji gwarantującej obywatelom prawo do noszenia broni, chronią kraj przed tyranią.

Milenarystyczne milicje zajmują znacznie bardziej konfrontacyjne stanowisko wobec władz i generalnie są bardziej skłonne do aktów przemocy. Podczas spotkań o wiele większy nacisk kładzie się na szkolenia wojskowe i strzelanie do celu, a nieco mniejszy na zacieśnianie więzi towarzyskich. Dużo rozmawia się na temat tego, jak rząd centralny potajemnie ingeruje w życie obywateli, oraz fantazjuje, jak go przed tym powstrzymać.

Pewien milenarysta powiedział mi na przykład, że powodem jego przystąpienia do jednej z takich grup była „zemsta”. To weteran wojenny, który uczestniczył w Pustynnej Burzy. Uważał, że wojna w Iraku została wywołana pod fałszywymi pozorami, a on i jego towarzysze byli przedmiotem eksperymentów prowadzonych przez rząd USA. Twierdził, że w wyniku tych doświadczeń wielu żołnierzy z jego jednostki umarło przedwcześnie na raka i inne choroby, a ich dzieci częściej rodziły się z defektami. Z powodu tych obaw on sam zdecydował, że nie będzie mieć potomstwa. Lęk i gorycz doprowadziły go do stanu, w którym nabrał przekonania, że rząd zamierza go wsadzić do więzienia za opowiadanie o eksperymentach. Postanowił, że nie podda się bez walki. Chociaż konkretne zarzuty pod adresem władz zmieniały się, milenaryści generalnie przygotowywali się na siłową konfrontację, a nawet ją prowokowali. Jakieś półtora roku po rozmowie z tym mężczyzną kilku członków jego grupy, którzy nazwali się Hutaree, zostało aresztowanych i oskarżonych o zamiar zabicia policjantów ze stanu Michigan.

Zarówno z szacunków Churchilla, jak i moich wynikało, że na początku XXI wieku zdecydowanie przeważali konstytucjonaliści, a jedynie 10% stanowili milenaryści, przy czym większość z nich nie stwarzała większego zagrożenia. Jednak w ostatniej dekadzie proporcja ta zmieniła się na korzyść zwolenników ekstremalnych przekonań. Oboje sądzimy, że stało się tak, ponieważ wśród członków milicji nasilają się obawy wobec zmian społecznych związanych z imigracją, pandemią, protestami przeciwko strzelaniu przez policję do czarnych obywateli czy też kampanią prezydencką – lęki te umiejętnie rozbudzał Trump.

„Wygląda na to, że milenaryści są dziś na czele” – mówi Churchill. Jego oceny współgrają z moimi, choć oczywiście trudno dokładnie oszacować proporcję pomiędzy oboma nurtami. Grupy konstytucjonalistyczne, które kiedyś naśmiewały się z teorii spiskowych, ostatnio coraz częściej mówią, że „monitorują”, „rozważają” czy „przyglądają się” skrajnie prawicowym ruchom głoszącym teorie spiskowe, takim jak QAnon, deklarując zarazem, że nie zamierzają z nimi współpracować. Mimo to przesyłają sobie posty z zapowiedziami ataków terrorystycznych, które nigdy się nie zdarzyły. Rozsiewają fałszywe opowieści o członkach Antify (organizacji antyfaszystowskiej) mających jeździć po kraju i wzniecać pożary, by siać chaos. Przykładem takiej fantazji spiskowej, która pojawiła się podczas ostatniej kampanii prezydenckiej w kręgach prawicowych milicji, było rozsyłane po całym kraju za pośrednictwem mediów społecznościowych zdjęcie Joe Bidena przytulającego swoją córkę i inne dzieci. Miał to być dowód na to, że w centrali demokratów szerzy się pedofilia.

Restrykcje wprowadzone w walce z COVID-em, członkowie prawicowych milicji potraktowali jak zamach na prawa obywatelskie i przekroczenie czerwonej linii.

Podczas protestów przeciwko nierównościom rasowym oraz ograniczeniom pandemicznym w 2020 roku niektóre grupy zarówno w przenośni, jak i dosłownie stanęły ramię w ramię z rasistowskimi fundamentalistami, aby wspólnie bronić swojej wizji Ameryki. Razem pojawiały się w przestrzeni publicznej, a granice między nimi się zatarły. Widziałam, jak członkowie niektórych milicji wymieniali poglądy z ludźmi, z którymi wcześniej byli zantagonizowani. Przedstawiciel jednej z grup w stanie Indiana osobiście nie wziął udziału w protestach, ale w swoich postach nawoływał „lojalnych Amerykanów”, aby wspólnie „odbili” fragment Seattle, który protestujący w obronie praw obywatelskich ogłosili strefą autonomiczną, niezależną od miasta. Niektórzy uczestnicy mojej ankiety z 2020 roku uważali, że restrykcje pandemiczne oraz demonstracje zwolenników sprawiedliwości społecznej były przejawem nadmiernej kontroli państwa nad obywatelami, choć dodam, że wielu innych uczestników ankiety nie ujawniało aż tak silnych obaw.

W ostatnim czasie obserwowałam, jak niektóre osoby z grup konstytucjonalistycznych przejmowały takie zrodzone z lęku przekonania, a następnie dryfowały w stronę milenarystów, a nawet jeszcze dalej, czasami zabierając innych w tę drogę. Niepokojącym przykładem takiej niebezpiecznej przemiany było wydzielenie się z dużej, publicznej organizacji Michigan Liberty Militia radykalnej grupy Wolverine Watchmen. Jej członkowie zaczęli rekrutować ludzi, którzy wcześniej nie mieli nic wspólnego z grupą Liberty. Wiosną 2020 roku, jak wynika z dokumentów sądowych, Wolverine Watchmen zaczęli planować atak na siedzibę gubernatora stanu Michigan, rozzłoszczeni restrykcjami wprowadzonymi przez stan w walce z COVID-em. Członkowie prawicowych milicji potraktowali to jak zamach na prawa obywatelskie i przekroczenie czerwonej linii. Szczegóły sprawy są wciąż badane, ale wygląda na to, że Wolverine Watchmen uformowana została przez radykałów, którzy uważali, że Liberty Militia nie jest gotowa stosować przemocy, by osiągnąć cel.

Przypadek ten jest podobny do innego, który nie odbił się tak szerokim echem. Krótko przed wyborami w 2016 roku trzej członkowie prawicowej milicji zostali oskarżeni (i finalnie skazani) za przygotowywanie zamachu na schronisko z uchodźcami z Somalii. Obrońcy oskarżonych mężczyzn sugerowali, że podsądni początkowo jedynie narzekali na imigrantów, ale antyimigracyjna retoryka Trumpa podsyciła ich lęki i ugruntowała przekonanie, że przyjezdni muzułmanie stanowią wielkie zagrożenie dla Ameryki.

Ludzie, którzy 6 stycznia 2021 roku wzięli udział w ataku na Kapitol, także w większości nie byli na początku ekstremistami. Uwierzyli jednak, że wybory zostały im skradzione i muszą natychmiast coś zrobić, aby nie pozwolić na porażkę ich kandydata i ich wizji kraju. Szturm na budynek był aktem masowego gniewu i eskalacją emocji, które wcześniej przez wiele miesięcy były karmione opowieściami o rzekomym oszustwie wyborczym. Zaczęło się od zwykłego narzekania, a skończyło na akcie przemocy. Co istotne, wielu uczestników szturmu nie należało do prawicowych milicji. Radykalizacja społeczna przekroczyła granicę zamkniętych grup.

Chociaż podjęte po tej insurekcji działania policji i służb wywołały efekt mrożący, wiele osób zainspirowanych wydarzeniami z 6 stycznia może obecnie szukać kontaktu z najbardziej radykalnymi grupami nostalgicznymi. Churchill powiedział mi, że „w tej chwili nasila się trend apokaliptyczny inspirowany przez milicje, ruch QAnon i niektóre odłamy protestantyzmu. To, co zdarzyło się 6 stycznia, było znacznie szerszym zjawiskiem niż agresja milicji prawicowych”.

Ci z nas, którzy zajmują się milicjami od dawna, mają niepokojące skojarzenia z latami 90., gdy nostalgiczne grupy radykałów były jeszcze bardziej skłonne do otwartej agresji. „Mało racjonalne, bardzo emocjonalne” – tak scharakteryzował je w rozmowie ze mną długoletni lider prawicowej milicji i zarazem pracownik rządowy. Wówczas grupy ekstremistów gotowe były walczyć z państwem i były przekonane, że po wydarzeniach w Waco w Teksasie i Ruby Ridge w Idaho państwo zamierza się z nimi rozprawić. W tej napiętej atmosferze mógł się pojawić ktoś taki jak Timothy McVeigh, który w 1995 roku w Oklahoma City zabił 168 osób w przerażającym akcie terroryzmu wewnętrznego.

Niewiele pozytywnych rzeczy można powiedzieć na temat obecnego rozwoju sytuacji. Być może jedną z nich jest wzrost świadomości, że milicje prawicowe i inne grupy kierowane nostalgią trzeba traktować z całą powagą. W październiku 2021 roku uczestniczyłam w przesłuchaniu przed Komisją Weteranów Wojennych w Izbie Reprezentantów. Tematem było rekrutowanie byłych wojskowych przez grupy ekstremistyczne. To nie jest nowe zjawisko. Od wielu dekad rozmaite grupki nostalgicznych obrońców idealnej przeszłości szukają kontaktu z weteranami jako godnymi naśladowania obywatelami, którzy służyli narodowi. Oni z kolei przyciągali nowych członków grup. Weterani są cenni także dlatego, że dysponują umiejętnościami, które mogą się przydać milicjom podczas aktów przemocy. Dochodzenia dotyczące takich potencjalnie groźnych scenariuszy wloką się w Kongresie w nieskończoność, tak jak poważne badania nad tym, jak lepiej wspierać weteranów wojennych oraz uchronić ich przed radykalizacją.

Pewien milenarysta powiedział mi na przykład, że powodem jego przystąpienia do jednej z takich grup była „zemsta”.Ilustracja Mark SmithPewien milenarysta powiedział mi na przykład, że powodem jego przystąpienia do jednej z takich grup była „zemsta”.

Prognozowanie, w którą stronę będą ewoluowały prawicowe milicje, jest trudne po części dlatego, że wiele z nich wciąż próbuje się zaadaptować do czasów po prezydenturze Trumpa. Wbrew ich prognozom, prezydent Biden nie wprowadził stanu wyjątkowego ani nie rozpoczął działań przeciwko prawu do noszenia broni zapisanemu w drugiej poprawce do Konstytucji. Mimo to milenaryści i inne grupy z radykalnego końca spectrum wciąż są bardzo czujne, a niektóre – skore do aktów przemocy. Ich członkowie mogą planować zamachy lub akty terroru, ale skryli się na prywatnych i zabezpieczonych platformach internetowych, które trudno jest monitorować.

Słowem, zagrożenie nie znikło. Odwrotnie: emocje i działania skrajnych grup mogą zostać łatwo wyostrzone przez kolejnego lidera politycznego, który wzmocni ich selektywną ocenę rzeczywistości i myślenie paranoiczne lub też przez zamach terrorystyczny inspirowany z zewnątrz, który grupy nostalgiczne uznają za zagrożenie dla bezpieczeństwa i kultury Ameryki.

Policja i odpowiednie służby muszą uważnie przyglądać się oznakom radykalizacji zorganizowanych grup, ale jako społeczeństwo powinniśmy sobie uświadomić, że potencjał destrukcji nie ogranicza się tylko do tych środowisk. To nie są odosobnieni outsiderzy. Ich zapatrywania podziela wielu białych Amerykanów, którzy nie ufają rządowi i uważają, że idee liberalne osłabiają kraj. Potrzeba mnóstwo pracy, aby zmniejszyć nieufność i ochronić niewinnych ludzi przed przemocą, która bierze się z tej nieufności.

Świat Nauki 2.2022 (300366) z dnia 01.02.2022; Socjologia; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Amerykańskie milicje od środka"
Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną