Telegraf Morse'a. Telegraf Morse'a. Shutterstock
Technologia

Bit. Najgroźniejsza broń w wojskowych arsenałach

Na wojnie zwycięża ten, kto panuje nad czasem. Cofnąć się go nie da, ale go można kupić, niemal w sensie dosłownym. Walutą w tej transakcji jest informacja. Przypominamy krótko, jak ją od najdawniejszych czasów przekazywano.

Zacznijmy od Filippidesa, słynnego ateńskiego gońca, który przybiegłszy spod Maratonu padł ze zmęczenia wypowiedziawszy jedno słowo: „zwycięstwo”. Na marginesie – uważa się powszechnie, że przebiegł on liczącą nieco ponad 40 km drogę z Maratonu do Aten. Jednak wedle relacji Herodota pokonał on znacznie dłuższą trasę: jeszcze przed bitwą wysłano go do Sparty, gdzie przekazał prośbę o pomoc, stamtąd pobiegł na równinę maratońską, a dopiero po bitwie na powrót do Aten .Z tego wynika, że w ciągu dwóch dni pokonał dystans około 280 km. Wyczyn tym bardziej imponujący, że nie biegł przecież równą, płaską i utwardzoną drogą.

Przekazana przez niego wiadomość miała znaczenie strategiczne. Niezniszczona część armii perskiej wsiadła na okręty i popłynęła w stronę Aten, mieszkańcy mieli więc czas przygotować się do obrony. A Persowie, widząc obsadzone mury, zrezygnowali z próby szturmu. Filippides przeszedł do historii, ale nie był wcale jedyny – należał do grupy zawodowych kurierów (hemerodromos), wynajmowanych przez państwo do szybkiego przenoszenia wiadomości.

Telegraf hydrauliczny i ogniowy

Już w starożytności szukano innych, technicznych metod przekazywania informacji. Tukidydes pisze o fryktoriach – sygnałach świetlnych przesyłanych na duże odległości, z pomocą ognia rozpalanego na specjalnych, ustawionych w wyniesionych punktach wieżach. Najprawdopodobniej znaleziono jakiś system umożliwiający zakodowania treści bardziej złożonej niż słowo „Uwaga!”, nie wiemy jednak, jak to robiono.

Żyjący w IV w. p.n.e. autor podręcznika „O obronie oblężonego miasta” Eneasz Taktyk zaproponował użycie prymitywnego telegrafu hydraulicznego, złożonego z dwóch naczyń tej samej pojemności z identycznym otworem odpływowym. W nim miał unosić się korek z zatkniętą wyskalowaną tyczką, a poszczególne stopnie miały oznaczać jedną konkretną wiadomość, np.: „jazda przybyła do kraju” czy „zboże”. Nadawca podnosił jedną pochodnię, by zasygnalizować moment, w którym należało rozpocząć spuszczanie wody z naczynia (korek z tyczką zaczynał się opuszczać) i drugą w chwili, gdy należało otwór zatkać.

Polibiusz, historyk z II w. p.n.e., opisał system bardziej niezawodny, wynaleziony w Aleksandrii, w którym kodowanie odbywało się z pomocą „szachownicy Polibiusza” – 24 liter alfabetu greckiego, którym odpowiadały dwie cyfry. Rząd i kolumnę nadawano z pomocą dwóch grup pochodni – 1 i 1 (A), 1 i 2 (B), 1 i 3 (C), 1 i 4 (D), 1 i 5 (E), 2 i 1 (F) itd. Ta metoda pozwalała już na nadawanie całych zdań dowolnej treści; niewątpliwy postęp, z tym, że system działał znacznie lepiej w ciemności niż w pełnym słońcu.

Płaskorzeźba przestawiająca przekazywanie liter (tu 4 i 2, czyli P), odczytywanych przez odbiorców dzięki szachownicy Polibiusza.domena publicznaPłaskorzeźba przestawiająca przekazywanie liter (tu 4 i 2, czyli P), odczytywanych przez odbiorców dzięki szachownicy Polibiusza.

Podobny pomysł wprowadzili w życie Bizantyjczycy w IX w. n.e. – telegram ogniowy opracowany przez słynnego Leona Matematyka, złożony z wież wzniesionych w Azji Mniejszej na dystansie aż 720 km, ze stacją końcową w Konstantynopolu. Ten „system wczesnego ostrzegania” przed arabskim atakiem działał błyskawicznie, przekazując do cesarskiej stolicy wiadomość nadaną w Cylicji w ciągu jednej godziny.

Poczta gołębia, konna i kupiecka

Te skomplikowane metody kodowania, poza organizacją odpowiednich służb, wymagały również, by zatrudniany na stacjach personel umiał czytać i liczyć. Katastrofa związana z upadkiem antycznej cywilizacji wiele w tej kwestii zmieniła. W nowych warunkach konieczne okazało się przekazanie tego samego, oryginalnego zapisu od nadawcy do odbiorcy, innymi słowy przeniesienie informacji fizycznie do miejsca przeznaczenia.

Stosowano tu dwie podstawowe metody: pocztę gołębią (jako pierwsi do przekazywania wiadomości mieli używać gołębi Persowie, później Grecy i Rzymianie) i pocztę konną. Tę ostatnią najlepiej rozwinęli Mongołowie, posiadający stałą i gęstą sieć stacji kurierskich z końmi na zmianę; mongolski jeździec potrafił przebyć w ciągu doby ok. 600 km. Ale jak np. za pomocą tych zwierząt przekazać ważną wiadomość przez wrogie terytorium, do tego oddzielone morzem? Posłużmy się przykładem.

W roku 1564 Sulejman, władca osmańskiego imperium, rozpoczął przygotowania do podboju Malty, znajdującej się w posiadaniu rycerskiego zakonu joannitów. Wielki mistrz zgromadzenia, Jean Parisot de Valette, zdawał sobie sprawę z zagrożenia, docierały do niego ostrzeżenia rezydujących w Konstantynopolu europejskich dyplomatów i raporty szpiegów. Na dworze sułtana działał joannicki agent, nieznany z nazwiska grecki rycerz zakonu, z narażeniem życia zdobywający informacje od najwyższych tureckich dostojników. Jak je przekazywał? Wysyłając zaszyfrowane raporty poprzez europejskich kupców.

Dystans pomiędzy Maltą a Konstantynopolem to nieco ponad 700 km; uwzględniając szybkość, jaką rozwijały nawet najszybsze galery, odległość tę można było pokonać w dwa tygodnie, ale tylko gdyby okręt płynął bezpośrednio. W rzeczywistości, informacja docierała najszybciej po miesiącu. Miałoby to katastrofalne skutki, gdyby nie fakt, że floty i armie poruszały się jeszcze wolniej – gdy w maju 1565 r. flota turecka po sześciu tygodniach podróży pojawiła się u wybrzeży Malty, de Valette był zaskoczony jej szybkością. Problem stanowiło też przesłanie wiadomości o bardziej złożonej treści niż wspomniane „uwaga” (chyba że ustalono wcześniej, że sygnał może dotyczyć tylko jednego wybranego wydarzenia).

Telegraf optyczny i elektryczny

W epoce wojen napoleońskich do szybkiej komunikacji używano telegrafu optycznego, przekazującego kod literowy, a więc umożliwiającego kodowanie złożonych informacji, jednak ten typ telegrafu miał wady swoich starożytnych antenatów – wymagał utrzymywania gęstej sieci wież, ciągłej czujności obsługi i lepiej działał w warunkach dobrej widoczności. Prawdziwym przełomem okazało się wynalezienie elektrycznego telegrafu (lata 30. XIX w.), szczególnie po wprowadzeniu systemu kropek i kresek, nazwanego od swego wynalazcy alfabetem Morse'a. Po raz pierwszy informacja została zmieniona się w impuls elektryczny.

W 1861 r., a więc w roku wybuchu wojny secesyjnej, linia telegraficzna połączyła oba wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Po raz pierwszy w historii dowódcy otrzymywali informacje niemal w czasie rzeczywistym, a bardziej rozwinięta na północy sieć telegraficzna bardzo przyczyniła się do zwycięstwa wojsk Unii. Tam również wykorzystano drugą przełomową technikę, czyli obserwację z powietrza – przy użyciu wodorowego balonu na uwięzi.

Obserwator, mający nieporównywalnie większe pole widzenia niż jakikolwiek konny zwiadowca, mógł „przenosić” wgląd daleko za linie wroga, dostarczając bezcennych danych dowódcom liniowym. W roku 1866 dokonano kolejnego przełomu, tym razem już na skalę globalną – po kilku nieudanych próbach ułożono długi na 4200 km telegraficzny kabel transatlantycki. Informacja nadana z Londynu przychodziła do odbiorcy w Nowym Jorku w zaledwie kilka minut.

Maszyna z drutu i płótna

Wojnę secesyjną uznano za pierwszy nowoczesny konflikt totalny. Użyto podczas niej wielu technik (nabój zespolony, kartaczownica Gatlinga), które wyznaczyły nowe kierunki w działaniach zbrojnych. Zmagania te śledzili więc z uwagą liczni europejscy specjaliści, wśród których znalazł się niemiecki oficer kawalerii, Ferdinand von Zeppelin. Balony, które obserwował w działaniu w Ameryce i podczas oblężenia Paryża (1870–1871 r.) zainspirowały go do podjęcia pracy nad wielkim aerostatem mogącym – inaczej niż balon – poruszać się w powietrzu swobodnie, niezależnie od kierunku wiatru.

Idea stworzona przez wojskowego dla wojskowych, nie od razu zyskała aprobatę armii i flot. Kruchy sterowiec wydawał się czymś bardzo odległym od nowoczesnych drednotów, wypierających 20 tys. ton i uzbrojonych w działa o kalibrze 305 mm. Podobnie zresztą samolot (pierwszy udany sterowiec Zeppelina wzniósł się w powietrze w 1900 r., Flyer braci Wright w 1903 r.) – wątpiono, czy maszyna zbudowana „z drutu fortepianowego i płótna” może mieć jakiekolwiek zastosowanie militarne.

W tym pierwszym momencie, otrzymawszy narzędzie przenoszące wojnę w zupełnie nowy wymiar, wojskowi nie rozumieli, na czym polega potencjał pomysłu. Wszystko zmieniło się, gdy fronty I wojny światowej zastygły przedzielone okopami – zwiad kawaleryjski, najbardziej typowa metoda prowadzenia rozpoznania, stał się bezużyteczny. Rozwiązaniem okazał się samolot, mogący swobodnie przemieszczać się w nieopanowanej dotąd przestrzeni, wyposażony w aparat fotograficzny, dostarczający twardych, stosunkowo łatwych do interpretacji danych.

Radiostacje iskrowe

Niemal w tym samym czasie, kiedy w powietrze uniosły się pierwsze sterowce i samoloty, powstał radiowy nadajnik iskrowy – te pierwsze radiostacje nie mogły jeszcze transmitować dźwięku, np. ludzkiego głosu, jedynie ciągi sygnałów wybijane z pomocą klucza iskrowego. Zasięg dostępu do natychmiastowej informacji zwiększył się wydatnie, bowiem nadawca i odbiorca zostali uwolnieni od stałej, sztywnej infrastruktury. Tu jednak pojawiły się dwa problemy.

Żołnierze z telegrafem na froncie wschodnim I wojny światowej.WikipediaŻołnierze z telegrafem na froncie wschodnim I wojny światowej.

Po pierwsze, komunikację radiową łatwo było przechwycić – pierwsze radiostacje nasłuchowe o charakterze militarnym zbudowano już w 1908 r. w Austro-Węgrzech. Po drugie, pojawiła się – nie przewidziana wcześniej – kwestia nadmiaru informacji, filtrowania i oceny ich wagi. Dziś wydaje się to nieprawdopodobne, ale właśnie dlatego w 1940 r. w zamku Vincennes, gdzie mieścił się sztab armii francuskiej, nie zamontowano ani jednej radiostacji czy nawet dalekopisu, choć w domach zwykłych Francuzów znajdowało się ok. 4 mln odbiorników radiowych.

Satelity i matryce

Ostatni – jak do tej pory – wielki przełom wiąże się z przeniesieniem komunikacji i metod zdobywania informacji w przestrzeń kosmiczną. Pierwsze zdjęcia z kosmosu zostały wykonane w 1946 r., kiedy to Amerykanie wystrzelili wyprodukowaną przez siebie kopię rakiety V2.

Prace przyspieszyły po umieszczeniu na orbicie radzieckiego Sputnika 1 w 1957 r. Obie strony zimnej wojny pracowały intensywnie nad umieszczeniem w przestrzeni satelitów szpiegowskich – radziecki program Zenit zaowocował wystrzeleniem ponad 500 urządzeń (1961–1991 r.), Amerykanie odpowiedzieli programami Samos, Midas i Corona.

Początkowo próbowano zastosować metodę skanowania i przesyłania zdjęć z kosmosu drogą radiową, okazało się jednak, że jakość zdjęć jest niewystarczająca. Zdecydowano się więc na prostsze rozwiązanie: po wykonaniu zdjęć naświetlone filmy zrzucano po prostu na ziemię. Metoda okazał się nad wyraz skuteczna – amerykański satelita programu Corona w jednej tylko misji zdołał sfotografować obszar o powierzchni 4 mln km2. Wreszcie, w laboratoriach firmy Bell wynaleziono matrycę CCD, umożliwiającą wykonywani zdjęć cyfrowych. Tej technologii użyto po raz pierwszy w 1976 r.

Satelita Telstar 1.Bell Labs/NASASatelita Telstar 1.

Drugim, ważniejszym nawet składnikiem stały się satelity telekomunikacyjne – pierwszy taki obiekt, Telstar 1, umieszczono na orbicie w 1962 r. W tym momencie rozpoczęła się nowa era w dziedzinie komunikacji, przyśpieszając wymianę informacji w sposób wcześniej niewyobrażalny. Po raz pierwszy w historii sztabowcy i dowódcy pola walki mają dokładny, niemal nielimitowany i realizowany w czasie rzeczywistym ogląd sytuacji. Informacja stała się najważniejszą i najgroźniejszą bronią w wojskowych arsenałach.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną