Reklama
Aleksandra Chrobak w Meczecie Szejka Zajeda, głównej atrakcji turystycznej Abu Zabi. Aleksandra Chrobak w Meczecie Szejka Zajeda, głównej atrakcji turystycznej Abu Zabi. Prywatne archiwum Aleksandry Chrobak
Człowiek

Polka wśród Emiratczyków

Z Aleksandrą Chrobak, absolwentką religioznawstwa i polonistyki, autorką książki „Beduinki na Instagramie. Moje życie w Emiratach”, rozmawiała Renata Bubrowiecka.

Obserwuj nas. Pulsar na Facebooku:

www.facebook.com/projektpulsar

W Sekcji Archeo w Pulsarze prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.


Czy wybór kierunku studiów był w Pani wypadku taki oczywisty?
Zawsze interesował mnie Bliski Wschód. Studiowałam religioznawstwo i iranistykę, ale byłoby mi bardzo trudno przyjechać do Iranu w innym celu niż turystyczny. Praca w liniach lotniczych Etihad okazała się dobrym startem. Poza tym Emiraty są raczej konserwatywnym krajem, w którym tradycje są wciąż bardzo istotnym elementem codziennego życia. Wolałam tam pojechać i zanurzyć się w tę kulturę niż gdzie indziej. Poza tym Emiraty są najbardziej otwarte dla ekspatów.

Znała więc Pani tę kulturę, przynajmniej ogólnie. Czy jakieś doświadczenie wykroczyło poza Pani wyobrażenia i wiedzę?
Niesamowita pokora i ciepło tych starszych kobiet, które noszą nikaby, po prostu wzrusza. Myślę, że niejedno islamofobskie serce by tam skruszało. Szczególnie jeśli mówi się choć troszkę po arabsku. Bo inaczej bariera ich nieśmiałości nie mogłaby zostać pokonana. Od pierwszego spotkania byłam zapraszana na wesela, chociaż nie znałam nawet imion panien młodych. Pomagałam wybierać im kreacje, robiłyśmy sobie wzajemnie makijaż... Na taką prostolinijność nie byłam przygotowana, na to otwarcie na innych. Nie myślałam, że się z nimi tak zaprzyjaźnię.

W jaki sposób po opuszczeniu linii lotniczych szukała Pani pracy?
Jako stewardesa żyłam pod kloszem. Wszystko miałam załatwione: dowóz do pracy, mieszkanie i rachunki opłacone... Właściwie nie musiałam się niczym martwić. Ale to bardzo ciężki kawałek chleba. Ofert szukałam na stronach internetowych. Najlepiej przygotować swój profil na wszystkich, bo jest tam naprawdę wielu headhunterów. Ale mówię tu o Abu Zabi, gdzie nie ma jeszcze tylu przyjezdnych. Europejczyk dostanie tam lepszą pracę niż przybysz z Indii. Wiąże się to z wykształceniem, ale i, nie ukrywajmy, kolorem skóry. Chociaż nawet najlepszy przyjezdny specjalista i tak będzie zarabiał o wiele mniej niż Emiratczyk zatrudniony na tym samym stanowisku, który nie zawsze ma odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie, często jest nieobecny, ale i niezwalnialny. W Dubaju rynek wygląda zupełnie inaczej. Tam najłatwiej się załapać do kateringu, choć jest to kiepsko opłacane zajęcie, a najlepiej na rządową posadę, co gwarantuje siedmioipółgodzinny dzień pracy i o 14.30 można już pójść na plażę. W sektorze prywatnym natomiast pracuje się 6 dni w tygodniu.

Dubaj. Aż trudno uwierzyć, że 50 lat temu była tu tylko pustynia i beduińskie namioty.Sophie James/ShutterstockDubaj. Aż trudno uwierzyć, że 50 lat temu była tu tylko pustynia i beduińskie namioty.

W jaki sposób udało się Pani przekonać właścicielkę do wynajęcia mieszkania samotnej Europejce?
Wydaje mi się, że obłaskawił ją mój arabski. Zresztą informacja, że mieszkam sama, wzbudzała mieszane uczucia u znajomych Arabek. To jest w tej kulturze podejrzane, więc lepiej ominąć ten temat. Oznaczało to, że mogę sprowadzać mężczyzn. Dlatego zawsze mówiłam: „Obok mieszka moja landlordka. Nawet mysz się nie prześlizgnie. Czuję się tak bezpieczna, bo nikt nie może do mnie wejść niezauważony”.

Fajnym przeżyciem dla mnie było negocjowanie czynszu, bo uwielbiam się targować. W 2018 r. w Emiratach zostaną wprowadzone podatki. Jeszcze nie od dochodów, ale od towarów i usług. Już teraz jednak pojawił się podatek od wynajmu nieruchomości, co podniosło ceny. Mój czynsz miał wzrosnąć od następnego roku. Powiedziałam więc do właścicielki: „Nie mam brata, nie mam męża, nie mam pieniędzy i nie ma mnie kto wspomóc”. Przerażona moją sytuacją zapytała męża, a on zgodził się na utrzymanie czynszu na starym poziomie. Tylko zabronili mi o tym mówić sąsiadom. Arabowie mają bardzo silnie rozwinięty instynkt opieki nad kobietami. Chociaż granica między tą opieką a kontrolą jest bardzo cienka.

Młode Emiratki zazdrościły Pani samodzielności, niezależności. Miała Pani mieszkanie, samochód, nieźle płatną pracę...
Nie pojechałam tam dla pieniędzy. A samochód tam jest koniecznością. Mieszkałam na przedmieściach, a w Emiratach wszędzie jest piekielnie daleko. Jeśli Arabka nie może prowadzić samochodu, to nawet do lekarza w nagłej sytuacji nie będzie mogła pojechać. W Abu Zabi City można się jeszcze poruszać taksówkami. Ale Arabka nie wsiądzie do taksówki prowadzonej przez mężczyznę… Emiratki chętnie prowadzą i to czasem ogromne różowe hummery. Nie wiem też, jak to robią, ale prowadzą je w niebotycznie wysokich szpilkach.

Sklep jubilerski. Prezenty w postaci złotej biżuterii są tradycją w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.Patryk Kosmider/ShutterstockSklep jubilerski. Prezenty w postaci złotej biżuterii są tradycją w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Postanowiła Pani zrezygnować z noszenia do pracy spodni, dostosować się do ich zwyczajów…
Powiem szczerze, że zrobiłam to raczej z szacunku dla tych osób. Tam konserwatywne kobiety nie noszą spodni nawet w domu. Poza tym uwielbiałam te kandury. Nie odbierałam tego jako ograniczenia. Ale, owszem, na lokalny rynek w spodniach bym nie mogła wyjść. Każdy by na mnie patrzył. Fryzjerzy indyjscy wyszliby z zakładów, żeby zobaczyć, kim jestem. Ale w Dubaju np. można zobaczyć ekspatki z gołymi pępkami. W Abu Zabi na niektórych plażach dziewczyny opalają się w bikini. Ja mieszkałam na przedmieściach i wkładałam na plażę krótkie spodenki, a na przejście z auta i do auta – na wierzch długą spódnicę.

W Pani opisach najbardziej uderza fakt, że właściwie życie rodzinne, relacje małżeńskie w Emiratach nie istnieją, jeśli przyłożyć do tego europejską miarę. To świat mężczyzn.
Większość małżeństw jest tam aranżowana. Nie opierają się więc na więzi emocjonalnej. Kobieta nie ingeruje w życie towarzyskie męża, a on nie musi się tłumaczyć, gdzie był przez trzy dni. W tradycyjnych rodzinach za to bastionem kobiety jest dom. Emiratczycy nie czują się zobowiązani, żeby być fizycznie w nim. Jeśli w małżeństwie się nie układa, to po prostu znikają. Nikt ich nie rozlicza np. z kochanek. I też żadnego Emiratczyka nie krępuje to, że ma już żonę, skoro może ich mieć kilka. Zresztą nowoczesne aplikacje na komórki ułatwiają nawiązywanie romansów. W centrum handlowym, gdzie kobiety i mężczyźni udają się niemal wyłącznie w tym celu, można dzięki Bluetoothowi odczytać na telefonie numer mijanej osoby, bo każdy telefon jest tutaj rejestrowany, i połączyć się z wybraną nieznajomą. A ona albo odbierze zaproszenie, albo odrzuci połączenie.

Dla mnie dużym zaskoczeniem było to, że w wielopokoleniowych rodzinach kobiety, które do nich dołączyły, muszą w domu przestrzegać zasady zasłaniania twarzy. Że bracia męża właściwie nie mają pojęcia, jak wygląda ich szwagierka.
Tak dzieje się tylko w bardzo tradycyjnych rodzinach. Widziałam taką sytuację w rodzinie o saudyjskich korzeniach (to duża część emirackiego społeczeństwa). W domu kobiety siedziały w nikabach, bo nie były spokrewnione z braćmi męża. Swobodnie mogą się czuć wyłącznie w swojej sypialni. Ale nikab jest dla nich drugą skórą. Nie traktują go jak jarzma. Byłam na saudyjskim weselu, gdzie panie miały obcisłe sukienki, biusty na wierzchu i nikaby na twarzy. Może to dziwnie zabrzmi, ale nikab jest dla nich tak naturalny jak bielizna.

Emiratki nie wyobrażają już sobie życia bez smartfonów. Portale społecznościowe to miejsca, gdzie mogą być sobą. Ich konta na Instagramie i Snapchacie nieustannie żyją.meunierd/ShutterstockEmiratki nie wyobrażają już sobie życia bez smartfonów. Portale społecznościowe to miejsca, gdzie mogą być sobą. Ich konta na Instagramie i Snapchacie nieustannie żyją.

Pisze Pani o kłopotach z przezwyciężeniem tendencji do szukania wzroku rozmówczyni. Guszła, czyli woalka zasłaniająca całą twarz, to uniemożliwia. Ale jak wobec tego rozróżniała Pani Emiratki?
Jak pierwszy raz zobaczyłam kobietę w pełnej zasłonie, gdy przyjechałam do Emiratów, to się przestraszyłam, że jest to aż tak tradycyjne społeczeństwo. Ale potem się przekonałam, że guszłę można założyć, przełożyć na głowę, znowu założyć. Że przy podpisywaniu dokumentów np. zasłona jest odrzucana. Rzeczywiście na początku nie wiedziałam, jak się zachowywać, żeby tych kobiet nie urazić. Szukałam ich oczu. Ale potem zaczęłam szukać innych sygnałów: wiedziałam, gdy rozmówczyni się uśmiechała, częściowo to sobie wyobrażałam. Starałam się wyczuwać ich emocje, szczególnie po tonie głosu. A rozróżniałam je po posturze (np. koleżanki z pracy), ale głównie po... torebkach.

Małżeństwa między kuzynostwem w Emiratach są właściwie standardem. Zaskoczył mnie obowiązek przeprowadzenia testów genetycznych, które każdy Emiratczyk musi wykonać przed zawarciem małżeństwa. I duży odsetek chorych dzieci np. z zespołem Downa, gdyż małżeństwa nierzadko są zawierane przez kuzynostwo pierwszego stopnia.
Każda para, tak emiracka, jak i europejska, musi wykonać testy genetyczne, jeśli chce zawrzeć małżeństwo na terenie Emiratów. Robi się je w kierunku wirusowego zapalenia wątroby typu B, HIV, ale i dziedziczenia wad genetycznych. Ich wyniki nie są jednak wiążące – niezależnie od nich para może się pobrać. Myślę, że nie bez znaczenia jest to, że kuzynostwo się trochę zna, a jeśli nie do końca osobiście, to rodziny coś o sobie wiedzą. Kobieta czuje się bezpieczniejsza. Są też ultrakonserwatywne rodziny, gdzie śluby między kuzynostwem to tradycja, nawet jeśli ten jest już żonaty. Wtedy młode dziewczyny od początku muszą pogodzić się z rolą drugiej, trzeciej bądź czwartej żony.

Jaka jest granica wieku, w którym mężczyzna może rozporządzać życiem swojej matki czy siostry?
Tutaj dochodzi czasami do bardzo komicznych sytuacji. Na przedmieściach nie czeka się do osiągnięcia biologicznej dojrzałości, aby stać się w oczach społeczności mężczyzną. Już dziewięcio-, dziesięciolatek może za niego uchodzić. Naśladuje swoich braci, ojca... Widziałam nawet 9-latka, który pstrykał palcami na rząd kobiet podążających za nim. Ale należy spojrzeć na tę sytuację z ich strony: to on przejął opiekę nad matką, musi sobie poradzić z pewnymi problemami. Trzynasto-, czternastolatek zaś może już spokojnie być tzw. męskim opiekunem sióstr i podejmować za nie decyzje w wielu kwestiach dotyczących ich życia.

Emiratczycy mają problemy z otyłością. Ostentacyjne bogactwo nie skłania ich do dbałości o dietę?
Po pierwsze, nie ma dobrego jedzenia (w dużych miastach jest bardzo drogie). Wszystko oprócz mięsa i daktyli jest importowane, mrożone, nabite chemikaliami. Po drugie, nie ma świadomości potrzeby zdrowego odżywania się, bo nie ma kampanii społecznych. Operacja zmniejszenia żołądka jest za to darmowa. Po trzecie, Emiratczycy uwielbiają fast foody. I po czwarte, siedzący tryb życia. Emiratczycy wszędzie są dowożeni. Tam nie można wyjść na ulicę pobiegać, bo jest gorąco. Na siłowni trzeba by się męczyć. Więc te dzieci z dużą nadwagą siedzą w domu, grają na konsolach i tylko jedzą.

W swojej książce opisuje Pani rozpad ściśle emirackich małżeństw i zależność finansową, która utrudnia samodzielne życie jemeńskim, egipskim czy polskim żonom, jeśli właściwie nie zabezpieczą się finansowo kontraktem przed zawarciem małżeństwa. Nie wspomina Pani jednak o sytuacji wdów. Jaki jest ich status?
Jeśli wdowa ma emirackie obywatelstwo, to zajmuje się nią państwo, które łoży na jej życie, edukację dzieci, na wszystko. To bierze się stąd, że za czasów beduińskich tak bardzo im wszystkiego brakowało. Nie mieli przecież nawet wody, tylko mętną ciecz, pozyskiwaną codziennie z odkopywanych studni. Dopiero szejk Zajed umiał sprzedać ich ropę i dzięki petrodolarom w ciągu 40 lat z kraju, w którym nie było ani jednej drogi, ani jednego radioodbiornika, szpitala czy hotelu, tylko piasek i namioty, powstały Emiraty, gdzie na krótko przed ramadanem najbardziej poszukiwanym towarem są 60-calowe telewizory. Taka kobieta więc też ma szansę, żeby powtórnie wyjść za mąż, ale już niejako w drugim obiegu – nie za kawalera. Wdowy często się na to decydują, bo to podnosi ich status. Ogólnie mówiąc, Emiratki trudno jest zadowolić finansowo. Bez podarunku ślubnego w postaci hummera czy porsche cayenne trudno poprosić je o rękę. Emiratki mają duże wymagania finansowe, ale także zyskują w ten sposób niezależność.

Jak Emiratki odnajdują się w świecie, w którym wiele sfer życia społecznego jest podzielonych na męskie i damskie? Jak wygląda ich życie zawodowe?
Emiratki i Emiratczycy w usługach w ogóle nie pracują. Uznają to za degradujące zajęcie. Nie zasilają klasy pracującej. Chętnie zatrudniają się w administracji, gdzie nie zawsze trzeba mieć specjalistyczne wykształcenie, a człowiek sobie i tak jakoś poradzi. Paradoksalnie to nikab trochę aktywizuje zawodowo Emiratki, bo dzięki niemu mąż może pozwolić żonie pracować tam, gdzie są mężczyźni, np. w biurach. Nikab, który zasłania jej twarz, uspokaja męża, jest gwarancją, że inni mężczyźni nie będą jego żony oglądać i będą się trzymać na dystans. Ale Emiratki zwyczajnie nie muszą pracować. Nie muszą się martwić, że zabraknie im na ratę kredytu, bo to domena męża. Wszystko dostają, bo państwo jest superopiekuńcze. Czasami miałam wrażenie, że właśnie pensję traktują jak kieszonkowe. W Emiratach nie ma walki o przetrwanie. Emiratka nawet w klubie fitness nie lubi się męczyć.

Pracowała Pani w administracji dużej kliniki. Proszę powiedzieć o zasadach tam panujących.
Przychodnia dzieliła się na część męską i damską. W męskiej nawet w rejestracji pracują raczej mężczyźni, w damskiej – kobiety. Kobieta w pojedynkę rzadko przychodziła na wizytę czy badania. Zazwyczaj z mężem albo z matką czy siostrą. To również z mężem trzeba rozmawiać w sprawie zdrowia kobiety, bo to on podejmuje za nią decyzje. „Doktor czy doktora [kobieta]?” Czasami, jeśli nie ma „doktory”, wychodzą. Choć zdarza się i tak, że nawet konserwatywny mąż zezwala w krytycznej sytuacji na wizytę u lekarza mężczyzny, a lekarki odmawiają zbadania pacjenta, jeśli miałyby obsłużyć mężczyznę. Byłam świadkiem, gdy do męskiego lekarza odesłany został 10-latek z gorączką, bo lekarka nie chciała się nim zająć.

Jeśli w państwowej klinice mężczyzna chce zrobić sobie test na obecność wirusa HIV, to musi się liczyć z tym, że o jego wyniku dowiedzą się rodzice. A jeśli jest w dodatku obcokrajowcem, to raczej ma gwarancję utraty pracy i deportacji, bo rządowe placówki mają obowiązek powiadamiać o tym pracodawcę.

Poza tym emirackie kliniki żyją ze zwolnień. Każdy pracownik w Abu Zabi musi mieć ubezpieczenie zdrowotne i kliniki, prywatne i państwowe, są z nich finansowane. Im więcej zabiegów przeprowadza placówka, tym więcej pieniędzy dostaje. Dlatego menedżerowie stawiają na liczbę pacjentów. Zwolnienia chorobowe stały się więc tak popularne, że Emiratczycy bardzo często nie przychodzą do pracy. Nagminnie są na zwolnieniach. Rząd w końcu postanowił walczyć z tą plagą. Teraz wszystkie zwolnienia są powiązane systemem informatycznym z dowodem osobistym, więc wiadomo, kto, gdzie i na ile je wziął.

Dużo się też robi niepotrzebnych operacji, żeby zwiększyć przychód szpitala. Ja też miałam mieć operowany wyrostek, chociaż właściwie nie czułam zbyt dużego bólu. Doradzałabym więc ograniczone zaufanie do diagnoz lekarskich.

Ostentacyjne bogactwo służy podkreśleniu statusu Emiratczyków.Patryk Kosmider/ShutterstockOstentacyjne bogactwo służy podkreśleniu statusu Emiratczyków.

Jak Pani sobie radziła z upałami? Przebywanie na zewnątrz to nie lada wyczyn.
Styczeń, luty, marzec są bardzo przyjemne. Wtedy może być nawet 15–18°C. Ale latem temperatury osiągają nawet 50°C w środku dnia. Klimatyzacja nie jest tam luksusem. Emiratczycy zostawiają ją włączoną w domach nawet podczas wyjazdu na wakacje. Bo jeśli tego nie zrobią, to po powrocie znajdą w domu grzyb. To podstawa: cztery ściany i klimatyzacja. Wtedy można żyć. Nawet te biedne husky, na które panuje teraz moda (oprócz tygrysów oczywiście, bo ci, którzy nie mają tygrysów, mają husky), mają klimatyzowane pokoje.

Na jakie tabu się jeszcze Pani natknęła?
Między kobietami to właściwie chyba nie ma tabu. Ale mężczyźni np. nie rozmawiają o swoich kobietach. A już o żonach to absolutnie nie. Nie można podejść do kolegi i zapytać: „A jak się twoja żona czuje?” albo „A jak przebiegł poród?”. Absolutnie nie wolno o tym rozmawiać. Świadczyłoby to o braku szacunku. Gdy sytuacja wymaga, by w rozmowie odnieść się do jakiejś pani, używa się sformułowania „matka np. Ahmeda”, nie pada jej imię. Kobieta nie funkcjonuje jako ona sama, ale matka swojego syna albo żona męża. W telefonach nie ma imion żon, tylko ich numery, żeby nikt nie podpatrzył ich imienia. Prywatne życie stanowi chyba największe tabu.

No i trzeba pamiętać, że na ogólniejszym poziomie to państwo cenzury. Cenzura dotyczy programów radiowych, telewizyjnych, filmów, piosenek, gazet. Nie przedostaną się ani erotyczne treści, ani wulgaryzmy. Polityczna dyskusja właściwie też nie istnieje, bo to zakładałoby krytykę rządzących, a istnieje prawo tego zakazujące. Nikt nie interesuje się losem filipińskich gosposi i robotników budowlanych. Dobrobyt tak buforuje wszystkie konflikty społeczne, że ludzie tylko konsumują, żyją w bańce mydlanej. Facebook nie doprowadzi tu do rewolucji społecznej jak w Egipcie. Zresztą i Facebook podlega cenzurze.

Wiedzieli, że pisze Pani o nich książkę?
Nie. Wspomniałam o tym tylko przyjaciołom. Trochę się bałam. Zresztą w Emiratach panuje kultura strachu. Ekspaci myślą o tym, żeby jakiegoś „lokala” nie obrazić słowem, gestem, spojrzeniem. Gdy w kawiarni chcą powiedzieć cokolwiek krytycznego na temat państwa czy Emiratczyków, oglądają się za siebie i ściszają głos. Nawet jeśli chodzi o zwykłą ploteczkę z pracy. Trudno powiedzieć, z kim się ma do czynienia, bo wszyscy na oko wyglądają tak samo. Zresztą pojawiło się np. takie prawo, że w mediach społecznościowych nie wolno nikogo obrażać. Za wrzucone na Facebooka zdjęcie auta (bez rozpoznawalnej tablicy rejestracyjnej) zaparkowanego w poprzek dwóch miejsc dla niepełnosprawnych i opatrzone krytycznym komentarzem jego autorka została zakuta przez policję w kajdanki, deportowana i obarczona karą finansową za obrazę. A ponieważ piszę również krytycznie o tamtejszym życiu, łamiąc w ten sposób prawo, nie wiem, jaką cenę mogłabym za to zapłacić.

Rozmawiała Renata Bubrowiecka


Dziękujemy, że jesteś z nami. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża wyselekcjonowane badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.

Wiedza i Życie 9/2016 (981) z dnia 01.09.2016; Kultura arabska; s. 62
Reklama