Reklama
Nobel Media
Człowiek

Pokojowa Nagroda Nobla 2026: Navanethem „Navi” Pillay

Na przekór polityce siły i łamaniu prawa Norweski Komitet Noblowski przyznał tegoroczną Pokojową Nagrodę Nobla. Otrzymała ją Navanethem „Navi” Pillay.

Tegoroczna laureatka mimo zaawansowanego wieku – ma 85 lat – wciąż orzeka w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w sprawie Mjanmy (dawnej Birmy), oskarżanej o ludobójstwo. W laudacji podkreślono, że dzięki wyjątkowej odwadze i uczciwości utorowała drogę do wzmocnienia globalnego porządku prawnego. Odegrała kluczową rolę w zapewnieniu ścigania zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości i ludobójstwa. Przełomowe w orzecznictwie, które współtworzyła, było m.in. uznanie, że gwałty i napaści na tle seksualnym mogą stanowić akty ludobójstwa. A także stwierdzenie, że osoby szerzące propagandę – jak w Rwandzie – ponoszą odpowiedzialność za podżeganie do przemocy.

Urodziła się w Durbanie, w ubogiej, tamilskiej rodzinie pochodzącej z Indii. Robiła karierę mimo apartheidu. Broniła Nelsona Mandeli. W RPA była sędzią Sądu Najwyższego. W latach 90. trafiła do Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy oraz Międzynarodowego Trybunału Karnego, MTK. Stamtąd przeszła do instytucji systemu ONZ. Była wysoką komisarz Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka. Do zeszłego roku przewodniczyła Niezależnej Międzynarodowej Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich.

Bezzębne prawo międzynarodowe

Ta nagroda jest sygnałem, że według Komitetu świat zmierza w kiepskim kierunku. Uhonorowanie Navi Pillay zwraca uwagę na rekordową liczbę konfliktów zbrojnych. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (trzykrotny laureat Pokojowej Nagrody Nobla, którą otrzymał także jego założyciel Henri Dunant) szacuje, że toczy się obecnie ok. 130 konfliktów, w połowie z nich uczestniczą państwa. To wspaniałe czasy dla przywódców – takich jak Putin, Netanjahu czy Trump – którzy chcą pójść na wojnę i sobie postrzelać. Robią to w poczuciu całkowitej bezkarności. Putin i Netanjahu są ścigani przez MTK, który Trump nazywa „instytucją zbójecką”.

Politycy coraz mniej szanują prawo międzynarodowe. Rozwinęło się ono pod wpływem traum obu wojen światowych, było użyteczne w okresie zimnej wojny i tuż po niej, ale teraz więdnie. Z założenia jest bezzębne, nie ma żadnych dywizji, bez wsparcia państw pozostaje bezradne. Natomiast konsekwencje jego nieprzestrzegania mierzy się cierpieniem milionów ludzi. Laudacja nie sprowadziła się więc jedynie do wymieniania zasług nagrodzonej. Była też obroną niezbędnych reguł, bo nigdy dość powtarzania, że „trwały pokój musi być budowany na zasadach prawnych, a nie na woli silnych lub kruchej równowadze sił”.

Tyle teoria, skoro współczesność staje się zaprzeczeniem tego postulatu. Od odpowiedzialności uchylają się nie tylko największe mocarstwa. Sprawcy zbrodni pozostają bezkarni. Pociągnięcie któregoś z przywódców przed sąd zdarza się rzadko i należy je postrzegać raczej jako wyjątek niż normę.

Komitet zwraca uwagę, że obserwujemy zwrot ku polityce siły kosztem porządku prawnego oraz powszechnego poszanowania prawa i sprawiedliwości. Przestrzeganie prawa międzynarodowego musi być koniecznością, bo „świat pozbawiony rządów prawa jest niesprawiedliwy, niemądry i nieludzki”. Praca Navi Pillay polega właśnie na pociąganiu do odpowiedzialności państw i przywódców, co daje nadzieję ofiarom przemocy i konfliktów.

Kto przyznaje tego Nobla?

W wyborze laureatki odbija się skład grona przyznającego nagrodę. Zgodnie z wolą fundatora odpowiada za to norweski parlament, który wyłania pięcioosobowy komitet. Stąd biorą się ideologiczne przechyły jego członków. Anne Enger pod koniec lat 90. przez trzy tygodnie pełniła obowiązki norweskiej premierki. Była liderką kampanii przeciwko wejściu Norwegii do Unii Europejskiej w 1994 r. Pod koniec lat 70. przewodziła też, bez powodzenia, kampanii przeciwko aborcji na życzenie.

Na konserwatywnych pozycjach stoi też Asle Toje, politolog związany z Norweskim Instytutem Noblowskim i wzięty publicysta. Opowiada się za konserwatyzmem kulturowym, a stosunki międzynarodowe postrzega przez pryzmat realizmu, czyli przekonania, że państwa nie są w stanie się porozumieć i są skazane na nieustanny konflikt. Z konserwatywnego nurtu wywodzi się także Kristin Clemet, która od wielu lat kieruje liberalnym think tankiem Civita.

Z innych rejonów partyjnego spektrum pochodzi Gry Larsen, przez wiele lat związana z norweską dyplomacją. Współtworzyła norweski ruch ekologiczny i stała na czele wielkiej fundacji pomocowej CARE, działającej w Afryce i Azji przede wszystkim na rzecz kobiet.

Z organizacjami pomocowymi, m.in. z Lekarzami bez Granic, związany był przewodniczący Komitetu (i swego czasu jego najmłodszy członek w historii) Jørgen Watne Frydnes. Stał na czele instytucji, która zajmowała się upamiętnieniem ofiar ataku terrorystycznego na wyspie Utøya z 2011 r. Frydnes ogłosił nazwisko laureatki, wygłosił laudację i udzielił rady o odbieraniu telefonu.

Na połączenie z numerem zaczynającym się od „+47” czekano pewnie w Białym Domu. Donald Trump ma chrapkę na pokojowego Nobla i nachalność, z jaką o niego zabiega, infantylizowała nagrodę. Na szczęście tegoroczna laureatka podkreśla jej wagę i sens.

Reklama