Jocelyn Bell Burnell w swoim gabinecie, lata 70. Jocelyn Bell Burnell w swoim gabinecie, lata 70. The Open University / pulsar
Kosmos

Tak, byłam pionierką

Jeśli naprawdę lubisz fizykę, jest wielce prawdopodobne, że jesteś w tym dobra – mówi odkrywczyni pulsarów Jocelyn Bell Burnell.

Pulsary to bardzo gęste, wysoce zmagnetyzowane, obracające się gwiazdy neutronowe (lub białe karły), które emitują wiązki promieniowania elektromagnetycznego (zazwyczaj są to fale radiowe). Wkrótce po sukcesie Jocelyn Bell Burnell odegrały ważną rolę w innych przełomowych odkryciach. W latach 70. ubiegłego wieku podwójny układ pulsarów dostarczył pierwszego pośredniego dowodu na istnienie fal grawitacyjnych. W 1991 r. Aleksander Wolszczan oraz kanadyjski astronom Dale Frail odkryli pierwsze trzy planety pozasłoneczne krążące wokół pulsara.

Używając aparatury Mullard Radio Astronomy Observatory, radioteleskopu zainstalowanego niedaleko brytyjskiego Cambridge, irlandzka astrofizyczka zapoczątkowała zatem zupełnie nową dziedzinę badań. W 1974 r. przyznano za to Nagrodę Nobla – ale nie Bell Burnell, a jej promotorowi i jego współpracownikowi. Okoliczności podjęcia tej decyzji pozostają tematem wielu dyskusji.

Z tego powodu – choć sama nigdy nie zgłaszała zastrzeżeń do werdyktu komitetu noblowskiego – Bell Burnell była przywoływana jako jaskrawy przykład dyskryminacji kobiet nauki. Ale stała się też Bell Burnell, już całkiem świadomie, symbolem emancypacji kobiet w nauce.

W 2021 r. uhonorowano ją Medalem Copleya, najstarszym i najbardziej prestiżowym wyróżnienieniem Towarzystwa Królewskiego w Londynie. Jest dopiero drugą kobietą, której je przyznano – w 1976 r. otrzymała go angielska chemiczka Dorothy Crowfoot Hodgkin.

Beata Kenig: „Pewnego listopadowego dnia 1967 r. młoda doktorantka ślęczała nad wydrukiem z danymi pochodzącymi z radioteleskopu, w którego budowie uczestniczyła. W pewnej chwili zauważyła coś bardzo nietypowego”. Czy to byłby właściwy początek artykułu o pani?

Jocelyn Bell Burnell: – Owszem, choć trzeba zaznaczyć, że taki proces zawsze jest rozciągnięty w czasie. Nic nie dzieje się ot tak.

Należałoby napisać „młoda doktorantka, która od kilku miesięcy ślęczała nad wydrukiem”?

Tak, wówczas wstęp byłby zdecydowanie bardziej precyzyjny.

Ten radioteleskop – czy to był projekt studencki?

Został on zbudowany w większości przez studentów, jednak pomysłodawcą i projektantem przedsięwzięcia był Antony Hewish, promotor mojej pracy doktorskiej.

Urządzenie wyglądało trochę jak pole przygotowane pod uprawę winorośli i zajmowało powierzchnię o rozmiarze pięciu boisk piłkarskich. Cały ten teren był pokryty mnóstwem drewnianych palików, przewodów i kabli.

Nie była to wielka paraboliczna czasza na pustkowiu?

Dla odbioru dłuższych fal radiowych takiej czaszy nie potrzebujemy. Odpowiedni system przewodów wykona to samo zadanie.

Radioastronomia była wtedy wciąż młodą dyscypliną.

Zaczęła się rozwijać w latach 40. ubiegłego wieku dzięki ludziom, którzy podczas II wojny światowej zajmowali się radarami.

Czym są pulsary?

To tzw. obiekty gwiazdopodobne. Są bardzo małe – ich promień wynosi około dziesięciu kilometrów, co jak na kosmiczne standardy jest rozmiarem mikroskopijnym. Mają jednak bardzo silne pole magnetyczne i elektryczne. Z ogromną prędkością obracają się wokół własnej osi, wytwarzając wiązki fal radiowych (choć jeszcze nie do końca rozumiemy, za pomocą jakiego mechanizmu). Wiązki te omiatają niebo w rytmie obrotów pulsara, mniej więcej jak światło latarni morskiej. To także obiekty niezwykle gęste. Ich masa porównywalna jest z masą Słońca, ale jest skupiona w bardzo małej objętości.

Czy da się je zobaczyć? Czy emitują także światło widzialne?

Większość nie, lecz jest kilka wyjątków. Jeden znajduje się w centrum mgławicy Kraba. Jest to pulsar rotujący z ogromną prędkością, więc emitowane przez niego impulsy światła pojawiają się w bardzo krótkich odstępach czasu. Z tego powodu bardzo trudno zobaczyć emitowane wiązki promieniowania.

Tuż po odkryciu nadała pani pulsarowi zupełnie inna nazwę.

Tak, początkowo nazwałam ten nowy obiekt Little Green Men. Oczywiście tak naprawdę nie sądziłam, że to faktycznie zielone ludziki z kosmosu, lecz oznaczenie „Nieznany obiekt pulsujący rektascensja 1919 deklinacja 21” było zbyt długie.

Nawet przez chwilę nie podejrzewaliście, że ten sygnał może pochodzić od istot pozaziemskich?

My raczej nie. Ale wiedzieliśmy, że inni ludzie mogą tak sądzić.

Na odkryciu jednego pulsara się skończyło?

W ciągu następnych kilku miesięcy odkryłam jeszcze trzy inne. I dobrze, ponieważ dla naukowca jest zdecydowanie lepiej, jeśli odkrycie nie dotyczy pojedynczej sztuki – może się wtedy pojawić podejrzenie, że nastąpiła jakaś pomyłka, że z zarejestrowanych przez radioteleskop danych coś źle odczytałaś. Jeśli natomiast obserwujesz cztery pulsary, a w dodatku przynajmniej jeden jest w stanie wytropić inny radioteleskop, to masz dobre zabezpieczenie i pewność, że wyniki są poprawne.

Dlaczego właściwie naukowcy badają pulsary? Czy te obiekty pomogły w innych odkryciach?

Stały się one przydatnym narzędziem do przetestowania teorii Alberta Einsteina. Pomogły w badaniach nad założeniami teorii względności oraz teorii grawitacji (podwójny układ pulsarów posłużył do pośredniego potwierdzenia istnienia fal grawitacyjnych – przyp. red.).

Za pani odkrycie Nagrodę Nobla otrzymali Antony Hewish i Martin Ryle. Nigdy pani przeciwko temu nie protestowała. Mówiła pani, że trudno oszacować zasługi opiekuna i studentki; że promotor zawsze ponosi odpowiedzialność za sukces lub porażkę projektu badawczego; że przyznawanie tego wyróżnienia studentom obniżyłoby jego rangę...

Wydaje mi się, że to, co tutaj jest znacznie ważniejsze, to fakt, że nie istnieje Nobel w dziedzinie astronomii, więc w istocie była to nagroda z fizyki. Ale to, że pierwszy raz została przyznana za badania astronomiczne, było ogromnym przełomem. Dla mnie już wówczas było jasne, że w przyszłości nagradzani będą także inni badacze kosmosu – i moje przewidywania okazały się słuszne. Od tamtego czasu wyróżniono co najmniej dwudziestu innych astrofizyków.

Skąd u pani zainteresowanie fizyką i astronomią?

W wieku jedenastu-dwunastu lat musiałam stoczyć pierwszą bitwę. W tamtym czasie nauką mieli się zajmować chłopcy – dziewczyny w szkole uczyły się gotowania lub szycia. Ja chciałam się uczyć przedmiotów ścisłych. Moi rodzice także tego dla mnie chcieli i interweniowali w tej sprawie u dyrektora szkoły. Efektem było utworzenie klasy złożonej z chłopców, ale też trzech dziewczyn. Sądzę, że nasz nauczyciel fizyki miał [wtedy] pierwszy raz w życiu do czynienia z uczennicami.

W pierwszym semestrze uczyliśmy się fizyki właśnie. Szybko ten przedmiot pokochałam. Nauka szła mi bardzo łatwo i na egzaminie uzyskałam najlepszy wynik. W następnym semestrze przerabialiśmy chemię – lekcje były dla mnie ciekawe. Natomiast trzeci semestr to zajęcia z biologii. Rysowaliśmy kwiatki i oznaczaliśmy ich części. A kiedy już to zrobiliśmy, padało polecenie: „Skończyłaś? Tu masz kolejną roślinę”. To było strasznie nudne.

Od początku było dla mnie jasne, że jestem bardzo dobra z fizyki. Jako nastolatka wiedziałam, że w przyszłości będę się nią zajmować.

Droga do naukowej kariery była wyboista?

Byłam wówczas, w latach 60. ubiegłego wieku, jedną z bardzo nielicznych kobiet zajmujących się astronomią i to czasami nastręczało różnych trudności. Na przykład kiedy spodziewałam się dziecka, poszłam do szefa mojego wydziału i spytałam, jaki urlop macierzyński mi przysługuje. „Macierzyński? Nigdy o czymś takim nie słyszałem!” Oczywiście miał rację, bo takie świadczenie wówczas na tej uczelni nie istniało, ponieważ pracowała tam tylko garstka kobiet. Tak – mogę powiedzieć, że w wielu sprawach byłam pionierką.

Nie przestaje mnie szokować sposób, w jaki media w latach 60. relacjonowały odkrycie, którego pani dokonała.

Podejście do kobiet było wówczas nad wyraz seksistowskie. Pod odkryciu pulsarów dziennikarze odnosili się do mnie jak do obiektu seksualnego – skupiali się na moich rozmiarach: biustu, bioder i talii. Pytano mnie także, ile mam wzrostu, ilu miałam narzeczonych; czy jestem brunetką, czy blondynką (inne kolory włosów były niedozwolone); a fotografowie prosili, bym odpięła kilka guziczków bluzki.

Jak pani radziła sobie z takimi sytuacjami?

Pomagało mi mocne przekonanie, że tym, co chcę robić w życiu, jest kontynuacja badań w dziedzinie astrofizyki. Nie było łatwo, ale dawałam radę.

Przebieg mojej kariery jest inny niż ten typowy dla mężczyzn zajmujących się nauką – mają na nią wpływ takie wydarzenia życiowe jak zawarcie małżeństwa i macierzyństwo. Jednak nigdy nie zeszłam z obranej drogi i wciąż uważam astrofizykę za dziedzinę niezwykle interesującą i dającą ogromną radość.

Co by pani powiedziała niepewnej siebie dziewczynie, która chce studiować, a później prowadzić badania z fizyki lub astrofizyki?

Jeśli naprawdę lubisz fizykę, jest wielce prawdopodobne, że jesteś w tym dobra. To jeden z ciekawych aspektów życia – ludzie zazwyczaj są świetni w tym, co naprawdę lubią robić i lubią robić to, w czym są dobrzy. Ja mam za sobą wiele paskudnych historii, lecz sytuacja współczesnych młodych ludzi jest znacznie lepsza.

Wywiad jest skróconą wersją rozmowy wideo przeprowadzonej dla popularyzującej naukę Fundacji Wega.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną