Reklama
Pulsar - najlepszy portal naukowy. Pulsar - najlepszy portal naukowy. Shutterstock
Opinie

Siedlisko duszy

To, co my nazywamy mózgiem, ma łacińską nazwę cerebrum (skąd francuskie cerveau), angielską brain, niemiecką (Ge)hirn. Dość różnie. Podobno praindoeuropejski rdzeń mregh-mo-, potem przekształcony w bregma, oznaczał „szczyt głowy”, choć łączono to też z gockim phren („umysł”), ale i z bhragno („coś złamanego”?!).

Obserwuj nas. Pulsar na Facebooku:

www.facebook.com/projektpulsar

W Sekcji Archeo w Pulsarze prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.


Hirn może ma związek z dawnym hjarni (chyba „coś szarego”), ale to wszystko nic pewnego – przy tym przykre, że starofrancuskie bran to ekskrement, a dawne harn to też uryna... Prasłowiański mozg jest z praindoeuropejskiego mosgh-o-s, oznaczającego coś miękkiego zagłębionego w czymś twardym, coś wiążącego, tkwiącego pomiędzy. Dało to germańskie marg, potem Mark („szpik kostny”), a odpowiadało też formom w innych starych językach: sanskryckiemu majjan (też „szpik”, „rdzeń”) czy litewskiemu mazgas („węzeł”)... Praindoeuropejski czasownik mesgh- oznaczał „zanurzać się”, „wypełniać”, też „łączyć”. Na szczęście odrzuca się hipotezę, zgodnie z którą mózg miałby coś wspólnego z miazgą (dawna mezga).

To był i u nas najpierw, do piętnastego wieku, szpik, rdzeń. A kamienny mózg mówiono na ropę naftową. Później dopiero ze szpiku przeniesiono tę nazwę wyżej, do głowy, i zaczęła oznaczać, jak pisał Linde: „miętką massę, wypełniającą czaszkę głowną”. Linde pisał też: „W mózgu naznaczają siedlisko duszy i początkowe miejsce wszelkiego uczucia i ruchawości”. Kolejne duże słowniki, wszystkie, aż do połowy dwudziestego wieku, jako pierwszą i główną cechę mózgu jako masy, substancji czy tworu wskazują miękkość, a co do koloru różnią się, podając a to szarobiały, a to żółtawy, a to szary... Ta szarość pozostała w nazwie szare komórki.

Od stu lat wskazują też słowniki na znaczenia przenośne tego słowa, które pewnie od dawna odnosiło się i do miejsca, w którym nasz umysł się mieści, i do samego umysłu, wreszcie – metonimicznie – i do człowieka o tym umyśle, bo mózg to dzisiaj też umysł, rozum, inteligencja, pomyślunek, a i napęd, siła sprawcza, spiritus movens.

Substancjalność, fizyczność mózgu wywoływała dwa rodzaje metafor, budujących „mózgową” frazeologię. W pierwszym mózg się przewracał, wywracał, w mózgu się kręciło. Podobnie jak w głowie, w mózgu miał być porządek, gdy się mózg przewracał, powodował myślowy chaos. Tyle że nawołujemy również rusz mózgiem, gdy chcemy czyjeś myślenie uczynić intensywniejszym. Do mózgu, jak do głowy, wbijamy coś, dziura w mózgu to pamięciowe luki. A być bez mózgu to gorzej niż bez głowy – to drugie to tylko roztargnienie, pierwsze jest trwałym upośledzeniem. Dawniej jeszcze mózg się klepało, wbijając coś do głowy...

Druga grupa metafor wskazuje na związek z wodą, z której głównie, jak podaje słownik wileński, mózg się zresztą składa. Do dzisiaj suszymy mózg z jednej strony (komuś lub nad czymś), z drugiej robimy wodę z mózgu oraz rozmiękczamy mózg – działania to nieprzyjemne. A częstsze późniejsze pranie mózgów, drenaż mózgów, a nawet i pośrednio burza mózgów też coś wspólnego z wodą mają, choć odnoszą się do działalności intelektualnych na wyższym poziomie. Późniejsza metaforyka traktuje mózg dość bezceremonialnie: na mózg nam coś pada lub rzuca się, mózg się lasuje lub staje (?), a powiedzenie ręka noga mózg na ścianie na szczęście się zleksykalizowało, bo jako obraz byłoby trudne do zniesienia.

Zrezygnowaliśmy już dawno z kamiennego mózgu, także z chwilowego mózgu elektronowego. A co do rodziny słów, szczególnie zabawna jest historia mózgowca. W siedemnastym wieku jego synonimem był szumiłeb, w osiemnastym zestawiano go ze słowem wartogłów, w dziewiętnastym stał obok takich słów jak zapaleniec, warchoł czy wręcz wariat. W dwudziestym zaś, prawda, że ironicznie, odnosi się do intelektualisty. W słownikach wieku dwudziestego pierwszego to już tyle co naukowiec.

Ale chyba nieco ironii pozostało. Taki mózgowiec to trochę jajogłowy...

Wiedza i Życie 5/2017 (989) z dnia 01.05.2017; Na końcu języka; s. 70
Reklama