Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Opinie

Z dymem pożarów

Dawniej słowem pożar nazywano tylko płomienie wywołane zjawiskami od człowieka niezależnymi – wynikiem podpalenia była natomiast pożoga. Słowa podobne, ale o różnym pochodzeniu.

Obserwuj nas. Pulsar na Facebooku:

www.facebook.com/projektpulsar

W Sekcji Archeo w Pulsarze prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.


Pożoga, dawniejsza pożega, jest z prasłowiańskiego żegti („palić”, ale też „kłuć”), a to z praindoeuropejskiego dhegh-, co znaczyło „palić”, „płonąć”. Rdzeń deg- przeszedł w geg-, co potem dało żeg-. W podżeganiu jeszcze widać ten rdzeń, ale skuzynowane żgać to już tylko, i to rzadko, „kłuć”. Pożec to było „spalić”, w Biblii mamy płomień pożegł grzesznika.

A pożar jest z pożariti, czyli „zapalić”, bo żariti to było „sprawiać, że coś się żarzy, pali, płonie”. Dość regularną parę czasowników, z których jeden oznacza sprawianie tego, co nazywa drugi, tworzyło żariti i goreti („płonąć”), z których to drugie teraz jest w niezupełnie już groźnym (choć z metaforami różnie bywa) gorącym, a dawniej w bliższej formie było w rozpaczliwie ostrzegającym zawołaniu gorze! Czyli pali się! Ten okrzyk wydaje się prostszy i na pewno naturalniejszy niż rzeczownikowe zawołanie pożar! Ewentualnie po tym zwrotnym, więc niewskazującym na przyczynę, czasowniku pali się! w celu odzwierciedlenia powagi i grozy można krzyknąć jeszcze pożar! A dawne gorze! stało się też desperackim okrzykiem na temat własnej sytuacji (gorze mi!, gorze nam!), a także dało stopień wyższy bardzo i tak niedobremu przymiotnikowi zły. Palenie, pożeranie przez płomień niewątpliwie było złe.

Dziś o pożodze słyszymy rzadziej, to słowo raczej podniosłe. Biskup Adam Krasiński w swoim „Słowniku synonimów polskich” z końca dziewiętnastego wieku pisze barwnie, że pożoga to „pożar wielki, który całe wsie i miasta w perzynę obraca”. Obecnie słowo pożoga zazwyczaj odnosi się do gwałtownie się rozprzestrzeniających zniszczeń wojennych, poza wojną pożóg już nie ma.

A pożary są, już nie tylko wywołane siłami przyrody, ale chyba częściej z przyczyny człowieka. I mimo że żar u Słowian od dawna oznaczał „palenie się bez płomienia”, czyli żarzenie się, pożar kojarzy nam się z wielkim, gwałtownym, niszczącym płomieniem. To słowo mocne, łączy się z takimi czasownikami jak wybucha czy szaleje. Późnoromantyczny poeta, chcąc wywołać grozę, pisał: z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej, do Ciebie, Panie, bije ten głos (dalej było jeszcze podnioślej i straszniej). Z pożarem nie tylko dymy się kojarzą, lecz i łuny, czyli odbite na niebie światło od pożaru, którego jest niezawodnym znakiem (to znów biskup Krasiński). I te łuny też brzmią groźnie…

Dymy, łuny – to towarzysze prawdziwych pożarów. Ale pożar ma też silne predyspozycje metaforyczne. W pożarze wojny jeszcze metafory możemy nie dostrzec, w końcu w czasie wojny pożary oczywiste. W pożarze uczuć ta przesadna, jak się wydaje, metafora jest jednak także silnie zadomowiona. Miłość (czy, może ściślej, miłosna namiętność), bo to o nią tu chodzi, istotnie przyczynić się może do licznych szkód, ale żeby aż pożar?

I trochę szkoda, że przez takie metafory tak poważne, a nawet w swej powadze straszne słowo jakby nieco nam powszedniało…


Dziękujemy, że jesteś z nami. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża wyselekcjonowane badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.

Wiedza i Życie 4/2023 (1060) z dnia 01.04.2023; Na końcu języka; s. 70
Reklama