Strzeż się zdrady
Obserwuj nas. Pulsar na Facebooku:
W Sekcji Archeo w Pulsarze prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.
A co do „wykonawcy tej czynności” (jak mówią językoznawcy), czyli zdrajcy, to miał on początkowo wiele wariantów, bo był i zdradźcą, i zdraćsą, i zdraćcą, i zdradcą, a nawet zdracą – przyznajmy, że zdrajca brzmi najlepiej, a właściwie najgorzej. A co do uproszczenia fonetycznego – w końcu „radca” dawniej był „rajcą”, co prostsze od naturalnego „radźcy”. Ta zła rada brzmi w dawnym przysłowiu: Gdy szukasz rady, strzeż się zdrady.
Zdrada zajmowała przestrzeń między niewiernością i nieszczerością, dziś bliżej jej do tej pierwszej. Zdradzić to, oczywiście, „przejść na drugą, złą (zwykle dlatego złą, że nie naszą) stronę”, ale też „być niewiernym wobec partnera” (tak zwana zdrada małżeńska), a także „odstąpić od celów (zwykle szlachetnych), idei, zamysłów”, „ujawnić sekret (tajemnicę, tajny plan)”, wreszcie nawet „okazać jakieś objawy” (zdrowia lub choroby, zaciekawienia czy znudzenia) – choć tu częściej: zdradzać. Ciekawe, że w tym ostatnim znaczeniu zdradą tego jednak już nie nazwiemy, a już zdrajcą serio może być nazwany tylko ktoś, kto zdradza w znaczeniu pierwszym – przechodzi na złą stronę. Zdradzanie czy zdradzenie jest niedobre, ale znaczenie tych rzeczowników odczasownikowych jest szersze i sama czynność jakoś łatwiej akceptowalna niż znaczenie słowa zdrada. Zdrada jest tym złym przejściem, a także niewiernością małżeńską, do innych zdradzeń nie pasuje. A zdrajca już tylko do pierwszego ze znaczeń czasownika się odnosi. I mocny jest – jak w okrzyku Zagłoby w Kiejdanach do Janusza Radziwiłła: Zdrajco, zdrajco, po trzykroć zdrajco! Dawniejszy zdrajca w ustach Telimeny do Tadeusza – Jesteś zdrajca, człowiek podły! – jest też mocny (Tadeusz „na tę obelgę straszną dla uszu szlachcica” był tak przybity, że „czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie”), choć dotyczył tylko miłości. Oczywiście pamiętajmy, że można było tak i żartować – u Oleńki Billewiczówny (Zdrajca z waćpana, Judasz!) to jest zaledwie figlarny żart.
Zauważmy przy tym, że dziś to poważne słowo zdrajca wyciera nam się w nieco inny sposób, nie poprzez żartobliwość, lecz poprzez niemal niekontrolowaną brutalność i agresywność języka politycznego. Zresztą słowo zdrada chyba jeszcze bardziej. Aż się prosi, by tym słowom dawną groźność przywrócić. Choć trzeba przyznać, że poza nieusprawiedliwionym ferworem politycznym zdrada i zdrajca moc jeszcze zachowują.
Zdrada bowiem jest haniebna, czasem tak haniebna, że nazywamy ją czarną; zdrada stanu była i jest prawnym określeniem – to poważne przestępstwo o charakterze państwowym. Na paskudność zdrady wskazuje i jej czasownikowy kontekst – zdrady ludzie się dopuszczają (tylko złych rzeczy i spraw można się dopuścić). Przymiotnik zdradziecki też jest niedobry (dawniej był jeszcze bliżej ze zdrajcą związany zdrajczy), choć już imiesłów zdradzający często odnosi się do najłagodniejszej wersji zdradzania – zdradzania objawów mianowicie.
Zdrada ma wiele wspólnego z powszechnie potępianymi, bardziej ogólnymi i dlatego może banalnymi kłamstwem i oszustwem – ale jest od nich o wiele poważniejsza. Jest bardzo bliska dawnym mocnym słowom „wiarołomstwo” (czyli „złamanie wiary”) i „przeniewierstwo” (czyli, jak pisze biskup Krasiński, „niewierność, z którą człowiek chciałby się ukryć, a która pomimo to na wierzch wyszła”). Nie jest już jak dawniej jednorazową „pułapką, zasadzką” (zdrada, mości panowie!), lecz w tym podstawowym, poważnym, niedewaluującym użyciu zachowaniem bodaj najbardziej hańbiącym. I oskarżenia o zdradę są najpoważniejsze.
I warto, by tak zostało.
Dziękujemy, że jesteś z nami. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża wyselekcjonowane badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.