Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Środowisko

Mangrowce ciężko pracują dla środowiska. Wymagają zatem skutecznej ochrony

Rosną na granicy lądu i morza. Potrafią oddychać korzeniami, rosnąć w słonej wodzie i przetrwać codzienne zalewanie przez przypływy. Choć zajmują zaledwie 0,1 proc. powierzchni Ziemi, ich znaczenie dla przyrody i ludzi jest ogromne. Dwa nowe badania pokazują, jak silnie wpływają na obieg węgla i jak można je wzmocnić. [Artykuł także do słuchania]

Mangrowce rozwijają się w środowisku, w którym większość roślin nie byłaby w stanie przetrwać – na wybrzeżach, w strefie pływów regularnie zalewanej słoną wodą. Ich charakterystyczne korzenie wyrastają ponad powierzchnię błota niczym gęsta sieć podpór, stabilizując drzewa w miękkim podłożu i umożliwiając im pobieranie tlenu bezpośrednio z powietrza. Te niezwykłe przystosowania – a właściwie sama architektura – sprawiają, że te drzewa w naturalny sposób wzmacniają wybrzeża. Spowalniają fale i prądy, zatrzymują osady i tworzą spokojne, osłonięte środowisko, w którym rozwijają się młode ryby, kraby i krewetki. Wiele gatunków – ważnych również dla rybołówstwa – rozpoczyna życie właśnie w cieniu ich korzeni.

Znaczenie tych lasów szczególnie dobrze widać podczas ekstremalnych zjawisk pogodowych. Gdy nad tropikalne wybrzeża nadciągają cyklony lub fale sztormowe, pas mangrowców działa jak naturalny falochron. Gęste korzenie i pnie drzew rozpraszają energię fal, ograniczając erozję brzegu. Badania prowadzone w różnych częściach świata pokazują, że miejscowości chronione przez te słonorośla często doświadczają znacznie mniejszych zniszczeń podczas sztormów niż tereny, z których lasy te zostały usunięte.

Lasy namorzynowe przyciągają uwagę naukowców także dlatego, że pełnią ważną funkcję w globalnym obiegu węgla. Drzewa rosnące w strefie pływów, podobnie jak inne rośliny, pochłaniają z atmosfery dwutlenek węgla i w procesie fotosyntezy wykorzystują go do budowy pni, liści oraz korzeni. W większości lasów lądowych opadłe liście i gałęzie szybko ulegają rozkładowi, a zgromadzony w nich węgiel wraca do atmosfery. W namorzynach wygląda to inaczej. Szczątki roślin opadają na miękkie, błotniste osady, w których panują niemal beztlenowe warunki. Rozkład przebiega tam bardzo powoli, dzięki czemu węgiel może pozostawać uwięziony w glebie nawet przez setki lat. Między innymi dlatego namorzyny należą do najbardziej zasobnych w węgiel ekosystemów na Ziemi. Szacuje się, że w 1 ha takiego lasu może być zgromadzone nawet ok. 900 ton węgla pierwiastkowego (t C/ha). Jednocześnie roślinność tych siedlisk bardzo intensywnie pobiera CO₂ z atmosfery. Modele produktywności wskazują, że w procesie fotosyntezy może wiązać ponad 9 t C/ha rocznie. Choć zajmują niewielką część powierzchni Ziemi, dzięki zdolności do długotrwałego magazynowania węgla namorzyny należą do najważniejszych ekosystemów tzw. blue carbon.

Obieg węgla w tych środowiskach okazuje się bardziej złożony niż do tej pory sądzono. W najnowszych modelach uwzględnia się m.in. rytm pływów, przepływ wody przez system korzeniowy i osady oraz transport rozpuszczonych związków organicznych do wód przybrzeżnych. Jak pokazuje praca chińskich naukowców dotycząca produktywności ekosystemów strefy pływów, znaczna część tego pierwiastka jest wynoszona wraz z wodą do oceanu. Tam zasila przybrzeżne sieci pokarmowe lub razem z osadami trafia na dno. Oznacza to, że namorzyny nie tylko magazynują węgiel, lecz także pełnią ważną funkcję w jego przemieszczaniu między lądem a oceanem.

Mangrowce stoją dziś przed wieloma zagrożeniami: urbanizacją wybrzeży, hodowlą krewetek, zanieczyszczeniami oraz rosnącym poziomem mórz. Jednocześnie coraz więcej badań pokazuje, że ich ochrona należy do najskuteczniejszych sposobów zabezpieczania wybrzeży i łagodzenia skutków zmian klimatu. W wielu regionach świata prowadzi się programy sadzenia słonorośli. Powodzenie takich działań zależy jednak od wielu czynników środowiskowych – m.in. zasolenia, rodzaju osadów czy siły pływów. Źle dobrane miejsca mogą sprawić, że projekty odtwarzania lasów zakończą się niepowodzeniem.

Dlatego część badaczy podkreśla, że najskuteczniejszą strategią pozostaje przede wszystkim ochrona istniejących lasów namorzynowych. Dojrzałe siedliska już teraz magazynują ogromne ilości węgla i chronią wybrzeża przed erozją oraz sztormami – nie trzeba czekać wielu lat, aż nowo posadzone rośliny osiągną podobną skuteczność.

Naukowcy zastanawiają się także, jak skutecznie zabezpieczać te ekosystemy w warunkach zmieniającego się klimatu. Badanie opublikowane w „Nature Communications” pokazuje, że kluczowe znaczenie ma nie tylko wielkość terenów objętych ochroną przyrodniczą, lecz także ich rozmieszczenie. Autorzy wskazują, że zwiększenie globalnej powierzchni takich obszarów o zaledwie 7 proc. – jeśli nowe strefy zostaną wyznaczone w miejscach najbardziej odpornych na zmiany klimatu – mogłoby podnieść ich globalną odporność na zmiany środowiska nawet o 13 proc. Wyniki te sugerują, że dobrze zaplanowane działania ochronne mogą znacząco zwiększyć szanse przetrwania tych przybrzeżnych ekosystemów w przyszłości, nawet bez tworzenia bardzo rozległych nowych rezerwatów.

Reklama