Reklama
Maja Lindholm Kvamm, kuratorka i dyrektorka zbiorów w Muzeum Roskilde w Danii, czyści obiekty w magazynie, który pozostaje zamknięty od 2014 roku z powodu skażenia pleśnią. Maja Lindholm Kvamm, kuratorka i dyrektorka zbiorów w Muzeum Roskilde w Danii, czyści obiekty w magazynie, który pozostaje zamknięty od 2014 roku z powodu skażenia pleśnią. Zdjęcie Ty Stange
Struktura

Ekstremofilne pleśnie panoszą się w muzeach. Sprzyjają im zmiana klimatu i strach muzealników przed utratą reputacji

Złamany „Van Gogh”, czyli szaleństwo w muzeum
Struktura

Złamany „Van Gogh”, czyli szaleństwo w muzeum

Placówki, w których prezentuje się dzieła sztuki, dysponują narzędziami ochrony, jakich nigdy w historii nie miały, ale wykorzystują je nie do walki ze złodziejami. Większe problemy sprawiają niektórzy zwiedzający. [Artykuł także do słuchania]

To odwieczna plaga muzeów – może oszpecać i niszczyć dzieła sztuki oraz zabytki. Aby utrzymać tego mikrobiologicznego wroga w ryzach, instytucje stosują procedury mające powstrzymywać dobrze znane grzyby rozwijające się w wilgotnym środowisku. Wygląda jednak na to, że w tej długotrwałej walce otworzył się nowy front. [Artykuł także do słuchania]

Zeszłego lata przeprowadziłam ankietę wśród wielkich europejskich instytucji sztuki. Zwróciłam się z pozoru prostym pytaniem: czy w ich zbiorach pojawiły się ostatnio problemy z pleśnią?

Pleśń to odwieczna plaga muzeów – może oszpecać i niszczyć dzieła sztuki oraz zabytki. Aby utrzymać tego mikrobiologicznego wroga w ryzach, instytucje stosują procedury mające powstrzymywać dobrze znane grzyby rozwijające się w wilgotnym środowisku. Wygląda jednak na to, że w tej długotrwałej walce otworzył się nowy front. Niedawno dotarły do mnie pogłoski, że kustosze w moim wówczas kraju zamieszkania – w Danii – zmagają się z zagadkowymi infestacjami, które zdają się wymykać standardowym zasadom postępowania. Zastanawiałam się, jak bardzo rozpowszechniony może być ten problem.

Moja ankieta nie przysporzyła mi sympatii. Niektóre muzea odpowiedziały szybko – być może zbyt szybko, by faktycznie skonsultować się z kustoszami. Zaledwie 10 minut po otrzymaniu mojego zapytania biuro prasowe galerii Uffizi we Florencji zapewniło mnie jednoznacznie, że w Uffizi nie ma żadnej pleśni. Muzeum odmówiło jednak skontaktowania mnie z zespołem kuratorskim lub działem konserwacji. Wiele instytucji – Luwr, British Museum, Musée d’Orsay – w ogóle nie odpowiedziało na moje telefony i e-maile. W końcu zaczęłam też podejrzewać, że Muzea Watykańskie zablokowały mój numer.

Choć to frustrujące, taka reakcja nie była dla mnie zaskoczeniem. Zapytanie kustosza, czy jego muzeum ma problem z pleśnią, jest jak pytanie, czy cierpi na chorobę przenoszoną drogą płciową. To coś zaraźliwego, tabu i niosącego nieuchronną sugestię, że ktoś zrobił coś niewłaściwego.

W konsekwencji o pleśni w świecie muzeów mówi się szeptem. Kustosze obawiają się, że nawet plotki o infestacji mogą zaszkodzić finansowaniu instytucji i wykluczyć ją z międzynarodowych wystaw objazdowych. Gdy do infestacji rzeczywiście dochodzi, zwykle utrzymuje się to w tajemnicy. Zespoły konserwatorskie wynajmowane do usuwania pleśni często muszą zobowiązać się do zachowania poufności jeszcze zanim zobaczą skalę zniszczeń. Jednak niewielka grupa badaczy – od muzealnych konserwatorów po akademickich mykologów – zaczyna wymieniać się doświadczeniami dotyczącymi infekcji grzybowych, z którymi zetknęli się w magazynach muzealnych, archiwach klasztornych, kryptach i katedrach. Z tych rozmów wyłoniło się niepokojące odkrycie: istnieje klasa pleśni, które rozwijają się w niskiej wilgotności – środowisku długo uważanym za bezpieczne schronienie przed rozkładem. Próbując za wszelką cenę chronić zabytki, przypadkowo stworzyliśmy „idealne warunki do ich rozwoju”, mówi Flavia Pinzari, mykolożka z włoskiej Krajowej Rady Badań Naukowych. „Żadne zasady konserwacji nie uwzględniały tych gatunków” – dodaje.

Te pleśnie – zwane kserofilnymi – potrafią przetrwać w suchych, niegościnnych środowiskach, takich jak kaldery wulkaniczne czy suche pustynie, i ku utrapieniu kustoszy na całym świecie wydają się rozwijać upodobanie do dziedzictwa kulturowego. Żywią się materiałem organicznym, którego w muzeach nie brakuje – od płócien i drewnianych mebli po arrasy. Potrafią też przetrwać na marmurowych rzeźbach i witrażach, wykorzystując mikroskładniki odżywcze obecne w kurzu osadzającym się na powierzchni. A globalne ocieplenie zdaje się sprzyjać ich rozprzestrzenianiu.

Od co najmniej 50 lat rdzawobrązowe plamy znajdują się na najsłynniejszym autoportrecie Leonarda da Vinci wykonanym na papierze czerwoną kredką (sangwiną). Badacze ustalili, że ich sprawcą jest kserofilny grzyb Aspergillus halophilicus.Zdjęcie Ty StangeOd co najmniej 50 lat rdzawobrązowe plamy znajdują się na najsłynniejszym autoportrecie Leonarda da Vinci wykonanym na papierze czerwoną kredką (sangwiną). Badacze ustalili, że ich sprawcą jest kserofilny grzyb Aspergillus halophilicus.

Najbardziej frustrujące dla kustoszy jest to, że pleśni kserofilnych nie da się wykryć konwencjonalnymi metodami. Jednak uzbrojeni w nowe techniki badawcze, naukowcy zaczynają rozwiązywać zagadki historii sztuki i wyjaśniać tajemnicze nowe infestacje.

Lista „ofiar” kserofili rośnie: plamy przypominające siniaki na najsłynniejszym autoportrecie Leonarda da Vinci przechowywanym w Turynie, brunatne zacieki na ścianach grobowca Tutenchamona w Luksorze czy ubytki na twarzy świętego na fresku z XI wieku w Kijowie. Samo wykrycie i zidentyfikowanie pleśni to jednak za mało. Badacze ścigają się z czasem, by określić granice życia kserofilnego i ustalić, które elementy naszego dziedzictwa kulturowego są najbardziej narażone na infestację – zanim żarłoczne mikroorganizmy zdążą się zadomowić.

Muzea skandynawskie należą do pierwszych instytucji, które musiały zmierzyć się ze skutkami zmian klimatu dla rozwoju pleśni. Podczas gdy niektóre regiony świata stają się coraz suchsze wraz ze wzrostem temperatur, kraje nordyckie należą do tych, w których robi się coraz wilgotniej. Wyższe temperatury pozwalają powietrzu zatrzymywać więcej wilgoci, a ekstremalne ulewy zwane oberwaniami chmury występują coraz częściej. Na przykład otoczona morzem Dania, już dziś deszczowa, może do końca tego stulecia otrzymywać zimą o ponad 50% więcej opadów.

Jeszcze kilka dekad temu lokalne duńskie muzea mogły sobie pozwolić na przechowywanie swoich zbiorów w przewiewnych piwnicach, szopach, a nawet stodołach – praktyka typowa dla małych muzeów na całym świecie, gdy finansowanie jest ograniczone i nie ma możliwości budowy specjalnie zaprojektowanych magazynów. Jednak rosnąca wilgotność i coraz częstsze powodzie doprowadziły na początku XXI wieku do gwałtownych inwazji pleśni w kilku duńskich instytucjach. W odpowiedzi duńskie muzea zainwestowały dziesiątki milionów dolarów w stworzenie scentralizowanych, klimatyzowanych magazynów zbiorów.

To schemat powtarzający się w wielu częściach świata. W miarę jak klimat staje się coraz bardziej niestabilny, muzea zaostrzają kontrolę temperatury i wilgotności w swoich kolekcjach, aby zapobiec rozwojowi pleśni. Paradoksalnie jednak działania te mogą tworzyć idealną niszę dla innego rodzaju grzybów pleśniowych.

W 2012 roku duńska konserwatorka muzealna Camilla Jul Bastholm kontrolowała jeden z takich klimatyzowanych magazynów – świeżo zmodernizowany magazyn około godziny drogi od Kopenhagi – gdy zauważyła subtelny biały połysk na różnych przedmiotach, m.in. czapkach i pelerynach. „Trudno było to dostrzec gołym okiem – mówi Bastholm o tych przebarwieniach – białawą, kruchą warstwę na powierzchni zabytkowych przedmiotów.”

Zgodnie z powszechnym przekonaniem takie połyskujące plamy można było uznać za wykwity pestycydów – niefortunne dziedzictwo dawnych pokoleń konserwatorów, którzy spryskiwali zbiory środkami takimi jak DDT, aby chronić je przed owadami i pleśnią. Chemikalia te wnikały w przedmioty, by po latach wydostawać się na powierzchnię w postaci białych plam. Bastholm widziała jednak te drobne białe kropki już wcześniej. Pracowała wtedy w innym magazynie jako konserwatorka kontraktowa – rodzaj specjalistki, którą muzea zatrudniają po powodzi lub zalaniu. Po ośmiu godzinach pracy w tamtym obiekcie jedna z jej koleżanek „zareagowała tak, jakby złapała grypę – łzawiły jej oczy, dostała migreny”. Dla Bastholm wyglądało to raczej jak reakcja na kontakt z grzybem niż z substancją chemiczną.

Kapelusze z duńskiego Muzeum w Roskilde, przechowywane w klimatyzowanym magazynie pod Kopenhagą, mają połyskujące, białawe plamy spowodowane przez pleśnie kserofilne.Zdjęcie Ty StangeKapelusze z duńskiego Muzeum w Roskilde, przechowywane w klimatyzowanym magazynie pod Kopenhagą, mają połyskujące, białawe plamy spowodowane przez pleśnie kserofilne.

Dokładniejsze oględziny wykazały, że około połowa obiektów w magazynie Muzeum w Roskilde nosiła te niepokojące białe ślady. Dwóch pracowników muzeum rozwinęło takie same objawy grypopodobne, jakie Bastholm widziała wcześniej. Personel był przekonany, że ma do czynienia z wykwitem pleśni. Budynek był jednak szczelny i nie było śladów przecieków.

Dwukrotnie kierownictwo muzeum sprowadzało zewnętrznych techników, by przebadali obiekt pod kątem pleśni. Procedura polegała na pocieraniu próbek potencjalnie skażonego materiału o pożywkę grzybową – galaretowatą substancję pełną składników odżywczych i wilgoci, która pobudza rozwój pleśni na szalce Petriego. Na pożywkach pojawiły się czarne, żółte, brązowe i zielone kolonie typowych pleśni, lecz żadna nie odpowiadała zagadkowym białym śladom.

Kiedy w 2014 roku Bastholm została główną konserwatorką Muzeum w Roskilde, zarządziła zamknięcie magazynu – zawierającego dziesiątki tysięcy obiektów historycznych – dla wszystkich osób poza niezbędnym personelem, dopóki nie rozwiąże zagadki. Trzy lata później nastąpił przełom. Holenderski mykolog specjalizujący się w pleśniach wpływających na produkcję żywności zasugerował przygotowanie bardzo nietypowej pożywki grzybowej: środowiska na szalce Petriego, które zabiłoby większość grzybów. Gdy hodowała próbki na tej nieprzyjaznej pożywce, zawierającej zdecydowanie zbyt mało wody, by utrzymać większość pleśni, szalki nagle zaczęły przypominać kule śnieżne, pokryte połyskującymi białymi płatkami. Analiza genetyczna wykazała, że były to cztery spokrewnione gatunki pleśni kserofilnych z grupy znanej jako Aspergillus sekcja restricti.

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Bastholm odkryła w 2012 roku epidemię kserofili w Danii, Flavia Pinzari, wówczas biolog pracująca dla włoskiego Ministerstwa Dziedzictwa Kulturowego w Rzymie, badała własną grzybową zagadkę. Pinzari monitorowała przez poprzednią dekadę infestacje pleśni w bibliotekach i archiwach w Rzymie, Genui i Modenie. Personel zgłaszał złe samopoczucie, a drobne białe kropki pokrywały starożytne manuskrypty i oprawy książek w sześciu instytucjach – wśród nich znalazła się Bibliotheca Angelica w Rzymie, najstarsza publiczna biblioteka Europy i jedna z największych na świecie kolekcji rzadkich i starych ksiąg. Pinzi zastanawiała się, czy klasyczna technika konserwatorska nie zaprasza przypadkiem do zbiorów podstępnej, trudnej do wykrycia grupy grzybów.

W XVII wieku Bibliotheca Angelica była prowadzona przez augustianów – zakon uczonych i teologów, którym papież powierzył zadanie rozstrzygania, które teksty trafią do wykazu libri prohibiti – ksiąg zakazanych, przeznaczonych przez Kościół katolicki do spalenia jako materiały heretyckie.

Przez ręce augustianów przechodziły teksty o astrologii, alchemii, nauce oraz nieortodoksyjnej myśli religijnej. „Augustianie badali je i cenzurowali, ale ich nie niszczyli – oświadczył w komunikacie prasowym Umberto D’Angelo, były dyrektor Bibliotheca Angelica. – Na szczęście dla nas wszystkie one nadal istnieją”. Dziś zbiory biblioteki obejmują znakomite iluminowane rękopisy z XI wieku, jedno z najwcześniejszych wydań Boskiej komedii Dantego – a także wszystkie te bezcenne libri prohibiti.

Infestacje, które obserwowała Pinzari, były nietypowe, ponieważ występowały w instytucjach, które – jak się wydawało – odpowiednio kontrolowały mikroklimat. Jedynym czynnikiem łączącym sześć ognisk było stosowanie przez te instytucje systemów mobilnych regałów – bloków półek wielkości lodówki, przesuwających się po szynach. Regały systemu Compactus są obecne w magazynach muzeów i bibliotek od lat 50., ponieważ pozwalają oszczędzać przestrzeń i zapewniają szczelne zamknięcie, chroniąc zawartość przed kurzem i zarodnikami pleśni.

Pinzari nie była w stanie wyhodować żadnej z tych białych pleśni na standardowych pożywkach grzybowych. Miała jednak dostęp do mikroskopu o dużej mocy. Spoglądając przez okular, dostrzegła włókniste strzępki pokryte gęstym „meszkiem” – charakterystyczne dla Aspergillus sekcja restricti.

To, w jaki sposób pleśń mogła zadomowić się w regałach typu Compactus, pozostawało wówczas tajemnicą. Jednak w ciągu kolejnej dekady Pinzari i inni badacze zaczęli rozumieć, jak te kserofilne gatunki potrafią rozwijać się tam, gdzie inne pleśnie nie mają szans. Wydaje się, że przekształcają swoje otoczenie, zamieniając pustynię w oazę – kawałek po kawałku, w najmniej sprzyjających warunkach.

Weźmy Aspergillus halophilicus, jeden z gatunków odpowiedzialnych zarówno za duńskie infestacje, jak i ogniska we włoskich bibliotekach. Gdy zarodnik A. halophilicus osiądzie na powierzchni, jak wyjaśnia Pinzari, wypuszcza eksploracyjne strzępki zwane hyfami, które wiją się przez szczeliny i pęknięcia w poszukiwaniu składników odżywczych. „Szukają wody – tłumaczy Pinzari – ale jeśli jej nie znajdują, potrafią zadowolić się kryształami soli.”

Kryształy soli są niezwykle skuteczne w pochłanianiu wilgoci z powietrza. Dlatego właśnie zawartość solniczki potrafi zamienić się w twardą bryłę, jeśli nie wrzuci się do niej odrobiny ryżu. A. halophilicus potrafi pobierać sól z otoczenia i ponownie ją wydzielać w postaci bogatego w sól egzopolimeru – rodzaju słonawej galaretowatej substancji, która pokrywa jego strzępki. Badacze przypuszczają, że egzopolimer ten zapobiega wysychaniu tkanek pleśni i pomaga jej utrzymać warstwę wilgotnego powietrza w najbliższym otoczeniu.

Pinzari uważa, że próbując tak rygorystycznie kontrolować warunki wewnątrz półek typu Compactus, zarządcy zbiorów nieświadomie oddali kontrolę grzybom kserofilnym. Brak przepływu powietrza, który mógłby zakłócić ich mikroskopijne, sztucznie tworzone mikroklimaty, pozwolił pleśniom przekształcać otoczenie zgodnie z własnymi potrzebami. Paradoksalnie więc artefakty mogłyby mieć się lepiej w tych przewiewnych duńskich stodołach.

W 1993 roku japoński mikrobiolog Hideo Arai wykorzystał specjalną pożywkę do zidentyfikowania grzyba, który wywołał plamy na ścianach komory grobowej Tutanchamona. Okazało się, że przyczyną był Aspergillus penicilloides.Zdjęcie Ty StangeW 1993 roku japoński mikrobiolog Hideo Arai wykorzystał specjalną pożywkę do zidentyfikowania grzyba, który wywołał plamy na ścianach komory grobowej Tutanchamona. Okazało się, że przyczyną był Aspergillus penicilloides.

Z perspektywy konserwatora jest wiele powodów do niepokoju w związku z „projektami przebudowy” realizowanymi przez kserofile. Czasami grzyby kserofilne lub kserotolerancyjne bezpośrednio zjadają muzealne obiekty – podjadając temperę jajową na fresku, bawełniane płótno obrazu, a nawet słonawe tkanki mumii.

Innym razem zarodniki osiadają na materiałach, których pleśń nie może bezpośrednio strawić, takich jak metal, szkło, guma, plastik czy wapień. Jednak niektóre gatunki z sekcji restricti są – jak mówi Pinzari – „zdolne do życia praktycznie na niczym”, utrzymując się dzięki składnikom odżywczym zawartym w drobinach kurzu. W takich przypadkach uszkodzenia zabytków są skutkiem ubocznym – rezultatem działalności „przebudowującej” pleśni, jej procesów trawiennych oraz obumierania strzępek.

To właśnie – jak sądzą badacze – wydarzyło się w Soborze Mądrości Bożej (Sobór Sofijski), tysiącletnim miejscu kultu w Kijowie, określanym jako dusza całej Ukrainy. W 2010 roku na cennych freskach z XI wieku zaczęły pojawiać się brązowe plamy, początkowo na ołtarzu poświęconym męczennicy św. Zofii. „To bardzo bolesne, ponieważ ludzie ogromnie kochają tę katedrę” – mówi Marina Fomina, mikrobiolożka z Narodowej Akademii Nauk Ukrainy.

Pojawienie się tych zmian było zaskoczeniem z dwóch powodów. Po pierwsze, od lat 50. w katedrze stosowano kontrolę mikroklimatu. Po drugie, malowidła ścienne wykonano w technice buon fresco, co oznacza, że powstały z mineralnych składników, które nie zawierają materii organicznej stanowiącej pożywkę dla pleśni.

Fomina skontaktowała się z Pinzari po przeczytaniu o jej zmaganiach z kserofilami we włoskich bibliotekach. Zgodnie z jej wskazówkami spróbowała wyhodować pleśń z próbek fresków na specjalnych pożywkach grzybowych. Nic jednak nie wyrosło. Ukraiński zespół był tak zaniepokojony zniszczeniami, że zdecydował się na kosztowną analizę genetyczną próbek z malowideł, która potwierdziła obecność A. halophilicus.

Aby zrozumieć, co dzieje się z freskami, zarządcy katedry pozwolili Fominie wyciąć fragmenty zainfekowanej powierzchni z części malowidła odrestaurowanej w latach 50. Pod mikroskopem zobaczyła charakterystyczną strukturę A. halophilicus – przypominającą splątany makaron pokryty delikatnym „meszkiem” – która drążyła tunele między warstwami tynku, powodując kruszenie się i łuszczenie powierzchni fresku. Co jednak ciekawe, strzępki te wydawały się pokryte drobnymi kryształkami, przypominającymi kandyzowany cukier.

Wygląda na to, że gdy A. halophilicus znajduje się w środowisku bogatym w wapń, jak w kredowym tynku, wydziela kwasy organiczne, które przekształcają jony wapnia – potencjalnie szkodliwe dla pleśni – w nieszkodliwe kryształy jabłczanu wapnia. Same ciemne plamy są kolejnym produktem ubocznym tego mechanizmu ochronnego. Jak wyjaśnia Fomina, im wyższe stężenie minerałów wapniowych, tym ciemniejsze stają się pigmenty pleśni.

Grzyby kserofilne nie są w muzeach i miejscach dziedzictwa kulturowego zjawiskiem całkowicie nowym. Włoscy archiwiści już w połowie XX wieku opisywali ogniska identyczne z tymi, które obserwowała Pinzari, a pomarańczowe plamy obecne na najsłynniejszym autoportrecie Leonarda da Vinci co najmniej od lat 50. zostały później jednoznacznie przypisane A. halophilicus. Jednak dopiero dekady później badacze zaczęli rutynowo stosować pożywki o niskiej dostępności wody, aby „wydobywać” kserofilne grzyby. Jednym z pierwszych, którzy wykorzystali takie pożywki do wykrywania trudnych do uchwycenia grzybów na obiektach kultury, był japoński mikrobiolog Hideo Arai. W 1984 roku użył ich do wyizolowania pleśni z malowideł na papierze konopnym w świątyni Byōdō-in w Uji w Japonii. Później, w 1993 roku, dzięki tym specjalistycznym pożywkom zidentyfikował Aspergillus penicilloides jako sprawcę infestacji na ścianach komory grobowej Tutanchamona. Ciemne plamy pozostawione przez pleśń nurtowały badaczy od czasu, gdy archeolog Howard Carter otworzył grobowiec w 1922 roku.

Kuratorzy z Muzeum Roskilde sprawdzają, czy eksponaty nie są zajęte przez pleśń.Zdjęcie Ty StangeKuratorzy z Muzeum Roskilde sprawdzają, czy eksponaty nie są zajęte przez pleśń.

Mimo tak głośnych przypadków eksperci nadal uważali prawdziwe infestacje kserofilne za rzadkość – przekonanie to utrzymywało się, ponieważ narzędzia do ich wykrywania były niezwykle trudno dostępne. Nawet dziś, dziesięciolecia po pionierskich pracach Araiego, dostęp do pożywek o niskiej aktywności wodnej jest bardzo ograniczony. „Nie można ich po prostu kupić – nikt ich masowo nie produkuje – mówi Bastholm. – Jeśli chcesz wykrywać te kserofilne grzyby, musisz współpracować z laboratoriami badawczymi”.

Co więcej, niektóre gatunki są tak wybredne, że nawet takie pożywki nie zawsze przynoszą rezultaty. Fomina i jej współpracownicy od ponad 10 lat bezskutecznie próbują wyhodować próbki z infestacji w Soborze Sofijskim.

Kontynuują te próby, ponieważ dopóki naukowcy nie zrozumieją, co sprawia, że kserofile „czują się jak u siebie” na szalce Petriego, muzea nie będą miały testów pozwalających je wykrywać bez kosztownych badań genetycznych, na które wielu instytucji po prostu nie stać.

Fomina i Pinzari podejrzewają, że jedną z przyczyn trudności w hodowli A. halophilicus może być fakt, że w momencie wykrycia infestacji grzyb ten bywa już martwy. Często występujący razem z innymi gatunkami kserofilnymi, A. halophilicus zdaje się odgrywać rolę pioniera: pojawia się w niesprzyjającym środowisku, przeprowadza swoją niezwykłą „inżynierię przetrwania”, a następnie inne, mniej wymagające pleśnie wykorzystują poprawione warunki wzrostu – potencjalnie pozyskując z obumarłych tkanek A. halophilicus jako źródła składników odżywczych.

To właśnie dlatego grzyby kserofilne tak długo pozostawały niezauważone. Gdy zainfekowany obiekt bada się z użyciem standardowych pożywek o wysokiej dostępności wody, rozwijają się jedynie pospolite pleśnie. Muzea zakładają wtedy, że zawiodły procedury przechowywania – że wilgotność była wyższa, niż sądzono, albo że przeoczono wyciek – i często nie nagłaśniają sprawy, obawiając się posądzenia o zaniedbanie. Tymczasem kserofile pozostają niewykryte i nadal powodują szkody. Problem – jak twierdzi Pinzari – „jest znacznie bardziej rozproszony, niż mogłoby się wydawać”.

Gdy muzeum zidentyfikuje infestację pleśni, staje przed trudnym pytaniem: jak ją powstrzymać? Do lat 70. konserwatorzy stosowali biocydy – substancje chemiczne, w tym antybiotyki i formaldehyd – które niszczą mikroorganizmy bez rozróżnienia. Takie środki wykorzystano w 1963 roku, gdy zielone glony zagroziły 17-tysiącletnim przedstawieniom turów, koni i jeleni w słynnej Jaskini Lascaux. Jednak podobnie jak antybiotyki o szerokim spektrum działania mogą zaburzać florę jelitową człowieka, eliminując pożyteczne bakterie razem ze szkodliwymi, tak biocydy mogą otwierać drogę jeszcze bardziej niebezpiecznym mikroorganizmom, usuwając ich konkurencję.

Naukowcy sądzą, że wieloletnie stosowanie biocydów w Lascaux doprowadziło do rozwoju grzyba Fusarium solani, który w ciągu kilku dni pokrył jaskinię niczym śnieg. Uważa się również, że środki te umożliwiły niekontrolowany rozwój szczepów bakterii i grzybów opornych na antybiotyki, a także grzybów pigmentowych, które pozostawiły trwałe ciemne plamy na malowidłach z epoki lodowej. W Europie stosowanie biocydów jest dziś ściśle ograniczone.

Jedną z niewielu opcji w przypadku rozległych infestacji – na przykład w bibliotekach i archiwach – jest fumigacja. Jednak niektóre substancje używane w tym procesie pozostawiają osady, które z czasem mogą degradować artefakty, jak zauważa Katherina Derksen, konserwatorka malarstwa i mikrobiolożka z Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. Niektóre z tych chemikaliów stanowią również zagrożenie dla zdrowia ludzi.

Gdy konieczne jest zatrzymanie ekspansji pleśni na obiekcie, można sięgnąć po promieniowanie gamma – czyli bombardowanie go energią elektromagnetyczną pochodzącą z rozpadu promieniotwórczego w celu zabicia grzybów i ich zarodników. Promieniowanie to jednak sięga głęboko i może poważnie uszkodzić eksponaty. W niektórych przypadkach – jak mówi Katja Sterflinger, geomikrobiolożka i specjalistka od dziedzictwa kulturowego – „traci się zarówno mikroorganizmy, jak i obiekt, który próbuje się ocalić”.

W rezultacie konserwatorom pozostaje jedynie podstawowy zestaw narzędzi do ograniczania ognisk pleśni: izolowanie zainfekowanych obiektów, usuwanie największych skupisk pleśni odkurzaczem oraz – tam, gdzie to możliwe – traktowanie obiektów etanolem. To właśnie ostatecznie musiano zrobić w Muzeum w Roskilde – duńskiej instytucji, w której Bastholm odkryła kserofile.

W 2023 roku, dziewięć lat po tym, jak Bastholm zamknęła magazyn Muzeum w Roskilde, zarząd instytucji uznał, że nadszedł czas, by odzyskać to miejsce. „Baliśmy się go” – mówi Isabella No’omi Fuglø, szefowa działu zbiorów. W 2025 roku, po dwóch latach planowania, niewielka grupa konserwatorów w końcu założyła odzież ochronną i wkroczyła do opanowanego przez pleśń magazynu.

Pewnego jesiennego dnia ubiegłego roku sama założyłam maskę i odzież ochronną, by zwiedzić magazyn – już kilka tygodni po rozpoczęciu jego rekultywacji. Moją przewodniczką była kuratorka i menedżerka zbiorów Maja Lindholm Kvamm. Ubrana w biały kombinezon i respirator, z przemysłowym odkurzaczem w ręku, wyglądała jak pogromczyni duchów w hełmie astronauty.

W ciągu lata Kvamm wraz z zespołem około 15 osób – w tym studentami z lokalnej szkoły konserwatorskiej – zajęła się ponad 100 tys. obiektów: od muszli ostryg po obrazy i powozy, sprawdzając je pod kątem obecności pleśni i usuwając nagromadzony przez lata brud i kurz.

W lecie ubiegłego roku zespół 15 konserwatorów i asystentów zbadał i wyczyścił ponad 100 tys. obiektów z kolekcji Muzeum Roskilde.Zdjęcie Ty StangeW lecie ubiegłego roku zespół 15 konserwatorów i asystentów zbadał i wyczyścił ponad 100 tys. obiektów z kolekcji Muzeum Roskilde.

Jak mówi Kvamm, z ulgą odkryli, że archeologiczne skarby muzeum – w tym relikty z epoki kamienia i artefakty wikińskie znalezione przez amatorów posługujących się wykrywaczami metali – w dużej mierze uniknęły skażenia, choć nie można tego powiedzieć o skrzyniach, w których były przechowywane.

Niektóre przedmioty były jednak nie do uratowania albo zbyt kruche, by można je było oczyścić konwencjonalnymi metodami. „Duża część procesu czyszczenia polega na ustaleniu, co dany obiekt jest w stanie znieść – nawet samo dotknięcie” – wyjaśnia Fuglø.

Przemierzając alejki zastawione po sufit pudłami z obrazami, antycznymi meblami i od czasu do czasu szkieletem z epoki wikingów, natrafiłam na kilka paczek owiniętych plastikiem i oznaczonych napisem „SKIM!!!” – skrótem od skimelsvamp, czyli „pleśń” po duńsku. W jednej z nich znajdowała się skóra ryby tak przesiąknięta pleśnią, że „praktycznie żyła” – wspomina Kvamm. To do Kvamm należy decyzja, które uszkodzone przez pleśń obiekty są warte wysiłku stabilizacji i konserwacji. „Czy historia [tego obiektu] jest wystarczająco interesująca? Czy wiemy, skąd pochodzi? Czy mamy podobne przedmioty?” – wylicza.

Pozbycie się zjedzonego przez pleśń obiektu z muzealnej kolekcji to biurokratyczny koszmar. „Trzeba zapytać inne muzea, czy nie byłyby nim zainteresowane – tłumaczy Kvamm. – Trzeba [spróbować] odnaleźć osobę, która przekazała dany przedmiot, i zapytać, czy chce go odzyskać.” Gdy te przeszkody zostaną pokonane, Kvamm spodziewa się jeszcze wielomiesięcznych konsultacji z ministerstwem kultury, zanim w końcu uzyska zgodę na pozbycie się obrzydliwej skóry ryby.

W przypadku zainfekowanych obiektów, które uznano za możliwe do uratowania, Kvamm wielokrotnie używa odkurzacza, przeplatając to delikatnym szczotkowaniem. Na końcu ostrożnie spryskuje wszystko etanolem.

Jednak nawet przedmioty, które nie wykazują oznak pleśni, trafiają pod troskliwą opiekę Kvamm i jej zespołu. Konserwatorzy starannie usuwają z nich drobiny kurzu, aby utrudnić pleśni ponowne zasiedlenie. „Nie mamy teraz nic więcej do zrobienia poza czyszczeniem i regularnym sprawdzaniem” – przyznaje Fuglø.

Aby opracować lepsze metody zapobiegania i zwalczania infestacji pleśni kserofilnych, naukowcy potrzebują dokładniejszego zrozumienia podstawowej biologii tych organizmów – przede wszystkim warunków, w których one słabną, a w których rozwijają się najlepiej. W tym celu Sterflinger i jej zespół w Wiedniu intensywnie badają, jak niewielka ilość wody wystarcza kserofilnym pleśniom do przetrwania. Nawet jeśli badaczom uda się określić poziom wilgotności bezpieczny z perespektywy kserofili – podkreśla Sterflinger – dalsze obniżanie wilgotności w magazynach jest w praktyce niewykonalne: kontrola klimatu jest kosztowna i stanowi istotne źródło emisji gazów cieplarnianych, które muzea próbują pod rosnącą presją ograniczać.

Zamiast tego – jak zauważa Derksen – konieczne będzie ustalenie, które materiały są najbardziej podatne na działanie pleśni kserofilnych i kserotolerancyjnych. Dzięki temu zarządcy zbiorów będą mogli zdecydować, które obiekty wymagają bardziej rygorystycznych, a zarazem energochłonnych warunków przechowywania. W przyszłości w magazynach można wydzielać niewielkie przestrzenie o najbardziej restrykcyjnej kontroli klimatu dla szczególnie wrażliwych obiektów.

Derksen prowadzi także „spisy pleśni” w „zdrowych” muzeach, w których nie stwierdzono infestacji, aby opracować metody monitoringu pozwalające wykrywać wzrost liczebności określonych gatunków pleśni, zanim stanie się to widoczne gołym okiem.

Badacze są zgodni: powinniśmy nauczyć się jak najwięcej od organizmów zasiedlających sztuczne ekstremalne środowiska muzeów. Wnioski te nie dotyczą wyłącznie konserwacji dzieł sztuki. Te niezwykłe gatunki – z których część jest nowa dla nauki – prawdopodobnie będą pojawiać się także w innych miejscach, które ludzie próbują utrzymać w nienaturalnej sterylności.

Pleśnie kserofilne pojawiały się już w zakładach produkcji żywności – od belgijskich fabryk czekolady po włoskie zakłady dojrzewania mięsa. W 2024 roku w największym szpitalu Danii wykryto infestację Aspergillus flavus – gatunku kserofilnej pleśni powiązanego z niektórymi ogniskami muzealnymi – która doprowadziła do zachorowań wśród dziecięcych pacjentów onkologicznych i przyczyniła się do kilku zgonów, w tym śmierci 11-letniego chłopca. Pleśnie kserofilne mogą kolonizować tkanki ludzkie u osób z obniżoną odpornością – u jednej z duńskich pacjentek, leczonej wcześniej z powodu białaczki na skażonym oddziale, lekarze wykryli kolonie Aspergillus fumigatus w mózgu, klatce piersiowej i płucach. Inni naukowcy widzą jednak w zdolnościach „przebudowy” kserofili potencjał do wykorzystania – na przykład w rozkładzie zanieczyszczeń czy wiązaniu szkodliwych metali.

Badacze zajmujący się pleśnią w muzeach są wdzięczni instytucjom, które decydują się dzielić z nimi swoimi problemami. Jak mówi Pinzari, porzucenie wstydu to jedyny sposób, by naprawdę zrozumieć te organizmy. Bastholm przyznaje, że w 2025 roku otrzymała mnóstwo wiadomości od instytucji, które doświadczyły infestacji pleśni podejrzewanych o kserofilny charakter. Informacje napływały z całej Europy, Stanów Zjednoczonych i z Azji, m.in. z Pakistanu i Izraela. Z reguły te problemy nie były jednak upubliczniane i żaden przedstawiciel tych instytucji nie zgodził się na wypowiedź do artykułu pod własnym nazwiskiem.

Świat Nauki 8.2026 (300420) z dnia 01.08.2026; Konserwacja zabytków; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Trup w muzealnej szafie"
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną