Gęsia, ludzka, wołowa
W staropolszczyźnie znaczyło też „kora drzewa”, a prasłowiańska skora to też była „skóra, kora, powłoka”. Wzięła się z praindoeuropejskiego rdzenia (s)ker, znaczącego „ciąć”. Było to zatem „to, co się odcina, oddziela, obłupuje”; porównajmy to z też obłupywaną skorupą – „twardą pokrywą”.
Ale my skóry nie traktujemy jako czegoś oddzielnego, wręcz przeciwnie. Skóra to bardzo często sam człowiek, to ja. Kiedy mówię, że myślę o własnej skórze, oznacza to, że myślę o swoim dobru, o swoim bezpieczeństwie, o swoim życiu, o sobie. To taka metonimia człowieka, często siebie samego, trochę jak głowa. Raczej odnosi się do aspektu fizycznego. Skóra to ciało, o którym w takich sytuacjach nie mówimy. Wielu zakłada, że każdy, nie tylko egoista, myśli przede wszystkim o swojej skórze. Ściślej – o własnej skórze. I ci, co skłonni są szerzej widzieć, nie tylko własne dobro mając na względzie, słyszą czasem: „myśl o własnej skórze!”.
O własną skórę boimy się w sposób poświadczony już od połowy XVII w., dbamy od jego początku, a troszczymy się o nią też od bardzo dawna. Chcemy z niebezpieczeństwa wynieść ją całą, czyli ocalić, a w ostatecznej ostateczności drogo ją sprzedać. W końcu chodzi o naszą skórę.
Skóra to wrażliwy organ sygnalizujący lub oznaczający doznania wewnętrzne: strach, obawę, a także inne nieprzyjemności: cierpnie nawet wtedy, gdy o czymś takim zaledwie pomyślimy. To też ta nasza część, która, podobnie jak nos, odpowiada intuicji: już od XVI w. czujemy coś przez skórę (1608). Ważne tu jest osobiste odniesienie doświadczenia, dlatego mówimy o poznawaniu czegoś na własnej skórze. Z drugiej jednak strony metafora skóry pomaga wyobrazić sobie doświadczenia innych, czyli wiąże się z empatią: w końcu współczując komuś, mówimy, że nie chcielibyśmy być w jego skórze. Takie współczucie jest domeną raczej tych, co mają skórę wrażliwą, delikatną, wręcz cienką. Ludzie o twardej skórze nie wzruszają się tak łatwo, są przy tym odporni i na własne nieszczęścia. Taka skóra twarda może nas obronić – pewnie jest przy tym gruba. Ale ludzie o grubej skórze to już inny gatunek – to często ci, co nie potrafią się zachować elegancko. Gruboskórni grubianie.
Nasza skóra jest tym organem, który na pewno najpierw styka się z bolesnymi doznaniami, nie zawsze zresztą bardzo poważnymi – mianowicie kiedy bierzemy czy dostajemy w skórę. Ktoś nam w nią daje, przy czym to ogólne dawanie może być zastąpione precyzyjniejszymi, konkretnymi czasownikami, występującymi zresztą teraz tylko tuż przy skórze – skórę się garbuje, co jest naturalną metaforą, w całości wziętą z rzemiosła garbarskiego, albo też łoi, co kiedyś oznaczało „smarowanie łojem”, więc natłuszczanie.
Jeśli ktoś swoim zachowaniem czy postępowaniem zdaje się prowokować karę, przypisujemy mu świerzbienie skóry. Karanie zaś konsekwentne, a właściwie nawet także stosowanie wobec kogoś przemyślanego działania na jego niekorzyść, określane jest jako dobieranie mu się do skóry. Trochę mało logiczne, skoro dobieranie się łączy się z wnikaniem głębiej, a skóra przecież jest na wierzchu, najbardziej dostępna. Jeśli jednak do takiej skóry się komuś dobrać, można już mu za nią zaleźć, co ma być dla niego dokuczliwie przykre.
Tylko w niektórych kontekstach przypomina się praindoeuropejskie „oddzielanie”. Obdzieranie ze skóry, czy inaczej łupienie ze skóry, niegdyś kara jak najbardziej realna, przetrwało w metaforze finansowej, z tego powodu bardzo sugestywnej, a wzięte też stamtąd porównanie „wrzeszczy, jakby go obdzierali ze skóry” również pobudza wyobraźnię. No i dodajmy tu tych, którzy, żeby zrobić coś, co nie bardzo im wychodzi, sami wychodzą ze skóry albo wręcz wyłażą lub o mało z niej nie wyskoczą... Im raczej nie współczujemy.
Z tyloma sprawami ludzkimi ludzka skóra się łączy! A przecież mają ją i zwierzęta. Gęsi dzielą się swoją gęsią skórką z nami, na wołowej skórze próbuje się bezskutecznie spisywać szczególnie długie historie, a dzielenie skóry na niedźwiedziu (który jeszcze w lesie) sugeruje myślenie ze zbyt dużym wyprzedzeniem. O takie skóry zwierzęce, często cenne, targujemy się (przysłowia z XVI w.). I do dziś, choć nie bardzo wiemy, co to znaczy, mówimy, gdy nie wierzymy w opłacalność przedsięwzięcia, że nie opłaca się skórka za wyprawkę.