O drzewie i drewnie
Obserwuj nas. Pulsar na Facebooku:
W Sekcji Archeo w Pulsarze prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.
Praindoeuropejski rdzeń dru- dał prasłowiańskie drvo i w liczbie mnogiej drva, skąd nasze tylko mnogie drwa wprost pochodzą. Kiedyś (od czternastego do szesnastego wieku) także tak mówiono na drzewa, jeszcze rosnące, ale już na opał i na budulec się nadające. Drvno już wyraźnie to przeznaczenie pokazuje, jak i nasze drewno. A dawne drva już tylko opałowymi są i liczby pojedynczej nie mają. Co najwyżej zdrobniałe drewienko na drewienka się składa, a regionalnie i mniej zdrobniałe drewko na drewka. Język pokazuje, że drwa, choć dawały ciepło, nie były przecież dla nas szczególnie cenne. To było coś tak mało wartościowego, że drwa gadać znaczyło „mówić głupstwa”, „bez sensu”, „od rzeczy”. Takie czcze gadanie to były drwiny, drwić to było najpierw „mówić byle co”, a potem dopiero „kpić” i „wyśmiewać”. A można było, drwiąc, podrwić – wtedy ze szkodą dla siebie, na przykład podrwić głową. Drwal zaś to był nie tylko ten, co rąbie drzewo na drewno, a drewno na drwa, ale i „grubianin”, a także „ten, co innych wydrwiwa”. A także, pewnie z rozpędu, „nieczuły na razy koń”, a także „włóczęga”.
Drwa rąbano i tam, gdzie je rąbano, leciały wióry. Palono je potem, z drew się nic nie budowało, zresztą z drewna też jakoś raczej nie. Domy, nawet chaty były raczej z drzewa niż z drewna, choć oczywiście można o nich mówić jako o drewnianych. Bo z drewna robi się rzeczy drewniane. Dawniej zwano je także drzewnymi i drzewianymi, co pokazywało na większy związek z drzewem. Samo słowo drewno mogło zresztą także oznaczać budowlę, wszelako szczególną, bo szubienicę. Przestępcę wieszano na drewnie, czasem na trzech drewnach. Ale i wszystko, co z drewna zrobione, można było metonimicznie nazwać drewnem.
O ile drzewo widzimy najczęściej jako żywe, także metaforycznie poważne i dostojne, do którego i człowieka, i kraj dało się porównać – o tyle drewno miało przenośne odniesienia mniej pozytywne. Do drzewa porównujemy coś wielkiego i mocnego, do drewna – coś martwego, nieczułego. Mówi się przecież i o drzewie oliwnym, i genealogicznym, i drzewie żywota, i drzewie wiadomości dobrego i złego. Drzewem życia nazywano białą substancję mózgową, obejmującą w kształcie gałązek szarą masę mózgu. I dopiero od niedawna frazy spadaj na drzewo czy po prostu na drzewo! zaczęły być mało przychylne.
A metafora drewna jest niezbyt pozytywna. Jak coś jest jak z drewna, to niedobrze. Można (ale lepiej nie) mieć ręce, nogi, język jak z drewna, można leżeć, spać i w ogóle być nieczułym jak drewno. Nawet można drewnieć z przerażenia i z innych niedobrych wrażeń, i potem zdrewnieć. I mieć drewniane, niezgrabne, ruchy i drewniany, bezbarwny, głos. Zadziwiająca rozległość metaforyczna.
I nawet jeżeli coś jako tworzywo ma drzewo, więcej w nim życia niż w tym, co drewniane, zrobione z drewna. I łyżka, i talerz, i różaniec nawet jeśli z drzewa, to lepiej, jeśli z drewna – gorzej. Gdyby Krakowianka jedna miała chłopca z drzewa, nie z drewna, to wprawdzie rym byłby gorszy, ale chłopiec na pewno więcej by jej dał radości.
I dobrze, że król Kazimierz z Polski drewnianej zrobił murowaną.
Dziękujemy, że jesteś z nami. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża wyselekcjonowane badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.