Shutterstock
Środowisko

Wrogowie GMO mają krew na rękach

Drugie, poszerzone wydanie książki „W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki” (wyd. Czarne), planowane jest na 31 lipca 2022.pulsar Drugie, poszerzone wydanie książki „W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki” (wyd. Czarne), planowane jest na 31 lipca 2022.
– Działacze organizacji, które sprzeciwiają się żywności modyfikowanej genetycznie brukują swoimi działaniami piekło – mówi Marcin Rotkiewicz, dziennikarz naukowy, autor wznawianej niedługo książki „W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki”. – Gdybyśmy zainwestowali w biotechnologię, mogłyby się dziać cuda.

Nieczęsto mamy okazję rozmawiać z „podręcznikowym przykładem wcielenia przemocy symbolicznej, na którym można już spokojnie uczyć studentów”. A tak właśnie – i znacznie gorzej – nazywano naszego gościa. Korzystamy więc z owej okazji, chcąc się dowiedzieć, jakiej to przemocy jest ucieleśnieniem.

Marcin Rotkiewicz z wykształcenia jest filozofem i dziennikarzem. I jako dziennikarz pracuje w zawodzie już od ćwierć wieku, a najdłużej, bo od 2001 roku, w tygodniku POLITYKA. Jest też szefem tamtejszego działu naukowego. Swój warsztat doskonalił podczas stypendium na Massachusetts Institute of Technology i Harvard University.

Swój temperament śledczy realizuje także w formie książek. Planowane wznowienie jednej z nich –„W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki (Wydawnictwo Czarne) – jest pretekstem naszego spotkania.

Rotkiewicz opowiada w „Monszatanie” o „ataku na nowoczesną rolniczą biotechnologię, który przypuścili działacze organizacji deklarujących bezkompromisową obronę środowiska naturalnego”, „o przestraszonej i niemającej pojęcia o istocie sporu opinii publicznej”, „o nieodpowiedzialnych mediach i krótkowzrocznych politykach, dla których sondaże nastrojów wyznaczają horyzont myślenia i działania”, „o naukowcach i hochsztaplerach oraz przemyśle i wielkich pieniądzach”. Innymi słowy Rotkiewicz robi to, co lubi najbardziej, czyli debunkuje pseudonaukowe bzdury, które niczym trujący bluszcz oplotły temat modyfikowania genomu.

Na początek pytamy naszego gościa o to, czym jest natura? – Jest naszym konstruktem, wyobrażeniem, pewnym mitem, marzeniem, z którym wiążą się przekonania, że jest ona dobra, mądra, a to co naturalne jest pozytywne – odpowiada autor „Monszatana”. Ale te przekonania o dobrotliwości natury słabo kleją się z rzeczywistością.

Rozmawiamy o figurze szlachetnego chłopa, który – rzekomo – żył i uprawiał rolę w zgodzie z ową mityczną naturą. A tymczasem powinniśmy myśleć o nim jak o pierwszym biotechnologu.

Poddajemy w wątpliwość ideę odrębności gatunkowej, w tym odrębności człowieka. Wspominamy o rasizmie genetycznym. – Dzielimy 20 proc. naszego genomu z ryżem. Pytam przeciwników modyfikacji genetycznych, którzy walczą z przenoszeniem genów między organizmami: No dobrze, to mam się czuć ryżem? Jeszcze większy problem jest z szympansem, z którym dzielę 98 proc. genomu – przypomina Rotkiewicz.

Marcin Rotkiewicz w polu modyfikowanej genetycznie kukurydzy w stanie Iowa.Arch. pryw.Marcin Rotkiewicz w polu modyfikowanej genetycznie kukurydzy w stanie Iowa.

Śledzimy także rozwój metod modyfikowania genomu roślin i dziwimy się, że im stawały się one subtelniejsze i bezpieczniejsze, tym większą budziły publiczną odrazę. Do czego przyczynia się ostatnio – co bardzo ciekawe – rosyjska propaganda.

Drugim pretekstem do rozmowy jest pięćdziesiąta rocznica rekombinacji cząsteczki DNA, osiągnięcia amerykańskiego biochemika Paula Berga (do materiału genetycznego małpiego wirusa włączył fragmenty DNA wirusa atakującego bakterie) z roku 1972. Dziś dysponujemy metodą dalece bardziej precyzyjną niż ta zaproponowana przez Berga – metodą CRISPR. O tym również rozmawiamy.

Przyglądamy się absolutyzmowi moralnemu wrogów GMO pod kątem nieco bardziej filozoficznym. Zastanowimy się, czy stojąc na stanowiskach parareligijnych nie działają na szkodę ludzkości. Działacze organizacji, które sprzeciwiają się GMO – w obliczu zagrożeń, które mamy – brukują swoimi działaniami piekło – stwierdza Rotkiewicz. – Choć może to zabrzmieć przesadnie, mówię, że organizacje te mają krew na rękach. Krew ludzi, którzy umierają z głodu w Afryce i Azji.

Na koniec stawiamy więc pytanie, czy natury szczególnie uważnie nie trzeba chronić właśnie przez jej zagorzałymi miłośnikami – a przynajmniej niektórymi z nich.


Wszystkie sygnały pulsara znajdziesz tutaj

Reklama

Reklama