Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Struktura

Antymateria podróżuje ciężarówką. O intrygującym eksperymencie w CERN i jego znaczeniu dla naszej przyszłości

W pogoni za absolutem
Struktura

W pogoni za absolutem

Czy niektóre z największych tajemnic nauki pozostaną tajemnicami na zawsze?

Takie badania to nie efektowne wybuchy rodem z filmów SF, lecz żmudna precyzyjna praca nad przesunięciem pomiaru o kolejną bilionową część i zbudowaniem układu pozwalającego złapać naraz dwie zupełnie różne cząstki. Gdzieś na styku tych detali kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego w ogóle istniejemy. [Artykuł także do słuchania]

Większość cząstek budujących otaczający nas świat ma swoją „antycząstkę” o takiej samej masie, ale przeciwnych wartościach niektórych własności, przede wszystkim ładunku elektrycznego. Elektron ma swój odpowiednik w postaci pozytonu, czyli „dodatniego elektronu”. Proton ma antyproton – cząstkę o identycznej masie, ale ujemnym ładunku. Najprościej można powiedzieć, że antymateria jest lustrzanym odpowiednikiem materii – zachowuje się bardzo podobnie, ale ma przeciwne znaki. Kiedy cząstka materii spotka swoją antycząstkę, obie znikają w procesie zwanym anihilacją. To nie wybuch w potocznym rozumieniu tego słowa, lecz całkowita zamiana masy obu cząstek w czystą energię, najczęściej w postaci promieniowania. Zgodnie ze słynnym wzorem Einsteina E=mc² taka przemiana uwalnia ogromne ilości energii – reakcje zachodzące choćby w elektrowniach jądrowych nie dorównują temu procesowi, gdyż w energię zamienia się zaledwie ułamek procentu masy paliwa, a przy anihilacji – cała masa obu cząstek, co czyni ją najbardziej wydajnym znanym fizyce sposobem pozyskiwania energii.

Skoro materii i antymaterii, jak się wydaje, po Wielkim Wybuchu powstało tyle samo, powinny się one wzajemnie unicestwić, zostawiając po sobie pusty wszechświat wypełniony wyłącznie promieniowaniem. A jednak wszystko, co widzimy – gwiazdy, planety czy my sami – zbudowane jest niemal wyłącznie z materii. Fizycy podejrzewają, że materia i antymateria nie zachowują się do końca identycznie, i to właśnie ta subtelna różnica dała materii niewielką przewagę, dzięki której w ogóle istniejemy. Znalezienie tej różnicy to jedno z najważniejszych zadań stojących dziś przed fizyką cząstek elementarnych, dlatego naukowcy tak uważnie porównują antyprotony i protony.

Antymateria jest trudna w badaniach, bo nie da się jej przechowywać w zwykłym pojemniku. Przy najmniejszym kontakcie z materią natychmiast by anihilowała, co pociągałoby uwolnienie energii. Jedynym sposobem jest odizolowanie jej od otoczenia głęboką próżnią i przytrzymanie za pomocą silnych pól elektrycznych i magnetycznych (w tzw. pułapce jonowej), które nie pozwalają cząstce zbliżyć się do żadnej ścianki naczynia. Właśnie w takiej pułapce, i to przewożonej ciężarówką, podróżowały wspomniane na samym początku antyprotony.

Materia i antymateria: atom wodoru (proton i elektron) oraz jego lustrzane odbicie – atom antywodoru (antyproton i pozyton).ShutterstockMateria i antymateria: atom wodoru (proton i elektron) oraz jego lustrzane odbicie – atom antywodoru (antyproton i pozyton).

Ciężarówka z antymaterią

24 marca w CERN-ie pod Genewą przeprowadzono eksperyment, którego opis jeszcze kilka lat temu brzmiałby jak SF. Zespół programu BASE zgromadził chmurę 92 antyprotonów w przenośnej kriogenicznej pułapce o nazwie BASE-STEP. Odłączył ją od reszty aparatury, załadował na zwykłą ciężarówkę i przewiózł przez teren ośrodka. Urządzenie schłodzone było niemal do zera bezwzględnego i ważyło tonę, a mimo to zmieściło się na pace pojazdu i przejechało przez zwykłe laboratoryjne drzwi. Cała operacja zajęła kilka godzin, a sam przejazd trwał zaledwie 30 min. Kiedy pułapka wróciła do hali, antyprotony wciąż znajdowały się na swoim miejscu, żaden z nich nie anihilował.

To pierwszy na świecie kontrolowany transport antymaterii drogą lądową i ważny krok w kierunku stworzenia systemu, który mógłby dostarczać antyprotony do innych laboratoriów wyposażonych w aparaturę do ich precyzyjnych pomiarów. Za tym sukcesem stoi m.in. polska badaczka Barbara Latacz, związana z eksperymentem BASE. W 2025 r. jej zespół pierwszy na świecie utrzymał pojedynczy antyproton w szczególnym obserwowalnym stanie przez rekordowe ok. 50 s. CERN nazwał to, choć nieco na wyrost, pierwszym kubitem zbudowanym z antymaterii. Sukces ten otworzył drogę do znacznie dokładniejszych pomiarów właściwości antyprotonu, a przenośna pułapka ma tę precyzję jeszcze zwiększyć.

Przenośna kriogeniczna pułapka Penninga na antymaterię, wykorzystana w eksperymencie BASE-STEP.CERNPrzenośna kriogeniczna pułapka Penninga na antymaterię, wykorzystana w eksperymencie BASE-STEP.

Działanie przydatnego w diagnostyce medycznej tomografu PET-CT polega na wykorzystaniu zjawiska anihilacji pozytonów.ShutterstockDziałanie przydatnego w diagnostyce medycznej tomografu PET-CT polega na wykorzystaniu zjawiska anihilacji pozytonów.

Ucieczka przed zakłóceniami

Skoro CERN to jedyne miejsce na świecie, gdzie wytwarza się antyprotony nadające się do precyzyjnych badań, to po co je stamtąd wywozić? Odpowiedź tkwi w samej infrastrukturze. Fabryka antymaterii CERN-u dostarcza do eksperymentów nawet 400 mln antyprotonów na godzinę, z czego udaje się przechwycić ok. 1/10. To imponująca wydajność, która ma jednak cenę. Praca tych urządzeń generuje niewielkie, choć odczuwalne fluktuacje pola magnetycznego.

Zakłócenia te są 20 tys. razy słabsze niż pole magnetyczne Ziemi, więc w przypadku większości eksperymentów nie mają żadnego znaczenia, ale BASE mierzy własności antyprotonów z niezwykłą dokładnością i tu już fluktuacje stają się problemem. Jak wyjaśnił rzecznik eksperymentu Stefan Ulmer, aby zwiększyć precyzję pomiarów, należało przenieść aparaturę poza obszar tych zakłóceń, do spokojniejszych laboratoriów, m.in. na uniwersytetach w Düsseldorfie i Hanowerze. Podróż do pierwszego z nich zajęłaby co najmniej 8 godz., dlatego naukowcy pracują teraz nad tym, jak utrzymać niską temperaturę pułapki przez cały ten czas. Poza zapasem ciekłego helu potrzebny może być tu dodatkowy generator zasilający system chłodzenia wprost na ciężarówce.

Wnętrze fabryki antymaterii w CERN-ie, gdzie produkuje się i bada antyprotony.CERNWnętrze fabryki antymaterii w CERN-ie, gdzie produkuje się i bada antyprotony.

Celem Antiproton Cell Experiment było ustalenie biologicznych skutków działania antyprotonów oraz ich potencjalnego zastosowania w radioterapii nowotworów.CERNCelem Antiproton Cell Experiment było ustalenie biologicznych skutków działania antyprotonów oraz ich potencjalnego zastosowania w radioterapii nowotworów.

Nowa pułapka na antywodór

Zaledwie 8 dni po testowym przejeździe antymaterii ciężarówką świat obiegła kolejna wiadomość związana z antymaterią, tym razem opublikowana przez zupełnie inny zespół. Fizycy z Pragi, Moguncji, Berkeley oraz Chengdu w Chinach zbudowali nowy typ pułapki, która ma rozwiązać problem od dawna komplikujący jednoczesne uwięzienie cząstek o bardzo różnych masach. Wyniki opisali na łamach czasopisma „Physical Review A”, a sama pułapka (przetestowana tylko na elektronach i jonach wapnia) jest jednym z niewielu urządzeń na świecie zdolnych w teorii złapać oba składniki antywodoru naraz. Problem polega na tym, że antywodór, najprostszy atom antymaterii, składa się z antyprotonu i pozytonu, czyli cząstek o przeciwnych ładunkach, ale zupełnie różnych masach. Lekkie pozytony i ciężkie antyprotony wymagają zupełnie innych warunków, by dało się je uwięzić polem elektromagnetycznym. Dlatego otrzymanie antywodoru jest wielkim wyzwaniem.

To jednak pierwszy krok w stronę projektu o wiele mówiącej nazwie „Antymateria na chipie”. Jego celem jest przeniesienie części badań nad antymaterią z hali wielkiego akceleratora do zwykłego niewielkiego laboratorium, podobnie jak wspomniana ciężarówka ma w przyszłości dowozić gotowe antyprotony do spokojniejszych centrów badań. Oba programy zmierzają w tę samą stronę: uwolnienia badań nad antymaterią od kosztownej wielkiej infrastruktury i prowadzenia ich w mniejszych laboratoriach uniwersyteckich.

Ciężarówka, która 24 marca 2026 r. przewiozła pułapkę z 92 antyprotonami po terenie CERN-u.CERNCiężarówka, która 24 marca 2026 r. przewiozła pułapkę z 92 antyprotonami po terenie CERN-u.

Od teorii do pierwszych cząstek

Historia antymaterii zaczyna się nie w laboratorium, lecz na kartce papieru. W 1928 r. brytyjski fizyk Paul Dirac, próbując pogodzić mechanikę kwantową z teorią względności Einsteina, wymyślił równanie opisujące elektron. Matematyka podpowiedziała mu coś zaskakującego – dopuszczała istnienie cząstki identycznej z elektronem, ale o przeciwnym ładunku. 4 lata później Amerykanin Carl David Anderson odnalazł taką cząstkę naprawdę. Na zdjęciach torów promieniowania kosmicznego zauważył ślad zakrzywiający się w polu magnetycznym dokładnie odwrotnie niż ślad elektronu. Nazwał ją pozytonem. Był to dowód, że Dirac miał rację, a odkrycie to przyniosło Andersonowi Nagrodę Nobla. Sam Dirac, odbierając własną Nagrodę Nobla kilka lat wcześniej, spekulował nawet, że gdzieś we wszechświecie mogą istnieć całe gwiazdy i planety zbudowane z antymaterii, co większość fizyków potraktowała wówczas jako ciekawostkę, a nie poważną hipotezę.

Kolejne dekady przyniosły serię odkryć budujących pełny obraz antymaterii. W 1955 r. Emilio Segrè i Owen Chamberlain odkryli w Berkeley antyproton, za co 4 lata później otrzymali Nagrodę Nobla. Rok później znaleziono antyneutron, a w 1965 r. – antydeuteron, pierwsze jądro zbudowane z antycząstek. Prawdziwy przełom nastąpił w 1995 r., gdy w CERN-ie połączono antyprotony z pozytonami, tworząc pierwsze 9 atomów antywodoru, które istniały przez zaledwie ok. 40 ns. 7 lat później nauczono się wytwarzać antywodór już nie pojedynczo, lecz w większych ilościach, a na przełomie 2010 i 2011 r. po raz pierwszy udało się uwięzić go na dłużej, tak by można było go w ogóle zbadać.

Zderzenia materii i antymaterii. U góry: anihilacja elektronu i pozytonu. U dołu: zderzenie protonu z antyprotonem przy bardzo wysokiej energii uzyskanej w akceleratorze. Reaguje tu tylko jedna para, kwark górny z antykwarkiem górnym. Pozostałe kwarki lecą dalej, tworząc strumienie innych cząstek.ShutterstockZderzenia materii i antymaterii. U góry: anihilacja elektronu i pozytonu. U dołu: zderzenie protonu z antyprotonem przy bardzo wysokiej energii uzyskanej w akceleratorze. Reaguje tu tylko jedna para, kwark górny z antykwarkiem górnym. Pozostałe kwarki lecą dalej, tworząc strumienie innych cząstek.

Dziś ten dorobek skupia się wokół fabryki antymaterii CERN-u. Jej sercem jest spowalniacz antyprotonów, ograniczający prędkość świeżo powstałych antyprotonów do umożliwiającej dalsze badania. Uzupełnia go mniejszy, zaledwie trzydziestometrowy pierścień ELENA, dzięki któremu naukowcy przechwytują nawet stukrotnie więcej antyprotonów niż wcześniej. To pozwoliło rozwinąć całą rodzinę międzynarodowych projektów badawczych, takich jak ALPHA, AEgIS, ASACUSA, BASE, GBAR czy PUMA – każdy z nich analizuje antymaterię w nieco innym obszarze.

Poligon fundamentalnej fizyki

Wartością antymaterii nie jest konkretna technologia, lecz to, że pozwala poszerzyć nasze rozumienie fizyki. Właśnie dlatego eksperyment BASE z takim uporem porównuje protony z antyprotonami, szukając choćby najmniejszej różnicy w ich właściwościach, która być może wyjaśni, dlaczego materii we wszechświecie zostało więcej niż antymaterii. Stosunek ładunku do masy antyprotonu był pod względem wartości taki sam jak w przypadku protonu – różnica nie przekraczała kilkunastu bilionowych części. To najdokładniejsze bezpośrednie porównanie cząstki zbudowanej z kwarków z jej antycząstką. Magnetyczne własności obu cząstek porównano z dokładnością do półtora miliardowej części, poprawiając poprzedni wynik ponad 3 tys. razy. Nawet najmniejsza wykryta różnica byłaby naukową sensacją, bo oznaczałaby, że dzisiejszy opis świata cząstek elementarnych jest niepełny i trzeba go uzupełnić o coś zupełnie nowego.

Wnętrze akceleratora cząstek w ośrodku CERN pod Genewą.ShutterstockWnętrze akceleratora cząstek w ośrodku CERN pod Genewą.

Czy antywodór spada?

Kolejne pytanie brzmi pozornie banalnie: czy antymateria w ogóle podlega grawitacji tak jak zwykła materia? Teoria Einsteina mówi, że powinna, ale przez dziesięciolecia nikt nie potrafił utrzymać antymaterii w spoczynku wystarczająco długo, by to sprawdzić. Udało się to dopiero w 2023 r., gdy zespół eksperymentu ALPHA wykorzystał pionową pułapkę ALPHA-g. Naukowcy powoli wyłączali pole magnetyczne, pozwalając uwięzionym atomom antywodoru swobodnie opaść, i obserwowali, gdzie dochodziło do anihilacji. Zdecydowana większość zdarzeń nastąpiła poniżej środka pułapki, a antywodór opadał zgodnie z przewidywaniami Einsteina. Jak stwierdził wtedy rzecznik eksperymentu Jeffrey Hangst, nauczenie się tworzenia antyatomów, przytrzymywania ich i takiego kontrolowania, by można je było bezpiecznie „upuścić”, zajęło naukowcom 30 lat. Precyzja tego pomiaru wciąż jednak nie jest doskonała, dlatego nad jej poprawą pracują dziś jeszcze dwa inne zespoły w fabryce antymaterii – od programu AEgIS i GBAR – które korzystają z zupełnie innych metod pomiarowych. Jeden bada odchylenie wiązki antywodoru, drugi obserwuje swobodny spadek pojedynczych, bardzo powoli poruszających się antyatomów.

Leczenie i diagnostyka

Precyzyjne porównania protonów z antyprotonami czy pomiary grawitacji antywodoru pozostają czystą nauką podstawową, ale przynajmniej z jednym zastosowaniem antymaterii zetknęło się już wiele osób na całym świecie. Mowa o pozytonowej tomografii emisyjnej, w skrócie PET, która jest obecnie jedną z ważniejszych metod diagnostyki onkologicznej i kardiologicznej. PET nie ma jednak nic wspólnego z „leczeniem antymaterią”. Pacjentowi podaje się niewielką dawkę analogu glukozy wyznakowanego promieniotwórczym izotopem fluoru. Związek ten jest chętnie wychwytywany przez komórki o wysokiej aktywności, w tym nowotworowe. Izotop rozpada się, emitując pozytony, które niemal natychmiast spotykają elektrony i anihilują, wskutek czego tworzy się para fotonów lecących w przeciwnych kierunkach. To właśnie te fotony rejestruje pierścień detektorów otaczający pacjenta, a komputer na tej podstawie odtwarza mapę miejsc o podwyższonej aktywności metabolicznej w organizmie – często właśnie tam rozwija się guz. Dziś aparaty PET pracują w niemal każdym większym szpitalu onkologicznym, a z badania tą metodą korzystają rocznie miliony pacjentów. Niewielu z nich wie, że w ich własnym ciele przez ułamek sekundy powstaje i znika antymateria.

Eksperyment AEgIS w CERN-ie ma odpowiedzieć na pytanie, czy antywodór „spada” w polu grawitacyjnym jak zwykła cząsteczka.SPL/East NewsEksperyment AEgIS w CERN-ie ma odpowiedzieć na pytanie, czy antywodór „spada” w polu grawitacyjnym jak zwykła cząsteczka.

Skoro pozytony są przydatne w diagnostyce, sprawdzono też, czy cięższe antyprotony dałoby się wykorzystać w leczeniu. W prowadzonym w CERN-ie w latach 2003–2013 eksperymencie ACE porównywano skuteczność wiązek protonów i antyprotonów w niszczeniu chomiczych komórek nowotworowych. Wyniki okazały się zachęcające. Do likwidacji tej samej liczby komórek potrzeba było około czterokrotnie mniej antyprotonów niż protonów, a zdrowe tkanki na drodze wiązki tak nie ucierpiały. Zarówno protony, jak i antyprotony najsilniej uszkadzają tkankę dopiero w ostatnim odcinku swojej drogi, tuż przed zatrzymaniem, co pozwala celować w guz i oszczędzać zdrowe komórki, leżące bliżej powierzchni ciała. W przypadku antyprotonu ten końcowy cios jest jednak mocniejszy, bo do zwykłego hamowania dochodzi jeszcze anihilacja, która dodatkowo rozbija pobliskie jądra atomowe i wzmacnia efekt niszczenia guza. Mimo obiecujących wyników terapia antyprotonowa wciąż nie trafiła do klinik. Koszty produkcji antyprotonów i budowy potrzebnej infrastruktury pozostają zbyt duże. Na razie więc ACE to obiecujący kierunek badań, a nie gotowa technologia medyczna.

Napęd na antymaterię

Na koniec zastosowanie najbardziej futurystyczne, ale to właśnie ono najczęściej pojawia się w popularnych wyobrażeniach o antymaterii. Skoro anihilacja zamienia całą masę w energię, teoretycznie nawet niewielka jej ilość mogłaby napędzić statek kosmiczny szybciej niż jakiekolwiek konwencjonalne paliwo. Różne koncepcje badane od lat przez NASA zakładają, że kilkanaście miligramów antyprotonów, użytych jako swego rodzaju zapłon dla konwencjonalnego paliwa jądrowego, mogłoby skrócić lot na Marsa z obecnych 6–9 mies. do zaledwie kilku tygodni. Jesteśmy jednak od takiego napędu bardzo daleko. Cała dotychczas wytworzona w CERN-ie antymateria ma masę rzędu kilku nanogramów, a koszt 1 g antyprotonów szacuje się na dziesiątki bilionów dolarów. Napęd antymaterii pozostaje więc na razie ciekawostką z pogranicza inżynierii i SF.

Aparatura eksperymentu ALPHA-g w CERN-ie służy do badania zachowania antywodoru w polu grawitacyjnym.CERNAparatura eksperymentu ALPHA-g w CERN-ie służy do badania zachowania antywodoru w polu grawitacyjnym.

Wróćmy do naszej ciężarówki, która pod koniec marca objechała teren CERN-u z 92 antyprotonami na pace. To najlepsza możliwa ilustracja tego, jak dziś wygląda badanie antymaterii – nie są to efektowne wybuchy rodem z filmów SF ani napędy zdolne zawieźć nas do gwiazd, lecz żmudna precyzyjna praca nad przesunięciem pomiaru o kolejną bilionową część i zbudowaniem układu pozwalającego złapać naraz dwie zupełnie różne cząstki. Ale gdzieś na styku tych wszystkich detali kryje się odpowiedź na pytanie, które fizycy zadają sobie od niemal stu lat: dlaczego w ogóle istniejemy, skoro Wielki Wybuch powinien był stworzyć tyle samo materii i antymaterii, które następnie powinny były wzajemnie się unicestwić.

Wiedza i Życie 11/2026 (1103) z dnia 01.11.2026; Fizyka; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Antymateria na ciężarówce"
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną