Nowe dowody na rosyjską ingerencję w wybory w USA
O rosyjskiej ingerencji w wybory w USA mówi się od lat, ale dotychczas brakowało twardych dowodów skali jej rzeczywistego wpływ na zachowania elektoratu. Dlatego amerykańscy naukowcy postanowili poszukać ich używając unikatowego narzędzia badawczego – aplikacji EScope. Potrafi ona śledzić w czasie rzeczywistym reklamy wyświetlane użytkownikom Facebooka. Przez sześć tygodni poprzedzających dzień wyborów prezydenckich w 2016 r. (wygrał je Donald Trump) naukowcy monitorowali prawie 10,5 tys. osób reprezentujących amerykańską populację w wieku wyborczym, a następnie zestawili te dane z oficjalnymi rejestrami frekwencji.
Dzięki temu zidentyfikowali łącznie prawie 60 tys. reklam mających zniechęcać do głosowania – wzywających do bojkotu wyborów, szerzących dezinformację o procedurach głosowania czy atakujących kandydatów partii, której zwolennikami byli ich odbiorcy. Wszystkie pochodziły od nieujawnionych sponsorów, ale część z nich udało się zidentyfikować jako powiązane z Rosją. Na przykład reklama, wykupiona przez rosyjską Internet Research Agency (IRA), podszywała się pod grupę Afroamerykanów i głosiła: „Nie mamy innego wyjścia, jak tylko zbojkotować wybory. Nikt nie reprezentuje czarnych ludzi. Nie idźcie głosować”. Przy czym analiza ujawniła wyraźny wzorzec targetowania: za cel najczęściej obierano osoby niebędące białymi Amerykanami, mieszkające w hrabstwach z przewagą mniejszości etnicznych w tzw. swing states (raz wygrywają tam Demokraci, a raz Republikanie).
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: Targeted digital voter suppression efforts likely decrease voter turnout
Średni efekt w całej amerykańskiej populacji okazał się niewielki – ekspozycja na reklamy demobilizujące wiązała się ze spadkiem frekwencji o 1,9 proc., co jednak w skali kraju odpowiada ok. 4,7 mln głosów. Ponadto różnica między Hillary Clinton a Donaldem Trumpem w głosowaniu powszechnym wyniosła ok. 2 proc. (na korzyść Demokratki, ale w USA wybory są pośrednie, więc większa liczba zebranych głosów w skali całego kraju nie musi przełożyć się na wygraną w Kolegium Elektorów). Co najistotniejsze, efekt reklam był silnie zróżnicowany w zależności od grupy docelowej. Wśród niebędących białymi Amerykanami mieszkańców hrabstw w swing states, prawdopodobieństwo wzięcia udziału w głosowaniu okazało się aż o 17,3 proc. niższe niż u osób nieeksponowanych na reklamy.
Badacze podkreślają jednak, że ich analiza – opublikowana na łamach „PNAS” – dotyczy tylko wyborów z 2016 r., co nakazuje ostrożność w generalizowaniu jej rezultatów.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.