Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Strona główna

Listy czytelników

Jesteśmy w kontakcie.

Zobowiązanie

Nie pamiętam już dokładnie, kiedy pierwszy raz spotkałem prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, znanego powszechnie w naszym środowisku jako AKW. Musiało to być w latach 60. Przedtem słyszałem o nim tylko, że jest jednym z liderów warszawskiej grupy doświadczalnej zajmującej się zderzeniami wysokich energii. Wiedziałem też, że był jednym z pierwszych polskich fizyków, którzy otrzymali stypendium w CERN-ie, co było wówczas nie lada sukcesem. Pracował w grupie komór pęcherzykowych Douglasa Morrisona, gdzie mocno przyczynił się do tego, że Morrison chętnie potem przyjmował do swojego zespołu Polaków (ja też później się tam przewinąłem). W pewnym momencie z wdzięczności za to polonofilstwo AKW wraz z Ryśkiem Sosnowskim zupełnie prywatnie postanowili nadać Morrisonowi tytuł Honorowego Polaka (wręczając odpowiedni dyplom). Wiem, że Morrison był z tego wyróżnienia bardzo dumny. Wtedy doszło do mnie, że AKW jest nie tylko wybitnym fizykiem, ale też pełnym humoru, interesującym człowiekiem.

Bliżej poznaliśmy się w 1972 r. przy organizacji w Zakopanem Międzynarodowego Sympozjum Wielorodnej Produkcji Cząstek, które okazało się dużym sukcesem i bardzo wzmocniło naszą pozycję międzynarodową. Ponieważ przyjechali czołowi specjaliści z całego świata, postanowiliśmy nagrywać i opublikować nie tylko referaty, ale również całą dyskusję. W sytuacji, gdy dostępne były tylko magnetofony szpulowe i zwykłe maszyny do pisania, było to prawdziwe wyzwanie. Odpowiadał za to wszystko AKW, który wraz ze swoim zespołem bohatersko, kosztem nieprzespanych nocy, najpierw uzyskał konieczne autoryzacje, a potem doprowadził, i to bardzo szybko, do wydania proceedingsów. W tamtych czasach naprawdę graniczyło to z cudem. Do dziś nie rozumiem, jak zdołali nie poplątać kilometrów taśm magnetofonowych. W rezultacie powstała niezwykle interesująca unikalna książka. Ważna nie tylko dla historyka nauki. Sam zaglądam do niej od czasu do czasu, aby przypomnieć sobie stare historie, anegdoty i poglądy. Gorąco polecam.

Zapewne wszyscy, którzy go znają, doskonale wiedzą, że AKW jest superspecjalistą od herbaty. Ja akurat nie jestem w tym specjalnie mocny (teraz już w ogóle herbaty nie pijam), ale wiem z doświadczenia, że niemal każda rozmowa z nim wcześniej czy później zahacza o JEGO herbatę, oczywiście najlepszą na świecie.

Odkąd przestał zajmować się fizyką wysokich energii, nową pasją AKW stała się historia nauki, którą uprawia, jeśli mogę ocenić, naprawdę profesjonalnie. Jak przystało na rasowego historyka, liczą się dla niego jedynie fakty dobrze udokumentowane. Wszelkie domysły i interpretacje muszą być dokładnie zweryfikowane i jeżeli nie są potwierdzone w źródłach, odrzucane. Odczułem to na własnej skórze, gdy kiedyś napisałem entuzjastyczną recenzję książki, w której autor dowodził na podstawie argumentów, które wydawały mi się bardzo rozsądne, że starożytni Grecy mieli znacznie większą wiedzę naukową, niż się powszechnie sądzi. AKW najpierw zwymyślał mnie mailem, a potem napisał swoją recenzję, w której nie zostawił suchej nitki na autorze (mnie litościwie oszczędził). Wtedy właśnie zrozumiałem, że jest już prawdziwym historykiem: tezy, które nie mają potwierdzenia w źródłach, po prostu dla niego nie istnieją. Jako zwykłemu amatorowi historii takie podejście niezbyt mi się podoba, ale trudno nie przyznać, że to podstawowy kanon tej dziedziny, po którym poznać profesjonalistę.

Myślę, że wszyscy wiedzą, że AKW jest wielkim kolekcjonerem. Kolekcjonuje bardzo różne rzeczy (m.in. kaktusy, z międzynarodowymi osiągnięciami), ale tutaj chcę wspomnieć tylko o tym, że zbiera książki, szczególnie stare. Okazało się, że ta jego namiętność znacząco wpłynęła na krajobraz nauki w naszym pięknym kraju. W pewnym momencie Andrzej na moją usilną prośbę zgodził się kandydować i został wybrany na wiceprezesa Polskiej Akademii Umiejętności. Funkcja ta wymagała częstych przyjazdów do Krakowa na liczne posiedzenia różnych gremiów Akademii, co AKW wypełniał bardzo skrupulatnie. Pracowaliśmy wspólnie wiele lat i w pierwszej chwili zastanawiało mnie, skąd u niego tyle energii i entuzjazmu, które pozwalają mu znosić bez żadnego utyskiwania trudy tak wielu podróży. Dość szybko jednak rozszyfrowałem przyczynę. Otóż natychmiast po przyjeździe do Krakowa swoje pierwsze kroki kierował nie w stronę Akademii, lecz do jednego z krakowskich antykwariatów, gdzie zazwyczaj czekała już na niego zamówiona wcześniej upragniona książka, którą potem z dumą mi pokazywał. W ten niespodziewany sposób pasja zbieracza walnie przyczyniła się do odbudowy Akademii Umiejętności i jej trwałego powrotu na ważne miejsce w pejzażu polskiej nauki.

Teraz, obaj emeryci, dużo korespondujemy i z przyjemnością obserwuję entuzjazm i młodzieńczy zapał Andrzeja Kajetana. A także jego nieco zabawne zniecierpliwienie, gdy widzi, że mnie – chociaż nieco młodszemu – już wyraźnie zaczyna ich brakować. Kończąc, chciałbym więc uroczyście oświadczyć, że chociaż daleko mi do jego animuszu, zapału i energii, zobowiązuję pojawić się niezawodnie na uroczystości stulecia AKW.

Andrzej Białas


Zapraszamy do pisania listów na adres e-mail: wiedzaizycie@wiz.pl

Wiedza i Życie 3/2026 (1095) z dnia 01.03.2026; Listy czytelników; s. 104
Reklama