Wstręt
Moglibyśmy w słowie wstręt dopatrzyć się czegoś w rodzaju onomatopei, podobnie jak w słowie wzdrygnąć się: odruchy fizyczne, które towarzyszą wrażeniom tak nazywanym, jakoś przypominają dźwięki, które trudno opisać, ale łatwo sobie wyobrazić – wzdrygamy się ze wstrętu, czasem wydając odgłos podobny do parskania (też wyraz dźwiękonaśladowczy). Nieprzyjemne odczucia powinny mieć nieprzyjemne nazwy. Takie słowa jak wstręt, odraza, obrzydzenie może nie są w swojej substancji odrażające i wstrętne, ale wyraz twarzy przy ich wypowiadaniu, ich artykulacja często ich znaczenie uwypuklają.
Biskup Krasiński w swoim nieocenionym słowniku synonimów z końca XIX w. tak pisał o tych słowach: „Wstręt (od dawnego słowa wstrącać, które znaczyło odpychać, odtrącać) oznaczał dawniej odbijanie się od czego, np. fal morskich od skały. Dziś znaczy mimowolne a prawie nieprzezwyciężone uczucie, które nas od jakiej osoby, lub rzeczy instynktownie odpycha, tak że się nieraz na sam jej widok wzdrygamy”. „Odraza tem się różni od wstrętu, że jest skutkiem tak niemiłego wrażenia, iż nie chcąc go drugi raz doznać, odwracamy się i odpychamy od siebie tę rzecz, lub osobę, która takież wrażenie na nas sprawićby mogła. Wstręt czujemy, gdy nas coś odpycha i odtrąca; odrazę, gdy my sami coś odpychamy od siebie. Wstręt więcej się stosuje do rzeczy moralnych, odraza więcej do materialnych, np. wstręt od złego, wstręt od nauk. Odraza od lekarstwa, którego bez wzdrygnienia się przyjąć nie możemy. Do osoby jednak równie wstręt, jak odraza być może”. „Obrzydzenie oznacza wstręt do tego, co komu obrzydło; zatem co wprzód wstrętu nie obudzało. Właściwie odnosi się do zmysłu smaku. Ale może się stosować i do rzeczy moralnych”.
Wtedy jeszcze mieliśmy inne odcienie znaczeniowe i inną konstrukcję przyimkową: wstręt i odraza były od czegoś, nie do czegoś, co wydaje się bardziej logiczne (odraza nawet zawiera od-). Później ekspansywny przyimek do zaczął odnosić się (a dlaczego nie donosić się?) do bardzo różnych stosunków.
Wstręt czujemy, odczuwamy. Językowo przejawia się tym, że nas bierze, ogarnia, obejmuje, przejmuje i zdejmuje. Fizycznie łączy się z dreszczem (wstrętu). My do tego, co wstrętne, wstręt żywimy, a ono nas nim napełnia i budzi go w nas – czyżby był w nas uśpiony? Ten potencjalny sen dotyczy uczuć raczej nieprzyjemnych (różne rzeczy budzą w nas złość, gniew, lęk, zakłopotanie) – rzadziej milszych lub neutralnych, jak współczucie, wspomnienia czy skojarzenia.
Wstręt to uczucie wobec czegoś wstrętnego. Dawniej wstręt mógł i temu, co wstrętne, przeszkadzać. Zagłoba „…już i koszulę podróżną kazał sobie łojem kozłowym dla wstrętu gadowi wysmarować”. Dla wstrętu komuś – czyli po to, by wstręt w nim wzbudzało. Kiedy czyniono komuś wstręty, to po to, by mu przeszkodzić w czymś, coś utrudnić. Słowacki pisał: „wszystko mi stoi na wstręcie”, czyli że mu przeszkadza.
Wstręt rzadko bywa racjonalny. Częściej to coś irracjonalnego, zwłaszcza gdy jest fizyczny (gdy moralny, może być wyspekulowany – ale połączenie wstrętu z moralnością wydaje się nam czasem zbyt deklaratywne). Mówimy o jego instynktowności, naturalności – i wtedy bywa nieprzezwyciężony. Bo jak coś jest wstrętne, trudno nam wstręt opanować.
Wstręt to właściwie kategoria prymarnie estetyczna. Wstręt budzi to, co wstrętne: brzydkie, obrzydliwe, ohydne. Ale o ludziach czasem słyszy się to (lub słyszało) trochę przewrotnie. Gdy młodzieniec słyszał od damy „jest pan wstrętny”, gdy mówiono o nim jako o wstręciuchu, to mogło być to, o co mu chodziło.
Ale generalnie wstręt nie jest miły – ani dla tego, co go czuje, ani dla tego, co go budzi. Jest wstrętny i tyle.