Shutterstock
Człowiek

Agnieszka Krzemińska: Jesteśmy krajem barbarzyńców i to powód do dumy

Dziennikarka naukowa tygodnika „Polityka”. Ukończyła archeologię śródziemnomorską na UW. Stypendystka na Freie Universität w Berlinie. Autorka książek „Miłość w starożytnym Egipcie”, „Dawniej ludzie żyli w brudzie. Kiedy i dlaczego zaczęliśmy o siebie dbać” oraz „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”.Polityka Dziennikarka naukowa tygodnika „Polityka”. Ukończyła archeologię śródziemnomorską na UW. Stypendystka na Freie Universität w Berlinie. Autorka książek „Miłość w starożytnym Egipcie”, „Dawniej ludzie żyli w brudzie. Kiedy i dlaczego zaczęliśmy o siebie dbać” oraz „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”.
– Trzeba sobie powiedzieć jasno: nie jesteśmy ani starożytnym Egiptem, ani Grecją, ani Rzymem – mówi archeolożka i dziennikarka naukowa, autorka książki „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”. Spogląda na pradzieje terenów zakreślonych przez obecne granice naszego kraju, uważanych jeszcze niedawno za mniej interesujące niż kraje śródziemnomorskie, jakby bardziej zgrzebne, uboższe. I przekonuje, że warto podążać za jej wzrokiem.

Nakreślony przez Agnieszkę Krzemińską obraz ziem polskich z czasów sprzed ukształtowania się form państwowych jest fascynujący. To nie tylko mało przyjazna strefa tranzytowa, którą migrujące, szukające lepszego życia ludy z północy czy zachodu podążały ku ciepłym morzom. To także tygiel kulturowy, Nowy Jork Europy. Przy zachowaniu odpowiednich proporcji, oczywiście.

Sztandarowym przykładem takiej pokojowej koegzystencji są Goci. Badania prowadzone na podstawie wykopalisk w podhrubieszowskim Masłomęczu sugerują, że był to lud nie tylko obdarzony wieloma talentami, ale i tolerancyjny. W osadach gockich mieszały się wierzenia, obyczaje i geny różnych etnosów. Z tym że w tak dokładny i wielodyscyplinarny sposób nie przebadano osad innych kultur. – Kto wie, może się okazać, że nie tylko Goci byli tacy – mówi Krzemińska.

Przez setki lat dobiegały nas tylko dalekie echa procesów państwotwórczych z innych rejonów kontynentu. „Dopiero przyjście Słowian sprawiło, że przestaliśmy być jedynie obserwatorami i włączyliśmy się do gry już nie tylko jako statyści, ale pełnoprawni aktorzy w tym dziejowym spektaklu” – pisze Krzemińska w swojej najnowszej książce.

Jak to się stało, że agentami zmian byli właśnie Słowianie – lud, który pozostawił po sobie nikłe ślady materialne, który żył w ziemnych jamach i wypalał „paskudne garnki”? Jak to się stało, że ci „zajadli wojownicy z podkasanymi portkami” (słowa Prokopiusza z Cezarei) podbili znaczny obszar Europy? – Powoli, powoli się tu wsączali. Nie mieli, holender, tej swojej atrakcyjnej kultury, żeby podbić serca tych, do których przychodzili.

Jak łączyć siły archeologii i nauk ścisłych – zastanawia się także dziennikarka. Tylko ten związek otwiera bramę do przyszłości tej dziedziny. – Ale to trudne małżeństwo, które potrzebuje terapeuty, żeby się jakoś dogadać – mówi.

A pod koniec rozmowy wyjaśnia też, dlaczego złodziei i wandali niszczących cenne stanowiska archeologiczne określa miękkim mianem „rabusiów”.


Wszystkie sygnały pulsara znajdziesz tutaj