Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Sayburç Project Archive / Archiwum
Człowiek

Sytuacja z masturbacją. O queerowym spojrzeniu na paleolityczne przedstawienia fallusów i jego medialnej nadinterpretacji

Spór o pochodzenie Słowian trwa i robi się coraz ciekawszy
Człowiek

Spór o pochodzenie Słowian trwa i robi się coraz ciekawszy

„Historię trzeba napisać na nowo”, „A jednak migracja”, „Badacze rozwikłali trudną zagadkę”. Takie nagłówki pojawiają się w mediach. Tymczasem „sensacyjne” badania wyjaśniające pochodzenie Słowian jedynie odświeżyły toczony od XIX w. spór. [Artykuł także do słuchania]

Męskie genitalia eksponowane w ikonografii południowej Anatolii między 12–9 tys. lat temu mogą być interpretowane jako element praktyk rytualnych prowadzących do zmienionych stanów świadomości. To hipoteza, jaką stawia badacz z Cambridge University. Opisywanie jej jako faktu jest nieuprawnione. [Artykuł także do słuchania]

Członek w stanie erekcji, obejmowany dłonią przez postać z reliefu z Sayburç, trudno uznać za neutralny detal anatomiczny. Tym bardziej, że podobne motywy pojawiają się w ikonografii w prowincji Şanlıurfa od 10 do 7 tys. lat p.n.e. – w Karahan Tepe, czy słynnym Göbekli Tepe. Obecność motywów fallicznych oraz jedynie samców zwierząt w ikonografii tego czasu w tym miejscu uważa się od dawna za symbol męskiej dominacji, władzy i siły. Archeolog Emre Deniz Yurttaş w artykule „A Queer Feminist Perspective on the Early Neolithic Urfa Region” proponuje jednak nowe ich odczytanie: queerowe. Z tym, że to określenie nie wiąże się z nieheteronormatywnymi tożsamościami w neolicie, lecz jest próbą rozdzielenia seksualności od reprodukcji.

Mylne wrażenie kropki nad i

Według autora artykułu penis nie musi oznaczać aktu zapłodnienia, a przedstawienia erekcji nie muszą odnosić się do kontroli nad płodnością czy genealogią. Mogą natomiast wskazywać na użycie ciała w praktykach rytualnych służących osiąganiu transu i kontaktu między światem ludzkim oraz zwierzęcym, co sugerować mają hybrydy teriantropiczne z Göbekli Tepe i Nevalı Çori. Feministyczny charakter tej interpretacji ma zaś polegać na krytyce wcześniejszych odczytań, które automatycznie łączyły przedstawienia genitaliów z reprodukcją i męską dominacją. Tyle że nie wynika on z ikonografii – ta bowiem, mimo tej metodologicznej dekonstrukcji autora, pozostaje wyraźnie fallocentryczna.

Hipoteza jest interesująca, ponieważ wprowadzenie się w odmienne stany świadomości oczywiście odgrywało arcyważną rolę w rytuałach wielu społeczności. Służyły temu taniec, rytm, spożycie środków halucynogennych czy alkoholu. Wiemy zresztą, że w Göbekli Tepe warzono piwo, a kręgi i kamienne pomieszczenia mogły doskonale nadawać się do najróżniejszych zbiorowych doświadczeń. Seksualność, jeden z najsilniejszych bodźców fizjologicznych, mogła też pełnić tam taką funkcję.

Dla Yurttaşa falliczna ikonografia z Sayburç czy Karahan Tepe stanowi punkt wyjścia do rozważań nad rolą cielesności w rytuałach społeczności zamieszkujących okolice Şanlıurfy. W artykule, który powstał na podstawie jego publikacji w „Gazecie Wyborczej” czytamy jednak, że relief „pokazuje akt autoerotyczny”, a sceny z Göbekli Tepe stają się świadectwem seksu „niemającego nic wspólnego z prokreacją”. A także „Wczesna neolityczna Anatolia pokazuje coś zupełnie innego niż patriarchalne hierarchie: ciało było tu narzędziem rytuału, medium, dzięki któremu ludzie wchodzili w kontakt z tym, co duchowe”. To stanowi zaś przejście od ostrożnej hipotezy autora artykułu do pewności. Czytelnik po lekturze odnosi wrażenie, że została postawiona kropka na „i”. A nie została.

Niesłuszne przenoszenie z kontynentu na kontynent

Nawet jeśli można się zgodzić, że pobudzenie seksualne mogło być stosowane w celu osiągania odmiennych stanów świadomości podczas rytuałów, to nie wynika z tego od razu, że na reliefach widzimy przedstawienie tej praktyki. Poza tym materiał z regionu Şanlıurfy nijak nie wskazuje na egalitarność. Owszem, Yurttaş sugeruje, że falliczne przedstawienia mogły oddziaływać na uczestników rytuału niezależnie od ich anatomii, a więc potencjalnie także na kobiety, ikonografia pozostaje jednak wyraźnie jednostronna. Sprawczość rytualna jest w niej przypisana jedynemu konsekwentnie eksponowanemu organowi: penisowi.

Yurttaş pisze, że w epoce paleolitu nie ma wyraźnych różnic w diecie kobiet i mężczyzn czy w wyposażeniu grobów. Społeczności łowiecko-zbierackie mogły nie wykazywać hierarchii majątkowych i jednocześnie przypisywać określone role w obrzędach lub kontaktach z siłami nadprzyrodzonymi jednej z płci. I to jest prawda, tyle że autor powołuje się na odkrycia na kontynencie europejskim. A w Göbekli Tepe, Karahan Tepe, Sayburç nie znaleziono żadnych pochówków z tego okresu, nie ma zatem dowodów na to, że u żyjących tam społeczności było tak samo.

Preceramiczna południowa Anatolia pozostaje ikonograficzną anomalią. W Europie w paleolicie i u zarania neolitu ryto w kamieniach i kościach wulwy oraz figurki nagich kobiet z podkreślonymi cechami płciowymi, natomiast przedstawienia wyizolowanych penisów są rzadkością. Co więcej w regionie Şanlıurfy nie ma niemal żadnych przedstawień kobiecych ciał czy genitaliów i to fallus funkcjonuje jako samodzielny znak, co czyni tę ikonografię jednym z najbardziej zmaskulinizowanych repertuarów wizualnych w pradziejach Eurazji.

Niepotrzebne podkręcanie

Queerowa reinterpretacja fallicznych reliefów nie rozstrzyga sporu o ich znaczenie i funkcję. I nie podtrzymuje wersji o równouprawnieniu kobiet, zwłaszcza w dostępie do rytuałów. Możliwe, że kobiety dysponowały jakimiś archeologicznie nieuchwytnymi technikami osiągania ekstazy, może z fallusem w roli głównej, ale ikonografia tego nie potwierdza. Dopóki nie zostaną znalezione pochówki, które potwierdzą, że obydwie płcie były traktowane tak samo, teza Yurttaşa o równouprawnieniu pozostanie hipotezą.

Sytuacja z artykułem Emre Deniza Yurttaşa to kolejny dowód, że z popularnym pisaniem o badaniach nad przeszłością jest niemały problem. Po pierwsze, dziennikarze często „podkręcają” wymowę naukowych publikacji zwracając uwagę na najbardziej medialny aspekt badań, co wypacza intencje badaczy. Po drugie, wiele artykułów naukowych przyjmują bezkrytycznie, co bierze się stąd, że pisanie o przeszłości wydaje się zadaniem łatwym i nie wymagającym przygotowania.

Jest jeszcze jedna kwestia, a właściwie paradoks. Badacze zajmujący się przeszłością głęboką często zmieniają zdanie, nie dlatego, że się wcześniej mylili, tylko dlatego, że dochodzą nowe dane, które muszą być przez nich uwzględnione. Dzięki najnowszym technikom, odkryciom i ustaleniom mogą z poprzednimi hipotezami dyskutować, podważać je lub uzupełniać. W takich wypadkach w publikacjach popularnych jak mantra powraca zdanie: „to odkrycie zmusza do zmiany podręczników”. Tymczasem nie ma czegoś takiego jak podręczniki do paleolitu czy neolitu. Wszystko, co wiadomo na temat tych epok, to teorie, które zostały wykoncypowane na podstawie szczątkowych danych materialnych. Uznawanie każdej kolejnej za niepodważalny fakt, jest więc nieuprawnione także dlatego, że za chwilę może pojawić się nowe odkrycie lub ustalenie, które ją wykluczy.

Reklama