Reklama
Mormońska rodzina. Zdjęcie ilustruje praktykowaną w tej wspólnocie poligamię (1890 r.). Mormońska rodzina. Zdjęcie ilustruje praktykowaną w tej wspólnocie poligamię (1890 r.). Kean Collection / Getty Images
Człowiek

Człowiek nie jest ani zaprogramowanym monogamistą, ani urodzonym poligamistą. Jest elastyczny strategicznie

Nauka nie rozstrzyga sporów moralnych. Zamiast tego dostarcza narzędzi do bardziej realistycznego myślenia o relacjach. Bez idealizacji, ale też bez sensacji. [Artykuł także do słuchania]

Wyobraźcie sobie dom, w którym przygotowanie jednego posiłku wymaga oskubania 30 kurczaków, obrania 40 kg ziemniaków i ugotowania 60 kg ryżu. Tak wyglądała codzienność Ziony Chany, duchowego przywódcy z wioski Baktawng w Indiach, nim zmarł w czerwcu 2021 r. Chana przez kilkadziesiąt lat był głową najliczniejszej rodziny na świecie: miał 39 żon, 94 dzieci, 14 synowych i 33 wnuków. Łącznie: 181 osób żyjących pod jednym dachem, tworzących niezwykłą wspólnotę opartą na surowej dyscyplinie i szacunku. Chana był kiedyś członkiem Kościoła Lalpa Kohhran Thar (inna nazwa to Chhuan Thar Kohhran), ale w końcu założył własną sektę. Zdecydował się na tak liczną rodzinę, ponieważ wierzył, że poligamia przyczyni się do rozrostu społeczności wierzących, którzy mieli pewnego dnia rządzić światem u boku Jezusa. Przypadek Ziony Chany stanowi przedmiot analizy dla socjologów i antropologów. Badaczy struktur społecznych fascynuje ze względu na izolację jego grupy i jej zdolność do utrzymania spójności przy tak ogromnej liczbie członków. Indyjska sekta stworzyła własny ekosystem, w którym wielożeństwo było nie tylko stylem życia, ale fundamentem tożsamości religijnej i politycznej siły w regionie. Jej historia pokazuje, że w specyficznych warunkach kulturowych poligamia może stać się sprawnie działającą korporacją rodzinną.

Poligamia wcale nie jest reliktem. Nadal istnieją na świecie miejsca, gdzie mniej lub bardziej legalnie jest praktykowana. W USA żyje blisko 30 tys. radykalnych mormonów, którzy odrzucają oficjalny dogmat swojego Kościoła zakazujący wielożeństwa i tworzą związki poligyniczne (jeden mężczyzna, kilka żon). Także islam dopuszcza możliwość posiadania czterech małżonek pod warunkiem równego traktowania każdej z nich. Dla naukowców to wyjątkowo ciekawa przestrzeń badawcza. Rzut oka na historię naturalną naszego gatunku oraz analizę zachowań naszych najbliższych ewolucyjnych krewnych podważa tezę, jakoby monogamia była wpisana w ludzkie DNA jako jedyny „naturalny” tryb funkcjonowania. Antropolodzy nie zastanawiają się już, czy jesteśmy monogamiczni, lecz dlaczego zdecydowaliśmy się tacy być.

Członkowie rodziny Ziony Chany pozujący do wspólnego zdjęcia w 2011 r.Reuters/ForumCzłonkowie rodziny Ziony Chany pozujący do wspólnego zdjęcia w 2011 r.

Kontrakt społeczny

Potocznie monogamia często bywa utożsamiana z „naturalnym” porządkiem rzeczy. Jest traktowana jak domyślny model relacji, wpisany w ludzką biologię. Tymczasem badania antropologiczne i historyczne pokazują obraz znacznie bardziej złożony. W połowie XX w. Amerykanin George Peter Murdock opublikował „Ethnographic Atlas”, bazę danych na temat 1231 tradycyjnych społeczeństw z całego świata. Wyniki zaskakiwały: monogamia jako jedyna akceptowana forma małżeństwa występowała rzadko, w zaledwie 186 z nich. W zdecydowanej większości kultur dopuszczano poligynię, czyli możliwość posiadania kilku żon, choć w praktyce decydowała się na nią jedynie część mężczyzn (zwykle tych o najwyższym statusie społecznym lub ekonomicznym). Monogamia istniała więc nie jako uniwersalna norma, lecz jako jeden z możliwych wariantów współżycia społecznego.

Model monogamicznej rodziny jest stosunkowo świeżym wynalazkiem, narzuconym przez przejście na osiadły tryb życia i narodziny rolnictwa. Przed neolityczną rewolucją społeczności opierały się na systemach egalitarnych, w których dzielenie się zasobami, w tym seksualnymi, było kluczem do przetrwania. Tak przynajmniej twierdzą Christopher Ryan oraz Cacilda Jethá w książce „Sex at Dawn: The Prehistoric Origins of Modern Sexuality”. Uważają oni, że naszym przodkom w kulturach zbieracko-łowieckich, podobnie jak szympansom bonobo, seks nie służył wyłącznie prokreacji, lecz stanowił potężne narzędzie wzmacniania więzi społecznych, łagodzenia konfliktów i zapewniania spójności grupy. Argumentują przy tym, że idealizacja monogamii w społeczeństwach zachodnich jest sprzeczna z ludzką naturą, a nasze prehistoryczne korzenie sugerują bardziej egalitarny, poligamiczny model kojarzenia się, gdzie seks i wspólne wychowywanie dzieci były normą.

Kluczowym dowodem biologicznym, na który powołują się Ryan i Jethá, jest zjawisko dymorfizmu płciowego. U gatunków ściśle monogamicznych, takich jak gibony, samce i samice są niemal identycznej wielkości. U gatunków skrajnie poligamicznych, jak goryle, samiec jest sporo większy od samicy, co wynika z fizycznej rywalizacji o harem. Człowiek znajduje się mniej więcej pośrodku tej skali. Statystycznie większa masa ciała mężczyzn oraz anatomia układu rozrodczego sugerują, że nasza przeszłość ewolucyjna była naznaczona raczej konkurencją plemników i wielopartnerstwem, a nie izolacją w parach. Ale hipoteza Ryana i Jethy jest mocno krytykowana przez wielu antropologów. Bernard Chapais z Université de Montréal wskazuje, że przejście do trwałych więzi par było strategicznym ruchem, który pozwolił na wykształcenie skomplikowanych struktur pokrewieństwa. Dzięki możliwości określenia ojcostwa grupy mogły zawierać sojusze, co stało się fundamentem ludzkiej cywilizacji.

Stephanie Coontz, dyrektor organizacji Council on Contemporary Families, skupiającej badaczy zainteresowanych tematyką rodziny, zwraca uwagę, że upowszechnienie monogamii w świecie zachodnim wiązało się z rozwojem państw, prawa własności i chrześcijańskiej moralności. Monogamiczne małżeństwo miało stabilizować porządek społeczny, ograniczać konflikty o dziedziczenie i regulować relacje między płciami. Nie było więc prostą konsekwencją działania „natury”, lecz odpowiedzią na konkretne potrzeby społeczne. Tam, gdzie bogactwo było silnie skoncentrowane, a nierówności społeczne duże, poligynia stawała się sposobem reprodukowania statusu i władzy. Z kolei w społeczeństwach bardziej egalitarnych, o ograniczonych zasobach, dominowała monogamia. Nie jako ideał moralny, lecz jako praktyczne rozwiązanie. W tym ujęciu monogamia nie jawi się jako biologiczny przymus, lecz jako kulturowy kontrakt oparty na przesłankach ekonomiczno-politycznych.

Poligamia w świetle prawa

Poligamia jest jednym z najbardziej zróżnicowanych prawnie modeli relacji na świecie. Jej status zależy nie tylko od tradycji, lecz przede wszystkim od relacji między prawem świeckim a religijnym. W większości państw Europy, obu Ameryk oraz Azji Wschodniej jest nielegalna i może podlegać sankcjom karnym. W USA wielożeństwo jest zakazane zarówno na poziomie federalnym, jak i stanowym, choć w przeszłości praktykowano je w niektórych wspólnotach mormońskich. Dziś osoby żyjące w poligamii funkcjonują tam poza systemem prawnym, często w szarej strefie, choć i to powoli zaczyna się zmieniać. Do ciekawego precedensu doszło w 2020 r. w stanie Utah. Tamtejszy sąd zdekryminalizował poligamię wśród dorosłych (przestała być przestępstwem zagrożonym więzieniem, a stała się wykroczeniem o niskiej szkodliwości).

W części krajów o większości muzułmańskiej poligynia jest dozwolona, ale obwarowana restrykcjami. W Maroku, Indonezji czy Malezji mężczyzna musi uzyskać na wielożeństwo zgodę sądu, w niektórych przypadkach także zgodę pierwszej żony oraz wykazać zdolność finansową do utrzymania takiej rodziny. W praktyce więc poligamia dotyczy niewielkiego odsetka związków. Pozostała część krajów muzułmańskich wprowadziła całkowity zakaz poligamii w prawie świeckim. Przykładami są Tunezja, gdzie od 1956 r. wielożeństwo jest przestępstwem, lub Turcja, która zakazała go wraz z reformami prawa cywilnego w XX w. W wielu krajach Afryki Subsaharyjskiej poligamia jest prawnie uznawana. Funkcjonuje tam często równolegle kilka systemów prawnych: świecki, religijny i tradycyjny, co pozwala na formalne zawieranie małżeństw poligamicznych.

Prawo niemal nigdzie nie uznaje poliandrii (jedna kobieta, kilku mężczyzn), a regulacje dotyczące poligamii koncentrują się głównie na kwestiach dziedziczenia, odpowiedzialności finansowej oraz ochrony kobiet i dzieci. Z perspektywy prawnej poligamia pozostaje więc modelem wyjątkowym, funkcjonującym na styku prawa, religii i obyczaju. To właśnie ten konflikt porządków sprawia, że jest ona przedmiotem debat nie tylko kulturowych, lecz także legislacyjnych.

Zuluski wojownik z pięcioma żonami na archiwalnej fotografii z 1905 r.MEPL/ForumZuluski wojownik z pięcioma żonami na archiwalnej fotografii z 1905 r.

Elastyczność strategiczna

Jeśli przyjmiemy, że to kultura narzuciła nam monogamię, musimy zapytać, co na to nasze ciało. Biologia człowieka bowiem nie jest jednoznaczna. Przypominamy układankę, w której ewolucja pomieszała elementy typowe dla samotnych par z tymi, które charakteryzują gatunki żyjące w rozwiązłych grupach. Klucz do zrozumienia tego rozdarcia leży w neurochemii oraz w strategiach doboru partnera, które przez dekady analizował prof. David Buss, psycholog ewolucyjny z University of Texas w Austin. W pracy „Ewolucja pożądania” wskazuje on, że ludzka psychika wykształciła mechanizmy dostosowane do obu modeli relacji. Z jednej strony posiadamy systemy motywacyjne skłaniające do tworzenia trwałych więzi, z drugiej – zarówno kobiety, jak i mężczyźni wykazują ewolucyjne przystosowania do poszukiwania partnerów poza głównym związkiem. Według badacza krótkoterminowe kontakty seksualne u naszych przodków mogły służyć zdobywaniu lepszych genów lub dodatkowych zasobów.

Fundamentem wiedzy w tym zakresie są badania nad nornikami preriowymi, które stały się modelem do zrozumienia ludzkich więzi. Jak wskazuje biolog Thomas Insel, wieloletni dyrektor National Institute of Mental Health, gęstość receptorów wazopresyny w mózgu decyduje o tym, czy dany osobnik pozostanie wierny jednemu partnerowi. U ludzi jednak system ten jest bardziej złożony. Choć oksytocyna (często nazywana hormonem przywiązania) uwalnia się podczas orgazmu i karmienia piersią, wzmacniając więź, nie działa jak biologiczny knebel na pożądanie wobec innych osób. Ludzki mózg jest wyposażony w układ nagrody oparty na dopaminie, który silnie reaguje na nowość. „Nasz gatunek biologicznie dąży do przywiązania, ale psychicznie jest stymulowany przez nowość. To paradoks sprawiający, że monogamia to dla nas wyzwanie, a nie stan spoczynku” – sugeruje biolog ewolucyjny Justin Garcia z Kinsey Institute, autor badań nad zachowaniami seksualnymi, m.in. genem receptora dopaminy D4 (DRD4), którego warianty bywają łączone z większą skłonnością do poszukiwania nowych doznań seksualnych.

Poligyniczny model życia społecznego istnieje wśród goryli. Samiec ma zazwyczaj kilka samic, do których broni dostępu.BE&WPoligyniczny model życia społecznego istnieje wśród goryli. Samiec ma zazwyczaj kilka samic, do których broni dostępu.

Antropolog Helen Fisher w książce „Anatomia miłości” opisuje trzy względnie niezależne układy neurobiologiczne związane z relacjami: popęd seksualny, romantyczne zauroczenie i przywiązanie. Każdy z nich ma inne podstawy neurochemiczne i może funkcjonować w różnych konfiguracjach. „Odrębność tych systemów tłumaczy, dlaczego ludzie potrafią doświadczać głębokiej więzi z jedną osobą, a jednocześnie odczuwać pociąg do innych” – wyjaśnia Fisher. Biologia nie narzuca więc jednego modelu relacji, lecz dostarcza mechanizmów, które kultura organizuje na różne sposoby. Z biologicznego punktu widzenia nie jesteśmy więc ani zaprogramowanymi monogamistami, ani urodzonymi poligamistami. Jesteśmy elastyczni strategicznie. Nasze geny dają nam narzędzia do tworzenia głębokich wyłącznych więzi, ale jednocześnie premiują poszukiwanie różnorodności genetycznej i stymulacji. To, który z tych systemów przejmie stery, zależy często nie od biologii, lecz od kontekstu społecznego i indywidualnych decyzji.

Kompromis społeczny

Skoro biologia sugeruje naszą strategiczną elastyczność, kluczowe pytanie przenosi się na grunt psychologii: czy ludzka psychika może udźwignąć relację, w której wyłączność seksualna nie istnieje? Przez dekady paradygmat psychologiczny zakładał, że zazdrość jest ewolucyjnym bezpiecznikiem, a jej brak musi prowadzić do patologii więzi. Współczesne analizy podważają te założenia, rzucając nowe światło na mechanizmy satysfakcji i zaufania. W 2017 r. w piśmie „Perspectives on Psychological Science” opublikowano badania zespołu Terri Conley z University of Michigan. Naukowcy przeanalizowali poziom satysfakcji, zaufania oraz zazdrości u osób pozostających w związkach monogamicznych i niemonogamicznych. Wyniki okazały się zaskakujące dla tradycyjnej psychologii: osoby w relacjach typu poliamoria czy związki otwarte deklarowały poziom satysfakcji z życia seksualnego i emocjonalnego niemal identyczny, a w niektórych aspektach wyższy niż osoby w związkach tradycyjnych. Współczesna psychologia przesuwa więc punkt ciężkości z pytania o to, czy to działa, na pytanie o to, w przypadku kogo to działa. Dane potwierdzają, że dla części populacji rezygnacja z wyłączności przy jednoczesnym zachowaniu transparentności nie tylko nie niszczy więzi, ale może stanowić antidotum na rutynę i poczucie ograniczenia, które bywa destrukcyjne w długoletnich układach monogamicznych.

Jednym z najsilniejszych argumentów podnoszonych przeciwko niemonogamicznym modelom relacji jest obawa o dobrostan najmłodszych. W powszechnym przekonaniu stabilność rozwoju dziecka nierozerwalnie wiąże się z modelem rodziny monogamicznej. Ale socjologowie rodziny zaczynają rysować znacznie bardziej złożony obraz struktur wielopartnerskich. Kompleksowych danych w tym zakresie dostarcza dr Elisabeth Sheff, która przez ponad 15 lat prowadziła pionierskie badania rodzin poliamorycznych. W książce „The Polyamorists Next Door. Inside Multiple-Partner Relationships and Families” analizuje ona życie dzieci dorastających w domach, gdzie rodzice pozostają w relacjach z więcej niż jednym partnerem. Okazuje się, że dzieci w takich strukturach często korzystają ze zjawiska, które Sheff nazywa siecią wsparcia. Większa liczba zaangażowanych dorosłych przekłada się na większą dostępność zasobów: nie tylko finansowych, ale przede wszystkim czasowych i emocjonalnych. „Dzieci w rodzinach poliamorycznych często mają do czynienia z większą liczby dorosłych mentorów, którzy mogą służyć pomocą w nauce, transportem na zajęcia dodatkowe czy wsparciem emocjonalnym. Zamiast dwóch opiekunów dziecko ma trzech lub czterech, co rozładowuje napięcie typowe dla przeciążonych pracą rodziców w modelu monogamicznym” – pisze autorka. Wnioski płynące z badań socjologicznych są klarowne: dzieci potrzebują stabilnej więzi, przewidywalności i miłości. Nauka nie znalazła na razie dowodów na to, by fakt posiadania przez rodziców więcej niż jednego partnera – przy zachowaniu etycznych zasad – negatywnie wpływał na rozwój psychoseksualny czy sukcesy w nauce ich potomstwa.

Menna Barlow z Ablem Morrisonem, jego pozostałymi żonami i dziećmi podczas ślubu w Arizonie. Współczesny przykład poligamii w fundamentalistycznej wspólnocie mormońskiej w Utah.Zuma/ForumMenna Barlow z Ablem Morrisonem, jego pozostałymi żonami i dziećmi podczas ślubu w Arizonie. Współczesny przykład poligamii w fundamentalistycznej wspólnocie mormońskiej w Utah.

Antropologia nie idealizuje poligamii. Badacze zgodnie wskazują na jej ambiwalentne skutki społeczne. Analizy porównawcze, prowadzone m.in. przez Josepha Henricha („The puzzle of monogamous marriage”), sugerują, że społeczeństwa z dominującą poligynią charakteryzowały się większymi nierównościami między mężczyznami, silniejszą rywalizacją i częstszą przemocą wewnętrzną. To właśnie te obserwacje pojawiają się w dyskusjach o tym, dlaczego w wielu regionach świata – wraz z rozwojem państwowości i prawa – poligamia była stopniowo ograniczana lub wypierana przez monogamię. Również biolog ewolucyjny prof. Richard Dawkins w „Samolubnym genie” zwraca uwagę na ewolucyjne podstawy konfliktów wewnątrz rodzin poligamicznych. Z perspektywy genetycznej konieczność dzielenia zasobów między niespokrewnione bezpośrednio jednostki (np. dzieci różnych matek w obrębie jednego gospodarstwa) jest naturalnym zarzewiem konfliktów, których model monogamiczny, mimo swoich wad, pozwala unikać.

Analizy te stanowią niezbędny kontrapunkt wobec entuzjastycznych wizji poligamii, przypominając, że stabilność monogamii nie wynika jedynie z nakazów religijnych, ale z jej funkcji jako rozjemcy w biologicznej i społecznej walce o zasoby. Z perspektywy antropologicznej poligamia nie jest ani reliktem „prymitywnych” kultur, ani uniwersalnym wzorcem ludzkich relacji. Jest elastyczną instytucją społeczną, która w różnych warunkach pełniła odmienne funkcje: ekonomiczne, demograficzne i polityczne.

Poligamia w historii Zachodu

Choć dziś monogamia uchodzi na Zachodzie za oczywisty fundament prawa rodzinnego, jej dominacja jest stosunkowo późnym i historycznie uwarunkowanym zjawiskiem, a nie niezmienną tradycją od zarania dziejów. W świecie grecko-rzymskim monogamia była normą prawną, ale nie oznaczała wyłączności seksualnej. Małżeństwo służyło przede wszystkim dziedziczeniu i budowało porządek społeczny, a relacje pozamałżeńskie – zwłaszcza męskie – były tolerowane. Decydujący zwrot nastąpił wraz z rozwojem chrześcijaństwa, które stopniowo nadało monogamii wymiar moralny i sakramentalny, wzmacniając jej pozycję jako jedynej „właściwej” formy małżeństwa. Kościół katolicki konsekwentnie promował monogamiczne małżeństwo jako fundament ładu społecznego, ograniczając wielożeństwo elit i porządkując kwestie dziedziczenia. Historycy podkreślają, że była to nie tylko decyzja religijna, lecz także polityczna – monogamia sprzyjała utrzymaniu własności i władzy w rodzących się państwach europejskich.

Do ostatnich przypadków poligamii w świecie zachodnim należała praktyka wielożeństwa wśród mormonów w Stanach Zjednoczonych. Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich uznawał ją w XIX w. za element doktryny religijnej, co doprowadziło do ostrego konfliktu z prawem federalnym. Seria ustaw antypoligamicznych oraz orzeczeń amerykańskiego Sądu Najwyższego przesądziła o jej nielegalności, a w 1890 r. Kościół oficjalnie z niej zrezygnował.

Ostateczne zwycięstwo monogamii w prawie zachodnim nastąpiło wraz z rozwojem nowoczesnych państw narodowych. Jednożeństwo stało się standardem w kodeksach cywilnych, ponieważ ułatwiało egzekwowanie prawa rodzinnego, alimentów i zasad dziedziczenia oraz wzmacniało równość obywateli wobec prawa. Prymat monogamii na Zachodzie nie był prostym odzwierciedleniem „natury człowieka”, lecz efektem splotu interesów religii, polityki i prawa.

Bez dogmatów

W świetle współczesnej wiedzy biologia i kultura nie stoją po przeciwnych stronach barykady. Tworzą raczej układ naczyń połączonych, w którym biologiczne predyspozycje umożliwiają różne formy relacji, a kultura wybiera spośród nich te, które w danym momencie historycznym uznaje za najbardziej funkcjonalne. To dlatego ani monogamia, ani poligamia nie mogą być uznane za ostateczną „normę natury”. Są odpowiedziami na zmieniające się warunki społeczne, wpisanymi w biologiczne możliwości człowieka, ale nie są przez nie jednoznacznie przesądzone.

Z perspektywy nauki kluczowe przestaje więc być pytanie, który model relacji jest „naturalny”. Ważniejsze staje się to, w jakich warunkach różne modele funkcjonują względnie stabilnie i z jakimi kosztami psychicznymi oraz społecznymi się wiążą. Psychologia relacji konsekwentnie pokazuje, że dobrostan partnerów zależy przede wszystkim od jakości więzi, jasności zasad i zgodności relacji z potrzebami jej uczestników, a nie od samej liczby osób w związku. Nauka nie rozstrzyga sporów moralnych. Zamiast tego dostarcza narzędzi do bardziej realistycznego myślenia o relacjach. Bez idealizacji, ale też bez sensacji. Monogamia przestaje być naturalnym stanem, a poligamia – egzotycznym odstępstwem. Obie stają się elementami szerokiego repertuaru ludzkich strategii budowania więzi, których sens można ocenić dopiero wtedy, gdy spojrzymy na nie przez pryzmat danych, a nie dogmatów.

Wiedza i Życie 3/2026 (1095) z dnia 01.03.2026; Antropologia; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Ewolucja wierności"
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną