„Mamo, kiedy kupisz mi telefon?” i „nasi przyszli”. O archeologii wojny, która wciąż trwa w Ukrainie
W marcu 2022 r. rosyjscy żołnierze zamknęli w piwnicy szkoły we wsi Jahidne w Ukrainie 368 cywilów, w tym 69 dzieci. Przez 27 dni ludzie byli stłoczeni na około 200 m kw., bez dostępu do sanitariatów, z minimalną ilością wody i jedzenia, w dusznym, zawilgoconym pomieszczeniu. Część uwięzionych zmarła z wycieńczenia. Dr Grzegorz Kiarszys z Uniwersytetu Szczecińskiego i Marek Lemiesz z Narodowego Instytutu Dziedzictwa – autorzy artykułu w „Antiquity” – rekonstruują tę historię nie przez relacje świadków, ale przez rzeczy, napisy, rysunki i zniszczoną przestrzeń.
Przeszłość, która nawiedza teraźniejszość
Na ścianach piwnicy zachowały się dziecięce rysunki – ukraińskie flagi, ale też kwiaty, słońce, motyle, postacie z gier, fantastyczne stwory. Obok nich napisy: „Hello”, „No exit”, a także pytanie zapisane dziecięcą ręką: „Mamo, kiedy kupisz mi telefon?”. Dorośli z kolei zostawili kalendarze odliczające dni niewoli i listy zmarłych. Jeden z napisów odnotowuje moment wyzwolenia – „nasi przyszli”. To szczegóły, które najlepiej pokazują, że w piwnicy nie tkwiła anonimowa masa ofiar, tylko konkretni ludzie próbujący zachować resztki normalności.
Na górze pozostały ślady okupantów, takie jak puste racje wojskowe, propagandowe gazety, niedopałki papierosów, słoiki z kiszonkami, fragmenty wyposażenia i także napisy na ścianach. Z pozoru to zwykły bałagan po czyimś pobycie. W istocie – materialny zapis przemocy. Archeologia od dawna uczy, jak wiele da się wyczytać z odpadków, resztek jedzenia, prowizorycznych legowisk i bazgrołów na ścianie. W Jahidnem właśnie takie rzeczy stały się dowodem i nośnikiem pamięci.
Badacze sięgnęli także po obrazy satelitarne z marca 2022 r. Widać na nich zniszczoną wieś, ślady ciężkiego sprzętu, umocnienia, uszkodzony budynek szkoły, a nawet cienie żołnierzy. Nie widać oczywiście ludzi stłoczonych w piwnicy. Autorzy interpretują to przez koncepcję hauntologii (widmologii) Jacques’a Derridy. Centralną figurą jest tu widmo. „Powstaje [ono] z nierozwiązanych wydarzeń z przeszłości, często zakorzenionych w bolesnych i niepokojących ludzkich doświadczeniach, takich jak omawiana tu zbrodnia wojenna w Jahidne – piszą badacze. – Od tego momentu widmo powraca nieproszone i często niespodziewanie, nawiedzając teraźniejszość i kierując refleksję ku temu, co utracone i jaka mogła być przyszłość. Jego nawrót zakłóca chronologiczną ciągłość czasu i pewność epistemiczną. Jest ono zawsze czymś, co dopiero nastąpi, nigdy w pełni obecne i z natury niekompletne. Widma nie powinny być jednak postrzegane jako zwykłe wspomnienia bytów materialnych, lecz jako ślady nierozwiązanych różnic – etycznych, historycznych, społecznych i politycznych”.
Badania, które nie są prowokacją
Praca Kiarszysa i Lemiesza wpisuje się w szerszy nurt zwany archeologią teraźniejszości albo archeologią współczesności. To dziedzina, która zajmuje się nie tylko pradziejowymi osadami czy rzymskimi ruinami, ale również opuszczonymi bazami wojskowymi, ruinami fabryk, śmietniskami, miejscami protestów, pozostałościami po katastrofach i śladami codziennego życia sprzed kilku czy kilkunastu lat. Kiedyś takie badania wydawały się prowokacją albo intelektualną zabawą. Dziś widać wyraźnie, że bez nich trudno zrozumieć świat, w którym rzeczy produkowane masowo i pozornie banalne równie dobrze jak starożytne zabytki opowiadają o ludziach, władzy, lęku i przemocy.
Z tego nurtu wyrosła też archeologia totalitaryzmów i wojen – szczególnie ważna w naszej części Europy. Bada ona masowe groby, obozy, miejsca egzekucji, pola bitew, zniszczone wsie i miasta. A także to, co bardziej kruche i codzienne, jak guziki, medaliki, dziecięce zabawki, naczynia, prowizoryczne notatki, ślady po kulach, improwizowane schronienia. W takim ujęciu archeologia nie jest już tylko nauką o odległej przeszłości, lecz także formą dokumentowania przemocy i przywracania głosu tym, których próbowano wymazać. Dlatego tak często spotyka się dziś z antropologią sądową, genetyką, kryminalistyką i badaniami pamięci.
Jahidne jest przykładem szczególnym, bo tu przeszłość jeszcze się nie domknęła. Mieszkańcy nie chcą, by szkoła znów po prostu była szkołą. Ma stać się muzeum i miejscem pamięci. W tym kontekście pojawia się zresztą najciekawsza teza artykułu polskich badaczy: dziedzictwo nie zawsze rodzi się po wiekach. Czasami powstaje niemal natychmiast, z potrzeby zachowania śladów czegoś, czego nie wolno zapomnieć. Archeolog nie przychodzi więc dopiero wtedy, gdy mury się zawalą. Bywa potrzebny właśnie teraz, kiedy ślady są jeszcze świeże, a spór o ich sens wciąż trwa.
To nadaje tej pracy dodatkową wagę. Wojna w Ukrainie nadal trwa – codziennie pojawiają się doniesienia o kolejnych zmasowanych rosyjskich atakach dronowych. Równocześnie na Bliskim Wschodzie gwałtownie zaostrza się konflikt związany z wojną przeciw Iranowi. UNESCO alarmuje przy tym o zagrożeniu dla zabytków i miejsc dziedzictwa w całym regionie. Archeologia współczesności bada świat, który wciąż pęka na naszych oczach. I może właśnie dlatego jej ustalenia bywają tak przejmujące. Bo pokazują, że historia nie zawsze leży głęboko pod ziemią. Czasem jest tuż obok – na ścianie piwnicy, w plastikowym kubku, w dziecięcym rysunku, w kalendarzu z odhaczanymi dniami i w słoiku ogórków zostawionym przez żołnierzy.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: Spectres of violence: contemporary archaeology of the Yahidne war crime