Shutterstock
Opinie

­­Algorytmy karmią się chaosem w emocjach

Ludzkość najpierw coś wynajduje, a potem uczy się, jak z tego mądrze korzystać. Przy okazji niekiedy musi zweryfikować fundamenty całej kultury.

Jest w naszej kulturze pewien problem z emocjami: nie są one odpowiednio w niej ujęte. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że dla przeciętnego człowieka świat uczuć jest niezwykle płaski: jest ich w nim mało, ledwie kilka, może kilkanaście i dzielą się na dwie proste kategorie – dobre i złe. Tylko nie do końca wiadomo, skąd się one wszystkie biorą i dlaczego. Krótko mówiąc: po co są?

Precyzyjniej rzecz ujmując, odpowiedź na to pytanie jest szczególnie kłopotliwa w przypadku emocji takich jak żal, smutek czy złość. Z dobrymi takiego problemu nie ma – je można i należy przeżywać, a nawet w sobie wywoływać na różne sposoby. (Czyż łyk kawy, oprócz delikatnego orzeźwienia, ich nie rodzi?).

Niestety powyższy obraz nie jest trafny.

Po pierwsze, doznawanie emocji jest niezależne od woli. Trudno je więc nazywać złymi czy dobrymi, ponieważ określenia te mają silne konotacje etyczne. Trafniej jest je określać, jako przyjemne czy nieprzyjemne, albo takie, które przeżywa nam się łatwo lub trudno.

Po drugie, ich spektrum jest znacznie szersze. Niektóre listy wymieniają emocji grubo ponad setkę.

Po trzecie, ich pojawianie się i zanikanie ma związek z potrzebami. Gdy są zaspokojone, pojawiają się emocje przyjemne, w przeciwnym wypadku przeżywamy emocje przykre. Ja lubię o nich myśleć jak o energii, która pojawia się we mnie i z której mogę czerpać siłę do zmiany sytuacji.

Problem z emocjami nasila się, gdy jest ich tak wiele albo są tak trudne, że nie sposób ich wyrazić. Kultura i normy społeczne nie przychodzą tu z pomocą. Jedną ze strategii w takiej sytuacji jest ucieczka, przykrycie problemu emocjami przyjemnymi, łatwymi i społecznie akceptowanymi. Jak to zrobić?

Jak przekonują autorzy filmu dokumentalnego Dylemat społeczny (The Social Dilemma 2020, reż. Jeff Orlowski) można to zrobić sięgając po smartfon. Wejście na jakikolwiek portal społecznościowy szybko i łatwo dostarcza przyjemnej pożywki dla sfery naszych emocji. Możemy godzinami scrollować treści, zapominając o problemach dnia codziennego, złości, frustracji i zmęczeniu.

Mechanizmy funkcjonowania tych mediów – mówią jednak – utrudniają nam wyjście z łańcucha uzależnienia. Czas naszej bezczynności jest dla właściciela portalu czasem straconym, ponieważ nic wtedy nie zarabia. Stąd powiadomienia, byśmy wrócili. Algorytm, który to robi, uczy się nas tak, jak my uczymy się zwyczajów nowego sąsiada. Ponieważ jest cyfrowy, robi to celująco. W końcu podsyła nam treści idealnie pasujące do profilu naszej osobowości. I nie umiemy już ze smartfona wyjść. Co z tym zrobić?

Ja widzę to tak: ludzkość najpierw coś wynajduje, a później dopiero goni ten wynalazek w sferze zachowań, dostosowując normy i zachowania społeczne do nowych standardów. Początki smartfonów sięgają lat 90., ale popularność zyskały niedawno. W 2013 roku sprzedano ich więcej niż tradycyjnych telefonów. Dopiero się sprawdzamy, jak się z nimi obchodzić. Moim zdaniem ma to wyraźny związek z emocjami.

Widzę tu mniej więcej taką analogię: tak jak nie umieliśmy sobie poradzić z emocjami, tak teraz nie umiemy sobie poradzić ze smartfonami. Rozwiązanie jednego problemu będzie nas przybliżać do rozwiązania drugiego.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną