Brachiozaury. Brachiozaury. Shutterstock
Środowisko

Jeden dinozaur wiosny nie czyni

Wielkie wymieranie sprzed 66 milionów lat nastąpiło wiosną – donoszą jedni badacze. Ale inni są sceptyczni.

Tamta wiosna przyniosła śmierć – donoszą media. Dinozaury konały w pierwszych promieniach słońca – piszą – streszczając pracę naukową opublikowaną przed paroma dniami w magazynie „Nature”. A badania, których wyniki owa publikacja przedstawia, przedstawiają jako zaskakujące i przełomowe. Dzikie konie wyobraźni ruszyły w medialny step. Tymczasem prawda jest bliska prawdzie radia Erewań.

Czytelnicy pytają: Czy to prawda, że dinozaury wyginęły wiosną? Radio Erewań odpowiada: Tak, to prawda, tylko niekoniecznie dinozaury, niekoniecznie wyginęły, kataklizm niekoniecznie miał coś wspólnego z wymieraniem kredowym, a i badaczom, którym zawdzięczamy owe nowiny, nie należy ufać bezgranicznie.

Materiał kopalny poddany analizie pochodzi ze stanowiska Tanis w Dakocie Północnej. Jeśli Tanis nie kojarzy się z czymś realnym, to słusznie, bo to nazwa fikcyjnego egipskiego miasta, o którym mowa w „Poszukiwaczach zaginionej Arki”. W pozafilmowym kontekście pierwszy raz wspomniano o nim na łamach „New Yorkera” w 2019 r., w tekście poświęconym badaniom Roberta DePalmy z University of Kansas i jego współpracowników.

Tanis, stanowisko odkryte w 2008 r. przez Steve’a Nicklasa i Roba Sula, ujawniło zupełnie niebywałe bogactwo – znaleziono w nim pełno świetnie zachowanych delikatnych okazów pradawnych ryb, organizmów morskich, nieistniejących dziś roślin, prehistorycznych ssaków. Były też kości dinozaurów oraz ich jaja. Choć tych ostatnich na tyle niewiele, że wyciąganie jakichkolwiek ogólnych wniosków obciążone jest dużym błędem.

Tanis – pocztówka z katastrofy

Za jedną z zasadniczych przypuszczalnych przyczyn zagłady dinozaurów (oraz pterozaurów, amonitów, niezliczonych gatunków wodnych, w tym wszystkich gadów) uważa się planetoidę, która 66 mln lat temu uderzyła na granicy Zatoki Meksykańskiej i półwyspu Jukatan, czego efektem był krater dziś zwany Chicxulub. Oraz globalny kataklizm, którego jednym z elementów były monumentalne wstrząsy tektoniczne, która przetoczyły się przez cały glob.

Hipoteza DePalmy była następująca: Tanis jest wprawdzie oddalone o ponad 3 tys. km od miejsca impaktu, ale dziesięć minut po nim trzęsienie ziemi wzburzyło wody tamtejszego płytkiego morza, powodując fale dziesięciometrowej wysokości. Żyjące tam organizmy wyrzuciło na brzeg, ku ich zgubie, mieszając z piachem i osadami. Widok musiał być apokaliptyczny, bo z nieba padał wtedy deszcz tektytów, drobin szkliwa pochodzących z roztrzaskanej planetoidy. Wiele ich w Tanis. Tamtejsze skamieniałości to niepowtarzalny, zatrzymany kadr z tego, co działo minuty czy godziny po kataklizmie na Jukatanie.

Wnioski DePalmy były wielokrotnie kwestionowane przez innych uczonych. Przede wszystkim dlatego, że brakowało im opisu geologicznego i chemicznego miejsca, które badał. Nie ma więc jasności, czy badane przez niego materiały należy wiązać z upadkiem planetoidy, czy z jakąś inną, wcześniejszą katastrofą. Tymczasem dostęp do stanowiska jest, jak twierdzą krytycy, utrudniany (ściśle limitowana liczba naukowców).

During – czytająca z kości

Jedną z niewielu osób, którym udało się dostać pozwolenie na prowadzenie badań na stanowisku Tanis była Melanie During, doktorantka z Uppsala Universitet. „To wygląda jak wypadek samochodowy zatrzymany w czasie – mówi magazynowi „Nature”. – Ryby zawinięte wokół gałęzi – widać, że fale wszystko przemieściła”. During ze swoim międzynarodowym zespołem (Szwecja, Holandia, Belgia, Francja) przyjrzała się tym skamieniałym rybom bardzo dokładnie.

Zwróciła uwagę na widoczne w ich kościach tzw. pasma przyrostu. Wydaje się, że tkanki rosną bowiem szybciej wiosną, kiedy pożywienia jest w bród, a wolniej zimą, tworząc charakterystyczne, równoległe, widoczne pod mikroskopem linie. Ostatnia chronologicznie rzecz biorąc, wyznacza więc porę roku, kiedy kość przestała rosnąć, czyli chwilę śmierci jej posiadacza.

Tyle wiedział już DePalma. Zespół During poszedł sporo dalej – wykonał wysokiej rozdzielczości obrazy tomograficzne kilku kości znalezionych w Dakocie Północnej. To ciekawe samo w sobie, bo badacze pradawnych ryb wykorzystali w tym celu potężny miotacz promieniowania rentgenowskiego – synchrotron Europejskiego Ośrodka Promieniowania Synchrotronowego w Grenoble. Prześwietlili kości, a także przeprowadzili badania izotopowe, czyli sprawdzili zawartość różnych „rodzajów” węgla w pasmach (zależną od ilości planktonu spożywanego przez ryby).

Wyniki tych dwutorowych dociekań sugerują zdaniem During, że do masakry doszło tuż po rozpoczęciu okresu wzrostu. A z tego można wysnuć wniosek, że i planetoida musiała uderzyć w Ziemię wiosną. Tym bardziej, że małe tektyty, które opadły na Dakotę z nieba, znajdują się tylko w skrzelach ryb, nie w ich przewodach pokarmowych, co by oznaczało, że umarły natychmiast.

Ryba – niezmiennie milcząca

Podobnie jak w przypadku wniosków DePalmy, tak i w tym, wątpliwości jest wiele. Czy z paru zaledwie próbek można wyciągać tak ogólne wnioski? Czy w ogóle można stwierdzić cokolwiek na podstawie obserwacji pasm przyrostu, o których genezie generalnie wiadomo bardzo niewiele?

A może owe ryby wcale nie padły ofiarą wielkiego kataklizmu, a ich martwe już od lat ciała zostały tylko przywleczone przez wstrząsy? Dlaczego During nie cytuje, ani nie wspomina w swojej publikacji o pracy DePalmy, mimo iż idzie tym samym tropem co on, swoje niemal identyczne wnioski formułuje na podstawie tych samych znalezisk?

Zatem – coś ważnego wydarzyło się na półkuli północnej wiosną 66 mln lat temu, ale nie wiadomo, co dokładnie. Wiadomo natomiast, że więcej szczęścia miały stworzenia szykujące się do zimowania na półkuli południowej. Niektóre z nich, małe ssaki, mają najpewniej coś wspólnego z naszym późniejszym pojawieniem się na Ziemi.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną