Shutterstock
Środowisko

Mała roślina podważa miejskość stolicy

Koniczyna biała, której niestraszny beton i susza, jest idealnym gatunkiem do badania ewolucji flory miast i wsi. Ujawniła właśnie zaskakujące fakty.

Od kilku lat intensywnie rozwijają się badania nad ewolucją organizmów miejskich. Naukowcy zajmujący się tą tematyką utworzyli zespół Global Urban Evolution Project, GLUE. W jego skład wchodzą m.in. badacze z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego, tworzący Laboratorium Ewolucji i Ekologii w Mieście kierowane przez Martę Szulkin. Kilka dni temu prawie 300 naukowców związanych z GLUE opublikowało w „Science” artykuł o wpływie warunków miejskich na koniczynę białą. To pospolity gatunek łąkowy, który równie dobrze czuje się w parkach i na trawnikach, jak na placach budowy i przeciwnie – wyburzeń. Czyli nie stroni od człowieka.

Marta Szulkin i jej współpracowniczka Justyna Szulc zebrały okazy rośliny od warszawskiego Powiśla po łąki pod Górą Kalwarią, po czym przeanalizowały pod kątem biochemicznym i genetycznym. Podobnie uczynili biolodzy w 160 innych miastach i okolicach na świecie. Było to możliwe dzięki temu, że koniczyna biała żyje dziś nie tylko w eurazjatyckiej ojczyźnie, ale dokonała inwazji na południową Afrykę, Australię i obu Amerykach.

Analizy genetyczne wskazują, że osobniki miejskie i wiejskie mają podobną zmienność. Nie ma bowiem dla nich wielkich barier i populacje w danej okolicy łatwo wymieniają się genami. Mimo to niektóre cechy nie są rozłożone równomiernie.

Czasem zdarza się, że wszystkie osobniki zarówno w mieście, jak i pod nim, wytwarzają cyjanowodór. Czasem przeciwnie – prawie żadne w danej okolicy nie potrafią tego robić. Jednak dość często jest tak, że rośliny miejskie i wiejskie robią to w różnych proporcjach. Nierzadko wśród koniczyn miejskich cyjanowodorogenna jest jedna czwarta czy jedna trzecia osobników, podczas gdy u ich wiejskich sąsiadów ten udział rośnie do stu procent. Bywa jednak, że różnice są mniej wyraźne.

Nie do końca oczywisty, ale statystycznie zauważalny jest związek między proporcją roślin cyjanowodorogennych a potencjalną ewapotranspiracją, czyli zdolnością podłoża i zasiedlających go roślin do parowania. Sugeruje to, że rośliny rosnące tam, gdzie są bardziej narażone na suszę, wytwarzają cyjanowodór.

Cyjanowodór jest, jak można się domyślić, toksyczny (w wodzie tworzy też słaby kwas zwany popularnie pruskim). Produkujące go osobniki są omijane przez niektórych bezkręgowych roślinożerców. Tych jest z reguły więcej na wsi, więc nie jest zaskoczeniem, że tam właśnie łatwiej spotkać rośliny genetycznie zdolne do wytwarzania cyjanowodoru. Taką sytuację stwierdzono pięć razy częściej niż odwrotną.

Co ciekawe warszawskie (i podwarszawskie) koniczyny znalazły się wśród kontrprzykładów. Czyżby podważały miejskość stolicy?

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną