Shutterstock
Środowisko

Jestem z miasta, więc jestem biologiem

My, twarde, zaradne mieszczuchy, też jesteśmy częścią przyrody i to pozwala nam lepiej ją zrozumieć. Możemy zmienić sposób uprawiania nauki.

Od 1970 r. Dzień Ziemi ma skłaniać ludzkość do refleksji nad pożytkami przyrody i działaniami, jakie możemy podjąć, by promować zrównoważony rozwój. To szlachetna prośba, zwłaszcza w świetle kryzysu klimatycznego. Ale szczerze mówiąc, to nie działa. Sama refleksja nie wystarczy.

W tym roku zastanówmy się też, jak pełne aktywności biologicznej jest środowisko miejskie. Jak miasta, których rola dla przyszłości klimatu jest kluczowa, mogą stać się inkubatorem spostrzegawczych ekologów, zdolnych do zauważania złożoności zjawisk przyrodniczych. Naukowców, którzy wprowadzą nas w lepszą biologiczną przyszłość.

Jestem czarnoskórą biolożką, badaczką dzikiej przyrody Filadelfii. Środowisko, w którym zdobywałam wiedzę naukową, znacznie różniło się od tego, które znałam jako dziewczyna z miasta. Moja w nim obecność podważała nie tylko stereotyp myślenia o wyglądzie biologa, ale także o jego pochodzeniu. Teraz, gdy jestem profesorką jednej z najsłynniejszych uczelni ekologicznych w kraju, mogę powiedzieć, że moje miejskie pochodzenie jest atutem. Mieszczuchy, od Dakaru przez Dallas po Delhi, przynoszą ze sobą umiejętności czyniące z nich lepszych biologów.

Żyjący poza tradycyjną dychotomią

Pracując jako ekolożka podróżuję po świecie, badam zachowania i interakcje drapieżników – lwów, tygrysów i niedźwiedzi. Myję się w rzekach, śpię w namiotach, załatwiam do dołka w ziemi, uciekam przed słoniami, skaczę z helikopterów, pokonuję po 20 kilometrów dziennie. Poligon doświadczalny, który teraz udostępniam młodym naukowcom badającym złożoność środowiska naturalnego jest daleki od tego, w który zostałam wrzucona, gdy zdecydowałam się zająć ekologią.

Umiejętności zawodowe zdobywałam w jednolitym środowisku: zamieszkałym przez ludzi o białym kolorze skóry, w wiejskim i położonym wśród zieleni krajobrazie. Wyróżniałam się wśród moich rówieśników tym, że nie miałam doświadczeń związanych z biwakowaniem, wędkowaniem, polowaniem, ani nawet wędrowaniem. Oni wydawali się stworzeni do robienia kariery w kontekście zdefiniowanym przez ich białych poprzedników. Ja musiałam dopiero zrozumieć, że moją pierwszą szkołą wiedzy o środowisku naturalnym było miasto rodzinne – leżące nad wodą, z czterema porami roku, obfitością wiewiórek, szeregowcami i festiwalami. Ekologia dotyczy interakcji między gatunkami, dynamicznymi w przestrzeni i czasie. W Filadelfii widziałam dzikie koty zjadające ptaki i szczury, ludzi przeganiających nietoperze ze swoich domów i węże zabijane przez kosiarki do trawy. Nie mniej w tym ekologii niż w tym, czego jesteśmy świadkami na polach i w lasach.

Mieszkańcy miast widzą świat przez pryzmat dzielenia się, ale także rywalizacji. Nasze rozumienie tego, czym jest sąsiad nie jest oczywiste, ponieważ dzielimy przestrzeń z innymi ludźmi i dziką przyrodą w sposób, który nie mieści się w tradycyjnej dychotomii „naturalny kontra sztuczny”.

Element miejskiej przyrody

Ludzie nie zauważają czasem, że dzika przyroda miejska, która rozwija się wraz z nami, w naszych miastach i wokół nich, jest naprawdę niezwykła. Tworzące ją stworzenia wykazują cechy i zachowania odróżniające je od ich wiejskich odpowiedników: czasami są większe, mają inną dietę, są aktywne o innych porach dnia, inaczej się poruszają i mają inne osobowości. Niektórzy twierdzą, że są nawet „mądrzejsze” niż ich wiejskie odpowiedniki.

Wszystkie te różnice wynikają z mnóstwa kompromisów, przed którymi staje miejska przyroda. Wyższe ryzyko równoważy ona większymi nagrodami. A zagrożeń jest wiele – ulice, toksyny, choroby zwierząt domowych. Pamiętajmy też, że 30-kilogramowe samce owczarków niemieckich, a nawet nasza ukochana rodzinna kotka Fifi, w miejskim środowisku przyrodniczym są drapieżnikami.

Niektóre ułatwienia dla dzikiej fauny miejskiej wynikają z naszego niewłaściwego gospodarowania odpadami spożywczymi i decyzji urbanistów dotyczących rozmieszczenia parków i zbiorników wodnych. Inne, szczególnie te dotyczące mięsożerców, to bogactwo „zasobów naturalnych” takich jak gryzonie. Dzikie miejskie drapieżniki pomagają w zwalczaniu szkodników i chorób. Ten dynamiczny, pełen sprzężeń zwrotnych system, w którym przyroda spotyka się z ludźmi, może dramatycznie wpłynąć na nasze społeczności.

Ludzkie interakcje z miejską naturą są złożone i powszechne – to ćwiczenia na świeżym powietrzu, ogrodnictwo, przejażdżki rowerowe, pikniki, mecze koszykówki i rodzinne grille. Coraz częściej obserwacje dzikiej przyrody są wykorzystywane i doceniane przez biologów działających w ramach publicznych programów naukowych. Takie spotkania poszerzają nie tylko naszą definicję tego, co miejskie, ale także definicję badacza przyrody.

Intuicja mieszczuchów jest ukształtowana przez poczucie zagrożenia — wiemy, jakich ulic unikać, wiemy, że drzwi należy zamykać na klucz. Dobrze orientujemy się w przestrzeni, bo znamy swoje środowisko. Wszystko to wpływa na nasze zachowania i wybory. Jesteśmy częścią miejskiej przyrody i ta bliskość pozwala nam lepiej ją zrozumieć.

Tłumacz i wyraziciel siły natury

Fundamentalnych zasad biologii i ekologii uczymy się z doświadczeń praktycznych. Kiedy mieszkamy bez klimatyzacji lub innych udogodnień, szybciej dostosowujemy się do zmieniającego się środowiska. Kiedy w zatłoczonym mieście doświadczamy niedoboru i racjonowania wody czy energii elektrycznej, odczuwamy problem ich alokacji na poziomie bardzo osobistym, a nie tylko obserwacyjnym. Jesteśmy świadkami ewolucji i bogactwa natury podczas spacerów ulicami miast – widzimy pędy roślin w szczelinach betonu, drapieżne ptaki jedzące padlinę przy szosach.

Ta niejednorodność zasiewa nasiona uznania dla różnorodności, tolerancji i empatii, które mogą przynieść korzyści światu przyrody. Biolodzy z miast działają w przestrzeni granicznej między dwoma sferami. Służymy jako obrońcy środowiska, tłumacze, wyraziciele i świadkowie siły natury.

Jednak pielęgnowanie tych umiejętności i doświadczeń wymaga pewnej intencjonalności – w formalnych i nieformalnych środowiskach edukacyjnych oraz w działaniach obywatelskich. Chodzi o to, by podkreślać to, co powinno być oczywiste: mieszkańcy miast nie tylko są częścią biologii, ale są też jej potrzebni.

Określając obszary miejskie jako mianem przyrody zdegradowanej, wyeksploatowanej i ubogiej, nie doceniamy ich mieszkańców – zarówno dzikiej przyrody, jak i ludzi. Nie wykorzystujemy doświadczeń i umiejętności przetrwania zdobytych przez mieszkańców miast do promowania zmian kulturowych w naukach przyrodniczych. Mieszczuchy, ten niewykorzystany zasób, mogą zmienić sposób uprawiania nauki. Szkoląc więcej biologów z obszarów miejskich, tworzymy program, który ma szersze znaczenie społeczne.

Agent zmian i wizjoner

Nie musimy już podróżować „hen, daleko”, aby zetknąć się naturą. Większość świata doświadcza przestrzeni zielonych i niebieskich, a także kontaktu z dziką przyrodą, bezpośrednio w mieście. Natura to już nie tylko dziewicza puszcza w odległych, słabo zaludnionych krainach, pełnych śpiewu ptaków. To także środowisko zurbanizowane – z odgłosami ludzkiego śmiechu, śmieciarek i syren karetek.

Dzika przyroda jest coraz bardziej obecna w miastach. Niezwykle pilne jest więc stworzenie strategii, która wykorzysta ich kapitał społeczny. My, miastowi, urodziliśmy się twardzi, zaradni i obdarzeni wyobraźnią, myślący strategicznie i konkurencyjni, dążący do sukcesu. Urodziliśmy się jako agenci zmian i wizjonerzy.

To prawda, będąc w szkole nie wiedziałam nic o trasach wędrówek łososi, łosiach i pokrzewkach. Zamiast tego umiałam myśleć krytycznie i kreatywnie o problemach związanych z kwestiami środowiskowymi i społecznymi. Moje nieformalne miejskie przeszkolenie przydało się w formalnej edukacji uniwersyteckiej.

Jeśli więc bywacie przy okazji Dnia Ziemi prowokowani czy nawet zmuszani do jakiegoś performatywnego gestu, to może dajcie swój wkład do potencjału transformacyjnego? Potrzebujemy większego uczestnictwa, więcej energii i więcej innowacji w nauce, aby walczyć z degradacją środowiska i utratą różnorodności biologicznej. Odnalezienie tych talentów w miastach wydaje się łatwe .

Artykuł ukazał się na łamach sciam.com z okazji Dnia Ziemi, 22 kwietnia 2022 r.
Oryginalny tytuł: „Cities Build Better Biologists”.
Tytuł polski, lead, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji pulsara.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną