Wisła. Historia krótka, ale burzliwa
Jej początki sięgają prawdopodobnie pliocenu – epoki geologicznej bezpośrednio poprzedzającej zimną epokę plejstoceńską. Pliocen zaczął się 5,3 mln lat temu, a skończył przed 2,58 mln lat. Rzeźba terenu współczesnej Polski była już w zasadzie ukształtowana, choć wciąż jeszcze czekała na przemodelowanie przez lądolody, których czas jeszcze nie nadszedł. Na południu wznosiły się Karpaty i Sudety. Pierwsze pojawiły się podczas fałdowania alpejskiego i istniały dopiero od kilku milionów lat. Drugie liczyły setki milionów lat i zostały starte z powierzchni przez denudację, ale to samo fałdowanie alpejskie je wskrzesiło, podnosząc wzdłuż starych uskoków. W pliocenie oba łańcuchy górskie wciąż szybko rosły, co zachęcało płynące przez nie rzeki do coraz silniejszego wcinania się w skalne podłoże.
Tak zapewne było w przypadku rzek spływających z Karpat na północ ku zapadlisku przedkarpackiemu – rozległemu obniżeniu powstałemu na przedpolu młodych gór. Do tych rzek najpewniej należała Prawisła. Dokąd kierowała się po osiągnięciu podgórskiej równiny, tworzącej dziś Kotlinę Sandomierską? Sprawa nie jest jasna. Geomorfolodzy podejrzewają, że część karpackich rzek popłynęła na zachód, a część na wschód. Wśród tych pierwszych była górska Wisła, a także jej obecne dopływy Soła i Skawa. Wskazuje na to ich bieg na północ lub północny zachód. Jeśli tak się działo, to w pliocenie Wisła miała charakter niewielkiej rzeczki, która swój bieg kończyła po dotarciu do Kotliny Oświęcimskiej, gdzie łączyła swoje wody z płynącą na zachód Skawą, znacznie od niej większą.
Czy to jednak była Wisła? Może nazwa ta powinna przysługiwać znacznie większej rzece, która po pożegnaniu się z Karpatami płynęła wzdłuż nich na wschód, łącząc się dalej z Dniestrem, wpadającym do Morza Czarnego? Może jej górny bieg stanowił wtedy Dunajec, który zaczyna się w Tatrach, a po drodze brawurowo pokonuje Pieniny? Powstały aż trzy hipotezy na temat genezy przełomu Dunajca. Naukowcy są zgodni tylko co do jednego: już miliony lat temu była to rzeka o potężnej sile erozyjnej. Niewykluczone, że Dunajec stanowił górny bieg nie tyle Wisły, ile właśnie Dniestru.
Nazwa rzeki
Pojawia się już w pracach historyków rzymskich z początku naszej ery – Pomponiusz Mela nazywa rzekę Vistulą, Pliniusz Starszy preferuje znajomo brzmiące określenie Vistla. Sławny geograf i kartograf Klaudiusz Ptolemeusz, działający w Aleksandrii w II w., opisując nasz kawałek świata, woli grecką formę Ouistoula. W innych źródłach antycznych odnajdziemy jeszcze Istulę. Poemat „Widsith”, spisany we wczesnym średniowieczu w języku staroangielskim, wspomina o krainie Wistlawudu, leżącej nad rzeką Wistla, zupełnie jak u Pliniusza. Jakie może być pochodzenie tej nazwy? Część badaczy łączy ją z indoeuropejskim rdzeniem weys, znaczącym „płynąc powoli”. Doszukuje się tu podobieństwa z takimi toponimami jak Świsłocz – taką nazwę noszą dwie rzeki, z których jedna uchodzi do Berezyny, a druga do Niemna (ta na niewielkim odcinku stanowi granicę polsko-białoruską).
Pierwsza mapa, na której pojawia się nazwa Wisły, to prawdopodobnie wspaniała mappa mundi z Hereford w Anglii, powstała ok. 1300 r. Zaznaczono na niej Wisłę i opisano ją „Fistula”. Co ciekawe, żyjący 100 lat wcześniej mistrz Wincenty Kadłubek, pierwszy polski historyk, zdecydował się na dość zaskakującą nazwę Vandalus. Zapewne pochodzi ona od litewskiego wyrazu vanduo, oznaczającego wodę lub rzekę. Bernard Wapowski, pierwszy polski kartograf z prawdziwego zdarzenia, na swojej mapie ziem polskich z 1526 r., która niestety zachowała się tylko we fragmentach, powraca do starożytnej nazwy Vistula. Intrygujący kompromis został zawarty na powstałej jakieś 100 lat później na początku XVII w. mapie radziwiłłowskiej Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tam Wisła na różnych odcinkach nosi różne łacińskie określenia: Vistula, Iustula, Vandalus. Ta ostatnia nazwa najwyraźniej długo była w użyciu. A kto pierwszy wprowadził nazwę Wisła na mapy? Wygląda na to, że był to Karol de Perthées, nadworny kartograf Stanisława Augusta Poniatowskiego, autor m.in. pierwszej mapy hydrograficznej ziem polskich. Wisła pozostała już oczywiście na wszystkich polskich mapach porozbiorowych.
Droga na północ otwarta
Nowy rozdział w dziejach naszej największej rzeki rozpoczął się około miliona lat temu, gdy na tereny dzisiejszej Polski zaczęły wkraczać kolejne wcielenia lądolodu plejstoceńskiego, przybywającego z Półwyspu Skandynawskiego. Podczas zlodowacenia południowopolskiego, które zaczęło się ok. 730 tys. lat temu i trwało blisko 300 tys. lat, lód dwukrotnie zbliżył się do karpackich wzniesień i dolin. Miało to olbrzymie znaczenie dla Wisły. Kiedy bowiem zajął przedpole Karpat, wypływające z nich rzeki nie miały wielkiego wyboru i kierowały się na wschód. Dotyczyło to także górnej Wisły. Można więc powiedzieć, że właśnie wtedy zaczęła ona w końcu wypływać spod Baraniej Góry.
Mniej więcej w tym samym czasie dorzecze Dniestru utraciło większość Kotliny Sandomierskiej na rzecz Sanu. Był to skutek niewielkiego podniesienia się terenu w rejonie, gdzie dziś przebiega dział wodny pomiędzy zlewnią Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego. Na odchodne San podkradł Dnieprowi trochę małych dopływów i wzdłuż południowej krawędzi Roztocza skierował się na północny zachód, docierając do obniżenia terenu pomiędzy Wyżyną Małopolską a Wyżyną Lubelską. Wpłynął do tego obniżenia, tworząc przełom o długości ok. 70 km, po czym podążył dalej na północ, w ślad za wycofującym się lądolodem południowopolskim. Niósł ze sobą wody większości karpackich rzek wypływających z gór na zachód od niego, w tym Wisły.
Taka sieć rzeczna z dominacją Sanu utrzymała się przez cały interglacjał wielki – wyraźne ocieplenie klimatu, które nastąpiło po zlodowaceniu południowopolskim, a przed zlodowaceniem środkowopolskim. To drugie zaczęło się jakieś 300 tys. lat temu. Lądolód nie zajął Kotliny Sandomierskiej, ale zabarykadował przełom Sanu. W kotlinie powstało rozległe jezioro zastoiskowe, gdzie kończyły bieg karpackie rzeki. Kiedy znów zrobiło się cieplej, lądolód znikł, a zaraz potem przestało istnieć jezioro. Wtedy okazało się, że Wisła nie płynie już na wschód, ale skrajem Wyżyny Małopolskiej, zbierając po drodze wody Raby, Dunajca i Wisłoki, a na koniec spotykając się z Sanem, od którego przejęła funkcję głównej rzeki odprowadzającej wody z polskiej części Karpat.
Wisła podążyła na północ, wykorzystując przełom Sanu. Od Bałtyku wciąż dzieliło ją 500 km. Kiedy po raz pierwszy do niego dotarła? Zapewne zaraz po zakończeniu zlodowacenia środkowopolskiego, co nastąpiło 130 tys. lat temu. Temperatury podskoczyły i zaczął się trwający 15–20 tys. lat interglacjał eemski. Ciepły, wilgotny klimat sprzyjał erozji rzecznej. Zasobna w wodę Wisła wycięła szeroką na 15–25 km dolinę w polodowcowym krajobrazie. Którędy dokładnie podążyła? Tego nie wiemy, bo kolejny (ostatni już) lądolód zatarł ślady tej eemskiej doliny w środkowej i północnej Polsce. Ale wiemy niemal na pewno, że Wisła do morza dotarła. Wiercenia geologiczne wskazują, że wpadała do niego mniej więcej na szerokości geograficznej Kwidzyna. Eemski Prabałtyk był morzem znacznie cieplejszym i o wiele bardziej słonym niż współczesny. Miał też o 5–6 m wyższy poziom niż obecny Bałtyk, a zatem i większe rozmiary. Wisła wpadała do płytkiej zatoki, która sięgała ok. 70 km bardziej na południe niż współczesna Zatoka Gdańska.
Martwa Wisła
Odcinek ujściowy Wisły dzieli się na kilka ramion. Tak było również w przeszłości. Do 1840 r. dwiema głównymi odnogami ujściowymi były: zachodnia Leniwka i wschodni Nogat. Tym drugim ramieniem długo płynęło znacznie więcej wody niż tym pierwszym. Zmieniły to dopiero regulacje przeprowadzone w XIX w. Leniwka przez setki lat uchodziła do Bałtyku w Gdańsku, ale w 1840 r. lód zabarykadował ją w pobliżu miejscowości Górki i wtedy znalazła tam sobie nowe ujście, które nazwano Wisłą Śmiałą. Natomiast porzucony przez rzekę odcinek ujściowy pomiędzy Górkami a Gdańskiem zaczęto nazywać Wisłą Martwą. Pod koniec XIX w., po wykonaniu wielkiego przekopu przez Mierzeję Wiślaną, rzeka popłynęła wprost do morza nową, jeszcze krótszą odnogą, która nazywa się dość banalnie Przekop. Jej początek znajduje się w miejscowości Przegalina, ok. 7 km od morza, a koniec oczywiście w Zatoce Gdańskiej. Od tego momentu nazwą Martwa Wisła objęto całą odnogę od Przegaliny do Gdańska (z wyjątkiem Wisły Śmiałej). Z głównym korytem rzeki Martwa Wisła jest połączona niewielką śluzą.
Czasy wielkiej Wisły
Kilkanaście tysięcy lat później nic nie zostało z tego eemskiego ciepła. Temperatury spadały i w Górach Skandynawskich narodził się kolejny lądolód. Długo nie docierał on na tereny dzisiejszej Polski, więc Wisła zapewne toczyła swoje wody bez większych przeszkód i przerw aż do momentu, gdy 25–30 tys. lat temu plejstocen znów dokręcił śrubę. Lądolód o grubości kilku kilometrów wkroczył na tereny północnej i centralnej Polski. Zajął dorzecze i dolinę dolnej Wisły. Około 20 tys. lat temu jego czoło sięgnęło okolic Płocka i Gostynina, zagradzając drogę rzece. Prowadzona przez nią woda skierowała się wtedy na zachód. Wycięła na przedpolu lądolodu szeroką na 15–20 km rynnę – Pradolinę Warszawsko-Berlińską. Popłynęły nią wody nie tylko Wisły, ale też wielu innych rzek, którym lądolód stanął na drodze.
Ten ostatni jak dotąd lądolód – w polskiej literaturze nazywany północnopolskim – nie podążył już dalej na południe. Ciepło powróciło, a Wisła stopniowo odzyskiwała swoją dolinę. Nadal jednak nie mogła odzyskać ujścia do morza, bo po 4 tys. lat lądolód nagle przeszedł do kontrofensywy i urządził sobie dłuższy postój na północnym skraju Polski. Rzeka po raz kolejny skierowała się na zachód, tym razem żłobiąc Pradolinę Toruńsko-Eberswaldzką, zaczynającą się w okolicach Włocławka, a kończącą pod Eberswalde na północ od Berlina. Razem z Wisłą płynęło wtedy mnóstwo wód roztopowych dostarczanych przez liczne rzeki.
To był kolejny kluczowy moment w najnowszych dziejach Wisły. Niewiele bowiem brakowało, a pozostałaby na stałe w Pradolinie Toruńsko-Eberswaldzkiej. Przez 3–4 tys. lat tworzyła w niej olbrzymią rzekę o zapewne największym dorzeczu w ówczesnej Europie. Obejmowało ono zlewnie od Niemna, Narwi i Bugu po Odrę, Wartę i Łabę. Ta rzeka – nazwijmy ją Wielką Wisłą – miała długość ponad 2 tys. km, przy czym przez kilkaset ostatnich kilometrów toczyła swoje wody po dnie Morza Północnego, które wówczas było lądem. Na koniec uchodziła do Atlantyku na szerokości geograficznej Szkocji.
Jedno koryto wygrywa
A jednak Wisła powróciła na swoją starą drogę. Mniej więcej 14 tys. lat temu przyszło bardzo silne ocieplenie i lądolód znów się cofnął. Przed jego czołem w obniżeniu Zatoki Gdańskiej powstało jezioro, którego poziom znajdował się 80 m poniżej współczesnego poziomu Bałtyku. Rzeki podążyły ku tej nowej obniżonej podstawie erozyjnej, rozcinając podłoże. Gwałtowna erozja wsteczna przeciągnęła Wisłę z pradoliny do jej dawnej doliny, czyli z zachodu na północ. Rzeka dokonała przełomu pod Fordonem, przebiła się przez wysoczyzny morenowe i znalazła się na swoim dawnym szlaku. Dodajmy, że Pradolina Toruńsko-Eberswaldzka także istnieje do dziś. Jest wykorzystywana przez Noteć, Wartę i Odrę, a także dolny odcinek Brdy, wpadającej do Wisły. Pod koniec XVIII w. dnem pradoliny poprowadzono słynny Kanał Bydgoski, łączący Brdę z Notecią, a tym samym dorzecze Wisły z dorzeczem Odry.
Plejstocen skończył się nagle. W ciągu 100 lat temperatury w środkowej Europie podniosły się o 4–6°C. Suchy klimat polarny ustąpił miejsca bardziej wilgotnemu i cieplejszemu. Wisła i jej dopływy umościły się na dobre w swoich dolinach, które zmieniły wygląd. W plejstocenie rzeki płynęły zwykle całą szerokością dolin, miały wiele płytkich koryt oddzielonych wyspami usypanymi z materiału skalnego, którego wolno płynąca woda nie miała siły unieść. Takie rzeki nazywane są roztokowymi. Gdy na początku holocenu klimat zmienił się na cieplejszy i wilgotniejszy, rzeki stały się żwawsze i zaczęły tworzyć jedno duże koryto. Meandrowały, czyli wiły się zakolami. Także Wisła stała się taką meandrującą rzeką. I regularnie wylewała, gdy koryto nie mogło pomieścić całej wody po intensywnych lub długotrwałych deszczach. Woda zajmowała wtedy najniższy poziom doliny, tworząc taras zalewowy.
Powodzie, szczególnie letnie, stały się jedną z charakterystycznych cech rzek holoceńskich płynących po Niżu Środkowoeuropejskim. Inną cechą były lasy łęgowe – zbiorowiska roślinne zajmujące tarasy zalewowe, doskonale przystosowane do powodzi. Na ślady niezliczonych katastrofalnych wezbrań oraz na pozostałości roślinności łęgowej natrafiają regularnie naukowcy nawiercający dna dolin rzecznych, aby z wydobytych rdzeni odczytać ich historię. Jedną z częstych pozostałości są czarne dęby – pnie drzew powalonych przez dawne powodzie, które przeleżały tysiące lat w wilgotnym środowisku doliny rzecznej. Nagromadzenia czarnych dębów pojawiają się w aluwiach rzecznych, także wiślanych, zaraz na początku holocenu i od tego czasu występują niemal nieprzerwanie.
Człowiek wkracza do doliny
Holoceńska Wisła pozostała wierna swojej dolinie, będącej składanką różnowiekowych segmentów. Najstarsze z nich liczą wiele milionów lat, a kiedy powstał najmłodszy odcinek? To wiadomo bardzo dokładnie. W latach 1891–1895 przekopano się przez Mierzeję Wiślaną, aby skrócić Wiśle drogę do morza. W ten sposób za sprawą człowieka powstało jej nowe ujściowe koryto zwane Przekopem, mające długość 7 km. Nie była to pierwsza ingerencja ludzi w odcinek ujściowy rzeki. Tu, gdzie dziś znajdują się Żuławy Wiślane, tysiąc lat temu była płytka zatoka morska. Żuławy są dziełem ludzi, którzy osuszyli dno zatoki i założyli poldery otoczone wałami ochronnymi.
Jak na dużą rzekę w tej części świata Wisła i tak została potraktowana łagodnie. W porównaniu z Odrą, Łabą czy Renem, które zmieniono w „drogi wodne”, wciąż w wielu miejscach zachowała naturalny charakter – z zakolami, łęgami, starorzeczami, piaszczystymi łachami i wyspami. Oczywiście nie wszędzie tak jest. Na przykład w Warszawie uregulowano ją pod koniec XIX w. Skanalizowany i przegrodzony stopniami wodnymi został również odcinek od Oświęcimia do Krakowa (tzw. Droga Wodna Górnej Wisły).
Cóż, losy rzek i ludzi splatają się ze sobą bardzo ściśle. Wielkie doliny rzeczne od zarania dziejów były ważnymi szlakami komunikacyjnymi i terenami rolniczymi. W nich lokalizowano miasta, które z czasem stawały się ważnymi ośrodkami gospodarczymi i politycznymi. Presja człowieka nie jest obojętna dla rzeki i jej doliny, także pośrednia, np. związana z wylesieniami. W XI w. tereny rolnicze stanowiły ok. 20% powierzchni dzisiejszej Polski, w XVI w. ich udział wzrósł do 55–60%. Ekspansja rolnictwa wpłynęła na sposób akumulacji osadów rzecznych. Zdarzały się też ingerencje bezpośrednie. Już w średniowieczu podjęto próby regulacji Wisły powyżej Krakowa, by uchronić miasto przed powodziami. Na potrzeby spławu towarów, czym zajmowali się flisacy, zbudowano na Wiśle porty rzeczne.
Były to jednak niewielkie ingerencje. Znacznie większe przyniósł wiek XIX. To wtedy w Europie rzeki zaczęto na masową skalę prostować, pogłębiać i zwężać. Regulacji towarzyszyły budowa wałów odgradzających rzekę od jej doliny oraz melioracja tarasów zalewowych, niszcząca mokradła i łęgi. W przypadku Wisły najwięcej takich ingerencji nastąpiło w zaborach pruskim i austriackim, mniej – w zaborze rosyjskim. Swoje dołożył też XX w., szczególnie jego druga połowa, kiedy Wisłę zmieniono w ściek, odprowadzając do niej gigantyczne ilości zanieczyszczeń: przemysłowych, komunalnych i rolniczych. W efekcie Wisła na całej niemal długości niosła wodę, której jakość nie mieściła się w żadnych normach czystości biologicznej i chemicznej. W dwóch ostatnich dekadach sytuacja trochę się poprawiła, ale nadal rzeka zamiast drobnego osadu mineralnego jak przez tysiące lat co roku znosi do Bałtyku setki tysięcy ton azotu i fosforu, które powodują powstawanie w morzu martwych stref, a także sporo ołowiu, kadmu, rtęci i innych toksycznych metali ciężkich. Miejmy nadzieję, że XXI w. okaże się mniej stresujący dla królowej polskich rzek.
Wielkie powodzie
Większe i mniejsze wezbrania były w przypadku Wisły zjawiskiem normalnym. Wylewała ona chętnie, przy czym w cieplejszych wiekach średnich głównie latem po wielkich deszczach, a w późniejszych stuleciach, które przypadły na zjazd temperatur zwany małą epoką lodową, najgroźniejsze zwykle bywały wiosenne powodzie roztopowe. Wzmianek historycznych o najdawniejszych powodziach nie ma jednak wiele. Jan Długosz w swoich „Rocznikach” pisze o powodzi z 1118 r., z okresu panowania Bolesława Krzywoustego. „Nastąpiły takie ulewy i burze i wreszcie taki wylew rzek, że niektórzy obawiali się drugiego potopu” – odnotowuje kronikarz, mając oczywiście na myśli Kraków i inne główne miasta Polski. Katastrofalna powódź nawiedziła Kraków w 1475 r., czyli za życia Długosza. „Woda zostawiła po sobie smród, od którego wielu śmiertelnych zmarło lub osłabło wskutek chorób, niektórym popuchły gardła od pitej wody” – relacjonował. Niewiele wiadomo o wielkiej powodzi w Krakowie, która nastąpiła za czasów panowania Zygmunta III Wazy.
Najwięcej wiemy o zdarzeniach z dwóch ostatnich stuleci. Latem 1813 r. Wisła znów zalała większość Krakowa, niszcząc m.in. most między dzielnicami Kazimierz i Podgórze. Wody powodziowe dotarły potem do Puław, gdzie rzeka osiągnęła poziom 848 cm, a niedługo potem do Warszawy, zalewając całą praską stronę miasta, a także Wilanów. Po kolejnym katastrofalnym wezbraniu w 1884 r. w Warszawie zaczęto budować pierwsze wały przeciwpowodziowe. Wiek XX nie różnił się od wcześniejszych. W lipcu 1934 r. po gigantycznych opadach deszczu w Karpatach wylały najpierw dopływy Wisły – Raba, Soła, Skawa, Dunajec – a w końcu ona sama. Dramatycznie było wiosną 1979 r., kiedy Narew przerwała wały powodziowe i zalała Pułtusk. Cztery lata później, w styczniu 1982 r., pod wodą znalazła się lewobrzeżna część Płocka. Wisła wylała wtedy, bo została zablokowana przez lód, który nie pozwalał jej na swobodny przepływ.
W 1997 r. podczas powodzi, która objęła głównie dorzecze Odry, z brzegów wystąpiły również Wisła i jej górskie dopływy. Rzeka zagroziła Elektrowni Połaniec, tamie we Włocławku, starówce w Toruniu i wielu podwarszawskim miejscowościom. Ostatecznie skończyło się na strachu. Znacznie groźniejsza okazała się Wisła w maju i czerwcu 2010 r. Hydrolodzy ocenili, że podwójna fala kulminacyjna, która się na niej pojawiła, była największa od połowy XIX w. Wezbrana rzeka przerwała wały przeciwpowodziowe w kilkudziesięciu miejscach. Zalała część Oświęcimia, Krakowa, Sandomierza, Torunia, Bydgoszczy, nie mówiąc o setkach mniejszych miejscowości. Kilkanaście osób zginęło, kilkadziesiąt tysięcy ewakuowano. Straty oszacowano na 10 mld zł. Od tej pory Wisła jest względnie spokojna, ale w każdej chwili może o sobie przypomnieć.