Reklama
Shutterstock
Środowisko

Raz Ziemia-śnieżka, raz Ziemia-szklarnia. Geolodzy z Harvardu kwestionują słynną hipotezę dotyczących historii naszego globu

Kiedy lód skuł cały świat. Mrożąca opowieść o pochodzeniu organizmów wielokomórkowych
Środowisko

Kiedy lód skuł cały świat. Mrożąca opowieść o pochodzeniu organizmów wielokomórkowych

Mowa o wydarzeniach, które rozegrały się 720–635 mln lat temu. Zakrawa na cud, że planecie udało się wyjść cało z lodowej pułapki. [Artykuł także do słuchania]

„Ten odległy w czasie, ale wypełniony niezwykłymi zdarzeniami kawałek dziejów planety trzeba napisać na nowo” – mówi Charlotte Minsky, główna autorka badań opublikowanych właśnie w PNAS. Ma na myśli zdarzenia, które rozegrały się na Ziemi przed mniej więcej 700 mln lat, w erze proterozoicznej.

W przyrodzie kolor wściekle żółty bywa stosowany ku przestrodze (patrz: liściołaz żółty) czy jako kamuflaż (patrz: modliszka storczykowa). W Pulsarze natomiast – to sygnał końca embarga, które prestiżowe czasopisma naukowe nakładają na publikowane przez badaczy artykuły. Tekst z żółtym oznaczeniem dotyczy więc doniesienia, które zostało upublicznione dosłownie przed chwilą.

Gdy geochemik Joseph Kirschvink ogłosił w 1992 r., że nasza planeta mogła dawno temu wyglądać niczym wielka śnieżka, został potraktowany mało elegancko. Krytycy ucichli dekadę później. Wówczas bowiem datowania wykazały, że faktycznie 717 mln lat temu lądolody dotarły aż pod równik, a planeta pogrążyła się w największym znanym kryzysie klimatycznym, który trwał 56 mln lat – niewiele mniej dzieli nas od wymarcia dinozaurów. Ten dół temperaturowy nazwano zlodowaceniem Sturtian, a hipoteza Ziemi-śnieżki zaczęła robić karierę w publikacjach naukowych i mediach.

Minsky i jej współpracownicy twierdzą jednak, że nie było jednego wielkiego zlodowacenia Sturtian. Samego kryzysu nie kwestionują, ale dowodzą, że jego przebieg był inny, być może jeszcze bardziej ekstremalny. Planeta wpadła bowiem w pułapkę cyklicznie powtarzających się dołków i górek klimatycznych trwających po 3–4 mln lat. W dołku mrozy docierały spod biegunów w tropiki, a glob pokrywał się lodem. Podczas górki następowała kontrofensywa ciepła, które rozgrzewało bieguny. Jaki motor wprawiał w ruch tę huśtawkę? Wietrzenie skał bazaltowych – odpowiadają naukowcy.

Zaczęło się od wylania się z wnętrza globu olbrzymiej ilości lawy bazaltowej. Zajęły one obszar 5–10 mln km kw., a zastygłe utworzyły skalną pokrywę o grubości ponad kilometra. Kilka milionów lat później ruszyła klimatyczna wańka-wstańka. Młode bazalty chętnie wchodziły w reakcję z dwutlenkiem węgla, wycofując gaz cieplarniany z atmosfery. W efekcie temperatury zanurkowały, a Ziemię przykryła lodowa skorupa. Nie utrzymała się ona jednak przez 56 mln lat, a to dlatego, że pod lodem znalazły się również bazalty, których wietrzenie ustało, a wtedy kołdra gazów cieplarnianych w atmosferze zaczęła się odbudowywać. W rezultacie ciepło powróciło, a dołek zmienił się w górkę.

Nie na długo, bo na ciepłym globie, z którego zniknął lód, znów ruszało niszczenie skał podkradających atmosferze dwutlenek węgla. Co było dalej, już wiemy – lód ponownie zmroził tropiki. „Ten cykl powtarzał się dziesiątki razy, a zakończył się dopiero wtedy, gdy zwietrzałe bazalty utraciły swoją moc wiązania dwutlenku węgla” – konkludują naukowcy. Ich zdaniem żywe organizmy przetrwały te szalone czasy w niezłej kondycji, ponieważ nigdy nie zostały całkowicie odcięte od tlenu i substancji pokarmowych.


Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.

Reklama