Reklama
Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Pulsar - wyjątkowy portal naukowy. Shutterstock
Środowisko

Amonity wyginęły, a łodziki żyją do dziś. Być może wszystko rozbiło się o jajka

Morskie mięczaki oszukały przeznaczenie, ale tylko na chwilę
Środowisko

Morskie mięczaki oszukały przeznaczenie, ale tylko na chwilę

Skamieniałości z Danii podważają jeden z najlepiej utrwalonych mitów paleontologii. Granica kredy i paleogenu nie była ostrą linią śmierci – wyjaśnia Marcin Machalski z Instytutu Paleobiologii PAN, jeden z autorów nowej publikacji na ten temat. [Artykuł także do słuchania]

Jedna z wcześniejszych hipotez wskazywała, że nautilusy miały po prostu żyć w lepszych miejscach. Zebrane dane tego nie potwierdziły. Znacznie bardziej prawdopodobna wydawała się inna teoria – dotycząca sposobu wydawania potomstwa.

Amonity to jedne z najbardziej ikonicznych stworzeń mezozoicznych mórz. Przez 350 mln lat doskonale radziły sobie w oceanach. Przetrwały nawet wielkie wymieranie permsko-triasowe, które zmiotło z powierzchni Ziemi 96 proc. morskich gatunków. A jednak 66 mln lat temu, gdy uderzyła asteroida i zakończyła erę dinozaurów, te głowonogi niemal zniknęły. Za to ich kuzyni – łodzikowce – jakoś przetrwały tę katastrofę i żyją do dziś. Pytanie, dlaczego tak się stało, nurtuje paleontologów od dekad.

Michael Schmutzer, biolog ewolucyjny z University of Oxford, postanowił poszukać odpowiedzi. Wraz z międzynarodowym zespołem z Zurychu, Kioto, Getyngi i londyńskiego Natural History Museum zebrał największy dotychczas zbiór danych o muszlowych głowonogach z górnej kredy. Sięgnął nie tylko po opublikowane badania i zasoby Paleobiology Database, ale też po nieopracowane do tej pory skamieniałości kryjące się w muzealnych szufladach w różnych zakątkach globu. Zebrane informacje obejmowały występowanie okazów, rozmiary ciała, wielkość jaj i zasięg geograficzny obu grup.

Jedna z wcześniejszych hipotez wskazywała, że nautilusy miały po prostu żyć w lepszych miejscach. Zebrane dane tego nie potwierdziły. Znacznie bardziej prawdopodobna wydawała się inna teoria – dotycząca sposobu wydawania potomstwa. Amonity stawiały na ilość: składały ogromne liczby drobnych jaj, z których wykluwały się maleńkie, bezbronne larwy w nadziei, że choć część z nich dotrwa do dorosłości. Łodzikowce zaś składały nieliczne, ale duże i bogate w żółtko jaja, z których wykluwało się silniejsze, lepiej rozwinięte potomstwo, zdolne przeżyć nawet w trudnych warunkach. Logika podpowiadała, że to właśnie taka taktyka dawała przewagę w czasach kryzysu.

Wstępne wyniki badań, zaprezentowane na Zgromadzeniu Ogólnym Europejskiej Unii Nauk o Ziemi (EGU General Assembly) w Wiedniu, przyniosły niespodziankę. Okazuje się, że te nieliczne gatunki amonitów, które przeżyły zagładę i istniały jeszcze prawdopodobnie kilkaset lat, wydawały akurat najdrobniejsze potomstwo w całej grupie. Dotychczasowe wyjaśnienie wymaga więc rewizji. Obie linie tych zwierząt mogły radzić sobie z kryzysem na zupełnie różne sposoby, a w świecie pogrążonym w ciemności i z załamanymi sieciami pokarmowymi żaden pojedynczy przepis na przetrwanie nie gwarantował sukcesu. Być może jedne po prostu miały więcej szczęścia niż drugie.


Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.

Reklama