Bill Markam: Każdy ogród to dom dla tysięcy lokatorów
|
|
Bill Markham pracuje w bristolskiej wytwórni Plimsoll Studios. Specjalizuje się w programach przyrodniczych. Jest producentem serialu „Sekretne życie ogrodu” emitowanego na antenie BBC Earth. |
JOLANTA IWAŃCZUK: – Nie bał się pan, że kret w ogrodzie to za mało? Wielu widzów BBC wychowało się na filmach Davida Attenborough, czyli np. na lwach na sawannie.
BILL MARKHAM: – Byłem onieśmielony, kiedy zaczynałem produkcję. Naszymi bohaterami miały być myszy, nornice i trzmiele, a jeśli będziemy mieli szczęście – kaczki i sowy. Ludzie dorastali w kulturze dramatycznych i spektakularnych programów przyrodniczych – kluczem okazały się bliskość opowiadanych historii i ich przystępność. Zwierzęta, które pokazaliśmy, są niby znajome, ale większość z nas nie wie o nich prawie nic. Jak radzą sobie, żyjąc obok nas? Jakie mają strategie przetrwania w środowisku stworzonym przez człowieka? To okazało się jednak fascynujące.
Pomysł na serię narodził się podczas pandemii. Co konkretnie w tamtym doświadczeniu sprawiło, że uznał pan, iż warto poświęcić temu przedsięwzięciu trzy lata?
Podczas lockdownu mnóstwo ludzi zwróciło baczniejszą uwagę na swoje ogrody i zaczęło się interesować tym, co właściwie w nich rośnie i kto w nich żyje.
Tych lokatorów jest zaskakująco dużo.
Tak. W zupełnie zwyczajnym ogrodzie w Leicester przyrodniczka Jennifer Owen w ciągu 30 lat udokumentowała 2673 gatunki roślin, zwierząt i grzybów.
Kogo wy uchwyciliście?
Każdy odcinek rozgrywa się w innym ogrodzie, w innej części Wielkiej Brytanii. Swoją drogą jest ich w kraju 26 mln. Każdy odcinek ma bohaterów A, którzy na ekranie pojawiają się wielokrotnie: lisy w Bristolu czy kuny leśne i płomykówki w Szkocji. Są też bohaterowie B, których widać raz lub dwa – mniejsze ptaki, gady czy płazy – oraz C, czyli np. pajęczaki i owady, które robią coś niezwykłego, jak pszczoła. Mieliśmy więc ogromny wybór historii do opowiedzenia.
Jedna ze scen – jętki i ważki w ogrodzie nad rzeką w Oxfordshire – była porównywana do słynnej sekwencji „iguana kontra wąż” z innej produkcji BBC – „Planeta Ziemia II”. Jak budować fabułę wokół owada, który żyje zaledwie dobę?
Jętki spędzają dużą część życia ukryte na dnie rzek, gdzie żywią się glonami. Kiedy jednak pojawiają się odpowiednie warunki – właściwa temperatura wody i ilość światła – wszystkie otrzymują sygnał, by wydostać się na powierzchnię. Sam widok jętek latających w słońcu nad angielską wsią jest spektaklem. A tam, gdzie pojawia się taki nadmiar życia, natychmiast pojawiają się także drapieżniki.
Każda jętka czekała na tę chwilę być może dwa lata i ma 24 godziny, żeby znaleźć partnera i się rozmnożyć. Są jednak ptaki, które muszą nakarmić pisklaki, i ważki, dla których może to być najważniejszy posiłek w życiu. Stawka jest bardzo wysoka, a cała scena jest piękna i ekscytująca.
W odcinku z Bristolu występuje czarny charakter – kot Mr. Fluffy, który poluje na młode sikorki modre. Koty w Wielkiej Brytanii zabijają ok. 55 mln, a w Polsce te żyjące przy gospodarstwach rolnych – ok. 140 mln ptaków rocznie. Chcieliście zwrócić szczególną uwagę na ten problem?
Na pewno nie chcieliśmy demonizować kotów. Wielu ludzi je kocha, są ważnymi towarzyszami człowieka. Kłopot w tym, że jest ich tak dużo. Przed lockdownem ich liczbę w Wielkiej Brytanii szacowano na 9,5 mln, a teraz jest ich prawdopodobnie 12 mln. A 55 mln ptaków to tylko część strat – giną też ssaki, gady, płazy i owady. W Australii w niektórych regionach wprowadzono surowe ograniczenia dotyczące wypuszczania kotów domowych, zdecydowano się nawet na odstrzał tych dzikich, bo zabijały rodzime zwierzęta w ogromnych ilościach – są drapieżnikami i tego się nie zmieni.
U nas nie ma podobnych regulacji, a Brytyjczycy zimą dokarmiają dzikie koty, więc ich liczebność nie podlega naturalnej regulacji. Utrzymujemy ich populację na sztucznie zawyżonym poziomie, podczas gdy dzikiej przyrody ubywa. W ogrodzie w Bristolu kamery zarejestrowały ok. 12 różnych kotów, mimo że właścicielka domu nie ma żadnego. Przedstawiliśmy fakty: koty mają wpływ na rodzimą przyrodę. Można jednak coś z tym zrobić, choćby zakładając kotu dzwonek albo trzymając go w domu w maju, gdy młode ptaki wychodzą z gniazd.
W finale nakręciliście kunę leśną polującą na brzegówki – po raz pierwszy w historii brytyjskiej telewizji. Jak to się udało?
Kuny leśne były dla nas bardzo ważnym gatunkiem. Dla wielu ludzi są ucieleśnieniem dzikości. Były niemal doszczętnie wytępione, są reintrodukowane. Ogród w Szkocji znajduje się w rejonie, gdzie jest ich dużo. Mężczyzna, który tam mieszka od 30 lat, wystawia im jedzenie co wieczór. „Podejrzewam, że kuny polują na brzegówki na końcu ogrodu, ale sam nigdy tego nie widziałem” – powiedział.
Mogliśmy to sprawdzić jedynie za pomocą kamer działających zdalnie. Potrzebowaliśmy wielu nocy i wielu prób, ale w końcu się udało. Co ciekawe, kuna pojawiła się też w naszym walijskim ogrodzie, czego w ogóle się nie spodziewaliśmy.
W ciągu ostatnich 20 lat zniknęło z Wielkiej Brytanii 60 proc. owadów latających, a tendencje na świecie również są spadkowe. W odcinku z Lake District pokazaliście, jaki to ma wpływ na pisklęta jaskółek.
Kryzys owadów jest straszny, bo wiele zwierząt i roślin zależy od ich różnorodności i liczebności. Rok, w którym kręciliśmy zdjęcia w Lake District, był wyjątkowo mokry. Jaskółki, żeby wykarmić swoje młode, muszą złapać tysiące owadów, a przez deszcze te, które jeszcze zostały, po prostu się chowały, więc młode głodowały.
Podobną historię zarejestrowaliśmy w Bristolu. Chodziło o sikorki modre, które potrzebują ogromnej liczby gąsienic. Problem polega na tym, że w ogrodach często sadzimy kwiaty, które są piękne i dobre dla zapylaczy, ale nie dla gąsienic. One potrzebują innej roślinności. Lubią np. dęby. Oczywiście tak wielkie drzewa nie nadają się do małych ogrodów. W naszych maleńkich oazach zieleni sprawdzą się jednak głogi i tarniny. Wielkie dęby mogą natomiast rosnąć w parkach.
Żeby zajrzeć do wnętrza gniazda trzmieli, zbudowaliście replikę z okienkiem do obserwacji. Przekroczyliście jednak granicę między obserwacją a ingerencją w naturę.
Niestety, niektórych rzeczy nie da się nakręcić bez zakłócania spokoju zwierząt. Pracowaliśmy z entomolożką, która przyniosła kolonię trzmieli ziemnych. Owszem, umieściliśmy ją w ogrodzie w „domku” ze szklaną ścianką, ale kamera znajdowała się po jednej jej stronie, a trzmiele po drugiej, żeby im nie przeszkadzać. Inaczej nie udałoby się zobaczyć zachowania tych owadów, można byłoby je co najwyżej rozdrażnić. Ludzie kochają trzmiele i chcą wiedzieć, co dzieje się pod ziemią – musieliśmy więc znaleźć sposób, żeby to pokazać, nie robiąc im krzywdy.
Populacja jeży w Wielkiej Brytanii spadła z ponad 50 mln do mniej niż miliona. W serialu pokazujecie „autostrady dla jeży” – przejścia między ogrodami. Czy to naprawdę może odwrócić niebezpieczną tendencję?
Jeże muszą przemierzyć ok. 1,5 km każdej nocy, żeby znaleźć wystarczającą ilość jedzenia, a jeszcze więcej, żeby znaleźć partnera. Większość ogrodów jest dużo mniejsza, więc jeśli na ich drodze stoi solidny płot, nie mogą się przemieszczać. Głodują więc i nie mogą się rozmnażać.
Koncepcja „autostrad” polega na zrobieniu w ogrodzeniu na poziomie gruntu otworu o średnicy ok. 30 cm – dostatecznie dużego dla jeży, ale zbyt małego dla kotów. Jeśli cała społeczność zrobi takie przejścia, powstanie sieć, która połączy ogrody. W jednym z naszych przez 20 lat nie było żadnych jeży. W płotach kilkunastu domów zbudowano przejścia – i w ciągu roku pojawił się jeden, a teraz są dwa i jest nadzieja na młode. Ludzie piszą do nas: „Dzięki wam teraz budujemy autostradę dla jeży”. To najlepsze, co się mogło wydarzyć.
Co konkretnie może zrobić człowiek, żeby jego kawałek ziemi naprawdę ożył?
Po pierwsze – dodać wodę. Oczko wodne albo nawet mała miska natychmiast przyciągną ptaki, ssaki, płazy i owady. Taki zbiornik może się stać pięknym centralnym punktem ogrodu. Po drugie – nie używać pestycydów. Nie ma takiej potrzeby. Trzeba się pogodzić z tym, że część roślin zostanie zjedzona – jeśli stosuje się trucizny, zabija się nie tylko docelowy gatunek, lecz także jeże i inne owadożerne zwierzęta.
Po trzecie – posadzić drzewo, najlepiej rodzime. I jeszcze pomyśleć o żywopłocie zamiast ogrodzenia, żeby zwierzęta mogły się przemieszczać, gniazdować i żerować. Zastanówmy się, czy naprawdę najpotrzebniejszy w ogrodzie jest wielki trawnik. Może warto postawić na łąkę?
Naprawdę nie trzeba robić wiele, a już na pewno nie trzeba robić wszystkiego samemu. Jeden sąsiad może mieć oczko wodne, inny łąkę, kolejny drzewo, a następny kompostownik. Tak stworzy się sieć, dzięki której przyroda zyska.
Pan ma ogród, a w nim…
Przyznaję się: mam trawnik, bo mój syn ma jedenaście lat, gra w piłkę i byłby wściekły, gdyby go nie było. Przeprowadzałem się podczas kręcenia serialu. Pierwsze, co zrobiłem, to oczko wodne. Posadziłem dąb – jest jeszcze mały, ale nawet jeśli za bardzo urośnie, mogę go za dziesięć lat przyciąć, a przez ten czas będą z niego korzystać zwierzęta. Mam traszki, żaby i gniazdujące sikorki modre.
Polscy widzowie oglądają serial w środku lata, gdy ich własne ogrody tętnią życiem. Chciałby pan im coś przekazać?
Tak: zazdroszczę wam. Wasz kraj jest znacznie bardziej bioróżnorodny niż Wielka Brytania. Sam dorastałem w Rumunii i mieliśmy w ogrodzie węże, żółwie i rzekotki – ich w Anglii po prostu nie ma. A gdybym miał do czegoś Polaków zachęcić, powiedziałbym: wychodźcie po zmroku. Ja biorę latarkę i robię obchód terenu. Widzę owady na liściach, zaglądam do oczka wodnego i dostrzegam traszki, których nie sposób zobaczyć w ciągu dnia. W każdym ogrodzie jest cały sekretny świat.
ROZMAWIAŁA JOLANTA IWAŃCZUK.