Archiwum
Struktura

Maria Zmarz-Koczanowicz: Dokumentaliści nie mają czystego sumienia

Co można nazwać dokumentem filmowym? Jak dociera się do prawdy? Czy obserwacja zaburza obserwowane zjawisko? Jakiego rodzaju narzędzi dokumentalistom wypada używać? Kiedy kreacja zaczyna być manipulacją? Podkast z prof. Marią Zmarz-Koczanowicz, wybitną reżyserką, autorką kilkudziesięciu dokumentów filmowych, wykładowczynią w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi oraz nowej Szkole Historycznego Dokumentu Filmowego IBL, PAN, CKC, UW.

Dokumentem interesujemy się w pulsarze z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, współpracujemy z Docs+Science – sekcją naukową Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Po drugie, frapuje nas metodologia tego sposobu opisywania rzeczywistości. Dokument to wprawdzie nie zapis kopalny, nie prześwietlenie rentgenowskie, nie dane ze zderzacza cząstek elementarnych – ale nośnikiem jakichś danych przecież jest, prawda?

O taksonomii i kryteriach prawdy w dokumencie filmowym dyskutuje się od chwili poczęcia tego gatunku. Od słynnego „Nanooka z Północy” zrealizowanego przez Roberta Flaherty’ego w roku 1922. Prawda ekranu odbiegała w nim od prawdy obiektywnej w dość dramatyczny sposób. Maria Zmarz-Koczanowicz wyjawia, co o tym sądzi.

Pytamy ją o granice gatunku. O to, czy pisane i kręcone z głęboką wiedzą na temat gangsterskiego półświatka „Chłopcy z ferajny” Martine Scorsese to jeszcze tylko film fabularny, czy może już trochę dokument.

Rozmawiamy o roli reżysera – o tym, na ile mocno może prowokować sytuację, by bohaterowie odsłonili złożoność psychiki i motywacji. Innymi słowy: jak bardzo można zaburzać układ, w którym dokonuje się pomiarów. – W dokumencie jest zawsze sytuacja, niestety, trochę nieczysta – przyznaje dokumentalistka.

Prof. Maria Zmarz-Koczanowicz jest wykładowczynią w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi oraz nowej Szkole Historycznego Dokumentu Filmowego IBL, PAN, CKC, UW.Anna Amarowicz/pulsarProf. Maria Zmarz-Koczanowicz jest wykładowczynią w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi oraz nowej Szkole Historycznego Dokumentu Filmowego IBL, PAN, CKC, UW.

Na jednym końcu spektrum umieścić można wczesne dokumenty Siergieja Łoźnicy, gdzie obecność twórców ograniczona jest do minimum (bo, jak mawiał Piotr Bikont, „montaż niszczy film”). Na drugim – osobiste „wojny z tyranią faktów”, czyli filmy Wernera Herzoga. Wszystkie są wyświetlane podczas tych samych festiwali. Wszystkim ufamy. Czy słusznie?

Rozmawiamy też o ewolucji dokumentu filmowego i wszechobecności kamer cyfrowych. – Mistrz dokumentu Kazimierz Karabasz różnicował: jest rejestracja, która jest gapieniem się, i jest spojrzenie, które jest widzeniem – przypomina Zmarz-Koczanowicz.



WSZYSTKIE SYGNAŁY PULSARA ZNAJDZIECIE TUTAJ