Jak ocalić mieszkańców miast przed zmianami klimatu? W Europie pojawiły się orzeźwiające pomysły
Ostatnie uderzenia upałów i pożary w pobliżu europejskich miast jednoznacznie potwierdzają, że zmiany klimatu są coraz bardziej intensywne i odczuwalne. Niestety, zgodnie z naukowymi prognozami będzie już tylko gorzej: upały staną się coraz bardziej dolegliwe, a zmiany pogodowe – coraz gwałtowniejsze. I to tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o klimatyczne zagrożenia. Sytuacja wymaga poważnej reakcji, nie tylko tej doraźnej, na konkretne zdarzenia, ale też szerszej, systemowej. Powinna ona obejmować zarówno dostosowywanie się do zmian, jak i próbę ograniczania ich skali.
W Polsce świadomość tej sytuacji wciąż dopiero się przebija. Nasz region jest mimo wszystko do tej pory oszczędzany przez zmiany klimatu. Sytuacja wygląda inaczej w państwach zachodniej i południowej Europy. Zapewne z tego powodu znacznie intensywniej próbuje się tam udzielać odpowiedzi na nowe zagrożenia. W jaki sposób i z jakim skutkiem? Poniżej skupimy się na przestrzeni miejskiej. Przykłady z Grecji, Włoch, Francji i Hiszpanii obrazują zarówno możliwe odpowiedzi na zmiany klimatu, jak również kluczowe związane z nimi ograniczenia.
Zielono nam
Zacznijmy od Grecji. Już kilka lat temu tamtejsze Ministerstwo Środowiska i Energii zauważyło w oficjalnych dokumentach kluczowe zagrożenia klimatyczne, do których zaliczyło m.in. fale upałów, zanieczyszczenie powietrza, ryzyko ograniczeń w dostępie do wody czy też efekt miejskiej wyspy ciepła. Nic dziwnego, że władze Aten uchwaliły specjalny plan działań na rzecz klimatu. Szczególną uwagę zwraca rola zieleni, obecnej tam do tej pory w niewielkim stopniu – rozszerzanie, gdzie to możliwe, powierzchni parków i terenów zielonych. Ponadto na budynkach publicznych (bezwzględnie) i prywatnych (w miarę możliwości) promowane są zielone dachy i ściany. W wielu miejscach stolicy, zwłaszcza tych gęsto zabudowanych, sadzi się drzewa w celu „zacieniania” obszaru.
Ponadto wyodrębnia się strefy szczególnie zagrożone powodzią i wdraża rozwiązania infrastrukturalne ułatwiające walkę z tym kataklizmem. Rozwija się również sieć rowerową miasta. Wszystkie te cele są ujmowane w planie przestrzennym Aten. Tereny zielone czy infrastruktura wodna nie są lokalizowane przypadkowo, ale po kompleksowej analizie potrzeb i możliwości całego miasta.
Przenieśmy się teraz do Włoch – do Sassari na Sardynii. Problemem są tam nie tylko wzrastające temperatury, uderzenia gorąca i nagłe zmiany pogody. Na wyspie odnotowano – i zaprognozowano na dalszą przyszłość – wzrost liczby intensywnych opadów deszczu. Dlatego władze Włoch przygotowały (dla wszystkich regionów) generalny plan rozwoju terenów zieleni w miastach. Wynika z niego nie tylko to, że wyodrębnianie nowych tego rodzajów obszarów jest bardzo ważne, ale również, że nie może odbywać się to w sposób przypadkowy, chaotyczny. Powinna je poprzedzać całościowa analiza potrzeb, a skutki takich działań należy regularnie monitorować.
Rzecz jasna na zieleni odpowiedzi na zmiany klimatu się nie kończą. W Sassari podkreśla się konieczność rozwoju tzw. szarej infrastruktury, zwłaszcza „hydraulicznej”, by ograniczyć ryzyko powodzi. I podobnie jak w Atenach promuje się w miarę możliwości transport publiczny i rowerowy kosztem samochodowego.
Warto mieć plan
Szukajmy dalej. We Francji jednym z podejmowanych działań jest odgórny krajowy plan, zgodnie z którym co roku należy przeznaczać na tereny zielone tysiąc hektarów przestrzeni miejskiej. Dotyczy to m.in. leżącego na południu Montpellier, gdzie zwłaszcza w ostatnich latach odczuwa się wyraźny wzrost temperatur, a ponadto – jak w całym regionie – narasta zagrożenie pożarowe i powodziowe. Jednym z rozwiązań jest plan przestrzenno-klimatyczny dla obszaru metropolitalnego Montpellier (czyli nie tylko dla samego miasta, ale i otaczających go gmin).
To krok dalej w porównaniu z innymi państwami. Zazwyczaj plany przestrzenne próbują jedynie realizować wytyczne klimatyczne zawarte w innych dokumentach. W Montpellier obie sfery zostały połączone. W konsekwencji konkretne ograniczenia dotyczące zabudowy, wyznaczenie poszczególnych rodzajów stref (np. mieszkaniowej, przemysłowej, zieleni) są bezpośrednio powiązane z celami klimatycznymi.
Przykładowo nie trzeba „przekładać” do planu koncepcji ochrony i rozwoju zieleni. Ona już tam jest – z konkretnymi konsekwencjami dla możliwości zabudowy poszczególnych gruntów. Oczywiście działania klimatyczne nie kończą się na uchwaleniu planu. W samym Montpellier na lata 2020–26 przewidziano zasadzenie 50 tys. drzew.
Wśród ciekawych przykładów można też wymienić Hiszpanię. Dla odmiany przyjrzyjmy się jednak miastom, które nie znajdują się na samym południu kraju. Tam też pojawia się sporo pomysłów. W Madrycie spośród problemów klimatycznych do szczególnie dojmujących należą nagłe uderzenia gorąca, efekt miejskiej wyspy ciepła i problematyczny dostęp do wody. Jednym z realizowanych rozwiązań jest zagęszczanie zabudowy mieszkaniowej (aby mieszkaniówka nie pochłaniała niepotrzebnie zbyt dużego obszaru). Plan przestrzenny dla stolicy bezwzględnie chroni zielone tereny. Niezależnie od powyższego chronione są przed ścięciem wszystkie drzewa, nawet jeżeli nie są powiązane z terenami zielonymi.
Jeszcze ciekawszy jest przypadek Bilbao – miasta na północy Hiszpanii, w którym lata są cieplejsze, ale zasadniczo, z uwagi na miejscowy klimat, nie stanowią aż tak dużego problemu jak na południu kraju. Kwestie klimatyczne i tu zostały sumiennie przepracowane. Wokół Bilbao wyodrębniono „zielony ring” o powierzchni 1300 ha, który ma służyć m.in. ochronie terenów wiejskich przed niekontrolowaną zabudową.
W samym mieście poza zwiększaniem powierzchni terenów zielonych całą komunikację miejską przestawiono na napęd elektryczny i hybrydowy. Za znaczące zagrożenie dla miasta uznano nagłe zmiany pogody. Władze miejskie podjęły więc próbę logistycznego przygotowania do tych zdarzeń poprzez rozbudowę systemów wczesnego ostrzegania oraz opracowanie planów ewakuacyjnych na wypadek powodzi.
Budujące przykłady
Zainteresowania i kierunki działań w miastach zachodniej i południowej Europy są zasadniczo podobne. Władze miejskie nie mogą robić wszystkiego – bardzo często są ograniczane ramami prawnymi obowiązującymi na szczeblu krajowym. Władze krajowe z kolei nie zawsze chętnie i szybko podejmują ważne kwestie klimatyczne. Nie znaczy to jednak, że tematy te nie są rozważane. Warto tu przedstawić pewien pomysł, który aktualnie jest zawarty przede wszystkim w niektórych europejskich dokumentach – koncepcję „no net land take”.
Jak zauważają jej autorzy (a są to głównie naukowcy z państw europejskich), niekontrolowany rozwój zabudowy może być bardzo problematyczny również w kontekście zmian klimatu, pogłębiając utratę funkcji ekosystemowych (m.in. związanych z retencją wody), a także przyczyniając się do fragmentacji przestrzeni, w tym siedlisk przyrodniczych. Ponadto chaotyczne rozlewanie się zabudowy nie odpowiada realnym potrzebom rozwojowym miast i gmin podmiejskich. W związku z tym wspomniana koncepcja zakłada, że od 2050 r. powierzchnia terenów przekazywanych na cele zurbanizowane powinna być równoważona przywracaniem innych terenów do stanu naturalnego. Może to oznaczać zarówno rozbiórkę nieużywanych budynków, jak i zmianę przeznaczenia istniejących elementów infrastruktury.
Wizja ta wydaje się oczywiście dosyć radykalna i nasuwa pytania o to, jak operacyjnie zrealizować związane z nią cele. Oczywiście trudno przesądzić, co zdarzy się w roku 2050. Obecnie koncepcja „no net land take” nie jest nigdzie w całości wdrażana. Wyznacza raczej pewien kierunek dalszej dyskusji. I tak np. w niektórych państwach zwraca się uwagę na konieczność szerszej niż dotąd ochrony prawnej gruntów rolnych i leśnych przed niekontrolowaną zabudową. Czasem jednak próbuje się nieśmiało stawiać dalsze kroki. Dobrym przykładem może być Francja, gdzie w ustawie klimatycznej zawarto osobny rozdział poświęcony ochronie gruntów i ograniczaniu wykorzystywania gleby. „No net land take” stanowi również oficjalny cel francuskich dokumentów strategicznych, rzecz jasna kontestowany przez część klasy politycznej.
Dla odmiany w belgijskiej Walonii zgodnie z tamtejszym planem przestrzenno-klimatycznym do 2030 r. co najmniej połowa nowej zabudowy mieszkaniowej może powstać tylko w centrach miast i wsi. W dalszej perspektywie – do 2050 r. – wymóg ten ma dotyczyć aż 75 proc. takich inwestycji. Cel ten jednak mocno kontestują gminy wiejskie. Poza tym jest to wciąż raczej ogólny postulat.
Również w ustawie niemieckiej zadeklarowano, że w pierwszej kolejności powinny być zabudowywane centra miast. Od 2017 r. zgodnie z tamtejszymi przepisami dzienne „zajmowanie” naturalnego gruntu nie może przekroczyć 30 ha. Postulaty te, bardzo ogólne i delikatne, i tak nie są w pełni realizowane, bo np. niemiecka ustawa mieszkaniowa z 2025 r., nakierowana na intensywny rozwój mieszkalnictwa, zdecydowanie wskazuje na inne priorytety.
Klimatyczne pole minowe
Jak więc widać, przy realizacji ważnych dla miast celów klimatycznych mogą pojawiać się problemy i bariery. Pod tym względem przypadki wszystkich wspomnianych państw i miast są bardzo do siebie podobne. Częstym problemem pozostaje kwestia koordynacji kompetencji władz publicznych. Sprawy klimatyczne są zróżnicowane – od zielonych przestrzeni do infrastruktury hydraulicznej. Bardzo często trudno się nimi zająć w sposób kompleksowy. I tak np. na szczeblu krajowym są formułowane ogólne wytyczne, których władze miejskie nie potrafią efektywnie wprowadzić w życie. Władze krajowe nie chcą ryzykować, wiedząc, że uszczegóławianie wskazanych postulatów może okazać się niepopularne politycznie. I w konsekwencji miastom może brakować efektywnych narzędzi.
Problemem są też pieniądze – wiele projektów klimatycznych wymaga finansowego dużego wsparcia, którego realnie nie ma. Z badań ankietowych wynika, że np. mieszkańcy Sassari akceptują zielone dachy na budynkach publicznych, ale deklarują, że ich instalowanie na budynkach prywatnych jest dla nich zbyt kosztowne. I mają rację. Do tego dochodzą konflikty przestrzenne – powierzchnie przeznaczane pod zieleń czy infrastrukturę wodną mogą zajmować tereny przeznaczone na cele mieszkaniowe lub przemysłowe. Nie zapominajmy też, że dostosowanie miast do celów klimatycznych to długi, żmudny proces. Nie wystarczy tu ani kilka miesięcy, ani nawet lat.
Z powyższych przykładów wynika, że reagowanie na zmiany klimatu to prawdziwe pole minowe. Z jednej strony widzimy coraz drastyczniejsze konsekwencje zachodzących procesów. Z drugiej – właściwa na nie odpowiedź wymaga wielu zróżnicowanych działań, no i sporej dozy determinacji oraz cierpliwości. Działania państw i miast zachodniej Europy świadczą jednak o świadomości wagi problemu. Widzimy próby wdrażania – na różne sposoby – mniej kontrowersyjnych społecznie celów: poszerzanie powierzchni terenów zielonych, sadzenie drzew, rozbudowę infrastruktury przeciwpowodziowej. Powstają też całościowe koncepcje (jak „no net land take”), które teoretycznie pozostają słuszne, lecz wciąż nie do końca wiadomo, jak je wdrażać.
Na razie najlepszym rozwiązaniem wydaje się realizacja ich najmniej spornych elementów. Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy zakres tych wszystkich działań jest proporcjonalny do intensywności zmian klimatu, czy dotrzymuje jej tempa… Oczywiście, że nie. Pogodzenie wyzwań społecznych i klimatycznych to zadanie piekielnie trudne, które powinno być poddawane w możliwie najszerszym stopniu obiektywnej debacie. Tej debaty wciąż jest zbyt mało.