Shutterstock
Człowiek

Zdrowy egoizm służy demokracji

Komputerowe symulacje zachowań społecznych sugerują drogi wyjścia ze stanu radykalnej polaryzacji opinii.

Już w 1787 roku James Madison, czwarty prezydent Stanów Zjednoczonych – i jeden z Ojców Założycieli, wiodących północnoamerykańskie kolonie ku niepodległości – pisał o „przemocy frakcji”. Przestrzegał przed rujnującą demokrację tendencją izb reprezentantów do dzielenia się na dwa wrogie sobie obozy. Zjawisko znane od stuleci, dziś przybrało formę ekstremalną – ale niezmiennie nie ma jasności, czy polaryzacja jest nieunikniona, czy może jest tylko oznaką jakiegoś bardziej ukrytego procesu. Nie wiadomo też, jakie czynniki na nią wpływają; czy istnieje jakiś punkt krytyczny, po przekroczeniu którego nie ma już powrotu do normalności. I czy można jakoś regulować jej siłę.

Naukowcy od ćwierć wieku szukają odpowiedzi na te pytania, prowadząc symulacje w komputerach – sprowadzają systemy społeczne do formy prostych jednostek zwanych agentami, które wchodzą ze sobą w interakcje. Specjaliści reprezentujący rozmaite dziedziny wiedzy – politolog Robert Axelrod, informatyk Joshua J. Daymude i bioinformatyczka Stephanie Forrest – opublikowali właśnie w czasopiśmie PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America) wyniki swoich analiz.

Zaprogramowane przez nich społeczeństwa in silico składają się z jednostek, które chętniej zrzeszają się z jednostkami o podobnych poglądach – a to powoduje, że ich postawy jeszcze bardziej się upodabniają. Druga opcja to zetknięcie się ze sobą jednostek o poglądach odmiennych – wtedy różnice tylko się pogłębiają. W tak skonstruowanym modelu kręci się następnie „gałkami” różnych parametrów i obserwuje efekty. Wnioski z symulacji są trzy – i tyle właśnie jest zasadniczych mechanizmów redukujących polaryzację.

Po pierwsze, należy poszerzać zakres opinii uznawanych za atrakcyjne lub akceptowalne –wyrwać ludzi z przysłowiowych komór pogłosowych. Robić to jednak trzeba umiejętnie – bo jednostki skrajnie uparte tylko bardziej zdecydowanie w swoim uporze trwają. Po drugie, należy ograniczać wpływ jednostek o poglądach ekstremistycznych. Te dwa wnioski mogą się na pierwszy rzut oka wydać banalne, bo mniej więcej to samo podpowiadałaby intuicja – ale intuicja jest słabym argumentem w racjonalnej dyskusji.

Jest jednak i wniosek trzeci. Do osób wahających się należy kierować zachęty, które współgrają z ich dobrze pojmowanym skupieniu na interesie własnym. Nawet niewielkie, ale trafne – choćby ekonomiczne – mogą powstrzymać falę polaryzacji. Właściciele małych firm będą raczej niechętni podwyżkom podatków, nauczyciele będą raczej popierać zwiększenie budżetu szkół publicznych, itd. Zatem idąc radykalnie w poprzek ich oczekiwaniom, prosimy się o radykalizację poglądów. Okazuje się, że nawet jeśli agenty (jednostki społeczne w symulacji) działają z pobudek egoistycznych bardzo rzadko – raz na 100 lub 200 aktów interakcji – to w ich społeczności nie dochodzi do ekstremalnej polaryzacji. Rządy, samorządy, elity, media – ich rola w moderowaniu nastrojów okazuje się kluczowa.

Przy okazji naukowcy odkryli też coś, co może napawać i optymizmem, i pesymizmem jednocześnie. O zjednoczenie społeczeństwa w sposób mniej spolaryzowany dużo łatwiej w sytuacji kryzysu – ekonomicznego, zdrowotnego, militarnego, klimatycznego. Hasło „wróg mojego wroga jest i moim wrogiem” obowiązuje, ale tylko pod warunkiem, że katastrofa jest naprawdę poważna.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną