Donieck, kwiecień 2014 r. Prorosyjska rebelia po aneksji Krymu. Donieck, kwiecień 2014 r. Prorosyjska rebelia po aneksji Krymu. Shutterstock
Człowiek

Nie mamy licencji na kolektywne zabijanie

Dlaczego ze sobą walczymy? Jastrzębie mówią, że jako gatunek jesteśmy z natury skłonni do prowadzenia wojen. Ale gdy weźmiemy pod uwagę wszystkie dostępne dowody, górę biorą racje gołębi.

W skrócie

Czy wojna jest wrodzoną cechą gatunku ludzkiego, czy też występuje, odkąd struktura społeczeństwa zaczęła stawać się coraz bardziej złożona?

Badacze podzielili się na dwa obozy, które można określić mianem jastrzębi i gołębi.

Bliższa analiza dowodów natury archeologicznej oraz z innych dziedzin nasuwa wniosek, że kolektywne zabijanie stanowi skutek oddziaływania czynników kulturowych, które pojawiły się w ciągu ostatnich 12 tys. lat.

W Sekcji Archeo prezentujemy archiwalne teksty ze „Świata Nauki” i „Wiedzy i Życia”. Wciąż aktualne, intrygujące i inspirujące.

Czy ludzie, a może wyłącznie mężczyźni, mają ewolucyjnie wykształconą predylekcję do zabijania członków innych grup? Nie tylko samą zdolność zadawania śmierci, lecz wrodzoną skłonność do chwytania za broń, co popycha nas do kolektywnej przemocy? Słowo „kolektywna” jest tu kluczowe. Ludzie walczą i zabijają z osobistych powodów, ale zabójstwo to coś innego niż wojna. Wojna jest działaniem społecznym, w którego ramach jedne grupy ludzi przystępują do zorganizowanego zabijania członków innych grup. We współczesnych kontrowersjach dotyczących historycznych źródeł wojny wyróżnić można dwa przeciwstawne stanowiska. Według pierwszego z nich wojna jest ewolucyjnie wykształconym dążeniem do wyeliminowania wszelkich potencjalnych rywali. W tym ujęciu, ludzie, począwszy od naszych wspólnych przodków z szympansami, toczą wojny od zarania dziejów. Wyznawcy drugiego stanowiska utrzymują, że konflikty zbrojne to sprawa dopiero ostatnich tysiącleci, gdy zmieniające się warunki społeczne dostarczyły motywacji i możliwości organizacyjnych dla kolektywnego zabijania. Obie strony dzielą się, jak to określił nieżyjący już antropolog Keith Otterbein, na jastrzębie i gołębie (debata ta wiąże się również z kwestią, czy instynktowne skłonności do wojny da się stwierdzić u szympansów.

Jeśli wojna wynika z wrodzonych skłonności, to powinniśmy oczekiwać, że występuje ona nawet w niewielkich społecznościach w całej prehistorii, co jest tezą głoszoną przez jastrzębie. „Wszędzie tam, gdzie dysponujemy dobrym archeologicznym obrazem jakiejś społeczności istniejącej w dziejach Ziemi, zawsze natrafiamy również na świadectwa toczonych wojen. […] Dwadzieścia pięć procent zgonów wskutek działań wojennych może być ostrożnym oszacowaniem”, pisał archeolog Steven Le‑ Blanc wraz z Katherine E. Register. Powodując liczbę ofiar tego rzędu, twierdzą psycholodzy ewolucyjni, wojna służyła jako mechanizm naturalnej selekcji, w wyniku którego najsilniejsze jednostki zdobywały zarówno partnerki do rozpłodu, jak i zasoby.

Takie postrzeganie wojny zyskało sobie dużą popularność. Politolog Francis Fukuyama pisał, że korzenie dzisiejszych wojen sięgają dziesiątek, a nawet tysięcy lat wstecz do naszych myśliwsko‑zbierackich przodków, a nawet do naszego wspólnego przodka z szympansami. Zdaniem czołowego badacza stosunków międzynarodowych Bradleya Thayera, teoria ewolucji wyjaśnia, dlaczego chęć obrony własnego plemienia – często składającego się z blisko ze sobą spokrewnionych jednostek – przekształciła się z czasem w grupowe skłonności do ksenofobii i etnocentryzmu w stosunkach międzynarodowych. Skoro wojny są naturalnymi erupcjami instynktownej nienawiści, po cóż szukać innych odpowiedzi? A jeśli ludzka natura popycha nas do kolektywnego zabijania, jak długo jesteśmy w stanie tego unikać?

Antropolodzy i archeolodzy z obozu gołębi kwestionują ten pogląd, utrzymując, iż jakkolwiek jest oczywistością, że ludzie zdolni są do wszczynania działań wojennych, nie oznacza to, że dążenie do kolektywnego zabijania tych, których zaliczają do obcych, wynika z budowy mózgu. Zgodnie z tą argumentacją, z konfliktami zbrojnymi na dużą skalę mieliśmy do czynienia dopiero wtedy, gdy wzrosła wielkość i złożoność struktury wewnętrznej społeczności myśliwsko‑zbierackich, a następnie wraz z przejściem na uprawę ziemi. Archeologia, uzupełniona o obserwacje współczesnych kultur myśliwsko‑zbierackich, pozwala nam wskazać czasy i do pewnego stopnia okoliczności społeczne, które sprzyjały inicjowaniu i intensyfikacji działań wojennych.

Kiedy to się zaczęło?

Doszukując się genezy wojen, archeolodzy wykorzystują cztery rodzaje dowodów. Jaskiniowe malarstwo naskalne to dowód numer jeden. Paleolityczne malowidła z jaskiń Grottes de Cougnac, Pech Merle oraz Cosquer we Francji, których wiek datuje się na około 25 000 lat, przedstawiają zarysy, które niektórzy badacze interpretują jako wizerunki postaci ludzkich przeszytych włóczniami. Mogłoby to sugerować, że wojny toczono już pod koniec ery paleolitu. Jednakże ta interpretacja jest kwestionowana. Inni naukowcy zwracają uwagę, że niektóre z tych niekompletnych sylwetek mają ogony oraz że przecinające je załamane lub faliste linie najprawdopodobniej mają reprezentować działanie szamańskich mocy, a nie włócznie (w przeciwieństwie do nich malowidła naścienne ze wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego, wykonane przypuszczalnie przez uprawiających rolę osadników tysiące lat później, ewidentnie pokazują bitwy i egzekucje).

Broń również może świadczyć o prowadzeniu wojen, ale to, co wydaje się nam bronią, niekoniecznie nią faktycznie było.

Ja sam uważałem wcześniej maczugi za znaleziska służące do celów wojennych, dopóki nie dowiedziałem się czegoś bliższego o bliskowschodnich maczugach kamiennych, które mają otwory na uchwyty tak wąskie, że nie przetrwałyby zadania jednego ciosu podczas bitwy. Maczugi bywają także atrybutem władzy, a stanowione prawa mogą umożliwiać rozwiązywanie konfliktów bez uciekania się do wojny. Jednak jest całkiem możliwe toczenie wojny bez użycia tradycyjnej broni – na terenach obecnych południowych Niemiec około 5000 lat p.n.e. wieśniacy byli masakrowani za pomocą ciesaków, które służyły do obrabiania pni drzew.

Oprócz malarstwa i broni, archeolodzy szukają śladów wojen w szczątkach osad. Ludzie obawiający się napaści zazwyczaj podejmują starania, aby się przed nią zabezpieczyć. Na podstawie znalezisk archeologicznych widzimy niekiedy, że mieszkańcy rozproszonych domostw na nizinnych równinach przenosili się do osiedli o skoncentrowanej zabudowie. Osiedla w całej neolitycznej Europie były otoczone wzniesionymi wałami ziemnymi. Ale nie w każdym przypadku wały te miały charakter obronny – niekiedy odgradzały od siebie odrębne grupy społeczne.

Jak się wydaje, odnalezione szczątki szkieletów są idealną wskazówką, że w danym miejscu doszło do wybuchu wojny, ale nawet w takim przypadku trzeba się im przyjrzeć dokładnie. Zaledwie jedna na trzy-cztery rany od pocisków pozostawia ślad na kości. Zaostrzone groty wykonane z kamienia lub kości pochowane ze zwłokami czasami mają charakter ceremonialny, a czasami oznaczają przyczynę śmierci. Niezagojone rany stwierdzone na pojedynczo pochowanych zwłokach mogły być skutkiem wypadku, egzekucji lub zabójstwa. W rzeczy samej, można domniemywać, że w prehistorycznym świecie do zabójstw dochodziło nagminnie – ale zabójstwa nie stanowią jeszcze wojny. I nie wszystkie walki pociągały za sobą ofiary śmiertelne. W niektórych miejscach pochowku archeolodzy natrafiają często na czaszki z zagojonymi wgnieceniami, ale jedynie w nielicznych przypadkach obrażenia te spowodowały śmierć. Znaleziska te świadczą raczej o walkach na pałki bądź rozwiązywanie sporów z użyciem innych nieśmiercionośnych broni, co dobrze znane jest z zapisów etnograficznych. Gdy czaszki te w większości są kobiece, uszkodzenia mogły być konsekwencją przemocy domowej.

Człowiek zawsze był skłonny angażować się w wojnę, jeśli popychały go do tego warunki i własna kultura.

Globalne archeologiczne dowody na występowanie wojen bywają zatem często niejednoznaczne i trudne do interpretacji. Nieraz oddzielne ślady dopiero zebrane razem rodzą domniemanie wojny lub ją uprawdopodobniają. Niemniej wytężone prace archeologiczne – prowadzone w wielu miejscach wykopaliska dostarczające obfitego materiału badawczego – powinny być w stanie pokazać, na ile te przypuszczenia są uzasadnione.

Jednak, ogólnie rzecz biorąc, czy faktycznie dysponujemy dowodami na to, że ludzie prowadzili wojny od zarania dziejów naszego gatunku? Jeśli nasza próbka obejmuje miejsca znane z dużej częstości ran okołośmiertnych (powstałych jednocześnie ze śmiercią lub tuż przed), w istocie nie wygląda to za dobrze. Stąd biorą się statystyki takie, jak to, że 25% zgonów miało charakter gwałtowny. Fałszywy obraz powstaje jednak w wyniku wybiorczego przedstawiania w środkach masowego przekazu. Każde odkrycie przypadków zadawania śmierci na większą skalę w pradawnych czasach trafia od razu na nagłówki, podczas gdy niezliczone stanowiska, na których nie stwierdzono żadnych oznak stosowania siły, są pomijane milczeniem. Tymczasem ogólny przegląd danych archeologicznych dotyczących konkretnego miejsca w konkretnym okresie czasu pod kątem, ile, jeśli w ogóle, występuje w nich śladów wojen, daje całkowicie odmienny obraz – wojny bynajmniej nie były toczone wszędzie i od zawsze. Wojna jako zjawisko społeczne w istocie miała określony historyczny początek.

Pierwsze działania wojenne

Wielu archeologów stawia tezę, że do pierwszych wojen doszło na niektórych terenach w epoce mezolitu, która rozpoczęła się po ostatnim zlodowaceniu, a skończyła około 9700 roku p.n.e., gdy europejscy myśliwi‑zbieracze zaczęli wieść osiadły tryb życia i utworzyli społeczności o bardziej złożonej strukturze. Ale tak naprawdę nie ma tu prostej odpowiedzi. Wojny występowały w rożnych czasach w rożnych miejscach. Od poł wieku archeolodzy zgodnie uważają, że liczne przypadki gwałtownej śmierci w Jebel Sahaba nad Nilem w północnym Sudanie miały miejsce nawet wcześniej, około 12 000 lat p.n.e. Ostra rywalizacja pomiędzy grupami osiadłych myśliwych‑zbieraczy na obszarach, gdzie bogate poprzednio źródła pożywienia zaczęły się kurczyć, mogła prowadzić do konfliktów zbrojnych.

Datowane na nieco późniejszy czas pozostałości osiedli, broń i miejsca pochowku z rejonu północnego Tygrysu świadczą o wojnie, w której wzięły udział wioski osiadłych myśliwych‑zbieraczy pomiędzy 9750 a 8750 rokiem p.n.e. Położone nieopodal pierwsze znane fortyfikacje wiejskie zostały zbudowane przez ludzi uprawiających rolę w siódmym tysiącleciu, a pierwszy podbój ośrodka miejskiego miał miejsce pomiędzy 3800 a 3500 rokiem p.n.e. W tym czasie wojny toczono już powszechnie w całej Anatolii, po części za sprawą nastawionych na podbój przybyszy znad północnego Tygrysu.

Kontrastuje to bardzo z tym, że archeolodzy nie znaleźli żadnych ewidentnych śladów wojen w osiedlach, broni czy też szczątkach szkieletów na terenach południowego Lewantu (od Synaju po południowy Liban i Syrię) pochodzących sprzed mniej więcej 3200 roku p.n.e. W Japonii przypadki gwałtownej śmierci z jakiejkolwiek przyczyny wśród grup myśliwych‑zbieraczy w okresie od 13 000 do 800 roku p.n.e. były rzadkością.

Wraz z upowszechnieniem się około 300 roku p.n.e. mokrej uprawy ryżu ponad jedne na dziesięć ludzkich szczątków mają cechy gwałtownego zgonu. Na dobrze przebadanych stanowiskach północnoamerykańskich niektóre z bardzo wczesnych uszkodzeń stwierdzanych w szkieletach wydają się rezultatem osobistych, a nie kolektywnych konfliktów. Jedno ze stanowisk na Florydzie zawiera ślady licznych ofiar, które poniosły śmierć około 5400 roku p.n.e. W północno-zachodnich rejonach nad Pacyfikiem podobne zdarzenia miały miejsce około 2200 roku p.n.e., natomiast na południowych Wielkich Równinach stwierdzono zaledwie jeden przypadek gwałtownej śmierci przed 500 rokiem n.e.

Jak dochodziło do wojen

Czynnikami, które sprawiały, że wojna stawała się bardziej prawdopodobna, było przejście do bardziej osiadłego trybu życia, wzrost liczby ludności w danym rejonie, nagromadzenie cennych zasobów, takich jak zwierzęta hodowlane, wyższy stopień złożoności i uhierarchizowania struktury społecznej, rozwój handlu towarami o dużej wartości oraz wykształcenie się granic i kolektywnej tożsamości poszczególnych grup ludzkich. Często dochodziły do tego niekorzystne zmiany środowiskowe. Wojna w Jebel Sahaba, na przykład, stanowiła być może reakcję na kryzys ekologiczny, gdy Nil na jednym z przełomów wyprostował swoje koryto, co zamieniło urodzajne tereny zalewowe w pustynię i ostatecznie doprowadziło do opuszczenia przez ludzi tych okolic. W późniejszych wiekach od rozpoczęcia uprawy roli neolityczna Europa może stanowić jeden z przykładów, że gdy jest więcej rzeczy, o które ludzie mogą walczyć, ich społeczności zaczynają się organizować w taki sposób, by być lepiej przygotowana do wszczynania i prowadzenia wojen.

Istnieją, wszakże granice tego, co jest w stanie wykazać archeologia, musimy zatem szukać odpowiedzi gdzie indziej. Etnografia – dziedzina zajmująca się badaniem rozmaitych kultur, zarówno współczesnych, jak i dawnych – dostarcza nam dodatkowej wiedzy o wchodzących tu w grę czynnikach. Zasadniczą rolę ma rozróżnienie pomiędzy „prostymi” i „złożonymi” społecznościami myśliwsko‑zbierackimi.

Proste myślistwo i zbieractwo charakteryzowało ludzkie społeczności przez większą część dziejów ludzkości sprzed ponad 200 000 lat. Najogólniej mówiąc, grupy te współpracowały jedna z drugą i tworzyły niewielkie, mobilne i egalitarystyczne zespoły działające na słabo zaludnionych olbrzymich obszarach i posiadające mało dóbr.

W przeciwieństwie do nich, złożone społeczności myśliwsko‑zbierackie były skoncentrowane w osadach liczących nawet setki mieszkańców. Wytworzyły one hierarchię społeczną grup krewniaczych i jednostek, ograniczając dostęp do zasobów pożywienia według linii dziedziczenia, oraz bardziej rozwinięte przywództwo polityczne. Pierwsze oznaki takiej złożonej struktury społecznej odnajdujemy w epoce mezolitu. Pojawienie się złożonych społeczności myśliwsko‑zbierackich może niekiedy, ale nie zawsze, oznaczać etap przejściowy do uprawy roli, leżącej u podłoża rozwijania struktur o charakterze państwowym. Ponadto społeczności te często angażowały się w wojny.

Czynniki sprzyjające wojnom to jednak tylko część całej sytuacji historycznej i same w sobie nie wystarczają, by moc prognozować wybuchy kolektywnych działań zbrojnych. W południowym Lewancie, na przykład, warunki te występowały przez tysiące lat, a mimo to nie ma tam żadnych śladów wojen.

Dlaczego zatem nie doszło tam do żadnych konfliktów rozwiązywanych na drodze siły? Okazuje się, że w wielu społeczeństwach występują również wyraźne czynniki sprzyjające pokojowi.

Istnieje wiele społecznych elementów, które zapobiegają uciekaniu się do wojny, jak międzygrupowe więzi pokrewieństwa i zawieranie małżeństw, współpraca przy polowaniach i uprawie roli oraz dzielenie się zasobami żywności, elastyczność struktur społecznych umożliwiająca jednostkom przechodzenie pomiędzy grupami, systemy norm, które wysoko cenią pokój i piętnują zabijanie ludzi; oraz akceptowane przez wszystkich środki rozstrzygania kwestii spornych. Mechanizmy te nie są w stanie zapobiec poważnym konfliktom, niemniej z reguły temperują je tak, że nie dochodzi do zabijania przeciwników, bądź utrzymują je w obrębie ograniczonego kręgu uczestników.

Skoro tak to może wyglądać, dlaczego zatem późniejsze znaleziska archeologiczne oraz doniesienia podróżników i antropologów zaświadczają o zadawaniu śmierci na dużą skalę w wojnach? Na przestrzeni tysiącleci czynniki sprzyjające wojnie występowały coraz częściej w coraz to większej liczbie miejsc. Gdy już raz dojdzie do jej wybuchu, wojna ma tendencję do rozprzestrzeniania się, a ludzie opowiadający się za użyciem siły zajmują miejsce tych, którzy są nastawieni pokojowo. Na całym świecie powstały struktury państwowe, a państwa dążą do militaryzacji swoich obywateli zamieszkujących peryferie i okolice szlaków handlowych. Niekorzystne efekty środowiskowe, takie jak częste susze, pogłębiają, a niekiedy wręcz rodzą warunki, które sprzyjają wojnie, przy czym niekoniecznie dochodzi do przywrócenia pokoju, gdy sytuacja się poprawia. Szczególnie znamiennym przykładem było gwałtowne ocieplenie podczas średniowiecznego optimum klimatycznego, mniej więcej pomiędzy 950 a 1250 rokiem n.e., które następnie szybko przeszło w małą epokę lodową około roku 1300. W tym okresie wzmogły się wojny na terytorium obu Ameryk, w rejonie Pacyfiku oraz innych miejscach. W większej części świata wojny trwały już od dłuższego czasu, niemniej doszło do eskalacji konfliktów skutkującej wzrostem liczby ofiar.

A co z naszymi krewniakami szympansami?

Antropolodzy badają, czy blisko z nami spokrewnione naczelne wykazują instynktowną predylekcję do kolektywnego zabijania.

Zgłębianie kwestii ludzkich predyspozycji do wojny często wymaga wyjścia poza obręb naszego gatunku i przyjrzenia się, jak to wygląda u spokrewnionych z nami szympansów. Zagadnieniem tym zajmuję się od wielu lat i obecnie kończę poświęconą mu książkę Chimpanzees, „War”, and History [Szympansy, „wojna” i historia]. Ująłem „wojnę” w cudzysłów, ponieważ międzygrupowe konflikty pomiędzy szympansami, choć niekiedy przybierają charakter kolektywny i kończą się ofiarami śmiertelnymi, nie mają społecznych i poznawczych aspektów typowych dla wojen ludzkich.

Przeciwnikami w wojnach ludzkich są często odrębne lokalne grupy współdziałające w ramach bardzo zróżnicowanych form organizacji politycznej. Wojna jest wspomagana przez specyficzne dla danej kultury systemy poznawczo‑etyczne, które dostarczają przekonującego uzasadnienia dla przeciwstawienia „my kontra oni”. Tego rodzaju społeczne konstrukty nie mają analogii u naczelnych. Pomimo tych wszystkich różnic niektórzy badacze utrzymują, jakoby szympansy wykazywały wrodzoną predylekcję do zabijania osobników spoza własnej grupy, odziedziczoną po ostatnich wspólnych przodkach szympansów i ludzi – impuls, który w dalszym ciągu miałby popychać podprogowo ludzi do śmiertelnych utarczek z tymi, którzy nie przynależą do ich własnej społeczności.

W swojej książce podważam pogląd, jakoby samce szympansów miały wrodzoną tendencję do zabijania obcych osobników, stwierdzając, że najbardziej skrajne przypadki przemocy można przypisać specyficznym okolicznościom będącym rezultatem destabilizacji ich życia przez kontakt z ludźmi. Użycie przeze mnie tego argumentu wymagało przyjrzenia się każdemu odnotowanego przypadkowi, że jeden szympans zabił drugiego szympansa. Na tej podstawie można wysnuć prostą tezę. Krytyczna analiza najnowszych tego rodzaju przypadków z 18 placówek badań nad szympansami – równoważne w sumie 426 latom obserwacji terenowych – wykazuje, że 27 z zaobserwowanych lub domniemanych międzygrupowych zabójstw dojrzałych i młodych osobników aż 15 miało miejsce podczas zaledwie dwu konfliktowych sytuacji, do jakich doszło w dwu placówkach odpowiednio w latach 1974‑1977 oraz 2002‑2006.

Owe dwie sytuacje odpowiadają dziewięciu latom obserwacji, co daje 1,67 zabójstwa rocznie. Dla pozostałych 417 lat obserwacji średnia roczna wynosi zaledwie 0,03. Powstaje pytanie, czy te niepasujące do reszty przypadki da się lepiej wyjaśnić jako zachowania będące wynikiem dostosowania ewolucyjnego, czy też jako skutek destabilizacji wywołany przez człowieka. A mimo że biolodzy ewolucyjni traktują zabójstwa jako próbę zmniejszenia liczby samców w konkurencyjnych grupach, dokładnie te same dane pokazują, że po odjęciu liczby zabójstw wewnątrzgrupowych od zewnętrznych okazuje się, że populacja samców zewnętrznych zmniejsza się o jednego osobnika w ciągu każdych 47 lat, czyli okresu dłuższego aniżeli długość życia szympansa.

Analiza porównawcza przypadków doprowadziła mnie do wniosku, że „wojna” pomiędzy szympansami nie jest wykształconą w procesie ewolucji strategią, lecz reakcją wywołaną przez kontakt z ludźmi. Przeglądając przypadek po przypadku, można wykazać, że szympansy nie są wcale gatunkiem „małp‑zabójców”. Te ustalenia badawcze pozwalają również podważyć tezę, jakoby wszelkie ludzkie tendencje do agresywności stanowiły pradawne genetyczne dziedzictwo pochodzące od wspólnego przodka szympansów i ludzi.

Potem Europejczycy rozpoczęli ekspansję na skalę globalną, która przeobrażała, intensyfikowała, a niejednokrotnie była zarzewiem wojen tubylczych na całym świecie. Te konfrontacje nie były jednak konsekwencją stawiania oporu najeźdźcom. Lokalna ludność zaczynała bić się pomiędzy sobą, podżegana przez mocarstwa kolonialne, a także o dostarczane przez nie dobra. Rywalizacja pomiędzy wcześniejszymi i późniejszymi kolonistami oraz wynikające z niej konflikty sprzyjały wytwarzaniu wyraźnych plemiennych tożsamości i podziałów. Tereny nieobjęte jeszcze ekspansją kolonialną podlegały zmianom wymuszonym przez dalekosiężne konsekwencje handlu, chorób i migracji ludności – które, generalnie rzecz biorąc, owocowały wojnami. Państwa wzniecały również konflikty pomiędzy lokalną ludnością poprzez narzucenie struktur politycznych o precyzyjnie wytyczonych granicach w miejsce amorficznych lokalnych ośrodków sprawujących luźno określoną władzę, jakie napotykali podczas swoich kolonialnych podbojów.

Badacze częstokroć usiłują poprzeć tezę, że dążenie ludzi do angażowania się w zadawanie śmierci na dużą skalę w ramach działań wojennych, poprzedzało wykształcenie się struktur państwowych, poprzez wyszukiwanie śladów walk w „strefach plemiennych” i podkreślanie, że „wojna dzikich” stanowi zjawisko endemiczne, w którym wyraża się natura człowieka. Jednakże dokładna analiza dostępnych etnograficznych świadectw odwoływania się lokalnych ludów do użycia siły prowadzi do zupełnie odmiennych wniosków. Myśliwi‑zbieracze na terenach północno-zachodniej Alaski pod koniec XVIII wieku i przez cały XIX podważają sens rzutowania opisów etnograficznych ludów żyjących współcześnie na wcześniejsze dzieje ludzkości. Pamięć o zaciekłych wojnach, podczas których dochodziło do masakr całych wiosek, żyje w pieczołowicie przekazywanej tradycji ustnej. Ta skutkująca wieloma ofiarami przemoc jest przytaczana jako dowód prowadzenia wojen przez myśliwych‑zbieraczy przed kolonizacją tych ziem.

W wielu społeczeństwach występują również wyraźne czynniki sprzyjające pokojowi.

Jednakże archeologia w połączeniu z historią tego regionu dostarcza całkowicie innego obrazu. Brak jest jakichkolwiek śladów wojny we wczesnych archeologicznych szczątkach pochodzących od prostych kultur alaskańskich myśliwych‑zbieraczy. Pierwsze oznaki prowadzenia wojen pojawiają się dopiero pomiędzy 400 a 700 rokiem n.e., przy czym był to prawdopodobnie skutek kontaktu z przybyszami z Azji bądź południowej Alaski, gdzie wojna była już zjawiskiem znanym. Niemniej konflikty te miały przypuszczalnie ograniczony zasięg i intensywność.

Wobec sprzyjających warunków klimatycznych około 1200 roku u tych łowców wielorybów ukształtowała się bardziej złożona struktura społeczna, w której ramach gęściej zaludnione, założone w jednym miejscu osady rozwijały wymianę handlową na duże odległości. Po upływie kilku stuleci wojna stała się czymś powszechnym. Ale w XIX wieku wojny miały już znacznie okrutniejszy charakter, do tego stopnia, że spowodowały znaczny spadek liczby mieszkańców tego regionu. Owe późniejsze konflikty – te, o których pamięć przekazuje tradycja ustna – były wiązane z ekspansją państwową, gdy nowe rosyjskie składy towarowe na Syberii przekształciły się w sieć prowadzącą wymianę handlową w dużej skali, co doprowadziło do umocnienia poczucia terytorialności i centralizacji złożonych grup plemiennych po drugiej stronie Cieśniny Beringa.

Nieoczywistość wojen

Debata o powiązaniach pomiędzy wojną a naturą ludzką nie ma szans na rychłe rozstrzygnięcie. Teza, jakoby kolektywna agresja pochłaniająca dużą liczbę ofiar, była w czasach prehistorycznych czymś powszechnym, ma wielu zwolenników. Znajduje kulturowy oddźwięk u tych, którzy są przekonani, że jako gatunek jesteśmy z natury skłonni do prowadzenia wojen. Jak mawiała moja matka: „Wystarczy popatrzeć na historię!” Ale racja gołębi bierze gorę, kiedy weźmiemy pod uwagę wszystkie dostępne dowody. Najogólniej mówiąc, najdawniejsze znaleziska nie potwierdzają w żadnej mierze, byśmy byli skazani na wojny.

Ludzie są tylko ludźmi. Walczą ze sobą i czasem zabijają się nawzajem. Człowiek zawsze był skłonny angażować się w wojnę, jeśli popychały go do tego warunki i własna kultura. Ale warunki te i zrodzone przez nie wojownicze kultury są sprawą dopiero ostatnich 10 tys. lat – a w wielu miejscach jeszcze późniejszą. Zabijaniu na wielką skalę, którego wielu świadectw dostarcza historia i późna archeologia, przeciwstawić można najdawniejsze archeologiczne znaleziska z całego świata. Najstarsze odkryte kości i przedmioty pozostają w zgodzie z tytułem artykułu Margaret Mead z 1940 roku: „Wojna nie jest biologiczną koniecznością, lecz społecznym wynalazkiem”.

Tekst opublikowany w „Świecie Nauki” w grudniu 2018 r. Tytuł oryginalny: „Dlaczego ze sobą walczymy”.



Jeśli chcesz wiedzieć więcej

War in the Tribal Zone: Expanding States and Indigenous Warfare. Red. R. Brian Ferguson i Neil L. Whitehead. School of American Research Press, 1992.

Beyond War: The Human Potential for Peace. Douglas P. Fry. Oxford University Press, 2007.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną