IMDB
Człowiek

100-lecie „Nosferatu”. Rzecz o krwiopijcach

Agnieszka Krzemińska, „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”, Wydawnictwo Literackie, 2022pulsar Agnieszka Krzemińska, „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”, Wydawnictwo Literackie, 2022
Jak stary jest mit nieumarłego i czy każdy nieboszczyk przygnieciony kamieniem, pochowany twarzą do ziemi lub z głową między nogami uważany był za wampira?

Fragmenty książki Agnieszki Krzemińskiej „Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich”, która ukaże się 27 kwietnia w Wydawnictwie Literackim.

Gdy pod koniec 2003 r. zmarł Petre Toma z rumuńskiej wsi Marotinu de Sus, a członkowie jego rodziny zaczęli chorować, Gheorghe Marinescu nabrał podejrzeń, że jego szwagier to strigoi – wampir. Dziewiątego stycznia kolejnego roku postanowił to sprawdzić: wraz z dwoma kolegami poszedł nocą na cmentarz i wykopał ciało Petre. Przeczucia go nie myliły: choć ten leżał w grobie od ponad miesiąca, jego ciało było rumiane i świeże. Gheorghe, który przed eskapadą dla kurażu łyknął kilka głębszych, zrobił, co zaplanował – wyjął nieboszczykowi serce i spalił je, po czym prochy wsypał do wody i potajemnie dał ją do wypicia bliskim zmarłego. Choroba od razu odpuściła, jednak córka Petre nie znalazła zrozumienia dla postępowania wuja i złożyła na policji doniesienie o zbezczeszczeniu zwłok, w wyniku czego łowca wampirów trafił za kratki.

Współczesny obraz wampira, postaci tragicznie zawieszonej między życiem i śmiercią, między światami duchów i ludzi, uwodzicielskiej i zarazem niosącej zniszczenie, został wykreowany przez literaturę XIX w., ale lęk przed nieumarłymi towarzyszy nam od zawsze. Ponieważ śmierć jest zagadką, a ludzkie zwłoki przerażają, człowiek starał się odesłać zmarłego do zaświatów, by nie utknął pomiędzy światami i nie ożył, by szkodzić żywym. Dlatego już w rytuałach pogrzebowych paleolitycznych myśliwych – w budowie grobowców, uznaniu czerwonej ochry za symbol krwi i życia, w ofiarowaniu umarłym kwiatów i jedzenia – można dopatrzeć się sposobów mających zapewnić zmarłemu szczęśliwą podróż i życie w zaświatach.

Najskuteczniejszą ochroną przed nieumarłym był ogień.

Nie wiadomo, kiedy pojawiła się myśl o żywych trupach. Niektórzy dopatrują się jej w nietypowych pochówkach z wczesnego neolitu sprzed dziewięciu tysięcy lat, na jakie trafiono na Cyprze, gdzie zmarli mieli ucięte głowy lub ich ciała przywalono kamieniami. Ale dowodów, że były to zabiegi antywampiryczne, nie ma.

Najskuteczniejszą ochroną przed nieumarłym był ogień. Ciałopalenie nie zawsze było jednak możliwe, czasami ze względu na brak dostępu do drewna, częściej wskutek wiary w konieczność zachowania ciała, by zmarły mógł się odrodzić po śmierci. Wtedy z lękiem musiano radzić sobie inaczej. Historycy znajdują tego typu informacje w źródłach pisanych, legendach i wierzeniach ludowych, a archeolodzy w ziemi, w postaci atypowych pochówków.

Słowiańskość krwiopijcy

Na ziemiach polskich pierwsze atypowe pochówki pochodzą z neolitu. W Pawłowie koło Zawichostu, na skraju cmentarza z okresu kultury pucharów lejkowatych (3700–1900 p.n.e.), od 1999 roku archeolodzy natrafiali na pozbawione wyposażenia groby. Zmarli leżeli w nich na brzuchach, ze skrępowanymi rękami i nogami, obciętymi głowami, bywali też poćwiartowani. Wiele z tych grobów zasypano kamieniami.

Prowadzący badania dr hab. Marek Florek w pochówkach tych widział najstarszy na terenie ziem polskich dowód na wiarę w żywe trupy, bo żałobnicy wykorzystali cały wachlarz tzw. praktyk antywampirycznych znanych ze średniowiecza i nowożytności. Intrygujący jest fakt, że należało przesunąć ową wiarę w wampiry o kilka tysięcy lat wstecz, i to akurat na Sandomierszczyźnie, słynącej z legend związanych z magią, czarami i istotami nadprzyrodzonymi. W okresie powojennym na peryferiach cmentarza z XI wieku, usytuowanego koło kościoła św. Jakuba w Sandomierzu, odkopano grób, w którym zmarły miał – inaczej niż wszyscy – głowę skierowaną na północ i leżał w głębokiej jamie grobowej na brzuchu.

„India pełna złota, diamentów, Malabar pieprzu, a Polska upiorów”

Choć nie można wykluczyć, że zabiegi na zwłokach poczynione w Pawłowie przez przedstawicieli kultury pucharów lejkowatych wynikały z lęku przed powstającymi z grobów nieumarłymi, to jednak mówienie o wampiryzmie przed epoką średniowiecza jest nadużyciem. Wcześniej nieumarli pojawiają się pod innymi nazwami. W starożytnej Grecji i Rzymie na żywych żerują drapieżne lamie, empuzy i larwy oraz przyjmujące postać sowy strzygi (strigis to po łacinie „puszczyk”). Wielu badaczy twierdzi, że to właśnie kultura antyczna była źródłem lęku przed nieumarłymi, również u Słowian. Podczas gdy w Rosji nazwano ich upiorami (upyr), u nas dominowały wąpierz i strzyga. Pomimo różnic w nazewnictwie idea wysysającego krew nieumarłego utrzymywała się wśród Słowian bardzo długo i była dość spójna. Wierzono na przykład, że strzygi rodzą się z dwoma duszami i tylko jedną ksiądz chrzci, druga zaś po śmierci zostaje na ziemi, by szkodzić innym. Wszędzie też stosowano podobny zestaw zabezpieczeń: układano je twarzą do dołu, by wgryzały się w ziemię, przebijano kołkami, przywalano kamieniami, kładziono sierpy na szyjach albo ucinano głowy radłem, przy czym za najskuteczniejszy zabieg uchodziło spalenie strzygi. Gdy po drugiej wojnie światowej archeolodzy zaczęli masowo odsłaniać nietypowe groby, zdawało się, iż rację miał ksiądz Benedykt Chmielowski, który pisał w wydanej w 1746 r. encyklopedii Nowe Ateny, że „India pełna złota, diamentów, Malabar pieprzu, a Polska upiorów”, jednak dziś badacze są bardziej ostrożni w swoich opiniach.

Chory jak wampir?

Najpierw analizowali, czy czaszka samoistnie nie przetoczyła się w okolice nóg (np. gdy do trumny wdarły się wody gruntowe) albo czy do uszkodzeń ciała nie doszło w wyniku nacisku ziemi lub kamieni, czy też egzorcyzmów; dopiero potem brali pod uwagę cały szereg wyznaczników atypowego grobu. Znaczenie miały: ulokowanie pochówku na peryferiach lub poza cmentarzem; głębokość jamy; inna orientacja i ułożenie zwłok nie na wznak; skrępowanie lub uszkodzenie ciała, na przykład przebicie ostrym przedmiotem lub odcięcie głowy; wkładanie do ust kamieni lub przywalenie nimi zmarłego. Jeśli badacze zaobserwowali kilka z tych zjawisk w jednym grobie, brali pod uwagę, że żałobnicy rzeczywiście chcieli unieszkodliwić potencjalnego nieumarłego. W ten sposób dr Łukasz Maurycy Stanaszek zredukował liczbę „wampirów” z okresu między XI a XIII w. do osiemnastu.

Z tekstów wynika, że to chromych podejrzewano o wampiryzm już za życia.

Według badacza bardzo ważnym wyznacznikiem średniowiecznych grobów atypowych są patologiczne zmiany w kośćcu leżących w nich ludzi. Były one wyraźne aż w ośmiu przypadkach. W Starym Brześciu Kujawskim zmarły, któremu ścięto głowę, miał dodatkowe zęby i za życia kulał; w Złotej Pińczowskiej mężczyzna, który leżał na boku w skurczonej pozycji, z rękami związanymi na plecach i nożem w plecach, był garbusem. Z tekstów wynika, że to właśnie chromych podejrzewano o wampiryzm już za życia. Na celowniku byli też inni odbiegający od normy – chorzy na padaczkę, porfirię, wściekliznę, schizofrenię, gigantyzm, karłowatość, garbaci, kulawi, szpetni (z zajęczą wargą, zrośniętymi brwiami, wystającymi zębami czy sinymi i opuchniętymi twarzami).

100-lecie strachu

Na ekranie kina wampir pojawił się pierwszy raz w 1922 r. w filmie „Nosferatu – symfonia grozy” Friedricha Wilhelma Murnaua z Maksem Schreckiem w roli głównej (na zdjęciu powyżej). Jedno z najbardziej znanych osiągnięć niemieckiego ekspresjonizmu jest ekranizacją powieści Brama Stokera „Drakula”.

„Murnau zmieniał detale historii, aby wybrnąć z kłopotów z prawami autorskimi do książki, ale wprowadził również do swojego filmu inne, znacznie subtelniejsze i niewymuszone zmiany – pisała Maria Janion w zatytułowanym „Niemiecki „ekran demoniczny” rozdziale książki „Romantyzm, rewolucja, marksizm. Colloquia gdańskie” z 1972 r. – Zarys fabuły przeniesiony jest bardzo wiernie z »Drakuli«, sama postać wampira jest jednak w »Nosferatu« pomyślana zupełnie inaczej niż u Stokera. Irlandzki pisarz kreował upiora na bohatera romantycznego; Drakula jest przerażający i demoniczny, ale jednocześnie uwodzicielski i pociągający. W podobny sposób postać wampira miała interpretować w przyszłości większość filmowców i aktorów odtwarzających postać Drakuli, z Belą Lugosim i Christopherem Lee włącznie. Tymczasem u Murnaua upiór nie ma w sobie nic romantycznego; jest odpychającym »żywym trupem«, drapieżnikiem, który dąży wyłącznie do zaspokojenia swojego głodu – żądzy krwi. Nosferatu jest czymś więcej niż jeszcze jednym potworem z panoptikum kina grozy – przypomina mroczną siłę natury, sprowadza na Bremę zarazę, towarzyszą mu szczury i nietoperze, wydaje się wcieloną śmiercią. Pod jego niemal zwierzęcą żądzą krwi kryje się czytelna metafora erotyczna, podkreślająca znany z psychoanalizy związek seksualności i popędu śmierci”.

Dr Magdalena Matczak z Uniwersytetu Liverpoolskiego spośród niemal sześciuset sześćdziesięciu grobów na cmentarzysku funkcjonującym od końca X do początku XIII stulecia w Kałdusie nieopodal Chełmna wykazały aż czternaście grobów atypowych. Chowano w nich osoby ze szkorbutem, zmianami zwyrodnieniowymi stawów czy ropnym zapaleniem kości, ale większość cierpiących na te schorzenia, a nawet powodującą bladość anemię, polio czy zapalnie opon mózgowo-rdzeniowych pochowano w niczym nieodbiegających od normy grobach. To samo dotyczy niepełnosprawnych: jedynie dwóch z trzydziestu siedmiu uznano za „wampiry”, co oznacza, że w Kałdusie choroby czy niepełnosprawność prawdopodobnie nie stanowiły głównej przyczyny odmiennego pochówku. Na podstawie badań szkieletów nie da się więc rozpoznać wszystkich chorób z przeszłości.

Ważniejszym kryterium mogło być odstające od normy zachowanie, dlatego hańbiący pochówek groził osobom upośledzonym umysłowo, samotnikom, wszelkiego rodzaju wyrzutkom, ale też osobom zmarłym złą śmiercią – w gniewie, bez ostatniego namaszczenia, nieochrzczonym dzieciom, samobójcom – albo „źle urodzonym”, na przykład w dni uważane za nieszczęśliwe: między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem oraz 27 i 30 stycznia. W kręgu podejrzanych znajdowały się też zapewne osoby normalnie wyglądające i zdrowe, ale parające się podejrzanymi profesjami, mającymi związek z siłami nieczystymi, jak zielarze i zielarki. Doktor Leszek Gardeła, który badał atypowe groby w Skandynawii, twierdzi, że mogły należeć do czarowników; wierzono tam, że po śmierci zamieniają się oni w groźnych nieumarłych zwanych draugr lub aptrganga, więc ich zwłoki przykrywano kamieniami, odcinano głowę lub palono.

– Praktyki antywampiryczne to skrajny wyraz nietolerancji społecznej dla wszelkiej maści odmieńców, piętnujące ich nawet po śmierci. Ale wiara w nieumarłych była zjawiskiem bardzo starym i powszechnym, Słowianie, u których ludowe przesądy były bardzo silne, mogli mieć jedynie wpływ na utrwalenie i przetrwanie tej idei – mówi doktor Stanaszek.

Oświecony Watykan walczył z tradycją przebijania kołkiem czy obcinania głów zmarłym podejrzanym o szkodzenie żywym.

Dziwne praktyki pogrzebowe i doniesienia o wychodzących z grobów „rewenantach” (z fr. le revenant – zjawa, upiór, duch) pojawiały się na przestrzeni wieków w niemal całej chrześcijańskiej Europie. Piszą o nich w dziełach z XII i XIII stulecia Saxo Grammaticus, William z Newburgh czy Walter Map. Lęk przed żywymi trupami pogłębił się po przyjęciu chrześcijaństwa i odejściu od kremacji zwłok, mimo że na zachodzie oświecony Watykan walczył z tradycją przebijania kołkiem czy obcinania głów zmarłym podejrzanym o szkodzenie żywym. W 1302 r. kary dla ludzi, którzy dopuścili się bezczeszczenia zwłok, wprowadził papież Bonifacy VIII. Jednocześnie na prowincji w wielu wypadkach strach przed nieumarłymi był przez Kościół podtrzymywany, bo to głównie księża z nimi walczyli i pisali o nich rozpraw. W 1746 r. pierwszą rozprawę o naturze wampirów napisał francuski benedyktyn Antoni Augustyn Calmet. U nas w tym samym czasie o upiorach wspominali księża Benedykt Chmielowski czy Jan Bohomolec.

Epidemie wampiryzmu

Przez jakiś czas uważano, że irracjonalny lęk mogły podtrzymywać autentyczne przypadki ożywania zmarłych, czyli wybudzenia z zapaści pourazowych czy transów kataleptycznych. Poza tym zdarzały się wypadki przedwczesnego chowania osób w śmierci klinicznej lub pogrążonych w letargu i dopiero rabusie grobów natrafiali na ślady ich rozpaczliwych prób wydostania się z zamknięcia – powyginane nienaturalnie ciała, pozdzierane paznokcie, krew na dnie trumny. Podejrzane były też zbyt dobrze wyglądające zwłoki, bo przecież trup powinien ulec rozkładowi, a jeśli do tego nie doszło, to oznaczało, że musiał żywić się krwią lub miał konszachty z siłami nieczystymi, choć dziś doskonale potrafimy wytłumaczyć naturalne przyczyny, dla których dane zwłoki zachowują świeżość.

Od XVI w. Europę nawiedzały bowiem epidemie wampiryzmu, wywoływały je głównie zarazy, gdy do głosu dochodziły pierwotne lęki i potrzeba znalezienia kozła ofiarnego, któremu można by przypisać winę za wszelkie nieszczęścia. Francuski uczony René Girard twierdził, że ludowy lęk przed nieumarłymi nasilił się w epoce oświecenia wraz ze stopniowym odchodzeniem od palenia czarownic. Zabicie nieżywej już strzygi było bardziej humanitarnym rodzajem zbiorowego morderstwa, mającego odwrócić zły omen.

Z tekstów wiemy, że przy okazji chowania ofiar zarazy grabarze natykali się na stare groby, w których leżeli zbyt rumiani zmarli z opadłymi szczękami, z ustami pełnymi krwi, z zassanym całunem lub wydający podejrzane odgłosy. To wszystko da się wytłumaczyć jako skutki procesów gnilnych, ówcześni widzieli w nich jednak oznaki życia, więc takiemu nieumarłemu na wszelki wypadek odcinano głowę, wkładano kamień do ust lub przywalano go głazem. U nas efekty antywampiryzmu widać na cmentarzu w Drawsku Pomorskim, gdzie w XVII i XVIII wieku sześciu zmarłych pochowano z sierpami i kamieniami na szyjach. Z badań wykonanych w 2014 roku na Uniwersytecie Południowej Alabamy wynika, że na cmentarzu pochowano przedstawicieli lokalnej społeczności, którzy zmarli na cholerę. Dlaczego akurat te osoby, a nie inne były podejrzane o wampiryzm, nie wiadomo.

Przebijanie gwoździem głów, łamanie kołem czy grzebanie żywcem były karami i torturami, jakim poddawano przestępców.

Według Leszka Gardeły w wielu atypowych grobach mogli też leżeć skazańcy. Ze średniowiecznych i nowożytnych tekstów wynika, że przebijanie gwoździem głów, odcinanie ich, wiązanie kończyn, kamienowanie, łamanie kołem czy grzebanie żywcem były karami i torturami, jakim poddawano przestępców. Przerażające egzekucje, a potem wiszące na sznurze trupy czy wbite na pal czaszki skazańców stanowiły rodzaj teatru śmierci, który miał odstraszać od popełniania zbrodni i schodzenia na złą drogę. Badacze średniowiecznych miejsc straceń, których na samym Dolnym Śląsku zlokalizowano około trzystu, mają do czynienia z pochówkami skazańców przypominającymi groby „wampirów”.

Wampir straszy do dziś

Nazwę i postać wampira rozpowszechniły modne od końca XVIII w. powieści gotyckie oraz dzieła takich pisarzy, jak John Polidori, Joseph Sheridan Le Fanu i Bram Stoker. Jego ucieleśnieniem stał się ubrany w czarną pelerynę hrabia Drakula – blady umrzyk, który wysysa ludzką krew, dzięki czemu może żyć wiecznie, boi się krzyża i zapachu czosnku, a zabić go mogą promienie słońca lub kołek wbity w pierś. Dziś to badacze kultury analizują mit tego stworzenia, egzystującego dzięki zadawaniu śmierci i zakłócającego porządek natury. Choć ma ciało, jest zmiennokształtny, nie posiada cienia ani odbicia w lustrze, może przenikać przez ściany. Wizerunek wampira w popkulturze jest niezwykle plastyczny, czasami przybiera formę hord przerażających zombie, które zagrażają światu, kiedy indziej szlachetnego i borykającego się z własnymi demonami bohatera.

W popkulturze wampiry zadomowiły się na dobre, zarówno jako fantazmat, jak i punkt odniesienia dla różnych zjawisk.

– Mamy dwa rodzaje nie całkiem umarłych: niebezpiecznych oraz dobroczynnych, których ciało po śmierci również nie gnije, tylko pachnie. Na jednym biegunie był zatem lęk przed złym wpływem tych pierwszych, na drugim zaś nadzieja na pomoc tych drugich, stąd kult bohaterskich zmarłych, bogów i świętych oraz czczenie miejsc, gdzie złożono ich zwłoki – zauważa doktor Gardeła.

Nawet jeśli wampiry przestały być przyczyną lęków i opuściły nasze wyobrażenia o niebezpiecznym przejściu zmarłego ze świata żywych do umarłych, to w popkulturze zadomowiły się na dobre, zarówno jako fantazmat, jak i punkt odniesienia dla wielu różnych zjawisk. Wampirami lub krwiopijcami żerującymi za dnia nazywa się od czasów Woltera poborców podatkowych, arystokratów, bogaczy, duchownych czy kapitalistów. Psycholog Albert Bernstein wprowadził do języka potocznego pojęcie „wampira energetycznego”, mając na myśli osoby – na przykład z zaburzeniami typu borderline – które swoje emocje przenoszą na innych, sprawiając, że ci czują się zmęczeni i „wyssani z energii” przebywaniem w ich pobliżu. Dziś dominuje symboliczne i kulturowe pojęcie wampira, w przeszłości ludzie brali go jednak dosłownie, czego dowodem są zarówno teksty, jak i nietypowe groby. Czy jest ich na ziemiach polskich więcej czy mniej, czy leżą w nich czarownicy, chromi, źle urodzeni, szpetni, dziwni czy zwykli przestępcy – pozostaje przedmiotem dyskusji. Ponieważ jednak wampir to postać wieloznaczna i tajemnicza, nie ma co liczyć na jednoznaczną odpowiedź. Tym bardziej że w naturę wampira wpisana jest umiejętność zwodzenia, więc niełatwo go przyłapać na gorącym uczynku.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną