„Okradałem Piotra, żeby opłacić Pawła”. Dlaczego człowiek moralnie zjeżdża po równi pochyłej i czy może się po niej wspinać
Zaczęło się od niewinnej pomyłki. Teksański przedsiębiorca Chris Bentley założył firmę zajmującą się skupowaniem praw do odwiertów ropy i gazu. W którymś momencie zorientował się, że partia listów, które wysłał do właścicieli gruntów z ofertą dzierżawy ich praw, zawierała błędne informacje – w tym nieprawidłowe kwoty.
Zamiast jednak sprostować pomyłkę, poszedł w zaparte, nie chcąc przyznać się do błędu. Gdy oferta nie przyniosła wystarczającej liczby umów dzierżawy, pozwalającej osiągnąć zyski, Bentley próbował nadrobić straty, lokując pieniądze inwestorów w nowe, ryzykowne przedsięwzięcia. Część z nich zakończyła się fiaskiem i uszczupliła środki jego firmy, Bellatorum Resources. Następnie, gdy źródła pieniędzy zaczęły wysychać, aby móc wypłacać pensje pracownikom, zaczął księgować fikcyjne transakcje. Nie zaprzestał procederu, aż suma oszustw osiągnęła 40 mln dolarów. „W gruncie rzeczy zrobiłem to, co ludzie robią od wieków – okradałem Piotra, żeby opłacić Pawła – mówi Bentley, który niedawno wyszedł z więzienia i obecnie odbywa karę w areszcie domowym. – I wtedy wszystko zaczęło się sypać”.
Takie moralne spirale śmierci, jak ta Bentleya, zdarzają się w każdej sferze życia publicznego – od biznesu, przez samorządy, aż po najwyższe szczeble przywództwa politycznego. Często rzecz się zaczyna od drobnej nieuczciwości – takiej, jak decyzja Bentleya, by blefować z powodu pomyłki – i narasta, aż osiąga punkt, z którego nie ma już powrotu. Część eskalujących przestępstw ma charakter finansowy; inne prowadzą do naruszeń praw człowieka lub jeszcze poważniejszych konsekwencji.
Badacze mózgu i psycholodzy starają się zrozumieć, jak zaczynają się takie moralne zjazdy po równi pochyłej i co podtrzymuje ich dynamikę. Początkowo sama myśl o kłamstwie, oszustwie czy skrzywdzeniu innego człowieka może nas przerażać. Jednak gdy dopuszczamy się niewłaściwych czynów raz za razem, nasz mózg stopniowo się na nie znieczula. Znacznie trudniej jest sprzeniewierzyć pieniądze lub zabić po raz pierwszy niż po raz dziesiąty.
Taka moralna „kula śnieżna” może jednak poruszać się także w przeciwnym kierunku. Co zaskakujące, podobnie jak neuronalna habituacja prowadzi często do etycznego upadku, bywa też, że napędza spiralę cnoty – jeden uczciwy lub odważny czyn sprawia, że kolejny przychodzi łatwiej. A ponieważ nasze mózgi dostosowują się do powtarzanych zachowań, ruch w określonym kierunku może się utrwalać – co czyni szczególnie istotnym ustalenie, gdzie i w jaki sposób się on rozpoczyna.
Podejmowanie aktów moralnej odwagi – takich jak omijanie min, by dostarczyć zaopatrzenie irackim cywilom podczas służby w armii USA – pomogło byłemu funkcjonariuszowi policji Kapitolu, Aquilinowi Gonellowi, zachować niezłomność w czasie szturmu z 6 stycznia 2021 roku. To traumatyczne doświadczenie i odniesione podczas starcia rany dały mu również determinację, by publicznie opowiedzieć o agresji napastników – mimo że wiedział, iż mówienie prawdy może uczynić go celem ekstremistów. „Nie mógłbym spojrzeć w lustro, gdybym milczał” – powiedział.
Ludziom łatwiej jest postępować moralnie, wtedy gdy kierują się fundamentalnymi wartościami, których są gotowi bronić bez względu na okoliczności. Dziadek Gonella często mu powtarzał: „Nigdy nie kłam” – zasada ta pozostała z nim na całe życie. A gdy ludzie decydują się podążać za własnym sumieniem, często odkrywają, że emocjonalne korzyści przewyższają ryzyko. Ci, którzy słuchają swoich lepszych impulsów, nie tylko unikają samopotępienia wynikającego z rezygnacji z tego, co uważają za słuszne, lecz mogą także odnaleźć głęboki sens i radość w zgodności działań z własnym systemem wartości – tak jak Gonell, gdy zdecydował się mówić. „Im częściej to robiłem, tym bardziej traktowałem to jak terapię dla zdrowia psychicznego – mówi. – Wiem, że sprostałem tej chwili w czasie i historii”.
Gdy po raz pierwszy uświadamiamy sobie naruszenie norm etycznych – na przykład sprzeniewierzenie pieniędzy przez współpracownika albo skryte, wewnętrzne pragnienie wyrządzenia komuś krzywdy – jesteśmy biologicznie zaprogramowani, by reagować podobnie, jak na widok krowiego łajna. W badaniu przeprowadzonym w 2020 roku przez naukowców w Szwajcarii osoby, które przed chwilą rozmyślały o moralnie problematycznej sytuacji, reagowały silniej na odrażające zapachy niż uczestnicy z grupy kontrolnej. Aktywniejsze były u nich także obszary mózgu przetwarzające fizyczne obrzydzenie, takie jak przednia część wyspy, co wskazuje, że naruszenie norm moralnych działało na nich jak smród obornika. „Obrzydzenie i obrzydzenie moralne są ze sobą w wyjątkowy sposób powiązane” – mówi neurobiolog Gil Sharvit, główny autor tego badania.
Jedynym jednak pewnym wnioskiem, do którego doszli neurobiolodzy próbujący rozwikłać złożone procesy rządzące decyzjami moralnymi, jest to, że żaden pojedynczy obwód mózgowy nie dominuje w tego typu wyborach. W badaniach z wykorzystaniem czynnościowego jądrowego rezonansu magnetycznego (fMRI) w momentach podejmowania kluczowych decyzji uaktywnia się rozległa sieć obszarów mózgu odzwierciedlająca szerokie spektrum czynników społecznych, emocjonalnych i instynktownych, które ważą na każdej decyzji moralnej. Oprócz automatycznego odruchu cofnięcia się aktywuje się także ciało migdałowate, odpowiedzialne za przetwarzanie strachu, gdy ludzie rozważają ryzyko związane z niewłaściwym postępowaniem. Zajęcie stanowiska etycznego może bowiem wywoływać lęk – choćby przed odwetem.
W miarę jak refleksja się pogłębia, podejmowanie decyzji moralnych przekształca się jednak w wewnętrzną debatę, w której logika łagodzi początkowe, impulsywne reakcje. Wiele obszarów mózgu, w tym kora przedczołowa – ogólny ośrodek decyzyjny – pomaga regulować instynktowne reakcje, takie jak strach i obrzydzenie, osadzając je w szerszym kontekście. Przednia kora zakrętu obręczy, wraz z przednią wyspą i jądrem półleżącym, ocenia bilans nagród i kar, jakie niesie ze sobą moralnie ryzykowna decyzja, oraz zarządza emocjami z nią związanymi, czyniąc ją bardziej – lub mniej – akceptowalną. Taka synteza może sprawić, że dalsza droga staje się wyraźniejsza.
Choć podstawowe sieci neuronalne są u ludzi podobne, czynniki takie, jak osobista historia, to, co dana osoba uznaje za nagradzające, oraz bieżące okoliczności mogą głęboko zmieniać sposób przetwarzania informacji i późniejszą reakcję moralną. Gdy Bentley zastanawia się nad tym, co zapoczątkowało jego ciąg fikcyjnych transakcji, nieustannie wraca do swojej silnej skłonności do podejmowania ryzyka – ukształtowanej podczas służby w Korpusie Piechoty Morskiej USA w Afganistanie, gdzie obowiązywała zasada „improwizuj, dostosuj się, zwyciężaj” za wszelką cenę.
W terenie Bentley odpowiadał za dostarczanie niezbędnego zaopatrzenia bojowego zespołom działającym w odległych lokalizacjach. Pewnego razu odstąpił od procedur, angażując grupę afgańskich tłumaczy, którzy mieli pojechać pick-upem i dostarczyć sprzęt amerykańskim żołnierzom. „Gdyby to ukradli i nigdy nie wrócili – a ufałem, że tego nie zrobią – to ja poniósłbym konsekwencje – mówi Bentley. – Ale uznałem, że to jedyny sposób, by dostarczyć to, czego potrzebowano”. Sukces misji utwierdził go w przekonaniu, że ryzyko daje nieproporcjonalnie duże nagrody.
Gdy ludzie rozwijają w sobie zamiłowanie do ryzyka i osobistych korzyści, ta nabyta pewność siebie wpływa nie tylko na to, co są skłonni postawić na szali, lecz także na rodzaj podejmowanych decyzji moralnych. W badaniu opublikowanym w 2024 roku przez naukowców z Indii osoby przyzwyczajone do ryzykownych gier hazardowych okazały się bardziej skłonne do podejmowania decyzji moralnych, które inni uznaliby za nie do przyjęcia – takich jak (teoretycznie!) zepchnięcie jednej osoby pod rozpędzony wagonik, by ocalić innych. Wynik ten pokazał, że zamiast kierować się bezwzględnymi zasadami moralnymi, takimi jak „nie wolno zabić człowieka”, gracze tolerujący ryzyko częściej opierali swoje decyzje na utylitarnych kalkulacjach kosztów i korzyści. To, co Bentley miał nadzieję zyskać dzięki swojemu procederowi w Bellatorum – uznanie, zyski, możliwość stworzenia szans dla innych weteranów – miało w jego umyśle większą wagę niż jakakolwiek absolutna wartość moralna.
Jak mówi, rozważając etyczne zejście z właściwej drogi, czuł się jednocześnie pod ogromną presją. Niezależnie od tego, jak ludzie opisują swój system wartości w chwilach spokoju, system ten może się gwałtownie załamać pod wpływem stresu. Jako przedsiębiorca prowadzący niewielką, dynamiczną firmę Bentley odczuwał potężną presję, by sprostać oczekiwaniom klientów, i nie widział miejsca na błąd. „Mój fundusz nie dopuszczał strat – mówi. – Dosłownie funkcjonowaliśmy w systemie zerowej tolerancji dla pomyłek”. On i jego zespół pracowali po nocach przez tydzień, aby przygotować i wysłać 5 tys. listów ofertowych do właścicieli gruntów. Gdy odkrył, że listy zawierają błędy, sama myśl o wycofaniu się i przyznaniu do pomyłki była dla niego tak przerażająca, że w panice próbował błąd ukryć. „Byłem spanikowany” – przyznaje.
„Kiedy się boimy, nasze ciała zachowują się tak, jakbyśmy znaleźli się w sytuacji zagrożenia życia” – mówi konsultantka etyczna Brooke Deterline, założycielka firmy doradczej Courageous Leadership. W takim stanie organizm zalewany jest hormonami stresu, takimi jak kortyzol, które – jak wiadomo – zaburzają wyższe funkcje poznawcze. To poznawcze „zawieszenie” może tłumaczyć, dlaczego ludzie, którym nakazuje się pośpiech, bo są spóźnieni, rzadziej pomagają potrzebującym niż ci, którzy nie odczuwają presji czasu. Sokratejska maksyma „wiedzieć, co dobre, to czynić dobro” w ferworze chwili może przestać działać.
Przynajmniej na początku, gdy ludzie kłamią, kradną lub wyrządzają komuś krzywdę, często ogarnia ich silne obrzydzenie wobec samych siebie. Smród krowiego placka dochodzi tym razem z wnętrza domu i jest nie do zniesienia. Kiedy była pracownica WorldCom, Betty Vinson, po raz pierwszy w zapisach księgowych zawyżyła zyski firmy, odczuła tak dotkliwy lęk, że złożyła rezygnac1ę.
Podobnie jednak jak przyzwyczajamy się do utrzymujących się zapachów, tak, jak się wydaje, adaptujemy się również do początkowych wykroczeń i jesteśmy skłonni do dalszych naruszeń. W eksperymencie przeprowadzonym na Arizona State Univeristy, w którego ramach 73 studentów rozwiązywało zadania matematyczne, uczestnicy mogli zarabiać niewielkie kwoty za każdą poprawną odpowiedź, ale mieli też okazję zabrać z koperty więcej pieniędzy, niż im się należało. Gdy możliwość kradzieży zaczynała się od drobnych sum (zaledwie kilku centów) i stopniowo rosła, dwa razy więcej osób kradło niż wtedy, gdy kwota możliwa do ukradzenia była cały czas taka sama.
Psycholog organizacji David Welsh, główny autor badania, nie był zaskoczony tymi wynikami. Przeprowadził je częściowo dlatego, że nie mógł przestać myśleć o pracy Stanleya Milgrama. W tym klasycznym eksperymencie uczestnikom określanym jako „nauczyciele” polecano razić „uczniów” wstrząsami elektrycznymi za błędne odpowiedzi.
Najczęściej przywoływanym wnioskiem z badań Milgrama była skłonność ludzi do podporządkowywania się niemoralnym poleceniom. To jednak, co szczególnie uderzyło Welsha, to zachodząca stopniowo habituacja moralna. „Zaczynano od instruowania uczestników, by aplikowali bardzo słabe wstrząsy – mówi – a potem stopniowo je zwiększano”. Gdy „nauczyciele” wyrażali wątpliwości, prowadzący eksperyment zachęcali ich do kontynuowania, używając sformułowań w rodzaju: „Nie masz wyboru, musisz iść dalej”. Tego rodzaju moralny nacisk ułatwiał współudział i sprawiał, że osoby, które nigdy nie wyobrażały sobie rażenia kogoś napięciem 450 V, stawały się gotowe to zrobić, jeśli dochodziły do tego poziomu stopniowo.
Stopniowa adaptacja moralna wystąpiła także w mniej dramatycznym scenariuszu zaprojektowanym przez Welsha, gdzie stawką były jedynie pieniądze, a nie zdrowie ludzi. Początkowe, drobne wykroczenie zdawało się ośmielać uczestników do popełnienia większego przy kolejnej okazji. Gdy tylko ludzie zaczynają przekonywać samych siebie, że „to nic wielkiego – podrasować liczby w bilansie albo przypisać sobie cudzą pracę – tworzą się warunki sprzyjające śliskie moralnie równi pochyłej – mówi Welsh. – Jeśli raz wejdą w tryb racjonalizowania własnego złego zachowania, staje dla nich coraz łatwiejsze robić to znowu i znowu”.
Badacze z University College London opisali biologiczne podłoże tej habituacji. Podczas badania z użyciem fMRI uczestnicy grali w grę, w której mogli wzbogacać się, oszukując innych. Im częściej kłamali innym graczom, tym zuchwalsze były ich kolejne kłamstwa. U tych nawykowych kłamców obserwowano również obniżoną aktywność ciała migdałowatego, związanego z pobudzeniem emocjonalnym – a im niższa była aktywność tego obszaru, tym bardziej rażące stawały się kłamstwa w następnej rundzie gry. Badacze sądzą, że kluczową rolę odgrywa tu stopniowa adaptacja neuronalna: im częściej ludzie kłamią, tym mniejszy dyskomfort emocjonalny odczuwają, co pozwala im coraz swobodniej lawirować.
Vinson padła ofiarą tego mechanizmu wtedy, gdy została wciągnięta w wielomiliardowy proceder korupcyjny WorldCom. Choć po pierwszej fałszywej transakcji chciała odejść z pracy, przełożony odwiódł ją od tego zamiaru, zapewniając, że nie będzie już proszona o nic niewłaściwego. Została więc, a gdy kierownictwo poprosiło ją o kolejną fikcyjną operację, ponownie rozważała odejście, lecz ostatecznie z niego zrezygnowała. Wkrótce fałszywe transakcje stały się dla Vinson regularnym, kwartalnym obowiązkiem – tak rutynowym jak włączenie ekspresu do kawy – mimo że ich skala była porażająca, sięgając nawet 941 mln dolarów.
To, co mogło ułatwić Vinson przystosowanie się do oszustw na tak ogromną skalę, to fakt, że wokół niej było wiele osób, które zdawały się akceptować takie działania. Presja grupy w przewidywalny sposób wypacza zdolność rozumowania. W klasycznych eksperymentach psychologa Solomona Ascha niektórzy uczestnicy konsekwentnie twierdzili, że dwie linie na kartce mają tę samą długość, jeśli inni w pomieszczeniu utrzymywali, że tak jest – nawet wtedy, gdy jedna linia była wyraźnie dłuższa od drugiej.
W niektórych grupach groźby ze strony kierownictwa dodatkowo wzmacniają gotowość pracowników do porzucenia własnych wartości. Firma energetyczna Enron zwalniała ludzi, którzy ujawniali lub kwestionowali jej podejrzane praktyki finansowe. Gdy taka konformizacja się utrwali, osoby mówiące prawdę stają się outsiderami – zbędnymi jak najsłabsze szczenię w miocie i równie jak ono narażonymi na odrzucenie.
Jako prezes Bellatorum Bentley nigdy nie czuł, by ktoś stawiał go pod ścianą w sensie etycznym. I choć jego fikcyjne transakcje stały się rutyną, twierdzi, że nigdy całkowicie nie zobojętniał na to, co robił. „Sam się rozpadałem – mówi. – Piłem na potęgę, żeby zagłuszyć niepokój”. Tym, co powstrzymywało Bentleya przed przyznaniem się do przestępstw – choć na pewnym poziomie bardzo tego pragnął – było przekonanie, że jego masowe oszustwo stanowi mniejsze zło z dwóch. W jego ocenie alternatywa była następująca: przyznać się i zamknąć Bellatorum, rujnując pracowników i inwestorów, którzy mu zaufali, albo kontynuować proceder przekierowywania pieniędzy, by móc wypłacać pensje zatrudnionym, z których wielu było emerytowanymi weteranami.
„Nie potrafiłem po prostu zamknąć firmy i pozwolić jej upaść, skoro sprowadziłem do niej tylu ludzi z całego kraju” – mówi. Takie wybory typu „przegrana–przegrana” mogą wywoływać silne cierpienie i wewnętrzną walkę. W badaniu z 2016 roku, prowadzonym przez Natalie Claes z Katholieke Universiteit Leuven w Belgii, uczestnicy wybierający między dwiema złymi opcjami potrzebowali więcej czasu na podjęcie decyzji niż ci, którzy mieli do dyspozycji przynajmniej jedno dobre rozwiązanie, i zgłaszali też silniejszy lęk w trakcie procesu decyzyjnego.
Lekarka Catherine Caldicott, prowadząca programy szkoleniowe dla lekarzy na Florydzie, często spotyka się z medykami uwikłanymi w dylematy „mniejszego zła”. Gdy podczas ubiegania się o licencję lub jej odnowienie są proszeni o ujawnienie wcześniejszych wyroków karnych, mogą przekonywać samych siebie, że kłamstwo jest lepsze niż odmowa wydania licencji i niemożność pomagania pacjentom. Kiedy ludzie przedstawiają niemoralne postępki lub swój w nich udział jako szlachetne, łatwiej im dalej się pogrążać – po części dlatego, że skupiają się na wąskiej perspektywie, iż mogą wnieść większy wkład, sprzeniewierzając się ogólnym wartościom i zasadom zawodowym. „Nie dostrzegają, że mogą istnieć inne możliwości albo bardziej moralnie uzasadnione drogi postępowania – mówi Caldicott. – Ich zdolność racjonalnego myślenia zostaje zaburzona”.
Choć początkowe wykroczenia moralne mogą z czasem eskalować, prawdą jest również coś odwrotnego. Gdy ludzie reagują odważnie w sytuacjach obciążonych silnym napięciem, odwaga stopniowo staje się łatwiejsza – mózg adaptuje się bowiem do narastającego dyskomfortu.
W sugestywny sposób pokazało to badanie przeprowadzone przez naukowców w Izraelu. Członkowie grupy eksperymentalnej, wszyscy odczuwający lęk przed wężami, zostali umieszczeni w skanerze fMRI, a tuż obok nich, na przesuwającej się platformie, spoczywał zwinięty półtorametrowy wąż zbożowy. Badacze poinformowali uczestników, że ich zadaniem jest zbliżyć się do węża na możliwie najmniejszą odległość i – na ile potrafią – przezwyciężyć strach.
Uczestnicy mieli w skanerze przyciski sterujące, którymi mogli przesuwać węża bliżej lub dalej, a w każdej rundzie eksperymentu wybierali jedną z tych opcji. Gdy decydowali się przyciągnąć węża bliżej, zachodziło coś niezwykłego: obserwowano zwiększoną aktywność w obszarze kory przedczołowej zwanym podkolanową częścią przedniej kory zakrętu obręczy (subgenual anterior cingulate cortex, sgACC), zaangażowanym w regulację emocji, a także w prawym biegunie skroniowym, który uczestniczy w kształtowaniu reakcji behawioralnych. Jednocześnie malała aktywność ciała migdałowatego, odpowiadającego za przetwarzanie strachu i zagrożenia.
Krótko mówiąc, gdy ludzie decydowali się przybliżyć węża, ich mózg skutecznie tłumił reakcję lękową tak, by umożliwić realizację zamiaru. Po przystosowaniu się do nowej sytuacji wielu uczestników czuło się na tyle pewnie, by kontynuować zbliżanie się do węża.
Ugruntowane ustalenia dotyczące neuroplastyczności sugerują, że podobnie drobne akty odwagi moralnej mogą rodzić kolejne, bardziej wymagające. „Możemy zdecydować się przybliżyć węża odrobinę – mówi psychiatra kliniczny Christian Heim z University of Queensland. – Albo stwierdzić, że to wszystko, na co mnie stać. Odsuwam go’”. Były funkcjonariusz policji Kapitolu Aquilino Gonell nauczył się stopniowo „przybliżać węża”. W wieku 12 lat wyemigrował do Stanów Zjednoczonych z Dominikany. Gdy odwiedzał swoją rodzinę w ojczyźnie jego dziadek Fillo przypominał mu, by żył uczciwie i z zasadami.
Mimo to Gonell nie zawsze miał odwagę postępować zgodnie ze swoimi wartościami. Świadomy, że jego akcent czynił go outsiderem w brooklyńskiej dzielnicy, bał się wychylać. Później jednak, gdy armia USA wysłała go na Bliski Wschód w ramach operacji „Iraqi Freedom”, wystawił swoją rodzącą się odwagę na próbę, zgłaszając się na ochotnika do przewożenia zaopatrzenia do irackich szkół i oddziałów amerykańskich, mimo stałego zagrożenia przydrożnymi ładunkami wybuchowymi. Za swoją postawę otrzymał odznaczenia wojskowe, w tym National Defense Service Medal.
Służba w policji Kapitolu 6 stycznia 2021 roku postawiła Gonella przed kluczowym wyborem moralnym. Broniąc budynku w masce przeciwgazowej i pełnym rynsztunku, starł się z dziesiątkami uczestników zamieszek i odniósł liczne obrażenia – został poparzony chemicznymi substancjami i miał zmiażdżoną stopę, co wymagało operacji. W trakcie rekonwalescencji zaczął obserwować, jak wiele osób – w tym także niektórzy członkowie Kongresu – rozpowszechniało dezinformację na temat wydarzeń z tego dnia. Twierdzono, że był to protest inspirowany przez Antifę albo że osoby, które wtargnęły na Kapitol, zachowywały się pokojowo.
Kierując się maksymą dziadka, Gonell postanowił sprostować fałszywy obraz wydarzeń. „To część naszej historii, której nie wolno przemilczeć” – mówi. Zgodził się opowiedzieć CNN o tym, co widział i czego doświadczył 6 stycznia: kogo spotkał i jak on oraz inni funkcjonariusze zostali potraktowani. Bał się reakcji widzów, zwłaszcza sympatyków zamieszek, ale mimo to udzielił wywiadu.
To pierwsze wystąpienie zapoczątkowało serię kolejnych, w tym zeznania przed Kongresem. Za każdym razem mówienie prawdy przychodziło mu nieco łatwiej, mimo realnego zagrożenia. Jak podkreśla, doświadczenie zabierania głosu było w większości pozytywne: „Mogłem spojrzeć w lustro i w oczy swojemu synowi i powiedzieć, że zrobiłem to, co należało’”.
W porównaniu z działaniami Bentleya postawa Gonella wydaje się należeć do zupełnie innego moralnego wszechświata. Z perspektywy neurobiologii jednak moralna degradacja i moralna eskalacja przypominają pociągi jadące równoległymi torami w przeciwnych kierunkach. U ich podstaw leżą podobne struktury neuronalne odpowiedzialne za nagrodę i habituację. Tak jak zbliżone procesy mózgowe wywołują wstręt fizyczny i moralny, tak powiązane szlaki neuronalne oceniają zarówno moralność, jak i piękno. Ten sam obszar mózgu – przyśrodkowa kora orbitofrontalna (medial orbitofrontal cortex, mOFC) przetwarzająca sygnały nagrody – ocenia atrakcyjność twarzy oraz prawość planowanego działania. Nic więc dziwnego, że przedsięwzięcia moralne mogą być satysfakcjonujące w podobny sposób, jak tworzenie dzieła sztuki. Jak wykazało międzykulturowe badanie opublikowane w 2025 roku, osoby uznawane przez otoczenie za bardziej moralne cechują się także wyższym poziomem dobrostanu.
Ponadto ludzie adaptują się do zachowań, które często powtarzają, co zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia ich bardziej skrajnych form. Mają też tendencję do ponawiania działań, które przynoszą im korzyści – czy to zewnętrzne (np. uniknięcie finansowej katastrofy), czy wewnętrzne (satysfakcję z mówienia prawdy władzy).
Skłonność mózgu do habituacji wskazuje, że kluczowe są najwcześniejsze etapy trajektorii moralnej. „Wszystkie nasze sieci neuronalne podlegają zmianom – mówi Heim. – Jeśli z nich korzystamy, wzmacniają się. Jeśli nie – słabną”. Gdy ludzie rozumieją, jak mózg przyzwyczaja się do powtarzalnych zachowań, mogą świadomiej dokonywać wyborów na samym początku, pytając sami siebie, z jakimi działaniami chcą się oswoić oraz do jakiego rodzaju piękna czy prawości pragną dążyć. Choć ciało migdałowate niemal na pewno będzie wysyłać sygnały lęku w sytuacjach wymagających odwagi, kluczowe jest ich wystarczające stłumienie, by umożliwić prawe działanie – oraz dostrzeżenie wewnętrznych nagród, jakie ono przynosi.
Heim stara się kształtować taką habituację w swojej praktyce psychiatrycznej. Ponieważ uczciwość sprzyja dobrostanowi psychicznemu, czasem zadaje pacjentom „pracę domową”, na przykład polegającą na zakomunikowaniu przełożonemu, że czują dyskomfort wobec określonego zadania. Jego celem jest pomóc pacjentom w utrzymaniu własnej linii moralnej, dlatego dba o to, by zadania nie były zbyt trudne. Jak pokazuje jego doświadczenie kliniczne, gdy ludzie udowadniają sami sobie, że potrafią działać odważnie, wzmacniają szlaki mentalne sprzyjające pozytywnej dynamice i chroniące przed moralnym upadkiem.
Istotną rolę w zmianie „kalkulacji nagrody” w mózgu – a tym samym w podejmowaniu decyzji etycznych – może odgrywać autorefleksja. W badaniu z 2023 roku przeprowadzonym w Chinach uczestnicy przez osiem tygodni brali udział w treningu uważności, obejmującym medytację. W porównaniu z grupą kontrolną byli mniej zmotywowani do zarabiania pieniędzy, jeśli wiązało się to z krzywdzeniem innych. Ta zmiana preferencji znalazła odzwierciedlenie w zachowaniu: osoby po treningu były mniej skłonne do rażenia kogoś prądem w zamian za gotówkę, podczas gdy członkowie grupy kontrolnej z czasem coraz chętniej się na to decydowali.
Praktyki uważności mogą wpływać na sądy moralne częściowo dlatego, że sprzyjają bardziej obiektywnej perspektywie. Ułatwiają przyjmowanie punktu widzenia drugiej osoby, co skłania do unikania wyrządzania innym krzywdy. „Dzięki umiejętności przyjmowania czyjejś perspektywy – zauważa Sharvit – zawsze możemy się uratować: identyfikowanie się z innymi pomaga chronić się przed moralnym zobojętnieniem i uruchamianiem przez nie spirali negatywnych zachowań. Nie dojdzie wtedy do habituacji.
Na poziomie instytucjonalnym jednym ze sposobów zapobiegania moralnemu upadkowi może być zwiększanie sankcji przypisanych do kolejnych jego etapów – na przykład poprzez ogłaszanie polityki zerowej tolerancji wobec nadużyć finansowych – oraz jednoczesne podkreślanie, jak procentuje prawość. Liderzy organizacji mogą na przykład szybko reagować na wykroczenia i pomagać pracownikom oswajać się z przyznawaniem do błędów. W badaniu przeprowadzonym na Universiteit Maastricht w Niderlandach osoby, których przełożeni wykazywali się etycznym przywództwem, rzadziej dopuszczały się działań korupcyjnych, takich jak wręczanie łapówek. Ogólnie rzecz biorąc, w etycznej kulturze pracy oszustwa i tuszowanie faktów są mniej kuszące, a mówienie prawdy jawi się jako obowiązek, a nie akt zawodowego samobójstwa.
Gdy ludzie zdecydują się postępować uczciwie, ich determinacja często zaraża. Kiedy w eksperymentach Stanleya Milgrama badanym polecano razić „uczniów” prądem za błędne odpowiedzi, osoby, które widziały innych odmawiających wykonania polecenia, same częściej również odmawiały. Z kolei badacze, m.in. z Eastern Michigan University, zauważyli, że w zespołach, w których członkowie otwarcie afirmują uczciwość i sprawiedliwość, pracownicy są bardziej skłonni zabierać głos wtedy, gdy dostrzegają naruszenia norm moralnych – być może pod wpływem „presji rówieśniczej”.
Gdyby Bentley spróbował wcześniej skorygować własną „kalkulację opłacalności”, zanim uruchomił Bellatorum, najprawdopodobniej nie zabrnąłby tak daleko. Dziś przyznaje, że mimo strachu powinien był natychmiast przyznać się do błędu, gdy tylko wadliwe listy ofertowe trafiły do właścicieli gruntów. Uderzyłoby to w reputację firmy, ale – jak sądzi – na tym wczesnym etapie mógłby się jeszcze podnieść. „Mógłbym zredukować zespół do minimum i prawdopodobnie dalej prowadzić działalność – mówi. – Teraz obawiam się, że spaliłem za sobą wszystkie mosty”.
Bentley podejrzewa też, że sztywny zestaw „żelaznych zasad” („flat-ass rules – określenie zapożyczone od generała Jamesa Mattisa z czasów operacji Iraqi Freedom) – mógłby uchronić go przed zatraceniem. Badania potwierdzają tę intuicję: metaanaliza przeprowadzona przez badaczy z University of Sheffield pokazuje, że im silniejsza jest u kogoś wcześniejsza intencja, by zachowywać się w określony sposób, tym większe prawdopodobieństwo, że rzeczywiście tak postąpi.
Psychologowie, tacy jak Zeno Franco z Medical College of Wisconsin, proponują rozwijanie tego, co nazywa on „wyobraźnią heroiczną” – zdolności do wcześniejszego rozważania, jak zachowamy się w sytuacjach wymagających odwagi moralnej i jakich wartości będziemy bronić nawet pod skrajną presją. W takich scenariuszach typu „co bym zrobił?”, kora czołowa pomaga przewidywać, jak będziemy się czuli po dokonaniu określonych wyborów moralnych, a te przewidywane emocje mogą długofalowo wpływać na nasze decyzje.
Kiedy bentley zaczynał swój zjazd po moralnej równi pochyłej, nie zdawał sobie sprawy, że życie w kłamstwie będzie go wypalać niczym kwas. „Jechałem jedną z tych wysokich estakad, których w Houston jest mnóstwo, i myślałem, że mógłbym po prostu skręcić w bok” – wspomina. W końcu, niezdolny dłużej do niesienia ciężaru winy, w kwietniu 2021 roku sam zgłosił się do władz federalnych.
Zbliżając się do końca pięcioletniego wyroku, wciąż ma nadzieję się zrehabilitować. Napisał pamiętnik, w którym opisuje własny upadek moralny jako przestrogę i pokazuje, jak odwrócenie się od prawdy prowadzi do coraz większego głodu utraconego ideału. „Nigdy nie idź na kompromis z własnym sumieniem – powtarza dziś innym – nawet wtedy, gdy wydaje ci się, że od tego zależy twoje przetrwanie”.
Gonell natomiast nadal mówi i pisze o wydarzeniach z 6 stycznia na Kapitolu oraz o tym, co uważa za trwające zagrożenia dla praworządności w Stanach Zjednoczonych. Wciąż otrzymuje groźby, ale pozostaje niewzruszony. „Co jeszcze możecie mi zrobić? Przeżyłem wojnę, wróciłem, zostałem ranny, byłem wyśmiewany – mówi. – Nie martwię się o swoje życie, nawet teraz, gdy niektórzy mnie ostrzegają”.
Po zastanowieniu się, jak daleko jest gotów się posunąć, by prawda zwyciężyła, Gonell doszedł do wniosku, że w zasadzie nie ma granicy – bo zasada jest dla niego dużo ważniejsza niż własne bezpieczeństwo. Trzynastowieczny scholastyk i teolog Tomasz z Akwinu utożsamiał prawość z pięknem przekraczającym zewnętrzne pozory, a dążenie do takiego ideału moralnego nadaje życiu głęboki sens.