Po upadku Rzymu nie było najazdu barbarzyńców. Ludzie tworzyli nowe wspólnoty i zyskali nawet więcej spokoju
Międzynarodowy zespół badaczy przeanalizował 258 genomów ludzi pochowanych na terenie dzisiejszych południowych Niemiec z lat 400–700, czyli z epoki przejścia od późnej starożytności do wczesnego średniowiecza. To właśnie wtedy rzymska granica na Renie i Dunaju przestała być granicą świata, a stała się strefą przemian. Naukowcy porównali te dane z ponad 2,5 tys. wcześniejszych genomów oraz setkami współczesnych próbek.
Okazało się, że ludność przekształcała się stopniowo. Na terenie badanych cmentarzysk pojawiają się osoby o bardzo różnym pochodzeniu – część ma korzenie lokalne, część przypomina populacje północnej i wschodniej Europy, inne noszą ślady rodowodu śródziemnomorskiego.
To ważne, bo przez dekady historycy spierali się, czy Europę po Rzymie ukształtowały wielkie migracje ludów, czy raczej ciągłość miejscowej ludności. Genetyka sugeruje dziś odpowiedź mniej efektowną, ale bardziej realistyczną: znaczenie miało tu jedno i drugie, lecz w skali mniejszej i bardziej rozproszonej. Nie zawsze maszerowały całe plemiona. Czasem przemieszczały się rody, drużyny wojowników, rzemieślnicy, kobiety zawierające małżeństwa daleko od domu albo ludzie szukający bezpieczeństwa po rozpadzie dawnych struktur.
Analiza pokrewieństwa pokazała rodzinne grupy chowające zmarłych obok siebie, ale też społeczności otwarte na przybyszów. Cmentarze stają się więc kroniką nie bitew, lecz więzi społecznych. To kolejny cios w prosty mit „barbarzyńców niszczących cywilizację”. Ci ludzie, owszem, burzyli, ale też budowali nową Europę. Z chaosu po imperium powstał kontynent, który do dziś jest mieszanką kultur.
Genetyka pozwoliła także zajrzeć za próg domów. Badacze nie znaleźli śladów poligamii ani kazirodczych małżeństw, a ponowne związki po śmierci współmałżonka wydają się rzadkie. Wszystko wskazuje na to, że w południowej Germanii tego czasu normą była trwała, często dożywotnia monogamia. Chrześcijaństwo dopiero zapuszczało tam korzenie, ale jego ideał rodziny najwyraźniej już działał.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: Demography and life histories across the Roman frontier in Germany 400–700 ce
Życie pozostawało jednak kruche. Prawie jedna czwarta dzieci traciła co najmniej jednego rodzica przed dziesiątym rokiem życia. A jednak niemal 82 proc. przychodziło na świat w rodzinach, gdzie żył przynajmniej jeden dziadek lub babcia. W świecie częstej śmierci ogromne znaczenie miały więc więzi wielopokoleniowe.
Najbardziej zaskakuje jednak długość życia. Autorzy szacują, że mężczyźni dożywali średnio 43 lat, kobiety niemal 40 – więcej niż w wielu regionach późnego Cesarstwa. Być może po upadku wielkiego państwa zniknęła część jego plag – wojny domowe, przeludnione miasta i epidemie szerzące się w zatłoczonych centrach.
Może więc upadek Rzymu nie wszędzie oznaczał katastrofę. Dla części zwykłych ludzi mógł oznaczać dłuższe dzieciństwo i spokojniejsze życie w świecie mniejszych, ale bliższych sobie wspólnotach.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.