Reklama
Dr Janusz Budziszewski Dr Janusz Budziszewski UKSW / Archiwum
Człowiek

Janusz Budziszewski: W górach patrzcie pod nogi. Pomożecie archeologom

Czego Polacy szukają w swoich genach – i dlaczego grozi im rozczarowanie?
Człowiek

Czego Polacy szukają w swoich genach – i dlaczego grozi im rozczarowanie?

„Polacy wyjątkowo chętnie mitologizują swoje pochodzenie” – opowiada paleogenetyk dr Ireneusz Stolarek.

Nasi przodkowie nie unikali gór. I zostawili tam ślady. Jeśli w trakcie wycieczki ktoś zauważy leżący na ścieżce krzemień, niech nas o tym poinformuje – apeluje archeolog dr Janusz Budziszewski. [Artykuł także do słuchania]

Dr Janusz BudziszewskiUKSW/ArchiwumDr Janusz Budziszewski
Dr Janusz Budziszewski jest badaczem wytwórczości krzemieniarskiej i gospodarki surowcami kamiennymi. Emerytowany pracownik UKSW, obecnie wolontariusz na Wydziale Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.

AGNIESZKA KRZEMIŃSKA: – 160 tys. lat temu tybetańską jaskinię Baishiya Karst (ok. 3280 m n.p.m.) zamieszkiwali denisowianie. W znajdującej się niemal 200 m wyżej etiopskiej jaskini Fincha Habera przebywali 47–31 tys. lat temu ludzie polujący na podobne do świstaków gryzonie. Czy wysokie góry w Europie też były zamieszkane?
JANUSZ BUDZISZEWSKI: – Przekonanie, że nasi przodkowie unikali wysokich gór, wzięło się stąd, że trudno tam zakładać stałe osady. Zwykle lokowano się w jaskiniach i pod gołym niebem w niższych partiach, a szczyty wykorzystywano okresowo. Moim ulubionym przykładem jest mezolityczny kompleks Colbricon w Dolomitach (ok. 1900–2000 m n.p.m.). Archeolodzy odkryli tam pozostałości ognisk oraz tysiące krzemiennych narzędzi i odpadków po ich produkcji.

Ta okolica była naturalnym węzłem szlaków migracyjnych zwierząt. Łowcy szli za nimi. A Colbricon oferował łatwy dostęp do wody dzięki dwóm jeziorom i był doskonałym punktem obserwacyjnym. Łowcy wracali tam regularnie 8–10 tys. lat temu, prawdopodobnie o tej samej porze roku. Inny sposób korzystania z zasobów wysokich gór opisali w 2010 r. francuscy badacze. U schyłku epoki lodowcowej myśliwi kultury magdaleńskiej udawali się późną jesienią w wysokie Alpy, aby polować na otłuszczone przed zimą świstaki.

W przeszłości uważano, że góry są siedzibą bogów, stąd obiekty kultowe, np. inkaskie sanktuaria w Andach. A w Starym Świecie?
Potwierdzeniem, że góry były miejscem kultu, są nie tylko miejsca ofiarne, lecz także alpejska sztuka naskalna. W Val Camonica we włoskich Alpach (1800–2700 m n.p.m.) od neolitu do epoki żelaza powstało dziesiątki tysięcy rytów przedstawiających ludzi, zwierzęta i motywy symboliczne. Jeszcze starsze, być może już z późnego paleolitu, są zespoły rytów w Azji z Ałtaju, Tien-szanu czy Wyżyny Tybetańskiej. W górach polowano, zbierano rośliny, odprawiano rytuały, wypasano zwierzęta, a także poszukiwano „skarbów”, takich jak drogie kamienie, sól, rudy metali – stąd nasz termin „górnictwo”.

Rozumiem, że pasterstwo, a wraz z nim wyrabianie nabiału, pojawiło się w górach wraz z neolitem.
To zazwyczaj był długotrwały i złożony proces, który przebiegał w różny sposób i z różną intensywnością w poszczególnych górach. Najstarsze dowody wysokogórskiego pasterstwa pojawiają się w neolicie, ale dobrze udokumentowane jest dopiero dla epoki brązu.

Podobnie chyba z eksploatacją górskich zasobów. Chociaż istnieją przesłanki, że mieszkańcy Alp mogli wydobywać sól spod ziemi już w neolicie, pierwsze niepodważalne dowody pochodzą ze środkowej epoki brązu (1500–1300 r. p.n.e.) z Hallstatt w Austrii.
Sól w pradziejach pozyskiwano zazwyczaj – także w polskich Karpatach – ze słonych źródeł. O eksploatacji rud miedzi w austriackich, włoskich i szwajcarskich Alpach wiemy zaś już całkiem sporo. Tak samo jak w innych górach: włoskich Apeninach, bułgarskiej Sredniej Gorze, serbskich południowych Karpatach, a także w słowackiej części zachodnich Karpat. Ostatnio opisano odkrycie we wschodnich Pirenejach. W jaskini Cova del Catau de l’Os w dolinie Núria na wysokości 2235 m n.p.m. znaleziono ślady przeróbki wydobywanych w okolicy minerałów miedzi trwającej od późnego neolitu do epoki brązu.

A u nas?
W zasadzie nie mamy wysokich gór, a nasze Karpaty – w przeciwieństwie do słowackich – są ubogie w kruszce. Ale nasze stosunkowo niskie góry ze względów klimatycznych trudne były do zagospodarowania, więc często pozostawały relatywnie dzikie. Nawet współcześnie, po usunięciu podczas akcji Wisła osadnictwa Rusińskiego, w górach gospodarzą tylko drwale, których praca jest nieopłacalna. Mimo to wiemy, że na Podhalu i w Pieninach ludzie pojawili się co najmniej kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Wszystko dzięki wieloletnim badaniom prof. Pawła Valde-Nowaka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który odkrył w Karpatach dziesiątki śladów społeczności z epoki kamienia.

Radiolaryt czerwonyMuzeum Tatrzańskie w Zakopanem/CreativeCommonsRadiolaryt czerwony

Najsłynniejsze są w jaskini w Obłazowej z pozostałościami osadnictwa neandertalczyków, a także z najstarszym na świecie, wykonanym z ciosu mamuta bumerangiem, który według najnowszych ustaleń ma 40–42 tys. lat.
To prawda, z tym że znajdowane przez profesora stanowiska są zazwyczaj ulokowane na stokach wzgórz lub w dolinach na wysokości nieprzekraczającej 700 m n.p.m. Odkrycia pozostałości po ludziach z paleolitu w wysokich górach są naprawdę wyjątkowe.

Prof. Valde-Nowak właśnie odkrył w Jaskini nad Huczawą w Tatrach Bielskich (937 m n.p.m.) ślady łowców kultury magdaleńskiej. Czyli ludzie paleolitu 15 tys. lat temu zapuszczali się w Tatry. Czy znamy podobne ślady z jeszcze wyższych partii naszych gór?
W 1975 r. dr Krzysztof Tunia z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN odkrył rdzeń krzemienny ze środkowego neolitu w Dolinie Kondratowej w Tatrach ok. 1350 m n.p.m. W tym samym roku na zboczach Kiczory w Gorcach, ok. 100 m niżej, rdzeń zapewne z tego samego czasu znalazła grupa uczniów. Odkrycia te sugerowały, że ślady pierwszej ekspansji ludzi w najwyższe partie gór wiązać należy z pierwszymi rolnikami z tzw. późnych kultur naddunajskich.

Przez następne dziesięciolecia nic się nie zmieniło, bo nasze „wysokie góry” są porośnięte murawami hal albo lasami, więc trudno prowadzić badania powierzchniowe. Dopiero w latach 2012–19 takie poszukiwania przeprowadził w Bieszczadach Wysokich prof. Andrzej Pelisiak z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Na Połoninie Wetlińskiej (1100–1200 m n.p.m.) odkrył materiały kamienne, z których najbardziej jednoznaczne można było wiązać z kulturą ceramiki sznurowej ze schyłku neolitu. Według odkrywców mają one dokumentować pojawienie się w górach u schyłku neolitu gospodarki pasterskiej.

A jak zaczęła się wasza historia?
Od przypadkowego odkrycia. W 2021 r. dr Jan Loch z Gorczańskiego Parku Narodowego znalazł na Hali Turbacz fragment odłupka oraz okruch z krzemienia jurajskiego z okolic Krakowa. Dowiedziałem się o tym dwa lata temu. Ponieważ znalezisko pochodziło z miejsca typowego dla wysokogórskich obozowisk myśliwskich z epoki kamienia – na przełęczy z rozległym widokiem na dolinę Roztoki – postanowiłem je zweryfikować.

Pod egidą Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego stworzyliśmy ekipę badaczy epoki kamienia ze wszystkich warszawskich instytucji archeologicznych. Najpierw przeprowadziliśmy badania powierzchniowe, a potem serię mikrosondaży. Nasze badania były możliwe tylko dzięki wielkiej pomocy Gorczańskiego Parku Narodowego oraz schroniska PTTK na Turbaczu.

Sztuka naskalna z Val Camonica we włoskich AlpachGetty ImagesSztuka naskalna z Val Camonica we włoskich Alpach

Czy szukaliście tam czegoś konkretnego?
Znamy relacje o tym, że górale śląscy z pielgrzymek do Częstochowy przynosili krzemienie do niecenia ognia podczas wypasów. Musieliśmy wykluczyć taką możliwość w przypadku Hali Turbacz i potwierdzić prehistoryczną metrykę znalezisk, a także ustalić charakter i stan miejsca pochodzenia. Podczas poszukiwań zlokalizowaliśmy kolejne cztery zabytki z tego samego krzemienia jurajskiego i nie ma już wątpliwości, że to prehistoryczne stanowisko, niestety mocno zniszczone przez procesy stokowe. Zapewne jest ono paleolityczne, nadal jednak brakuje nam elementów pozwalających na precyzyjne datowanie. Wyniki dotychczasowych prac pozwalają nam jednak zaplanować badania wykopaliskowe, które rozpoczniemy w przyszłym sezonie.

Co nowego mówi stanowisko na Turbaczu?
Pokazuje zupełnie inny obraz wykorzystywania polskich gór wysokich niż wcześniejsze odkrycia. Każde z nich ujawniło inny fragment tej historii. Aby ją w pełni odtworzyć, potrzeba nowych znalezisk, a do tego nie wystarczy aktywność nielicznych archeologów. Skupiamy się teraz na wypracowaniu szybszych i skuteczniejszych metod weryfikacji stanowisk, opartych na zaawansowanych testach chemicznych i biologicznych.

Jeśli odkrycie na Turbaczu to pozostałość paleolitycznego obozowiska myśliwskiego, jest szansa, że w naszych górach może być wiele podobnych z różnych okresów epoki kamienia.
Jak najbardziej, ale potrzebujemy wsparcia turystów. Najlepszymi miejscami na obozowiska były przełęcze z rozległym widokiem na doliny. Ważny jest też dostęp do wody. Krzemienie nie występują naturalnie w Karpatach, dlatego jeśli ktoś zauważy na ścieżce krzemyk albo inny nietypowy kamyk, niech zrobi jego zdjęcie przed podniesieniem – oraz zdjęcia okolicy, bo dla archeologów kontekst jest zazwyczaj ważniejszy niż sam zabytek. Dopiero później należy zabrać kamień i zabezpieczyć go, by się nie pokruszył. Prosimy o wysłanie fotografii oraz informacji o miejscu znaleziska na adres archeowiesci@uw.edu.pl. My się odezwiemy.

W przyszłym roku spróbujemy przygotować profesjonalną aplikację. Gdyby dzięki turystom udało się zlokalizować więcej takich znalezisk, proces poznawania najstarszej historii wykorzystywania naszych gór wreszcie by przyspieszył.

Krzemień czy radiolaryt?

Znaleziska z Hali Turbacz wykonano z krzemienia jurajskiego z okolic Krakowa. Na miejscu można za to znaleźć radiolaryt – skałę o podobnych właściwościach. Oba surowce są bardzo twarde, bogate w krzemionkę i przy uderzeniu pękają w charakterystyczny sposób, dając ostre krawędzie. Dlatego wykonywano z nich narzędzia.

Krzemień jurajski jest zwykle szary – od jasnego, niemal białawego odcienia po ciemniejszy, niekiedy z plamkami lub smugami. Ma gładką, często lekko szklistą albo woskową powierzchnię świeżego przełamu, pęka muszlowo. Radiolaryty są czerwone, wiśniowe, brunatne, zielonkawe lub szare, bywają mniej jednolite i bardziej matowe.

Na odłupku może zachować się miejsce, w które uderzono (piętka) oraz niewielkie wybrzuszenie (sęczek). Na rdzeniu widać natomiast zagłębienia po wcześniej odbitych fragmentach (negatywy). Regularny układ śladów pozwala odróżnić efekt obróbki od przypadkowego pęknięcia.

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną