Shutterstock
Opinie

Prawdziwy szósty zmysł?

Najważniejszym z nowych zmysłów, zasługującym w moim przekonaniu na miano prawdziwego szóstego zmysłu, jest interocepcja, która w ostatnim dziesięcioleciu stała się przedmiotem niezwykle szybko rosnącej liczby naukowych publikacji. Pisze Krzysztof Szymborski.

Zmysły zapewniają nam zdolność odbierania bodźców zewnętrznych i od czasów Arystotelesa uważano, że posiadamy ich pięć – wzrok, słuch, smak, węch i dotyk. Mózg nasz odbiera jednak także najprzeróżniejsze bodźce pochodzące z wnętrza naszego ciała i odpowiadające im zmysły długo umykały identyfikacji. Mówiono co prawda o szóstym zmyśle jako o tajemniczej zdolności odbierania sygnałów wychodzących poza uznane fizyczne bodźce i będących podstawą intuicji, ale był on równie „nadprzyrodzony” jak telepatia czy jasnowidztwo. Ten brak naukowej wiedzy o dodatkowych zmysłach wynikał z braku danych empirycznych. Lecz już pod koniec XVIII w. brytyjscy uczeni zaczęli analizować dobrze dziś poznany zmysł równowagi, a w połowie następnego wieku Charles Scott Sherrington opisał zmysł propriocepcji (zwanej też czuciem głębokim), który pozwala nam na orientację w ułożeniu części własnego ciała i pozwala na przykład dotknąć własnego nosa z zamkniętymi oczami. Zaczęto więc nieśmiało mówić o siedmiu zmysłach zamiast pięciu, ale z biegiem czasu ich liczba nadal rosła i dziś niektórzy badacze wyróżniają ich aż 31.

Najważniejszym z nowych zmysłów, zasługującym w moim przekonaniu na miano prawdziwego szóstego zmysłu, jest interocepcja, która w ostatnim dziesięcioleciu stała się przedmiotem niezwykle szybko rosnącej liczby naukowych publikacji. Jest ona czymś więcej niż rozszerzeniem koncepcji innych „wewnętrznych” zmysłów (propriocepcji, równowagi, bólu czy odczucia ciepłoty ciała). Ma własną bazę neurologiczną i spełnia w naszym życiu niezwykle ważną funkcję. To dzięki niej mózg informowany jest, często bez naszej świadomości, o czynnościach mięśniowych, bólu, swędzeniu czy łaskotaniu, o odczuwanym przez nas głodzie czy pragnieniu, potrzebie tlenu, podnieceniu seksualnym, biciu serca, aktywności naczyniowo-ruchowej, potrzebie defekacji bądź oddania moczu. Za receptory służą wolne zakończenia nerwowe zlokalizowane w tkankach tzw. powięzi, odgrywającej zasadniczą rolę w integracji rozmaitych tkanek naszego ciała, a ścieżki nerwowe związane z interocepcją prowadzą poprzez rdzeń kręgowy do obszaru kory mózgowej zwanego wyspą. To jednak nie wyczerpuje listy funkcji spełnianych przez ów zmysł. Można powiedzieć bez większej przesady, że dzięki niemu myślimy nie tylko mózgiem, lecz z uczestnictwem całego ciała.

Mózg jest, oczywiście, głównym skupiskiem naszych neuronów – sama kora zawiera ich około 20 miliardów – lecz nasz układ trawienny wyposażony jest w 100 milionów neuronów zwanych mózgiem brzusznym. Wysyłane przez nie sygnały do mózgu nie tylko niosą informację sensoryczną, lecz mogą także wzbudzać stany emocjonalne, a nawet inicjować reakcje organizmu. Zwiększa to szybkość naszych reakcji, bo niekiedy decyzja działania podejmowana jest, jeszcze zanim bezpośredni bodziec dotrze do świadomości. Nie oznacza to, że interocepcja funkcjonuje w pełnej izolacji od świadomości. Wręcz przeciwnie – struktury nerwowe z nią związane połączone są z takimi „ułomnościami” naszej osobowości jak stany niepokoju, depresji bądź zespół jelita drażliwego, a także wszelkimi uzależnieniami – od hazardu poprzez alkoholizm, uzależnienie od nikotyny po nadmierny popęd seksualny. Wielki wzrost zainteresowania badaczy ludzkiej osobowości tym nie do końca poznanym zmysłem wynika też z nadziei, że może mieć znaczenie w psychoterapii. Interesującym, nawiasem mówiąc, faktem jest to, że system interocepcyjny jest odmienny u człowieka i innych naczelnych. Może stanowi on jedną z podstaw „człowieczeństwa”.

Wiedza i Życie 10/2021 (1042) z dnia 01.10.2021; Chichot zza wielkiej wody; s. 3

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną