Shutterstock
Opinie

Twarze w chmurach, czyli kiedy mózg przesadza, a kiedy niedowidzi

Szybkie ustalenie, czy dana osoba jest przyjacielem, czy wrogiem, może być sprawą życia lub śmierci. Dlatego mózg zazwyczaj w ciągu 60–70 ms rozpoznaje twarze. A jeśli tego nie potrafi, albo dostrzega oblicza tam, gdzie ich nie ma?

Kiedy w 1866 roku niemiecki psychiatra Karl Ludwig Kahlbaum ogłosił artykuł naukowy poświęcony złudzeniom zmysłów i po raz pierwszy zaproponował słowo „pareidolia” jako naukową nazwę zjawiska polegającego na ludzkiej tendencji do iluzorycznego dostrzegania znajomych kształtów w chaotycznych, pozbawionych sensu wizerunkach otaczającej nas rzeczywistości, uznał tę tendencję za przykład fałszywej percepcji. Być może z racji tej negatywnej oceny, a może przekonania, że opisane zjawisko jest trywialne i niegodne naukowego zainteresowania, przez wiele lat nikt nie zajmował się jego badaniem. Dopiero około 50 lat później, po części za sprawą polskiego psychiatry Szymona Hensa, dostrzeżono, że pareidolia może być przejawem kreatywności ludzkiego umysłu, i w 1921 r. stała się podstawą szeroko stosowanych w psychologii i psychiatrii testów Rorschacha.

Dziś pareidolię uważa się powszechnie za szczególny przypadek apofenii, czyli „doświadczenia odnajdywania ukrytych sensów w przypadkowych oraz nieznaczących zjawiskach, faktach [bądź] zdarzeniach” (Wikipedia). Ta pospolita ludzka skłonność uznawana jest za źródło spiskowych teorii dziejów, ale też trudno uważać ją za przejaw ułomności naszego umysłu, skoro jedna z popularnych definicji inteligencji głosi, że jest to „zdolność do znajdowania nowych, ukrytych relacji pomiędzy różnymi niepowiązanymi ze sobą informacjami i wykorzystanie tej nowej wiedzy z pozytywnym adaptacyjnie skutkiem”. Apofenia bywa więc źródłem niezliczonych hipotez, które można przetestować z pożytkiem dla nauki. Pozbawiona racjonalnego wsparcia niekiedy kreuje obraz świata, w którym za każdym zdarzeniem kryje się jakaś złowroga intencja. W przypadku pareidolii postrzeganie nieistniejących związków generuje obrazy – w szczególności wizerunki ludzkich twarzy. Twarze te (jak ostatnio odkryto, przeważnie męskie) widzieć możemy w chmurach, kłębach dymu, plątaninie gałęzi lub na powierzchni Marsa albo pizzy. Ta skłonność do wydobywania z chaosu informacji obrazów ludzkich twarzy ma w przekonaniu wielu badaczy podłoże ewolucyjne i spełnia funkcję adaptacyjną. Człowiek, podobnie jak mrówki czy pszczoły, jest gatunkiem superspołecznym i szybkie rozpoznanie obecności innych ludzi w naszym otoczeniu ma ogromne przystosowawcze znaczenie. W szczególności ważne jest szybkie ustalenie, czy dostrzeżona osoba jest znajomym (przyjacielem), czy obcym (wrogiem). Jeśli na dodatek wróg jest ukryty, nasza szybka reakcja może być sprawą życia lub śmierci. Lepiej więc być przewrażliwionym i postrzegać ludzkie twarze nawet tam, gdzie ich nie ma, niż je przegapić.

Najnowsze badania ludzkiego mózgu wykazały, że owa, powiedzmy, pareidolia twarzowa ma neurologiczną bazę. Wzrokowe impulsy wytwarzane przez siatkówkę w oku są potem przetwarzane przez korę wzrokową położoną w płacie potylicznym, czyli w tylnej części naszego mózgu. Rozpoznawaniem twarzy zajmuje się jednak odrębny niewielki ośrodek w korze skroniowej, zwany zakrętem wrzecionowatym. Wykorzystując zaledwie około 200 neuronów, nasz mózg może w ciągu 60–70 ms odróżnić znajomą twarz od obcej, a po 90 ms zidentyfikować osobę, do której ta twarz należy.

Profesor Anna Nowicka i jej współpracownicy z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego odkryli w 2019 roku, że własną twarz rozpoznać możemy nawet bez udziału świadomości. Wyposażeni jesteśmy zatem w niezwykle wrażliwy organ i nie dziwmy się, że niekiedy dokonuje on fałszywych pozytywnych ustaleń. Okazuje się, że nie jesteśmy pod tym względem gatunkiem wyjątkowym. Pareidolię zaobserwowano także u małp – makaków królewskich.

Pareidolia – powiedzieć można – ma też wśród zjawisk neurologicznych swe przeciwieństwo. Kiedy mózg jest niesprawny, czy to z przyczyn genetycznych, czy na skutek lokalnego uszkodzenia, nieszczęśnicy dotknięci tym upośledzeniem tracą zdolność do rozpoznawania twarzy. Defekt ten, zwany prozopagnozją, dotyka około 2% ludzi i jest to, rzecz zrozumiała, dolegliwość poważnie komplikująca życie. Na szczęście osoby takie przetwarzają inne wrażenia wzrokowe i identyfikują znajomych po ubraniu lub… wyglądzie psa wyprowadzanego przez nich na spacer.

Wiedza i Życie 4/2022 (1048) z dnia 01.04.2022; Chichot zza wielkiej wody; s. 3
Oryginalny tytuł tekstu: "Twarze w chmurach – czyli apofenia i pareidolia"
Reklama

Reklama