Szczepienia i autyzm: amerykańska agencja nagle się waha, naukowcy załamują ręce
Za rozpowszechnienie teorii, że szczepionka na odrę, świnkę i różyczkę (MMR) wywołuje u dzieci autyzm odpowiedzialny jest Andrew Wakefield. Jego historia – rozpoczęta publikacją artykułu w 1998 r., który został uznany za wadliwy zarówno pod względem naukowym, jak i etycznym – ostatecznie zamknęła się 15 lat temu. A mówiła ona o przerośniętych ambicjach, wielkich pieniądzach i jeszcze większych oszustwach. Miała jednego głównego bohatera, choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, że był on w swoich poczynaniach osamotniony.
„Badania” Wakefielda powtórzono w dziesiątkach innych laboratoriów. Związku między szczepionką MMR a autyzmem nie znaleziono. Choć niektórzy widzieli go nawet w krajach, w których nie szczepiono dzieci MMR, np. w Japonii. I tam jednak liczba chorych na autyzm rosła jak w Europie czy USA.
Żadnemu szanującemu się naukowcowi nie przyszłoby na myśl zasiewanie na nowo wątpliwości. W kwestie dotyczące zdrowia publicznego bardzo jednak lubią się wtrącać politycy.
Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (ang. Centers for Disease Control and Prevention, CDC) – rządowa agencja należąca do Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej, m.in. monitorująca zagrożenia epidemiologiczne – były do tej pory gwarantem rzetelnej wiedzy, także dla świata. I stały na stanowisku, że szczepienia nie mają związku z autyzmem. Wystarczyła jednak druga prezydencka kadencja Donalda Trumpa, który wielokrotnie wypowiadał się na ten temat w tonie takim, jak Wakefield, by CDC nagle w listopadzie 2025 r. zasugerowały, że zależność nie została całkowicie wykluczona.
Dla naukowego świata to kolejny cios. Przejście od jasnego, opartego na dowodach konsensu do przekazu uwzględniającego niepewność może wpłynąć na decyzje dotyczące szczepień, ale też mieć szerokie skutki społeczne.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: CDC communication undermines trust in vaccines
Zespół badaczy z Wiednia, Erfurtu, Hamburga i Kopenhagi sprawdził konsekwencje takiej postawy CDC. W badaniu wzięło udział prawie 3 tys. obywateli USA. Wyniki były jednoznaczne: osoby, które przeczytały zmienione informacje, uważały skutki uboczne szczepionek za bardziej prawdopodobne, miały większe obawy dotyczące ich bezpieczeństwa i wykazywały mniejszą chęć zaszczepienia się.
Ma to konsekwencje dla zdrowia publicznego. „Nawet umiarkowany, ale trwały spadek wskaźników szczepień może prowadzić do chorób, którym można zapobiec, większego obciążenia systemu opieki zdrowotnej i rosnących kosztów społecznych” – mówi Lau Lilleholt z Københavns Universitet.
Implikacje wykraczają poza kwestię szczepień. Przekaz CDC zmniejszył zaufanie uczestników badania do tej instytucji. Jednocześnie wzrosło poparcie dla typowych strategii negowania nauki, takich jak wybiórcze cytowanie badań, nierealistyczne żądanie dowodów lub myślenie o charakterze spiskowym.
Te badania są kolejnym dowodem na to, że upolitycznianie nauki nie prowadzi do niczego dobrego. Trump i jego administracja odejdą. Zostaną ludzie z mętlikiem w głowie i lekarze, którzy znów mozolnie będą odkręcać skutki zawahania się CDC. A podatnicy będą pokrywali koszty kolejnych badań i kampanii na rzecz zwiększania świadomości w kwestii szczepień. Naprawdę, trudno nie myśleć, że nieodpowiedzialni politycy powinni ponosić także koszty finansowe swoich słów i działań.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.