Shutterstock
Środowisko

Małej rzece ściek straszniejszy

Poziom zanieczyszczenia wód nie spada w tempie, jakiego byśmy sobie życzyli. I to pomimo spełniania przez oczyszczalnie norm ekologicznych dotyczących ścieków.  Naukowcy sprawdzili dlaczego.

Unia Europejska to stworzenie żywiące się biurokracją, raportami i statystykami. Jednym z jej organów specjalizujących się w tej czynności jest Europejska Agencja Środowiska, której bazy danych są pełne informacji, m.in. o jakości wód powierzchniowych.

Niedawno czwórka badaczy, głównie z Niemiec, zagłębiła się w tych danych, aby spróbować odpowiedzieć na jedno z niewygodnych pytań nurtujących specjalistów od ochrony wód. Brzmi ono: dlaczego mimo znaczących nakładów na rozwój oczyszczalni ścieków, stan ekologiczny większości rzek nie jest dobry? I nie można go opędzić trywialnym „oczyszczalnie nie działają”, bo ogólny poziom zanieczyszczeń w porównaniu z ostatnimi dekadami XX w. jest niższy.

Być może spadek poziomu klasycznych zanieczyszczeń, takich jak azot, fosfor czy ołów jest niewystarczający. Być może równoważy go wzrost obecności nowych, jak farmaceutyki czy mikroplastiki. Badacze wykryli jednak inny istotny czynnik.

Gdyby znaczenie miała tylko ilość ścieków, można byłoby oczekiwać dość prostej zależności: im ich więcej w wodzie, która spływa do rzek, tym gorszy jest ich stan ekologiczny. Z badaniem jakości ścieków jest trudniej – można oczywiście przeanalizować skład tego, co wypływa z danej oczyszczalni czy kolektora burzowego, ale nie z 26 523 takich obiektów rozrzuconych od Portugalii po Finlandię. Co więcej, tego typu ścieki to jedno, a spływy z pól czy lasów gospodarczych – drugie. Badacze skupili się jednak na informacjach dotyczących tych „miejskich”, z reguły przechodzących przez oczyszczalnie.

Wyniki ich analiz opublikowano w czasopiśmie Water Research. Zgodnie z oczekiwaniami udało się stwierdzić proporcjonalny spadek jakości wód rzecznych wraz z udziałem ścieków. Tyle że nie wszędzie. To działa tylko w najmniejszych potokach, takich, które nie mają żadnych dopływów albo co najwyżej kilka. W większych rzekach zależność ta znika – najwyraźniej niosą one tyle wody, że wpływ ścieków rozmywa się wśród wielu innych presji, choćby ścieków rolniczych. W przypadku mniejszych potoków też nie zawsze statystyki są jednoznaczne. Idealna zależność wyszła w potokach dorzeczy Wisły czy Loary, ale w dorzeczu Sekwany czy Rodanu już nie.

Badacze uważają więc, że jednym z czynników który obniża klasyfikację stanu ekologicznego jest lokalizacja zrzutu ścieków. Wpływ do małego potoku może degradować jego jakość, a ten sam zrzut do rzeki, do której ten potok wpada, już byłby mało znaczący. Oczywiście, jeszcze lepiej, gdyby takie ścieki dało się wykorzystać, np. do nawodnienia pól. Poza tym – jak już wspomniano – ścieki „miejskie” to jedynie jedna z wielu presji. Nawet najbardziej przemyślany system ich przerzutu nie odwróci skutków umocnień brzegowych, progów czy spływów z pól, które też oddziałują na stan ekologiczny potoków.

Reklama

Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną