Antarktyda: Lądolód pod Biegunem Południowym pęczniał i kurczył się co 41 tys. lat, nim zajął cały kontynent
|
|
W przyrodzie kolor wściekle żółty bywa stosowany ku przestrodze (patrz: liściołaz żółty) czy jako kamuflaż (patrz: modliszka storczykowa). W Pulsarze natomiast – to sygnał końca embarga, które prestiżowe czasopisma naukowe nakładają na publikowane przez badaczy artykuły. Tekst z żółtym oznaczeniem dotyczy więc doniesienia, które zostało upublicznione dosłownie przed chwilą. |
Antarktyda jest cool od prawie 34 mln lat. Wcześniej miała bogatą szatę roślinną, a lodowce – jeśli występowały – kryły się wysoko w górach i były jedynymi ostojami lodu na całej kuli ziemskiej. Ochłodzenie przyszło nagle na przełomie eocenu i oligocenu. W kontynent uderzyło kilka fal zimna i w ciągu 200–300 tys. lat lodowce zajęły większość lądu – przykryły go białą pierzyną, której grubość przekracza dziś miejscami 4 km.
Przebieg tego przeobrażania się podbiegunowego lądu w krainę wiecznego śniegu i nieoczekiwane konsekwencje tego procesu zrekonstruowali Alexandra Villa i Stephen R. Meyers z University of Wisconsin-Madison. Kierowali oni ekspedycją morską, podczas której nawiercono w kilku miejscach dno południowego Atlantyku i wydobyto rdzenie. W nich zachowały się także osady sprzed 34 mln lat. Badaczy zaskoczyły dwie rzeczy.
Po pierwsze, zjazd temperatur na Antarktydzie i pojawienie się na niej lądolodu doprowadziło do aż siedmiokrotnego zwiększenia produkcji biomasy przez organizmy zamieszkujące Atlantyk. Im głębiej w kryzysie klimatycznym pogrążał się ląd, tym lepiej wychodziły na tym oceany. „Na przełomie eocenu i oligocenu zaroiły się od żywych organizmów” – piszą badacze w pracy opublikowanej w „PNAS”
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: High-latitude teleconnections drive subtropical marine bioproductivity at the dawn of the Antarctic ice sheet
Druga obserwacja – badacze opisali ją jako „zdumiewającą” – dotyczy kosmicznego rytmu, który zapisał się w skałach na dnie Atlantyku. Można go „wyczuć” co ok. 41 tys. lat, a związany jest ze zmianą nachylenia osi ziemskiej, które waha się w granicach od 22,1° do 24,5° w stosunku do prostej prostopadłej do ekliptyki. Im jest mniejsze, tym mniej ciepła słonecznego dociera do obszarów podbiegunowych. Analiza atlantyckich rdzeni wykazała, że dopóki klimat ziemski nie był mroźny, te wahania w dostawie ciepła nie miały większego znaczenia. Gdy jednak temperatury globalne zjechały na początku oligocenu, Antarktyda szybko na nie zareagowała. Jej świeżo powstały lądolód puchł i kurczył się w rytmie zmian nachylenia osi ziemskiej, co z kolei przekładało się na ilość biomasy produkowanej w Atlantyku.
„Nigdy wcześniej nie wychwycono tego rytmu w tak odległych czasach. Znacznie później, bo w plejstocenie, gdy chłody na globie stały się jeszcze bardziej skrajne, spełnił on ważną funkcję w pojawianiu się i znikaniu kolejnych zlodowaceń” – zauważają badacze. Dodajmy, że pełni tę funkcję do dziś – nachylenie osi ziemskiej zmniejsza się od ok. 9 tys. lat. Według niektórych naukowców, gdyby nie ingerencja człowieka w klimat Ziemi, już szykowalibyśmy się do kolejnego glacjału.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.