Czy planetarny krwiobieg zaczyna chorować? Pojawiły się niepokojące symptomy, które naukowcy uważnie monitorują
Fenomen naszej planety polega m.in. na tym, że wszystkie jej oceany tworzą ogromny system naczyń połączonych. Kropla wody zanurzająca się w pobliżu południowej Grenlandii może ponownie ujrzeć światło dzienne w rejonie równikowego Pacyfiku. Ten oceaniczny układ, nazwany przez naukowców globalnym pasem transmisyjnym, pełni rolę podobną do układu krążenia w ludzkim organizmie – dostarcza tlen do głębin, umożliwiając życie ich mieszkańcom. Wprawia też w ruch liczne prądy morskie przemieszczające się po powierzchni oceanów. To od nich zależy klimat wielu regionów świata – rozprowadzają substancje odżywcze i pomagają stabilizować oceaniczne ekosystemy.
Cały ten obieg działa dość niezawodnie od końca ostatniego zlodowacenia, choć wcześniej zdarzało się, że system słabł, a wtedy temperatury oceanów i przyległych lądów ulegały gwałtownym zmianom. Najpoważniejsze zaburzenia pojawiały się zwykle w okresach ekstremalnego ocieplenia Ziemi, wywołanego wzrostem stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze. Czy podobna katastrofa może się do nas zbliżać? Tego nie wiadomo, choć widoczne są pewne niepokojące symptomy, takie jak gromadzenie się cieplejszych wód przy wschodnich wybrzeżach kontynentów, za co odpowiadają prądy morskie. Nie ma jednak pewności czy zjawisko może być zapowiedzią czegoś naprawdę groźnego.
Sięgnij do źródeł
Badania naukowe: An unprecedented view of ocean currents from geostationary satellites
„Wiele chorób rozwija się w ukryciu, zanim da o sobie znać. Można je wykryć dzięki regularnym badaniom. Tak samo powinniśmy postępować z oceanami” – przekonuje Luc Lenain, oceanograf z University of California i główny autor badań opublikowanych w „Nature Geoscience”. Jego zespół, działający na zlecenie amerykańskiej Marynarki Wojennej, NASA oraz European Science Foundation, opracował nową metodę obserwacji zmian w zachowaniu prądów morskich. Wyróżnia ją niezwykła dokładność i szybkość.
Pierwszy etap polega na gromadzeniu danych o temperaturze wód powierzchniowych wszystkich oceanów. Pomiary są na bieżąco wykonywane przez satelity pogodowe, a zadaniem naziemnych komputerów, wyposażonych w modele i moduły AI, jest wychwytywanie niepokojących „objawów chorobowych” w obrębie prądów morskich – takich jak nietypowy wzrost temperatury, zmiany prędkości czy kierunku przepływu. Efektem jest stale aktualizowana mapa (screen na górze), która z dokładnością do 8–10 km ukazuje nawet niewielkie (w skali globu) wiry wodne i złożone sploty strumieni tworzących oceaniczne rzeki.
Dziękujemy, że jesteś z nami. To jest pierwsza wzmianka na ten temat. Pulsar dostarcza najciekawsze informacje naukowe i przybliża najnowsze badania naukowe. Jeśli korzystasz z publikowanych przez Pulsar materiałów, prosimy o powołanie się na nasz portal. Źródło: www.projektpulsar.pl.